TYLKO U NAS!

Oczarował jurorów amerykańskiej wersji Mam Talent. Poznajcie bliżej Marcina Patrzałka!

„Zawsze skupiam się na realizowaniu celów, a te rodzą kolejne”

DAMIAN DUDA 27 lipca 2019 16:27

Mając dziesięć lat po raz pierwszy sięgnął po gitarę. Wówczas nikt, łącznie z nim samym, nie przypuszczał, że niebawem o jego talencie będą mówić wszyscy. Dziś ma na koncie wygraną polskiego show Must be The Music i włoskiego Mam Talent. Niedawno zachwycił także Amerykanów - wystąpił w tamtejszej edycji America’s Got Talent, otrzymał owacje na stojąco od publiczności, a jurorzy nie szczędzili mu pochwał! Jak osiemnastolatkowi z Kielc udało się podbić serca Włochów i Amerykanów? O tym, jak staje się wirtuozem gitary znanym na całym świecie, z kim chciałby zagrać i dlaczego zwykle tworzy w samotności, Marcin Patrzałek opowiedział w rozmowie z Damianem Dudą.

Gratuluję, Twój występ z „American Got Talent’’ udostępnił na Instagramie basista zespołu System Of The Down.

Mega zaskoczenie! Jestem ogromnym fanem tej grupy, dlatego stworzyłem aranżację „Toxicity’’. Byłem pod wrażeniem, że ten program ma taką siłę. Że ktoś tak znamienity, jak basista System Of The Down, Shavo Odadijan, udostępnił mój występ. Poza tym, w ogóle o tym nie wiedziałem. Mimo że zaczęło mi przybywać obserwatorów na Instagramie, nie miałem o tym zielonego pojęcia, specjalnie nie zwróciło to mojej uwagi. Dopiero po blisko tygodniu wszedłem na jego profil i to zobaczyłem. Możesz sobie wyobrazić, że byłem mocno zaskoczony.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Shavo O (@shavoodadjian)

Jak określiłbyś swój styl? Nie jest to klasyka.

Wydaje się, że jest to bardzo proste pytanie, ale nie do końca. W środowisku taki styl nazywany jest „percussive fingerstyle’’. To nazywa bardzo specjalistyczna, ale moim zdaniem nie do końca dobrze określa to, co robię. Na pewno jest to styl perkusyjny. Moim celem jest zamknięcie całej orkiestry symfonicznej lub zespołu w jednej gitarze.

Ale takiego podejścia do grania nie uczą w szkołach muzycznych.

To prawda. Ja wywodzę się z muzyki klasycznej, od dziesiątego roku życia gram na gitarze. Uważam, że to podstawa. Wszystko bazuje na klasyce. Kiedy miałem dwanaście lat, spotkałem gitarzystę flamenco, Carlsona Piñanę. To znakomity muzyk, wirtuoz, który na co dzień jest wykładowcą na uniwersytecie muzycznym w Hiszpanii, a w dodatku gra koncerty z orkiestrami symfonicznymi na całym świecie. Spotkaliśmy się na warsztatach w Polsce. Sam z siebie zaproponował, że nauczy mnie grać flamenco, co było ewenementem gdyż nikomu innemu w tak młodym wieku nigdy nie udzielał lekcji “1 na 1”. Mieliśmy lekcję przez Skype’a. On — w Hiszpanii, ja — w Polsce. Wtedy otworzyłem oczy, że można połączyć klasykę i flamenco. Mam temperament, który sprawia, że lubię eksperymentować. Jestem poniekąd samoukiem. Gdy skończyłem czternaście lat, zacząłem grać na gitarze akustycznej. I wtedy nie miałem już żadnego nauczyciela. Sam szukałem podejścia do połączenia tego wszystkiego.

Powiedziałeś, że sam zamykasz cały zespół. Jesteś typem indywidualisty?

Tak. Nie tylko w muzyce, ale również w życiu. Po prostu lubię być sam. Zawsze, kiedy tworzę, robię to w samotności. Nawet kiedy wychodzę na scenę, wychodzę sam. Ale nie zamykam się na współpracę z innymi muzykami. Czymś niezwykłym byłoby wystąpić z Hansem Zimmerem. Jest geniuszem muzyki filmowej, który zrewolucjonizował ten rynek.

Kiedy zaczynałeś grać, miałeś dziesięć lat. Dziś masz osiemnaście. Przez te lata wykonałeś tytaniczną pracę, która musiała kosztować Cię wiele wyrzeczeń.

Moja codzienność mogłaby się wydawać wielu osobom bardzo monotonna. Po powrocie ze szkoły miałem chwilę odpoczynku i od razu siadałem do gitary. Nie było dni, kiedy sobie odpuszczałem. Systematyczność jest najważniejsza w grze na jakimkolwiek instrumencie. Dla przykładu dwie godziny ćwiczyłem na gitarze klasycznej, a później brałem tę do gry flamenco, resztę czasu spędzałem na tworzeniu aranżacji i kompozycji. Obecnie ćwiczę około 3-4 godzin dziennie.

Gdy miałeś zaledwie czternaście lat, wygrałeś „Must Be The Music’’.

Po pierwsze, ten program dał mi ogromne doświadczenie udziału w tak dużym show. Po drugie, dostałem jeszcze większą dawkę motywacji do działania. Po trzecie, zobaczyłem, że to, co robię, może zainteresować innych ludzi. Poza tym występ przed tak znakomitym jury sprawił, że poczułem ogromną siłę. Moje podejście bardzo się zmieniło. Wydałem debiutancką płytę. Dodatkowo nagrywałem nowe aranżacje, które publikowałem w sieci. Jeden z utworów „System Of The Down”, który zaaranżowałem, ma ponad 30 milionów wyświetleń.

