Monika Kuszyńska po raz pierwszy o narodzinach i wychowywaniu synka Jeremiego
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM
HISTORIE MIŁOSNE

„Dzięki Kubie odzyskałam kobiecość”... Oto historia miłości Moniki Kuszyńskiej i Jakuba Raczyńskiego

„Kuba pokochał mnie za to, jaka jestem naprawdę”

Damian Brillowski 28 maja 2022 15:04
Monika Kuszyńska po raz pierwszy o narodzinach i wychowywaniu synka Jeremiego
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Kiedy 28 maja 2006 roku pod Miliczem doszło do wypadku, w głowie Moniki Kuszyńskiej rozbrzmiewało tylko jedno pytanie. Czy kiedykolwiek zostanie matką? Macierzyństwo było wielkim marzeniem wokalistki... Po długich miesiącach spędzonych w szpitalu, operacjach i rehabilitacjach, zaczęła na nowo układać swoje życie. Na drodze piosenkarki stanął dawny kolega z zespołu, Jakub Raczyński. „Kiedy stanął w drzwiach 14 stycznia, w moje urodziny, z naręczem żółtych tulipanów, poczułam wiosnę w środku zimy”, mówiła artystka w jednym z wywiadów. Para od lat tworzy szczęśliwe małżeństwo... Poznaj wzruszającą historię miłości Moniki Kuszyńskiej i Jakuba Raczyńskiego.

Monika Kuszyńska i Jakub Raczyński: początki ich miłości 

Monika Kuszyńska i Jakub Raczyński poznali się dzięki muzyce a właściwie dzięki występom w zespole Varius Manx, do którego oboje należeli. Ona była wokalistką a on saksofonistą. Ich wspólne popisy na scenie przeszły do historii i wprawiały w zachwyt publiczność!

„Kubę Raczyńskiego znałam od dawna. Był saksofonistą jazzowym, absolwentem popularnego Wy­działu Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach. W 2001 roku dołączył do Varius Manx, by cztery lata później odejść z zespołu. Okoliczności rozstania były, jak we wszystkich przy­padkach, nieprzyjemne i kiedy dziś wracamy w rozmowach do tamtej chwili, Kuba natychmiast się zacietrzewia. Wciąż jest to dla niego drażliwy temat. Ale ja dobrze wspominam te lata współpracy i tego przystojnego, nieco nieśmiałego chłopaka, który z saksofonem potrafił wyczyniać cuda. Fanki go uwiel­biały. Kiedy podczas koncertu oboje wychodziliśmy na przód sceny, on wygrywał swoje energetyczne solówki, a ja tańczyłam seksownie, publiczność wpadała w zachwyt. To właśnie my po koncertach najdłużej rozdawaliśmy autografy. Do Kuby usta­wiała się długa kolejka rozemocjonowanych dziewcząt. Nieraz któraś wcisnęła mu w rękę miłosny liścik”, wspominała na łamach swojej biografii „Drugie życie”, napisanej wspólnie z Katarzyną Przybyszewską-Ortonowską, wokalistka.

Jednak wspólna praca nie zaowocowała gorącym uczuciem. „Ja zawsze widziałam w nim świetnego muzyka, saksofonistę, fajnego, wesołego ko­legę… i tyle”, podkreślała. „Czy kiedykolwiek pomyślałam, że może połączyć nas coś więcej? Nawet nie przeszło mi to przez myśl. – Wtedy w ogóle nie zwracałaś na mnie uwagi. Wolałaś „star­szych panów” – przekomarza się nieraz ze mną Kuba. – Nic dziwnego – odgryzam się. – Byłeś takim dzieciakiem!”, żartowali wielokrotnie.

Muzyk opuścił szeregi zespołu rok przed tragedią, która wydarzyła się pod koniec maja 2006 roku. Monika Kuszyńska w wyniku wypadku samochodowego została sparaliżowana od pasa w dół.

