Jego drogę na szczyt Nanga Parbat śledził cały świat. Za swoje marzenie Tomasz Mackiewicz zapłacił najwyższą ceną.
Tomasz Mackiewicz nie cierpiał tej góry, a jednocześnie coś go do niej ciągnęło. Próbował wejść na jej szczyt aż siedmiokrotnie. Po raz ostatni w styczniu 2018 roku, kiedy wyruszył na Nanga Parbat razem z francuską himalaistką Elisabeth Revol. Ich wyprawa skończyła się sukcesem, który szybko zmienił się w dramatyczną walkę o życie, którą cała Polska śledziła z nadzieją, że "Czapkins" i jego towarzyszka bezpiecznie wrócą do domów. Ją udało się uratować, Tomasz z wyprawy nie wrócił. Gdyby nie tamta tragedia, dziś świętowałby 51. urodziny.

Większość ludzi pamięta go jako himalaistę. Ale dla bliskich Tomasz Mackiewicz był przede wszystkim oddanym mężem i kochającym ojcem. Jego żona, Anna Solska-Mackiewicz, zapytana w wywiadzie dla magazynu VIVA! o to, jak wspomina zmarłego męża, odpowiedziała: „Właściwie wspomnieniem jest Tomek w ruchu. On zawsze był w ruchu: albo jechał, albo szedł, albo biegł, albo się wspinał, albo coś robił, albo pracował, montował, składał. Taki Tomek, którego jest wszędzie pełno”. Rzeczywiście, był niemal wszędzie, bo od młodości ciągnęło do do świata. Młodości trudnej, naznaczonej uzależnieniem od narkotyków. Gdy się od nich uwolnił, jego nałogiem stały się podróże. A gdy już ta potrzeba wyruszenia w drogę stawała się tak silna, że nie mógł usiedzieć w miejscu, pakował się i ruszał. Jak wtedy, gdy pojechał w półroczną podróż do Indii i Bangladeszu. Jednak najbardziej ciągnęło go do gór. To w nich czuł się najlepiej, czuł spokój.
Zobacz też: Tak Tomasza Mackiewicza zapamiętała żona: „W ostatniej wiadomości wyznał mi miłość”
Jego serce biło dla gór. „Z nim było wszystko możliwe”
Niektórzy twierdzą, że Nanga Parbat była jego największym marzeniem, inni — że już obsesją. I jedni i drudzy mają trochę racji. Mackiewicz uparł się, że zdobędzie tę górę. Wyprawa z 2018 roku była siódmym podejściem Tomka, a jego towarzyszki Elisabeth Revol — czwartym. Ich wcześniejsze wspólne wyprawy kończyły się tuż przed atakiem szczytowym z powodu złej pogody. Tym razem miało być inaczej. Ich marzenie się spełniło i 25 stycznia 2018 roku zdobyli upragnioną Nangę. Zwycięską chwilę przerwały mrożące krew w żyłach słowa alpinisty, które Revol zdradziła później w wywiadzie dla TVN24. Tomek miał powiedzieć na szczycie: „Eli, nie widzę, widzę cię bardzo niewyraźnie, nie widzę twojej czołówki”. Te słowa zwiastowały poważne problemy. Za spełnienie marzenia Mackiewicz zapłacił nie tylko utratą wzroku. Cenę była znacznie wyższa.
Po słowach swojego wspinaczkowego partnera, wskazujących na ślepotę śnieżną, Revol wiedziała, że prawdziwym wyzwaniem będzie zejście. Schodząc ze szczytu, Tomasz zmagał się nie tylko z konsekwencjami utraty wzroku i licznymi odmrożeniami, ale też z chorobą wysokościową. To wszystko w pewnym momencie uniemożliwiło mu dalsze schodzenie. Elisabeth wezwała pomoc, informując o krytycznej sytuacji, po czym, pozostawiając kolegę w szczelinie na wysokości ok. 7200 metrów, kontynuowała wędrówkę samodzielnie. W tym czasie ekipa ratunkowa, składająca się z czterech doświadczonych himalaistów, była już w drodze.

Dylemat na wysokości 6000 metrów
Oczy całego świata skierowane były na akcję odbywającą się na stokach Nanga Parbat. Revol po całonocnym zejściu spotkała się z ekipą ratunkową na wysokości 6000 metrów. Ratownicy do ostatniej chwili mieli dylemat, czy ruszać dalej, aby udzielić Tomaszowi pomocy. Do samego końca wszyscy, którzy śledzili akcję, wierzyli, że uda się uratować himalaistę. Niestety z powodu surowych warunków pogodowych, a także po konsultacji z bazą pod K2, zapadła decyzja o powrocie i skoncentrowaniu się na ratowaniu przemarzniętej Revol. W rozmowie dla Gazety Wyborczej jeden z członków ekipy ratunkowej, Adam Bielecki, przyznał, że „wyruszenie po Tomka skazałoby Eli na śmierć”.
Zobacz również: „Gdybyśmy poszli po Tomka Mackiewicza, Revol by umarła’’. Poruszające słowa Adama Bieleckiego o akcji na Nanga Parbat
Dramatycznymi wydarzeniami na górze Nanga Parbat żył cały świat. Wielu mocno przeżyło śmierć Tomasza Mackiewicza, osądzając czyn Elisabeth Revol jako samolubny. Nie można jednak zapominać, że była to walka z żywiołem, wobec którego człowiek był całkowicie bezradny. Chociaż od tragedii minęło już prawie 8 lat, wciąż jest ona wspominana, zwłaszcza w okolicach daty urodzin himalaisty. Gdyby wtedy wydarzenia potoczyły się inaczej, to dziś w dniu swoich 51. urodzin, "Czapkins" z pewnością planowałby kolejną daleką podróż albo był w trakcie zdobywania jakiegoś szczytu. A może dałby już sobie spokój z górami i spokojnie patrzył, jak dorastają jego dzieci.
Źródła: Gazeta Wyborcza, tygodnik.interia.pl, PolskieRadio24.pl