Bogusław Mec, choroba
Fot. Wojciech OLSZANKA/East News
WSPOMNIENIE

Czuł, że słabnie, ale żona walczyła o niego do końca... Mija 10 lat od śmierci Bogusława Meca

Umierając, ściskał ukochaną za rękę

Agnieszka Dajbor 11 marca 2022 11:14
Bogusław Mec, choroba
Fot. Wojciech OLSZANKA/East News

Bogusław Mec był bardzo popularnym wokalistą. Miał czarujący, ciepły głos. Wylansował takie przeboje jak „Na pozór”, „W drodze do Fontainebleau” (z wokalistką Alibabek Ewą Dębicką), „Mały biały pies”, „Z nieśmiałości mojej” i oczywiście wielki evergreen „Jej portret”. Zaśpiewał tę piosenkę w Opolu w 1972 roku i to ona otworzyła mu drzwi do kariery.

Gdy rozchorował się na białaczkę i trzeba było zrobić przeszczep, szpik oddała mu jego siostra Danuta. Do końca, o jego życie walczyła żona, Jolanta. „Wiedziałam, jaka to jest choroba, ale cały czas wydawało mi się, że mu się uda, że będzie tym pierwszym, tym jedynym, który zwycięży wszystko. Był wspaniałym pacjentem, godził się na wszystko, co mu dałam. Chciał wyzdrowieć i chciał być tylko dla nas”, wspominała w jednej z rozmów. Gdy koncertował poważnie już chory, zawsze spoglądał za kulisy, czy Jola tam stoi, czy jest. Ona wkładała mu do kieszonki morfinę, tak na wszelki wypadek, gdyby na koncercie bardzo go bolało.

Dziś mija 10 lat od śmierci Bogusława Meca.

Zobacz też: Grażyna Barszczewska: wyrzucili ją ze szkoły aktorskiej, bo była za delikatna. Jej rola Niny Ponimirskiej przeszła do historii

Bogusław Mec: dzieci wołały do niego Ty Szwabie!

Bogusław Mec urodził się 21 stycznia 1947 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Pochodził z rodziny ewangelików, jego tata Arnold Metz był spolszczonym Niemcem, mama gorliwą katoliczką, która z miłości do męża przeszła na wyznanie ewangelickie. Po wojnie zamieszkali w Tomaszowie, na parafii, gdzie wynajmowali mieszkanie. Bogusław i jego starsza siostra Danka dobrze się tam czuli jako dzieci. Wokół parafii był piękny, kwietny ogród i brama, za którą byli bezpieczni.

Jak wspominał Bogusław Mec, to był jego „meine, kleine welt” - własny, mały świat. W szkole rówieśnicy wymyślali mu „Ty Szwabie!”, dorysowywali hitlerowskie wąsiki. Polscy rodzice zabraniali swoim dzieciom bawić się z nim i jego siostrą. Plotkowano, że w ogrodzie są wilki, a przed wejściem do kościoła leży zakopana Matka Boska i że kościół jest niemiecki… W liceum do jego siostry przychodziły koleżanki i pytały: „to gdzie te wilki?”. Ale wtedy już się z tego śmieli.

Zobacz też: Historia chorej na mukowiscydozę Anny Tomczak. Ma dla kogo walczyć

bogusław mec z żoną
Fot. Wokalista z żoną Jolantą i wnuczkiem Franciszkiem. Fot. ANDRZEJ ZABRANIECKI/EAST NEWS

Oczywiście nie było tylko źle. W licealnych czasach na parafii młodzież urządzała odlotowe prywatki, pastor dostawał z Zachodu płyty, jakich nie było wtedy w Polsce, akcje rodzeństwa poszły w górę. Ojciec wokalisty zmienił dla spokoju imię i nazwisko na Adam Mec, Bogusław je przejął. Kiedyś reżyser Kazimierz Kutz zagadnął go: „A dlaczego ty piszesz się przez c?!" Powinienem pisać się przez „tz", tak mam w pożółkłych papierach”, wspominał Bogusław Mec. Parafii był wierny przez całe życie. Wspierał ją, dawał w niej koncerty.

Jest taki student w Łodzi...