„Podobno po wypadku Kuba próbował skontaktować się ze mną. Jego rodzice, oboje związani ze służbą zdrowia, mieli świetne kontakty. Znali ówczesnego ministra zdrowia, Zbigniewa Religę, mogli więc dowiedzieć się, dokąd powin­nam się udać, do jakiego szpitala, specjalisty. Chcieli pomóc, a nam taka pomoc z pewnością bardzo by się przydała. Błą­dziliśmy przecież jak dzieci we mgle. Niestety, wtedy nie udało się Kubie dotrzeć do mnie. Mój telefon był wyłączony, a menedżerka zespołu najwyraźniej uznała, że to nic ważnego. Do dziś zdarza mu się „gdybać” – Może gdybyśmy ci wtedy pomogli, nie musiałabyś tyle cierpieć? – Było tak, jak miało być – uspokajam go. – Najważniejsze, że to już za nami”, zwierzała się w swojej książce.

On śledził doniesienia na jej temat, interesował się życiem byłej koleżanki z zespołu, którą los tak okrutnie doświadczył. Wiedział jednak, że odcięła się od przeszłości. A on przecież był jej częścią... W końcu jednak się przełamał. „Zadzwonił pod pretekstem pomocy. Skądś dowiedział się, że staram się o odszkodowanie po wypadku, sprawa ciągnęła się już jakiś czas, chciał więc polecić znajomego prawnika. Przyję­łam propozycję. Rozmowa była bardzo miła. W pewnym mo­mencie zapytał nieśmiało, czy może mnie odwiedzić. – Jasne – odpowiedziałam. – Zapraszam! Przyjechał w dniu moich urodzin. Nieraz dopytywałam, jak to się stało, że o nich pamiętał. – To tylko dlatego, że obchodzisz urodziny w tym samym dniu, co moja pracodawczyni, Krystyna Prońko – odpowiadał przekornie.  Dzień wcześniej grał koncert z Krystyną w okolicach Bielska, uznał więc, że to najlepszy moment na odwiedziny”, relacjonowała Monika Kuszyńska.

I tak miłość zapukała do jej serca w najmniej oczekiwanym momencie. „Po raz drugi pojawił się w moim życiu niecałe dwa lata po wypadku. Kiedy stanął w drzwiach 14 stycznia, w moje urodziny, z naręczem żółtych tulipanów, poczułam wiosnę w środku zimy”, wspominała wokalistka w jednym z wywiadów. 

„Był nieco skrępowany, przypuszczam, że kosztowało go to dużo stresu. Nie wiedział przecież, czego się spodziewać. Bał się, że otworzy mu przygnębiona dziewczyna na wózku, zaniedbana i w kiepskiej formie. Że z pięknej, seksownej Moniki, którą kie­dyś znał i która mu się podobała, nie został nawet ślad. Miałam wrażenie, że kiedy mnie zobaczył, odetchnął z ulgą. Nie byłam wprawdzie „gwiazdą”. Nosiłam dresy, dyskretny makijaż i wło­sy spięte do góry. Szału nie było. A jednak dostrzegłam błysk w jego oku. Dobrze nam się rozmawiało. Nie zauważyliśmy, jak minęło kilka godzin. Zbliżał się wieczór, zaproponowałam więc, by zo­stał na noc”, relacjonowała.

Nie chciał sprawić jej kłopotu i nie chciał, by czuła się skrępowana. „Co ty, nie ma problemu, przecież nie będziesz się włóczył po nocy. Do Łodzi jest kawał drogi – przekonywałam. Czułam się przy nim nadzwyczaj swobodnie. Mimo że nie wi­dzieliśmy się tyle czasu”, pisała w „Drugim życiu” artystka. Tego wieczoru znajomi wyciągnęli ich do Szczyrku. Bawili się świetnie. Następnego dnia Jakub Raczyński wrócił do Łodzi. „Uściskaliśmy się na do widzenia. Kiedy wy­chodził, pochylił się i pocałował mnie w policzek”, dodawała.

