Reklama

Dorota Wellman w rozmowie z Marzeną Rogalską w audycji Weekend jak marzenie na antenie Radia Złote Przeboje opowiedziała o sile słów "kocham cię". Wróciła też do najbardziej bolesnego wspomnienia: trzymała mamę za rękę w chwili odchodzenia i powtarzała jej te słowa, nie wiedząc, czy je słyszy.

Jedno zdanie, które w tej rodzinie nie jest dodatkiem, tylko codziennością

Dorota Wellman nie ukrywa, że okazywanie uczuć traktuje jak coś naturalnego, a nie odświętnego. W rozmowie radiowej podkreśliła, że potrzeba mówienia kocham cię była w jej domu obecna od zawsze i wyniosła ją z relacji z mamą. To właśnie ona miała przekazać jej przekonanie, że czułość nie osłabia, tylko wzmacnia i daje oparcie na przyszłość.

Dziś ten rodzinny nawyk ma swój ciąg dalszy. Wellman zwróciła uwagę, że w jej domu takie słowa nie zniknęły wraz z dorastaniem dziecka. Przeciwnie: nawet dorosły syn potrafi zakończyć dzień prostym wyznaniem skierowanym do mamy.

Bardzo często na dobranoc od dorosłego syna dostaję: "kocham cię, mamo". Ja mam tę potrzebę mówienia i zawsze mówiłam temu, kogo kocham, że go kocham. Nauczyłam się tego od mojej mamy, która uważała, że okazywanie uczuć jest wspaniałą rzeczą i trzeba to robić. Myślę, że to bardzo mnie wzmocniło i przygotowało do życia, bo to było dla nas obu istotne

— wyznała.
Dla prezenterki to znak, że emocje mogą być komunikowane bez skrępowania i że bliskość nie musi mieć limitu wieku.

W jej opowieści mocno wybrzmiewa też druga strona takiej postawy: jeśli uczucia nazywa się na bieżąco, nie zostają w człowieku niewypowiedziane rzeczy, które mogłyby później ciążyć. To nie jest deklaracja na pokaz, ale sposób budowania relacji, w której słowa idą równo z obecnością.

Czytaj też: Dramatyczne okoliczności były początkiem ich przyjaźni. Tylko w VIVIE! Dorota Wellman i Marta Klepka tak szczerze o kulisach wieloletniej relacji

Ostatnie chwile, w których liczy się tylko obecność

Najbardziej poruszający fragment rozmowy dotyczył momentu, kiedy odchodziła dziennikarki. Wellman wróciła do obrazu, który zostaje w pamięci na zawsze: ona sama przy łóżku, z dłonią mamy w swojej dłoni, próbująca dać jej spokój i pewność, że nie jest sama.

Prezenterka przyznała, że w tamtym czasie powtarzała mamie kocham cię, kierując te słowa wprost do jej ucha. Zaznaczyła przy tym, że nie potrafi ocenić, czy umierająca osoba jeszcze słyszy i rozumie wszystko, co dzieje się obok.

Nie wiem, czy słyszała, kiedy umierała, a ja ją trzymałam za rękę, że ja jej to cały czas powtarzałam na tę ostatnią drogę, żeby wiedziała, że ja tam jestem. Nie mam pojęcia, czy słyszała. Nie wiem, ale ja chcę wierzyć w to

— powiedziała Dorota Wellman.
Jednocześnie wybrzmiało w tym coś niezwykle ludzkiego: potrzeba wiary, że komunikat dotarł. Że w tych ostatnich minutach i godzinach liczy się nie tylko medyczny opis stanu, ale prosta, uparta bliskość, wyrażona głosem i dotykiem. W jej relacji nie chodzi o dramatyczne gesty, tylko o to, by towarzyszyć do końca i zostawić po sobie ślad czułości.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Są małżeństwem od 38 lat i wciąż patrzą w tym samym kierunku. Sekret związku Doroty Wellman i jej męża Krzysztofa

Dorota Wellman, Viva! 24/2018
Dorota Wellman, Viva! 24/2018 MARTA WOJTAL
Reklama
Reklama
Reklama