Fot. Jan Bogacz / Forum
niezwykłe relacje

„Dobrze się stało, jak się stało”, mówił Zdzisław Beksiński po śmierci syna. Łączyły ich trudne relacje

Tomasz Beksiński był jedynym dzieckiem malarza

Marcjanna Maryszewska 11 maja 2023 11:47
Fot. Jan Bogacz / Forum

Był jedynym dzieckiem Zdzisława Beksińskiego. Kochająca na swój sposób rodzina, wychowanie w specyficznym otoczeniu i atmosferze — dzieciństwo i młodość Tomasza Beksińskiego były dalekie od ideału. Szczególnie trudna była jego relacja z ojcem. Ekscentryczny malarz do końca wiedział, że nie będzie w stanie pomóc swojemu synowi. Słowa, które zawarł w liście po jego śmierci, to rozdzierający serca obraz dramatu bezradnego rodzica… 

Artykuł aktualizowany 24.02.2023

Kim był Tomasz Beksiński? Dzieciństwo, dorastanie 

Przyszedł na świat jako jedyne dziecko Zdzisława oraz Zofii Beksińskich. Małżonkowie byli już kilka lat po ślubie, a ich związek opisywano jako spokojny i udany. Zdawało się, że parze do szczęścia brakowało wówczas jedynie dziecka. Urodzonego 26 listopada 1958 roku synka nazwali Tomasz. Chłopiec dorastał, otoczony mroczną twórczością swojego ojca. Na obrazach malarza nieustannie przewijały się motywy katastrofizmu, apokalipsy, śmierci oraz nagości. Czy ponure dzieła sztuki mogły wpłynąć na psychikę jego własnego syna?

CZYTAJ TAKŻE: Nigdy nie przestała go kochać. Gdy zmarł, nie zgodziła się, by spoczął pod krzyżem...

Tomasz Beksiński stawał się coraz starszy, a jego fascynacja śmiercią rosła. Dziś jedynie możemy domyślać się, że znaczący wpływ na taki stan rzeczy mogła mieć właśnie twórczość Zdzisława. Jego syn bardzo wcześnie zaczął igrać ze śmiercią — miał za sobą kilka prób samobójczych. Jako nastolatek próbował przekonać mieszkańców miasta o swojej śmierci za pomocą rozwieszonych klepsydr. Dopiero katastrofa lotnicza z 2 listopada 1988 roku drastycznie zmieniła jego podejście — Tomasz Beksiński cudem przeżył tragedię w Białobrzegach. Po tym wydarzeniu zaczął panicznie bać się tego, że kiedyś naprawdę będzie musiał umrzeć.

Zdzisław Beksiński

Zdzisław Beksiński
Fot. RAFAL LATOSZEK/FOTONOVA

Tomasz Beksiński i Zdzisław Beksiński — jaka relacja łączyła ojca i syna?

Ci, którzy osobiście poznali Tomasza Beksińskiego, dostrzegali jego samotności i problemy, z którymi się borykał. Syn artysty z trudem odnajdywał się we współczesnym świecie i miał specyficzne spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość. Równie specyficzne relacje łączyły go z własnym ojcem…

Tomasz często zwierzał się, że był niekochanym oraz niechcianym synem. Według niego Zdzisław Beksiński miał brzydzić się i celowo unikać kontaktu fizycznego — nie wymierzał mu nawet kar cielesnych, co syn miał mu otwarcie za złe. Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, a prywatnie przyjaciel malarza, tak opowiadał Magdalenie Grzebałkowskiej: „Na jednej z taśm nagrywanych przez Beksińskiego dorosły już Tomek mówi brutalnie: ''Gdybyś dawał mi w dupę, to ja bym wiedział, na co sobie mogę pozwolić i gdzie jest granica. Inne dzieciaki dostawały''. Na co ojciec się wtedy broni: ''No tak, ja zawsze byłem taki liberalny. W życiu nie podniosłem na nikogo głosu, a co dopiero dać klapsa''.