Bogusław Mec był bardzo związany z Łodzią. Tam studiował w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (dzisiaj to Akademia Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego). Uczył się tam na wydziale projektowania ubiorów. Jednocześnie próbował swoich sił w śpiewaniu. Z powodzeniem! W 1970 roku wygrał koncert Debiuty na festiwalu w Opolu. Pojechał za pieniądze z nagrody do Hiszpanii. Taka kariera robiła wrażenie, nawet na profesorach z uczelni. W 1972 roku zaśpiewał w Opolu melancholijną balladę o rozstaniu „Jej portret”. I zdobył ogromną popularność. Piosenkę miał początkowo śpiewać Jerzy Połomski, ale odmówił. Szukano nowego wokalisty. Bogusława Meca odkryła Renata Rumel, ówczesna szefowa redakcji muzycznej radiowej Trójki. Powiedziała: „Jest taki student z Łodzi, ma niski ciepły głos. Jest malarzem. Będzie pasował”. I okazało się, że trafiła w dziesiątkę.

Zobacz też: Ta miłość była im pisana. Andrzej i Zofia Grabarczykowie są małżeństwem od ponad 46 lat

bogusław mec młody
Fot. Bogusław Mec jeszcze jako student, początek lat 70. Fot. ANDRZEJ WIERNICKI/FORUM

Po występie w Opolu stał się bardzo popularny, jeździł w długie trasy koncertowe, które nazywał ironicznie „Czyż nie dobija się koni?”. Występowali m.in. dla zakładów pracy, czasem już od 10:00 rano, dla pierwszej zmiany. Potrafili grać po 5-6 koncertów dziennie. Ludzie chcieli się zabawić, chcieli piosenek „pod nogę”, takie utwory jak „Jej portret” były trudne, i Bogusław Mec nieraz się irytował, widząc, jak jego ulubiona piosenka jest odbierana. Jeździł też w trasy z Czesławem Niemenem albo sam, organizował śpiewane wernisaże, na których pokazywał swoje obrazy. Telewizja polska zrobiła do piosenki „Jej portret” teledysk, co było wtedy ewenementem. Bogusławowi Mecowi towarzyszy w nim Dorota Trafankowska, mistrzyni polski w gimnastyce artystycznej.

Jolanta i Bogusław Metz: wielka małżeńska miłość

Z żoną było razem 38 lat. Poznali się w 1972  roku w klubie 77, w Łodzi, Bogusław tam akurat śpiewał. Razem zatańczyli, rozstali się nad ranem. Jolanta Mec pracowała jako pielęgniarka na oddziale dziecięcej onkologii. Gdy urodziła się ich córka Luiza, zwana Lulu, Bogusław Mec jęknął w budce telefonicznej:  „O Boże baba” (cytuję za onet.pl). Nie potrafił się wtedy cieszyć z córki, chciał mieć syna, potem sam się tym emocjom dziwił.

Jolanta Mec była trochę zła na męża, że została sama z maleńkim dzieckiem, a on stale jest trasie. Ale szybko jej ta złość minęła. „Było mi bardzo trudno, ale wiedziałam, że śpiewanie to wielka pasja męża i jego sposób na życie. Lulu mówi, że w domu był kult ojca. Jak przyjeżdżał, prosiłam córkę o spokój, bo tato jest zmęczony. Nie czułam się jednak wykorzystywana, byłam po prostu odpowiedzialna za to, co dzieje się w domu. Boguś darzył mnie ogromnym zaufaniem, radził się mnie prawie we wszystkim. Szyłam mu ubrania na scenę, a jak Lulu podrosła, jeździłyśmy z nim na koncerty, sprzedawałyśmy plakaty, płyty. To była miłość. Imponował mi swoją wewnętrzną siłą”, wspominała (cytuję za pomponik. pl).

bogusłąw mec
Fot. Bogusław Mec w swoim domu , 2003 rok. Fot. TRICOLOR/EAST NEWS

Dom z marzeń w brzozowym lasku

Bogusław Mec nie był idealnym partnerem. Jak wynika z jego biografii „Bim bam bom. Mogę wszystko. Historia Bogusława Meca” napisanej przez Macieja Wasilewskiego potrafił być człowiekiem bezwzględnym, skłonnym do czarno-białego widzenia świata, lubiącym błyszczeć za wszelką cenę. Nie był specjalnie uważnym ojcem dla swojej córki Luizy, chociaż po latach był dumny, że skończyła tak jak on łódzką Akademię Sztuk Pięknych, pracowała jako graficzka w Nowym Jorku. Dopiero jako dorosła, niezależna już kobieta poczuła, że ojciec ją kocha. Ale musieli mieć silne więzi jako rodzina, skoro  córka wróciła do Polski, gdy ojciec zachorował, by być bliżej rodziców, pomóc. Bogusław Mec dużo pił, czemu zresztą sprzyjały długie trasy koncertowe. Potrafił pojechać po córkę i wrócić pijany, Jolanta była na niego wściekła, często wyciągała go z różnych opresji.

