KRÓLEWSKIE ŻYCIE

Dziecko wagi państwowej, czyli jak rodzili się następcy tronu w rodzinie królewskiej

Obyczaje znacznie się zmieniły!

Zuzanna O’Brien 20 maja 2018 08:46

Narodziny potomka to zwrotny punkt w życiu każdej rodziny. Kiedy jednak w grę wchodzi rodzina królewska, ten intymny moment staje się sprawą publiczną. Na szczęście i ta dziedzina dworskich rytuałów ulega zmianie. Narodziny księcia Louisa Arthura Charlesa, trzeciego dziecka brytyjskiego księcia Williama i księżnej Catherine, obwieszczono światu 23 kwietnia. Kate kontynuowała tradycję zapoczątkowaną przez jej nieżyjącą teściową, księżnę Dianę: chłopczyk przyszedł na świat w prywatnym skrzydle Lindo londyńskiego szpitala St. Mary’s – tym samym, gdzie urodziła się dwójka jego rodzeństwa, ojciec i wujek Harry.

Narodziny księcia Louisa

Tym razem przed szpitalem koczowała zaledwie grupka przejętych rojalistów i skromna reprezentacja prasy i telewizji. William był obecny przy porodzie, Kate towarzyszyły trzy położne i ginekolog opiekujący się rodziną królewską. Sztab profesjonalistów, czuwający nad księżną przy jej pierwszym porodzie, nie był niezbędny. Przy narodzinach małego George’a pięć lat temu asystowało dwóch ginekologów, trzy położne, dwóch anestezjologów, laborantka i trzech menedżerów. Poza nimi i Williamem jako pierwsze dziecko zobaczyły fryzjerka i stylistka Kate – młoda mama musiała przecież nienagannie zaprezentować się przed tłumem dziennikarzy i kamer telewizyjnych z całego świata.

Zaledwie kilka godzin po przybyciu Louisa na świat Catherine stała już z nim na schodach szpitala, gotowa zabrać go do domu. To akurat w Wielkiej Brytanii zupełnie normalna procedura – jeśli nie ma przeciwwskazań, to dziecko i mama wypisywane są tego samego dnia. Na książęcą parę i tak przecież czekali w pałacu Kensington rodzice księżnej, pielęgniarka i niania. Narodzinom Louisa nie towarzyszyła medialna histeria, a oficjalne kanały przekazywania informacji zadziałały jak dobrze naoliwiona maszyna. O tym, że księżnę przyjęto do szpitala, poinformował na Twitterze pałac Kensington. Jak nakazuje zwyczaj, o przyjściu na świat swojego szóstego prawnuka najpierw dowiedziała się królowa Elżbieta II, a dopiero po niej pozostali członkowie rodziny królewskiej i Middletonowie. Następnie biuro prasowe Williama i Kate poinformowało media o płci i wadze najmłodszego Cambridge’a.

Catherine przyzwyczaiła już wszystkich, że kilka godzin po porodzie wygląda jak modelka. Tym razem zaprezentowała światu synka ubrana w czerwoną sukienkę z koronkowym kołnierzykiem – podobną do tej, w której na tych samych schodach stała Diana, piastując w objęciach małego Harry’ego. Najpopularniejszym zdjęciem w internecie nie było jednak wcale to porównujące obie mamy, ale zestawienie Kate i Mii Farrow, która miała na sobie podobną kreację w filmie… Dziecko Rosemary. Londyński herold obwieścił mieszkańcom stolicy dobrą nowinę. Wiadomość o narodzinach księcia pojawiła się na specjalnej sztaludze przed pałacem Buckingham. Tradycji stało się zadość, a szczęśliwi rodzice mogli w spokoju przyjmować przez kolejne kilka dni wizyty najbliższej rodziny – królowa przyleciała do wnuków helikopterem z zamku w Windsorze – i szykować przyjęcie na trzecie urodziny swojej córki Charlotte. Brytyjscy poddani pogratulowali rodzicom zdrowego noworodka, po czym na łamy mediów niemal natychmiast wróciły doniesienia na temat rychłego ślubu księcia Harry’ego i amerykańskiej aktorki Meghan Markle.