Rodzice jednak na swój sposób kochali syna i toczyli nierówną walkę o jego godne życie. Mając w pamięci samodestrukcyjne skłonności z przeszłości, kupili mu mieszkanie na tym samym osiedlu. Wszystko po to, aby w razie dramatycznej sytuacji móc natychmiast zareagować. Mama młodego mężczyzny chodziła do niego sprzątać oraz gotować, podczas gdy on zajmował się pracą w Polskim Radiu. Zdawało się, że z życiu Beksińskich znów zaczyna się układać. Swój wolny czas Tomasz Beksiński spędzał u rodziców, choć wizyty nie zawsze przebiegały w przyjaznej atmosferze…

„Nagle [...] wchodzi Tomek. Zjawia się w drzwiach, krzyczy: ''Heil Hitler!'', i wychodzi jeść do kuchni. Milczymy, bo jesteśmy w szoku. Zosia też nic nie mówi. Tomek w audycjach radiowych to był zupełnie inny człowiek. Pięknie mówił, spokojnie, nie obrażał nikogo. To mi się zupełnie nie godziło z jego życiem codziennym. Ojca, a przede wszystkim matkę, maltretował”, opisywał przyjaciel rodziny na łamach książki „Beksińscy. Portret podwójny”.

Czytaj też: W latach 60. i 70. XX wieku Janusz Grabiański był najpopularniejszym polskim ilustratorem

Tomasz Beksiński, Warszawa, 02.1991

Fot. Jan Bogacz / Forum

Zdzisław Beksiński: co mówił po śmierci syna?

1998 rok zapoczątkował serię dramatów rodziny Beksińskich. Zmarła bowiem Zofia, żona Zdzisława Beksińskiego. Kobieta chorowała na tętniaka aorty. Rok później dołącza do niej syn. Tomasz targnął się na swoje życie w wigilię Bożego Narodzenia. Ojciec odnalazł jego ciało dopiero kolejnego dnia. W bardzo osobistym liście zrelacjonował tragedię oraz wyjaśnił, czemu ukrył listy pożegnalne syna. To, co napisał, rzuciło zupełnie nowe światło na jego relację z jedynym dzieckiem.

„Ukryłem dowody rzeczowe przed prokuraturą, bo zostawił kartkę z informacją, że list do mnie jest na komputerze, a nagranie w dyktafonie. Obawiając się, że wszystko zagarnie policja i potem będą to słuchać rozmaici przypadkowi ludzie [...], skopiowałem na dyskietkę i skasowałem z komputera list do mnie oraz schowałem do kieszeni dyktafon i kartkę z informacją, zanim jeszcze przyjechało pogotowie. Myślę, że dobrze zrobiłem, choć zarówno policja, jak i pani prokurator nie mogli zrozumieć, dlaczego nie zostawił listu, i to budziło ich największe podejrzenia”, opisywał Zdzisław Beksiński.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ: Marek Jackowski spotykał się z licealistką. Po latach kobieta wyznała, jak wyglądał ich związek

Prawdopodobnie najbardziej poruszającym fragmentem zapisków jest ten, gdy malarz stwierdza, iż „dobrze się stało”. Ojciec w pewnym sensie rozumiał decyzję rozdartego do granic wewnętrznego bólu Tomasza… 

„Po raz pierwszy od czasu śmierci Zosi poczułem rodzaj radości, że umarła, nie doczekawszy tego, co byłoby dla niej nie do zniesienia. [...] Ja jeden wiedziałem, jak jemu było ciężko, mimo iż był egoistą i egocentrykiem, tym niemniej charakteru się nie wybiera. Myślę, że chyba dobrze się stało, jak się stało. Ostatnie jego słowa nagrane na taśmie mówiły o tym, jak bardzo rozczarował go świat, w którym przyszło mu żyć. [...] W przybliżeniu kończyło się to tak: ''Wiem, że to świat fikcji, ale może i ja przez te 41 lat byłem fikcją. Odchodzę do świata fikcji, bo tylko tam było mi dobrze. Błagam na wszystko, nie budź mnie”.  

Źródło: Wiadomosci.gazeta.pl, Plejada.pl, Film.wp.pl

Tomasz Beksiński, Warszawa, 02.1991

Fot. Jan Bogacz / Forum

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

Jedno zdjęcie Roxie Węgiel wywołało lawinę komentarzy. Odpowiedziała: „Ludzie muszą się przyzwyczaić, że jest inaczej”

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

NATALIA KUKULSKA I MAŁGORZATA SOCHA: przyjaciółki w rozmowie pełnej czułości, kobiecej energii i śmiechu. O TYM SIĘ MÓWI: była najbardziej znienawidzoną kobietą na świecie, dzisiaj jest kochana i podziwiana. Czy KRÓLOWA CAMILLA aż tak się zmieniła, czy Brytyjczycy zmienili front? ELIZA RYCEMBEL: jedna z najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia nie pogardziłaby epizodami, ale… reżyserzy widzą ją w głównych rolach. MARIA ROTKIEL: uznana psycholog apeluje: „Dziewczyny, musimy być dla siebie ważne!”.