Zbudowali dom pod Łodzią, w brzozowym lasku. Bogusław Mec sam go wyrysował, mówił, że to był dom z marzeń. Cieszyli się, że w ogrodzie bawi się wnuk. Ale spokój trwał tylko rok. W 2001 piosenkarz rozchorował się na ostrą białaczkę szpikową. Lekarze i żona przez pewien czas ukrywali to. Żona go pocieszała w szpitalu, a potem sama wracała do domu i jak wspominała „wyła z bólu”.

Zobacz też: Wypadek zmienił jego życie. Dziś jest szczęśliwym mężem i ojcem. Niezwykła historia Jaśka Meli 

Bogusław Metz: choroba

Okazało się, że konieczny jest przeszczep szpiku. Dawcą była siostra Bogusława - Danuta. Spokój po zabiegu trwał jednak tylko przez osiem miesięcy. Okazało się, że są komplikacje, Bogusław Mec miał ogromne bóle, z którymi zmagał się do końca życia. Jednak przez cały czas  występował, nagrywał, praca ratowała go, dawała siły do życia. Była, jak mówił, łaską od Boga. Po dziesięciu latach choroba wróciła na dobre. Trudno powiedzieć, jak by sobie poradził, gdyby nie Jola. Przeżywała wraz z nim huśtawkę emocji – od rozpaczy po nadzieję. A jednocześnie musiała być silniejsza, żeby mogła mu pomóc.

Zobacz też: Lucyna Winnicka i Jerzy Kawalerowicz: kochali się i tworzyli filmy, które do dziś fascynują świat

Była przy nim dzień i noc, prowadziła go, by mógł dojść na scenę. „Prowadziła go pod rękę. Żeby nie upadł. Nogi miał słabe, zanikające mięśnie. Korytarz był wąski, przypominał tunel. „Jeszcze piętnaście kroków" - powiedziała. Szli tak dwie minuty. W pokoju stała kanapa. „Muszę odpocząć". Usiadł i złapał się za brzuch. Nie mógł opanować kaszlu (…) Przytuliła jego głowę, instynktownie, z miłości. „Wkładam ci tabletkę do kieszeni. Weź, jak będzie bolało". „Nie chcę morfiny, Jolu. Ludzie czekają”.

To poruszający fragment z książki Macieja Wasilewskiego „Bim bam bom. Mogę wszystko". Ten ostatni koncert zaśpiewał na Dzień Kobiet 8 marca, kilka dni przez śmiercią pojechali jeszcze razem na nagrania „Szansy na sukces”. Kiedyś był człowiekiem, którego „trudno było upilnować".  W miarę postępowania choroby coraz bardziej potrzebował opieki. To też musiało być dla niego trudne. Zdawał sobie sprawę, że słabnie. Któregoś dnia powiedział do żony: "Ja już z tego nie wyjdę". Ale kiedy po raz ostatni – jak się okazało –  zabierało go pogotowie, oboje mieli nadzieję, że jeszcze się uda. Umierając, ściskał ją za rękę.

bogusłąw mec  i ewa dębicka
Fot. Bogusław Mec i Ewa Dębicka na Festiwalu w Opolu 1977 rok, w przeboju „Mały biały pes". Fot. PAP/Ryszard Okoński

„Ostatnie jedenaście lat to była ciągła walka o zdrowie taty, ale też podtrzymywanie w nim optymizmu, że wszystko będzie dobrze”, mówiła w jednej z rozmów Luiza Mec. Dla Jolanty Mec żałoba trwała ponad trzy lata. Cały czas żyła sprawami męża, jego chorobą, nie miała swojego azylu, w którym mogłaby się schować. Z czasem nauczyła się żyć sama. Z miłością do męża w sercu. Ma córkę i dwójkę wnuków. Bogusław Mec zmarł 11 marca 2012 roku, dokładnie dekadę temu.

Miał 65 lat. Nigdy nie zapomnimy o jego wielkim talencie. 

Bogusław Mec, grób
Fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA WACHOWICZ o życiu po pięćdziesiątce, ukochanej córce i tym, co daje jej równowagę. MIKA URBANIAK I VICTOR DAVIES. Ona – wokalistka, malarka, córka Urszuli Dudziak i Michała Urbaniaka. On – ceniony brytyjski kompozytor. Opowiadają o niełatwej relacji. KRZYSZTOF BARANOWSKI o czerpaniu siły z miłości – do morza i do kobiety. JOANNA JAKUBAS o swojej muzycznej drodze i pierwszej płycie. Ponadto także: Czy biografia SHARON STONE ujawni całą prawdę o jej życiu?