A jak ten moment zapamiętał Jakub? Okazuje się, że dla niego nie była to miłość od pierwszego wejrzenia a raczej był to dłuższy proces. Dzięki czemu ich miłość jest dziś silniejsza. „Przez kilka lat byliśmy z Moniką tylko znajomymi z zespołu. Dopiero po wypadku, jak ją odwiedziłem, to coś między nami zaiskrzyło. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Zawsze mi się podobała, ale to jest oczywiste, bo to piękna kobieta. Natomiast miłość to był pewien proces, który trwał i jest to chyba silna miłość”, opowiadał Jakub Raczyński w materiale „Uwagi!” na antenie TVN.

Czytaj także: Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke zostaną rodzicami! Tancerze pokazali wyjątkowe zdjęcia

Monika Kuszyńska po raz pierwszy o narodzinach i wychowywaniu synka Jeremiego
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Monika Kuszyńska, VIVA! 2015

Dzięki ukochanemu Monika wróciła do śpiewania po wypadku  

Na początku traktowali się jak dobrzy przyjaciele, kontynuując znajomość za pośrednictwem internetowego czatu. To tam Monika mogła zwierzyć się ze wszystkich swoich obaw, lęków i trosk wiedząc, że mężczyzna jej wysłucha i doda otuchy. Z upływem czasu zauważyła, że ich relacja nabiera rumieńców. „On zbliżał się i wycofywał. Ale ja jestem cierpliwa. Nie prowadziłam tej gry, którą często prowadzą kobiety, zanim rozkochają w sobie mężczyznę. Nie byłam pewna swojego uroku. To była trudna sytuacja, a w takich momentach człowiek przestaje grać. I Kuba pokochał mnie za to, jaka jestem naprawdę”, przytacza słowa Kuszyńskiej dziennik „Fakt”. 

To przy Jakubie piosenkarka przestała się krępować faktem, że jest osobą z niepełnosprawnością i porusza się na wózku inwalidzkim. Będąc zakochaną z niecierpliwością wyczekiwała kolejnych spotkań. Dzięki mężczyźnie odzyskała wiarę w siebie i pomału zaczęła wracać do śpiewania. Wspólnie nagrali płytę „Ocalona”, która została dobrze przyjęta przez publiczność. „Długo wstydziła się śpiewać, ale wiedziałem, że to kocha. Zaczęliśmy pracować razem, stworzyliśmy kilka piosenek. Przeszła bardzo dużo i twardo stoi na nogach, chociaż siedzi na wózku. Jest konsekwentna. Sytuacja, w której się znalazła nie jest łatwa, ale daje sobie z nią radę i nie ma do nikogo pretensji”, podkreślił w jednym z wywiadów muzyk. 

Zobacz także: Mariusz Szczygieł dokonał coming outu. „Nie umiem mówić publicznie, że jestem gejem”

Monika Kuszyńska
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Monika Kuszyńska, VIVA! 2010

Od ponad 10 lat Monika Kuszyńska i Jakub Raczyński  tworzą szczęśliwe małżeństwo 

W styczniu 2011 roku, po trzech latach od pamiętnego spotkania w urodziny artystki, Monika i Jakub zaręczyli się, zaś ślub wzięli sześć miesięcy później, 30. lipca, by następnie zamieszkać w domu z ogrodem pod Łodzią. Para doczekała się dwójki dzieci. W 2017 roku Monika Kuszyńska i Jakub Raczyński zostali rodzicami Jeremiego, natomiast w grudniu 2018 roku na świat przyszła córeczka pary, Kalinka. Przyjście na świat dzieci było wielkim marzeniem artystów. Ich narodziny traktują w kategorii cudu. 

W zeszłym roku minęło 10 lat, odkąd Monika i Jakub zostali małżeństwem. A mimo tego uczucie między nimi nie gaśnie. „Wiem, że nigdy wcześniej nie czułam się dla mężczyzny tak atrakcyjna jak teraz w tym związku, moim związku, będąc na wózku. To wydaje się dziwne, ale tak jest! To, co od niego dostaję, jest niezwykłe i wspaniałe”, szczerze przyznaje piosenkarka.

