koronawirus, karetki, szpital, paraliż służby zdrowia
Fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER
O TYM JEST GŁOŚNO

Koronawirus: SOR-y pękają w szwach. Przyjmują dopiero, gdy ktoś umrze!

„Nie ma już lepszych dni, tylko coraz gorsze”

Redakcja VIVA! 21 października 2020 14:00
koronawirus, karetki, szpital, paraliż służby zdrowia
Fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER

Sytuacja epidemiczna w Polsce pogarsza się z dnia na dzień. Według danych Ministerstwa Zdrowia, tylko wczoraj zanotowano 10040 nowych przypadków zakażeń koronawirusem oraz 130 zgonów! Szpitale na terenie całego kraju alarmują, że sytuacja jest tragiczna. Ze względu na niewydolność systemu opieki zdrowotnej, co raz częściej mówi się o tym, że Polska stała się Włochami drugiej fali. "Mam poczucie beznadziei", przyznaje szef jednego z oddziałów ratunkowych. Tak wygląda typowy dzień pracowników SOR w dobie kryzysu epidemicznego. 

Koronawirus w Polsce: SOR-y na skraju wydolności. Przyjmują dopiero, gdy ktoś umrze

W serwisie internetowym dziennik.pl ukazał się reportaż autorstwa Pauliny Nowosielskiej, która opisuje realia pracy na SOR w dobie epidemii koronawirusa. Doktor Łukasz Litwa, szef Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie wyznał, że najczęściej kolejnych pacjentów przyjmują dopiero, gdy ktoś umrze. Decyzją wojewody ilość przewidzianych miejsc dla zakażonych wirusem SARS-CoV-2 ma się tam zwiększyć z 70 do 93. "Podszedłem do ścian i łóżek. Czytałem im cierpliwie to polecenie, ale zero reakcji. Nie rozsunęły się w cudowny sposób i nie rozmnożyły", ironizował jeden z lekarzy. 

Ratownicy medyczni wraz z chorymi spędzają w karetkach pod szpitalem długie godziny, bo i tak nie mają, gdzie się z nimi udać. Często nie mają pojęcia, czy ich pacjenci w ogóle zostaną przyjęci. "Mężczyźni nie chcą jednak rozmawiać. Są źli i zmęczeni", napisała Paulina Nowosielska. Powoli zaczyna brakować im zarówno sił, jak i nadziei. "Nie ma już lepszych dni. Są tylko co raz gorsze", jedyne co powiedzieli dziennikarce. Nie dość, że personel medyczny w całej Polsce zmuszony jest pracować dużo więcej i ciężej, to jeszcze dzień w dzień naraża się na ogromne niebezpieczeństwo. 

Kolejka karetek przed jednym z wrocławskich szpitali:

koronawirus, szpital, karetki, paraliż
Fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER

"Na jednorazowy strój dla personelu medycznego zakładam kombinezon ochronny, ochraniacze na buty i rękawiczki, które pielęgniarka pomaga mi na nadgarstkach obkleić taśmą, by szczelnie połączyć z rękawami. Następnie maskę FFP3, gogle, czepek na włosy. Do tego kolejne rękawiczki i przyłbica. W pierwszym momencie nie można złapać oddechu, w kolejnym gogle zaparowują. Żeby móc się poruszać, trzeba uspokoić serce i umysł, bo nieprzyzwyczajony człowiek czuje się jak w pułapce", opisuje codzienną rutynę pracowników SOR Paulina Nowosielska. Tylko i wyłącznie w takim stroju mogą oni wejść na salę obserwacyjną, gdzie przebywają pacjenci. Wyznali dziennikarce, że zamieniają się co trzy godziny, bo dłużej nie są w stanie w nim wytrzymać. Takiego przywileju nie mają natomiast ratownicy medyczni, którzy w podobnych strojach zmuszeni są długimi godzinami koczować pod szpitalami w całej Polsce. 

Więcej na ten temat w poruszającym reportażu Pauliny Nowosielskiej na dziennik.pl

Koronawirus: Polska to Włochy drugiej fali! Rząd jest innego zdania

"W Polsce już dzieje się druga Lombardia", alarmuje doktor Łukasz Litwa. Zagraniczne media również przyrównują obecną sytuację epidemiczną w naszym kraju, do tej sprzed kilku miesięcy we Włoszech. Wszystko przez brak miejsc w szpitalach, kolejki karetek przed SOR-ami, niską świadomość społeczną oraz nieadekwatne do stanu rzeczy decyzje rządu. Paraliż służby zdrowia to już nie czarny scenariusz, lecz rzeczywistość. Chorych na COVID-19 przybywa zdecydowanie za szybko i za dużo. 

Co raz więcej oddziałów ratunkowych w Polsce pęka w szwach. "Wcześniej to była taśma. Dziś to jazda bez trzymanki", mówił szef krakowskiego SOR o realiach swojej pracy. Personel medyczny nie ma fizycznej możliwości nadążać za swoimi obowiązkami. Pomimo, że w systemach znajdują informacje o wolnych miejscach, w rzeczywistości okazuje się, że już dawno są zajęte. "Dzwonię i szukam miejsc w innych szpitalach, czasem małych, powiatowych. Są takie dni, gdy siedzę przy telefonie i przez sześć godzin załatwiam miejsca dla pacjentów", relacjonował w rozmowie z TOK FM doktor Goutam Chourasia, kierownik zmiany Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Innego zdania jest natomiast rzecznik prasowy rządu, Piotr Müller. Twierdzi, że liczba miejsc w polskich szpitalach nadal jest zabezpieczona. "To jest kwestia koordynacji, aby pacjenta do odpowiedniego szpitala przewieźć", powiedział na antenie TVP Info. Podczas gdy miejsc dla chorych na COVID-19 rzekomo nadal nie brakuje, rząd rozpoczął proces budowy tymczasowych szpitali polowych na terenie każdego z województw. Taka placówka już w tym tygodniu ma powstać w salach biurowych Stadionu Narodowego w Warszawie. Konieczność stworzenia tymczasowych szpitali dla zakażonych koronawirusem to kolejny argument przemawiający za tym, że sytuacja epidemiczna w Polsce do złudzenia przypomina tę sprzed kilku miesięcy we Włoszech.  

Kolejka karetek przed SOR-em we Wrocławiu
Fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER

koronawirus, szpital
Fot. Adobe Stock

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.