Książę William - idealny tata

Kate ma szczęście, że mimo pompy towarzyszącej narodzinom jej dzieci może liczyć nie tylko na najlepszą fachową opiekę, ale też na wsparcie męża. To w rodzinie królewskiej relatywna nowość. Księżna Diana jako pierwsza urodziła swoje dzieci w szpitalu St. Mary’s, ale 35 lat temu, gdy na świat przyszedł William, obecność ojców na sali porodowej była rzadkością. Książę Karol stanął jednak na wysokości zadania i był z żoną przez cały czas. Diana wyznała swojemu biografowi, Andrew Mortonowi, że poprosiła o przyspieszenie porodu, bo nie była w stanie znieść medialnej presji towarzyszącej jej podczas całej ciąży. Kiedy dwa lata po Williamie urodził się Harry, Karol nie przyprowadził starszego syna do szpitala, żeby jako pierwszy zobaczył brata – tak jak zrobił to teraz William z dwójką swoich starszych dzieci. Jednak sam fakt, że mógł być świadkiem narodzin swoich synów w szpitalu, był wyjątkowy – większość ojców po prostu odbierała wtedy od położnych ciasno opatulone zawiniątko. Mimo trwającej od wielu lat akcji uświadamiającej i przygotowania personelu medycznego do przyjmowania ojców na porodówkach, ich obecność postrzegano jako dodatkowy kłopot i zawalidrogę w obsłudze „kobiecych spraw”. Nawet przykład królowej Elżbiety nie był w stanie zmienić podejścia nie tyle jej poddanych, ile lekarzy i położnych do zmian w systemie. Ale królowa rodziła przecież swoje dzieci w domu.

Jak rodziła królowa Elżbieta II?

Jej pierwszy syn, Karol, przyszedł na świat w pałacu Buckingham. Elżbieta miała wtedy 22 lata. Przy trwającym 30 godzin porodzie zakończonym cesarskim cięciem towarzyszyli jej położne i lekarze, ale miała to szczęście, że u stóp jej łóżka nie stał minister spraw wewnętrznych. Zaledwie pokolenie wcześniej urzędnik państwowy musiał na własne oczy zobaczyć, że monarchini lub żona króla sama powiła potomka, że jest on takiej, a nie innej płci, a następnie zaświadczyć to przed rządem. Jej matka doświadczyła tego na własnej skórze, gdy do sypialni w domu jej rodziców w Mayfair wparował sir William Joynson-Hicks, żeby być świadkiem narodzin małej Elżbiety. Cztery lata później kolejny minister przez dwa tygodnie musiał wynajmować mieszkanie w pobliżu szkockiego zamku Glamis, bo księżniczce Małgorzacie nie spieszyło się na świat. Królowa Mary miała nadzieję, że ministrowi znudzi się czekanie, ale nie doceniła jego obowiązkowości. Zwyczaj ten zarzucono 20 lat później – rząd doszedł do wniosku, że obecność urzędnika w tych okolicznościach nie jest jednak niezbędna.

Gdy królowa Elżbieta walczyła z siłami natury, książę Filip, zamiast dreptać niecierpliwie po korytarzu i zaglądać przez dziurkę od klucza, grał w squasha ze swoim sekretarzem. Po otrzymaniu wiadomości, że ma syna, Filip wbiegł po schodach z naręczem róż i goździków, po czym oświadczył, że noworodek wygląda jak… placek ze śliwkami.

Kolejne dzieci Elżbiety, Andrzej i Anna, urodziły się w podobnych okolicznościach, z drobną zmianą lokalu – jedyna córka królowej przyszła na świat w Clarence House, bo pałac Buckingham był wtedy w remoncie. Królowa zawsze trzymała rękę na pulsie najnowszych wydarzeń i trendów, więc gdy przyszło do urodzenia jej najmłodszego syna, księcia Edwarda, 37-letnia wówczas monarchini zażądała od męża obecności przy porodzie. Filip zniósł to bez mrugnięcia okiem i przez cały czas trzymał żonę za rękę – został pierwszym w historii ojcem w rodzinie królewskiej, który był świadkiem narodzin swojego dziecka.

