Reklama

Sebastian Karpiel-Bułecka nie mówi o Zakopanem jak o modnym kurorcie z pocztówki, lecz jak o miejscu, które jest częścią jego tożsamości. Artysta od pokoleń związany z Podhalem nie ukrywa dziś rozczarowania. W jednym z najnowszych wywiadów przyznaje, że obecny wygląd miasta budzi w nim głęboki niepokój i podkreśla, że współczesna zabudowa wymaga radykalnych zmian.

Sebastian Karpiel-Bułecka mówi bez ogródek o Zakopanem

Sebastian Karpiel-Bułecka nigdy nie ukrywał, skąd pochodzi jego siła i wrażliwość. Podhale to nie dekoracja w jego biografii, to jej fundament. Od lat z dumą podkreśla swoje silne związki z regionem, który ukształtował go jako człowieka i artystę.

Pochodzi z Kościeliska, niewielkiej miejscowości położonej tuż obok Zakopanego, która do XIX w. tworzyła z nim jedną osadę. To właśnie tam, w cieniu Tatr, między tradycją a surowym pięknem natury, dojrzewał jego świat wewnętrzny. Dla niego to nie jest tylko punkt na mapie ani adres rodzinnego domu. To przestrzeń osobista, rodzinne dziedzictwo i krajobraz, który współtworzył jego wrażliwość.

Moje serce jest w górach i na zawsze tam pozostanie. Pewnie kiedyś wrócę tam na stałe. Na razie o tym nie myślę, bo moje dzieci chodzą do szkoły w Warszawie. Ale ileż można funkcjonować w pędzie, stać w korkach i stresować się, że ktoś za chwilę zacznie na ciebie trąbić?. […] Człowiek nie został stworzony do życia w mieście, tylko blisko natury. Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że w Zakopanem są tłumy turystów i próżno tam szukać spokoju. To prawda, ale — po pierwsze — są tam góry, a — po drugie — ja jestem z Kościeliska i mam tam jak u Pana Boga za piecem”, mówił w rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady.

Czytaj też: Sebastian Karpiel-Bułecka wychował się bez ojca. Jakim sam jest tatą?

Sebastian Karpiel-Bułecka, Viva! Man 4/2024
Sebastian Karpiel-Bułecka, Viva! Man 4/2024 Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Dziś Sebastian Karpiel-Bułecka patrzy na Zakopane z rosnącym niepokojem. Choć wciąż mówi o górach z czułością i sentymentem, nie ukrywa, że obecna architektura miasta daleka jest od ideału. To już nie tylko nostalgia za dawnym klimatem — to wyraźny sprzeciw wobec kierunku, w jakim, jego zdaniem, zmierza tatrzańska stolica.

Artysta przyznał wprost, że Zakopane „zatraca się w deweloperskich budowach” i jest „zaklejone billboardami”. To zdanie wybrzmiewa szczególnie mocno. Góry, które od pokoleń stanowią symbol Podhala, zostają — w jego ocenie — przysłonięte przez reklamową rzeczywistość. „Na Krupówkach jest może odrobinę lepiej niż było, ale generalnie nie podoba mi się, w jaką stronę zmierza Zakopane. Miasto zatraca się w deweloperskich budowach i zaklejone jest billboardami. Gdy wjeżdżam do Zakopanego, nie widzę gór, bo zasłania mi je wielki baner reklamujący Wioskę Smerfów. Szlag mnie trafia! Przecież to żenujące! […] Władze Kościeliska świetnie sobie z tym poradziły. Tam nie ma ani jednego billboardu. W Szwajcarii czy Austrii też są piękne, wolne od reklam krajobrazy. To, co dzieje się w Zakopanem, to jakaś tragedia”, opowiada w Plejadzie.

W jego słowach nie ma złości dla samej złości. Jest raczej głębokie rozczarowanie. To głos kogoś, kto patrzy na zmiany z perspektywy mieszkańca i człowieka silnie związanego z lokalną tożsamością.

Sprawdź też: Góralska chata czy designerska rezydencja? Sebastian Karpiel-Bułecka sam zaprojektował dom w Zakopanem

Sebastian Karpiel-Bułecka, Viva! Man 4/2024
Sebastian Karpiel-Bułecka, Viva! Man 4/2024 Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Sebastian Karpiel-Bułecka: „Zakopanego nie da się już uratować”

Sebastian Karpiel-Bułecka nie poprzestaje na łagodnych ocenach. Przyznaje, że ma wrażenie, iż są ludzie, „których sposób myślenia jest odporny na wszelkie zmiany”. To gorzka diagnoza, wypowiedziana przez kogoś, kto nie stoi z boku, lecz czuje się częścią tej przestrzeni. Najbardziej dosadne słowa padają jednak chwilę później. „Aczkolwiek, według mnie, Zakopanego nie da się już uratować. Musiałby przyjechać walec i zburzyć cały ten architektoniczny syf, który został tam postawiony. Czy ktoś się na to odważy? Czy kogoś będzie na to stać?”, dodaje.

Artysta wspomina także o swoim znajomym, który chciałby działać na rzecz poprawy krajobrazu Podhala, między innymi poprzez usuwanie nielegalnych budynków. „Chciałby zbierać pieniądze na wyburzanie budynków, na których postawienie nikt nigdy nie powinien wydać zgody. Nie chcę być pesymistą, ale patrząc na to, co dzieje się obecnie, czarno to widzę”, mówi Michałowi Misiorkowi dla Plejady.

Reklama
Reklama
Reklama