Doda: „Lud żąda krwi i ukamienowania”. Mocna odpowiedź na zarzuty o bezkarność
Doda znów znalazła się w samym centrum medialnej burzy. Po serii wywiadów jej byłego męża, Emila Stępnia, w sieci zawrzało. Internauci zaczęli otwarcie pytać o bezkarność artystki. W rozmowie z Eska.pl wokalistka stanowczo odpowiedziała na zarzuty, wyliczając konkretne konsekwencje, które – jak podkreśla – poniosła.

Doda ponownie znalazła się w centrum medialnej burzy. Po wywiadach jej byłego męża, Emila Stępnia, w sieci rozgorzała dyskusja o rzekomej bezkarności artystki. Internauci zaczęli otwarcie pytać, czy kiedykolwiek poniosła konsekwencje swoich afer. W rozmowie z Eska.pl wokalistka stanowczo odpowiedziała na te zarzuty, wyliczając konkretne fakty dotyczące swojej kariery.
Doda bezkarność – skąd wzięły się zarzuty?
Temat, jakim jest rzekoma bezkarność Dody, powrócił w przestrzeni medialnej w ostatnich tygodniach. Wszystko za sprawą wywiadów jej byłego męża, Emila Stępnia. To właśnie one wywołały falę krytycznych komentarzy w sieci.
Internauci zaczęli publicznie zastanawiać się, czy artystka kiedykolwiek zapłaciła za swoje afery i kontrowersyjne zachowania. Pojawiły się pytania, czy branża rozrywkowa przymyka oko na jej wybryki oraz czy rzeczywiście nie poniosła żadnych realnych konsekwencji.
Doda postanowiła nie pozostawiać tych oskarżeń bez odpowiedzi. W czasie promocji swojego najnowszego serialu udzieliła wywiadu serwisowi Eska.pl, w którym bezpośrednio odniosła się do zarzutów.
10 lat poza TVN i Telewizją Polską – kulisy medialnych banów
W rozmowie z Eska.pl wokalistka nie kryła zaskoczenia narracją o swojej rzekomej bezkarności. Jej odpowiedź była stanowcza i pełna emocji.
„Co? Jak nie poniosłam? Nie występowałam w TVN-ie przez 10 lat, nie występowałam w Telewizji Polskiej przez 10 lat. Nie mogłam występować na festiwalach, miałam zablokowane 2/3 mojej muzyczno-estradowej drogi” – wyliczała.
Słowa o 10 latach nieobecności zarówno w TVN, jak i w Telewizji Polskiej, stały się jednym z najmocniejszych elementów jej wypowiedzi. Doda podkreśliła również, że nie mogła występować na festiwalach, co – jak wynika z jej relacji – znacząco ograniczyło jej działalność artystyczną.
Według artystki te fakty przeczą tezie o bezkarności Dody. Wskazuje ona wprost na konkretne ograniczenia zawodowe, które miały realny wpływ na jej karierę.
Zablokowane 2/3 kariery i sprawy sądowe
Doda w wywiadzie dla Eska.pl odniosła się także do kwestii sądowych. Podkreśliła, że choć większość spraw wygrywa, to te, które przegrywa, są – jak określiła – „dosyć dotkliwe”.
„Większość spraw w sądzie wygrywam, ale te, które przegrywam, są dosyć dotkliwe. Ponoszę te konsekwencje. Nie rozumiem, jakie jeszcze miałabym ponieść” – zaznaczyła.
Wokalistka zwróciła uwagę, że miała zablokowane 2/3 swojej muzyczno-estradowej drogi. To kolejny element, który – w jej ocenie – świadczy o tym, że konsekwencje były realne i odczuwalne.
W kontekście zarzutów o bezkarność Dody, artystka jednoznacznie wskazuje, że ponosiła skutki zarówno w życiu zawodowym, jak i na sali sądowej.
Zobacz też: Wykasowała z sieci dowód ich miłości; przed nią rozwód kościelny. Doda nie chce znać byłego męża
„Lud żąda krwi” – mocne słowa Dody w wywiadzie dla Eska.pl
Najwięcej emocji wzbudził jednak fragment wypowiedzi, w którym Doda odniosła się do postawy części opinii publicznej. Jej słowa były ostre i bezpośrednie.
„Mam wrażenie, że ludziom brakuje takiego zezwierzęcenia jak za czasów Cezara i walk gladiatorów, że lud żąda krwi, ukamienowania, zniszczenia, skopania leżącego. Wtedy mieliby satysfakcję, że ktoś nie jest w stanie się podnieść. Jak ktoś ma godność i cały czas idzie do przodu, mimo swoich porażek i problemów cały czas prze, to ich to tak drażni, że szok” – powiedziała w rozmowie z Eska.pl.
Tym samym artystka jasno dała do zrozumienia, że – jej zdaniem – część odbiorców oczekuje nie tylko konsekwencji, ale wręcz publicznego upokorzenia i całkowitego upadku.