Narodziny wnuków królowej Elżbiety

Wszystkie jego dzieci z radością porzuciły zwyczaj urządzania sali porodowej we własnych domach. Księżniczka Anna, matka Zary i Petera, najstarszych wnucząt królowej, była pierwszą kobietą z tej rodziny, która urodziła swoje dzieci w szpitalu St. Mary’s, i pierwszą z rodzeństwa, która uważała, że poród to sprawa obojga rodziców – kapitan Mark Phillips towarzyszył przy przyjściu na świat obojga swoich dzieci. Beatrice i Eugenia, córki księcia Andrzeja, przyszły na świat w londyńskim szpitalu Paddington, a Louise i James, dzieci Edwarda – w szpitalu Frimley Park w hrabstwie Surrey. Oczywiście w asyście ojców. Córka Anny, Zara, położyła w zeszłym roku podwaliny pod nowy zwyczaj: swoje drugie dziecko urodziła w zeszłym roku w państwowym szpitalu w Gloucester.

Porody w rodzinie królewskiej dawniej...

Zwyczaj sprowadzania do sypialni członkiń rodziny królewskiej najwyższych urzędników państwowych i kościelnych, aby na własne oczy zobaczyli narodziny następcy tronu, miał wyeliminować możliwość podmiany przyszłego monarchy. W XVII wieku przy porodzie syna króla Jamesa II asystowało 42 oficjeli – historycy nazywają to wydarzenie pierwszym medialnym cyrkiem wokół królewskich narodzin. Podejrzewano, że żona Jamesa, Maria z Modeny, wcale nie była w ciąży. Gdy na świat przyszedł jej syn, rozeszła się plotka, że dziecko przemycono do sypialni w szkandeli – patelni na węgle do podgrzewania łóżek. Nawet obecność przy porodzie tłumu dostojników nie położyła im kresu i prawowity dziedzic korony nigdy nie zasiadł na tronie.

Królowa Wiktoria, matka dziesięciorga dzieci, tylko raz uniknęła wydania potomka na świat w pełnej asyście swoich dostojników. Arcybiskup Canterbury i towarzyszący mu dwaj lordowie spóźnili się na narodziny jej najstarszego syna, Edwarda. Musieli uwierzyć na słowo biskupowi Londynu, który czuwał w jej sypialni już od kilku godzin, że królowa wydała rozkrzyczanego noworodka na świat własnymi siłami. Wiktoria nie była matką z wyboru – dostarczenie krajowi następcy tronu było jej obowiązkiem, ale pozostałe ciąże i rodzenie dzieci w ogóle nazywała „zawodowym ryzykiem bycia żoną”. Uważała, że noworodki i niemowlęta są brzydkie, nigdy żadnego nie karmiła piersią i z ulgą oddawała je w objęcia nianiek. Była też pierwszą monarchinią, która urodziła ze znieczuleniem. W latach 40. XIX wieku odkryto znieczulające właściwości chloroformu, a królowa skorzystała z niego przy porodzie dwojga najmłodszych dzieci.

Wiktoria, a później jej praprawnuczka, królowa Elżbieta, sprawiły, że kobiety w brytyjskiej rodzinie królewskiej przestano traktować wyłącznie jako inkubator dla przyszłego dziedzica. Każda z nich była i jest przede wszystkim monarchinią, a ich podejście do macierzyństwa było ich własnym wyborem. Urodzenie dziecka – dziś już obojętnej płci, bo dzięki nowemu prawu mężczyźni nie mają pierwszeństwa w prawie do korony – wpisane jest w zestaw obowiązków członków tej rodziny, którzy są najbliżej w kolejce do tronu. Ale na tym polega monarchia. Następną kobietą, której przyjdzie się zmierzyć z tą presją, będzie kiedyś żona pięcioletniego dziś księcia George’a. Kate, choćby urodziła jeszcze kilkoro dzieci, ma już spokój. ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Trendy na wiosnę 2021. Najmodniejsze makijaże na wiosnę 2021.

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

HALINA ROWICKA I ANNA KALCZYŃSKA Jak odnaleźć się w życiu po odejściu ukochanej osoby i czy matka i córka mogą się przyjaźnić. MARIA DĘBSKA o niezależnych kobietach: matce reżyserce, ikonie lat 60. Kalinie Jędrusik, którą zagrała, i o... sobie. MARIUSZ WILCZYŃSKI – malarz, performer, twórca animacji. Jego animowany film „Zabij to i wyjedź z tego miasta” to absolutny światowy hit! Pierwsza w historii Stanów Zjednoczonych kobieta wiceprezydent – KAMALA HARRIS zmienia świat. GRZEGORZ SKAWIŃSKI Życie rockmana w czasach pandemii. W cyklu PODRÓŻE: Czy w tym roku poszusujemy i gdzie – top lista najsłynniejszych zimowych kurortów.