Magdalena Adamowicz, Viva! 24/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM
O TYM SIĘ MÓWI

Magdalena Adamowicz poruszająco o rocznicy śmierci męża

„Boję się, że na nowo wybuchnie w nas ból i tęsknota”

Olga Figaszewska 8 stycznia 2020 12:51
Magdalena Adamowicz, Viva! 24/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

To dla żony Pawła Adamowicza trudny czas. Prezydent Gdańska rok temu został zamordowany podczas finału WOŚP. Magdalena Adamowicz wciąż wraca do tragicznych wydarzeń. W poście na Instagramie podzieliła się z internautami poruszającym wpisem...

Magdalena Adamowicz o najtrudniejszym czasie

Wciąż czuje się jego żoną. Nosi obrączkę, a obrączkę męża włożyła na szyję zaraz po jego śmierci. Emocje wciąż są żywe. W niedzielę odbędzie się 28 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Magdalena Adamowicz zdaje sobie sprawę, że dla jej bliskich będzie to najtrudniejszy czas.

„Nadchodzi najtrudniejszy czas – dla Tuni, Tereski, dla mnie i rodziny Pawła. Boję się, że na nowo wybuchnie w nas ból i tęsknota, nad którymi pomału uczyliśmy się panować. Mówię o tym głośno i wyraźnie – żebyśmy wszyscy wreszcie zrozumieli, że nienawiść polityczna, czyli ta najgłupsza z możliwych, przynosi najtragiczniejsze ofiary”

Niedawno w rozmowie z Dzień Dobry TVN przyznała, że ten rok minął jej bardzo szybko.

„To był wyjątkowy rok. W zasadzie pierwszy tydzień Nowego Roku był wspaniałym rozpoczęciem. Zapowiadał się bardzo optymistycznie. Drugi tydzień przyniósł już tragiczne wydarzenia dla mnie i mojej rodziny”, mówiła.

Magdalena Adamowicz o tęsknocie i stracie w wywiadzie VIVY!

Magdalena Adamowicz o ostatnich miesiącach życia, swojej misji i stracie ukochanego męża opowiedziała niedawno Krystynie Pytlakowskiej. Trudno sobie wyobrazić jej cierpienie. Jak dowiedziała się o tragedii?

,,Moja siostrzenica, płacząc, że wujka jakiś wariat dźgnął scyzorykiem. Za chwilę zatelefonował współpracownik męża, mówił, że już jadą karetki. Zaczęłam krzyczeć: »Ratujcie go, ratujcie!«. Córki płakały. Powiedziałam, że tatuś został ranny i musimy się modlić”, mówiła Magdalena Adamowicz.

Trzynastego stycznia minie rok od tragicznej śmierci Pani Męża. Boli już trochę mniej?

Nie, mam ważenie, że bardziej. I ciągle mi się wydaje to takie nierealne. Ciągle myślę, że on tu z nami jest i że to się w ogóle nie stało.

Usunęła Pani z łazienki Jego szczoteczkę do zębów?

Mam w szafce aparat męża wyrównujący zgryz, jego wszystkie perfumy i kapcie. Część garniturów i kurtek oddałam, ale zostawiłam jeden, który nosił podczas wyjątkowych uroczystości. Został też frak, smoking, jego ulubione buty i większość koszul… Szukam kogoś, kto z tych jego koszul uszyłby mi patchworkową narzutę na łóżko i poduszeczki. Są bardzo ładne, pastelowe i będą nam go przypominały.

Wspominała Pani, że Pani i córki spałyście z koszulą Męża, żeby czuć Jego zapach, jakby obecność…

To prawda. A Antonina ciągle śpi w jego górach od piżam. Nosi też swetry Pawła. Jest bardzo sentymentalna. Niedawno u moich rodziców wyszperała moją koszulę z liceum i stwierdziła, że jest świetna i że dzisiaj może w niej chodzić. Mówi: „Szkoda, że nie mam nic po tacie z tamtych czasów”. Antonina docenia takie rzeczy. Niedawno mówię: „Może kupimy jakieś buty i sukienkę na galę”. Odpowiedziała: „Nie mam takiej potrzeby. Ta jedna czarna mi wystarczy”. Jest w tym bardzo podobna do Pawła.

Wygląda Pani na trochę zmęczoną.

Tak, bo w ostatnim miesiącu byłam w 11 miejscach w Europie. W Salzburgu i Wiedniu na ogromnej gali, którą organizowało Stowarzyszenie Miast i Regionów Europy, a ja miałam tam główny występ zaraz po przemówieniu pani Ursuli von der Leyen pokazanym na wideo. Na sali 600 osób, a ja jestem głównym mówcą na żywo i uczestnikiem panelu! Nic dziwnego, że się trochę denerwowałam. Ale powiedziałam sobie: „Adamowicz, musisz pokazać, że potrafisz”. Wcześniej byłam w Atenach na Forum Demokracji, w Warszawie, Łodzi, w Krakowie i Frankenthalu, a potem we Frankfurcie, gdzie spotkałam Olgę Tokarczuk.

Tam na Międzynarodowych Targach Książki prezes ICORN – Międzynarodowej Sieci Miast Schronienia dla Prześladowanych Uchodźców-Twórców ogłosił, że organizacja ta wspólnie z Komitetem Regionów UE ustanawiają Międzynarodową Nagrodę imienia Pawła Adamowicza dla osób i instytucji pomagających uchodźcom, którzy są twórcami. Zależało im na mojej obecności, bo Paweł był tam aktywny, a Gdańsk jest drugim zrzeszonym u nich miastem w Polsce, które miało program pomocy i przyjmowania tego typu osób. Już wcześniej pisali do mnie, że chcą utworzyć międzynarodową nagrodę imienia Pawła. Wzruszyłam się. Poleciałam też na jeden dzień do Madrytu, a na drugi dzień do Oviedo. I tam przyleciały do mnie córki.

(...)

Wierzy Pani w Boga, wiara pomaga?

Jestem wierząca, więc uważam, że z utratą cielesności fizycznej życie się nie kończy i gdzieś dalej istnieje. Choć nie wiem, w jakiej postaci.

Rozmawiała Pani z Pawłem o śmierci?

O tak, rozmawialiśmy, ale w sposób trochę żartobliwy. Zawsze w Święto Zmarłych po wizycie na cmentarzu siadaliśmy przy stole i mówiliśmy, gdzie kto chce być pochowany i jak. Pamiętam też takie rozmowy w moim domu, gdy babcia mówiła: „A co, już chcesz mnie chować?”. A ja na to: „Babciu, jesteś elegancka i bardzo wymagająca, więc muszę wiedzieć, czy chcesz mieć nagrobek z zielonego marmuru, czy z czarnego granitu”. 

Paweł Adamowicz z rodziną
Fot. Facebook @Pawel.Adamowicz

Magdalena Adamowicz, Viva! 24/2019
Fot. Zdjęcia Bartek Wieczorek/LAF AM

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.