Mąż nie jest zazdrosny o żonę, mają do siebie ogromne zaufanie. Jednak zanim się związali, wokalistka sama musiała uporządkować swoje życie i myśli oraz odnaleźć w sobie wewnętrzny spokój i siłę na budowanie stałej relacji z drugim człowiekiem. „Ludzie trafiają na siebie w odpowiednim momencie, na odpowiednim etapie swojego życia. Myślę, że to jest też to, co wypracowałam w sobie. Ja byłam gotowa na związek, który jest spokojny… ja byłam spokojna, byłam pogodzona ze sobą. Wiedziałam, że nie chcę się szarpać, ścigać. Chcę po prostu czuć się ze sobą dobrze. Albo jesteśmy partnerami, którzy idą wspólnie gdzieś przez życie, na jakimś etapie i dobrze się z tym czują albo nie”, zdradziła w rozmowie z Olivierem Janiakiem na platformie YouTube na kanale "De’Longhi TV".

Czytaj także: Krystyna Sokołowska wygrała Miss Polonia 2022! Kim jest najpiękniejsza Polka?

Dzięki mężowi Monika Kuszyńska odzyskała kobiecość 

Monika Kuszyńska wypowiada się o mężu w samych superlatywach. Doskonale wie, że dzięki niemu odzyskała wewnętrzny spokój oraz kobiecość. Często słyszy od ukochanego, że jest piękna i ją kocha, co dodatkowo odbudowuje jej wiarę w siebie. 

„Nie chciałabym, żeby to, co o nim opowiadam, było ckliwe czy tandetnie romantyczne. Kuba jest bardzo ważną postacią w moim życiu, ale historia, która nas łączy, jest niesłychanie intymna i nie lubimy o tym mówić innym. To on stworzył mi muzyczne poczucie bezpieczeństwa. A jednocześnie jego obecność jest też dla mnie ogromnie ważna z punktu widzenia osoby, która po wypadku całkowicie utraciła swoją kobiecość. To właśnie dzięki Kubie odzyskałam ją na nowo.

Trzy - cztery lata temu nie uwierzyłbym, że kiedykolwiek coś takiego głośno powiem. Z drugiej strony ja mam specyficzny charakter, nie jestem ckliwa. Dla mnie znacznie więcej znaczą czyny niż słowa, a jednak przy Kubie doceniłam wartość słów: jesteś piękna, kocham cię. Każdego dnia od nowa budowały moją wiarę w siebie i moją kobiecość”, zwierzyła się Monika Kuszyńska w wywiadzie dla magazynu VIVA!.

Monice Kuszyńskiej i Jakubowi Raczyńskiemu życzymy wielu wspaniałych chwil, wypełnionych miłością i czułością.  

Czytaj także: 

Monika Kuszyńska, Jakub Raczyński, gala wręczenia nagród Srebrne Jabłka magazynu Pani, Warszawa, 19.02.2013 rok
Fot. VIPHOTO/East News

Monika Kuszyńska, Jakub Raczyński, gala wręczenia nagród Srebrne Jabłka magazynu Pani, Warszawa, 19.02.2013 rok

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Czy czas zabliźnia rany, zaciera pamięć? Co sądzą o filmie „Ania”? BLISCY ANNY PRZYBYLSKIEJ w poruszającej, intymnej rozmowie. BARBARA ROMANOWICZ-TORZEWSKA I MAREK TORZEWSKI: słynny polski tenor i aktorka. Od 40 lat razem. Na dobre i na złe. Niezmiennie w sobie zakochani. Ich wyznania brzmią jak piękna miłosna aria. DOROTA GARDIAS: wydawałoby się, że ma wszystko: urodę, talent, popularność, miłość widzów i udaną córeczkę Hanię. A jednak los jej nie rozpieszcza… RADOSŁAW ŚMIGULSKI zarządza Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Czy sam jest… fanem kina? KRÓLOWA ELŻBIETA II i jej wielkie miłości…