Płyta, kolejne nagrania, koncerty… Aż tu nagle, w grudniu 2018 roku, wygrywasz włoską edycję „Mam Talent!’’, „Tú síque vales’’. Jak się tam w ogóle znalazłeś?

To jest kosmiczna historia. Po „Must Be The Music’’ nie planowałem udziału w kolejnym talent show. Skupiłem się na tworzeniu muzyki i koncertowaniu. Pewnego dnia dostaję na Facebooku wiadomość. Osoba, która do mnie napisała, okazała się producentką włoskiego „Mam Talent!’’. Bardzo spodobały się jej moje nagrania, dlatego chciała zaprosić mnie do programu. „Może byś przyjechał i zagrał coś dla nas’’. Pomyślałem, że super! Stwierdziłem, że polecę, wystąpię jako gość i tyle. Dopiero po kilku mailach zrozumiałem, że producentka chce, abym był uczestnikiem. Podszedłem do tego na zasadzie, że nic nie ryzykuję. Polecieliśmy do Rzymu i się zadziało.

Co dała Ci ta wygrana?

Muszę przyznać, że odzew po wygranej we Włoszech był większy niż po„Must Be The Music”. Dostałem propozycje zagrania wielu koncertów na całym świecie. Niestety z wielu nie mogłem skorzystać ponieważ miałem już wcześniej zaplanowaną trasę w RPA, na Malcie itp. Odezwało się również kilka ważnych osób, jednak teraz za wcześnie, by o tym mówić.

Za granicą jesteś rozpoznawalny?

Kiedy byłem na Malcie, kilka osób mnie rozpoznało. Nawet się ze mną przywitali i robili zdjęcia (śmiech). To było naprawdę bardzo miłe i zupełnie niespodziewane.

A w naszym rodzinnym mieście, w Kielcach, masz już status lokalnej gwiazdy?

(śmiech). Tego nie wiem! Zdarza się dosyć często,że ludzie rozpoznają mnie na ulicach. Zazwyczaj, kiedy idę z gitarą. Szczególnie zauważyłem to po wygranej we Włoszech. Bardzo mało jestem w moich rodzinnych Kielcach, bo dużo podróżuję, muzycznie tutaj nie mam okazji czegokolwiek robić. Ale to bardzo miłe, kiedy spotykam się z takimi przejawami sympatii.

Teraz miejscem, w którym się spełniasz, są Stany Zjednoczone.

W ubiegłym roku dostałem zaproszenie na event w sprawie zmian klimatu, który odbył się w grudniu. Organizował go były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, Al Gore. Możliwość zagrania kilku utworów w Los Angeles była spełnieniem marzeń.

A skąd się wzięło „American Got Talent’’?

Cztery razy, oczywiście w tajemnicy przede mną, mój tata wysyłał zgłoszenie do amerykańskiej edycji. Bezskutecznie. O tym, że lecimy do Ameryki na przesłuchania, dowiedziałem się, dopiero kiedy tata otrzymał zwrotnego maila. Wydaje mi się, że wygrana we włoskim talent show sprawiła, że producenci ze Stanów zainteresowali się moją muzyką. I docenili, że to nie jest takie zwykłe granie na gitarze. AGT jest największym programem rozrywkowym na świecie, a możliwość udziału w nim to niesamowita przygoda. A na dodatek poznanie tak wielu profesjonalistów jest czymś niezwykłym.

Co poczułeś, kiedy zobaczyłeś owacje na stojąco?

To było coś niesamowitego! Miłe słowa ze strony jurorów oraz samego Simona Cowella… Oni widzieli tak wiele, a zainteresowali się moją twórczością. Ciężko to opisać. 

Teraz masz „American Got Talent’’, wcześniej były inne programy talent show. Co z dalszą nauką?

Dostałem się na bardzo prestiżową uczelnię w Stanach, Berklee College of Music w Bostonie. Miałem rozpocząć naukę we wrześniu, ale wspólnie z rodzicami zdecydowaliśmy się przesunąć początek nauki na przyszły rok. Na ten moment mam dużo otwartych furtek — m.in. AGT i wiele innych rzeczy. Nie chcę robić wszystkiego na raz.

Czyli teraz masz wakacje?

Tak, co jest dla mnie kosmiczne! Bo pierwszy raz od niepamiętnych czasów mam aż miesiąc wolnego! (śmiech) Po wygraniu włoskiego talent show następnego dnia byłem już w Los Angeles. Nie spałem nic. W styczniu kręciliśmy nowe wideo. W lutym i w marcu miałem trasę m.in. w Republice Południowej Afryki — w sumie sześć koncertów. Później była Francja, Los Angeles, Malta. A, i jeszcze napisałem maturę (śmiech).

Zdana?

Tak, zdana! Niedawno przyszły wyniki.

Co zdawałeś?

Rozszerzony angielski i matematykę.

O, Jezu! Matematykę?

Tak, angielski miałem z góry zaliczony, bo jestem laureatem olimpiady językowej. Na ten moment więcej mi nie trzeba (śmiech).

Wiem, że jesteś w trakcie gromadzenia materiału na nową płytę. Kiedy premiera?

Mam sporo całkowicie nowego materiału, innego niż to, co do tej pory pokazałem. Jeśli chodzi o konkretną datę, nie jest jeszcze ustalona. Zupełnie nie mam teraz czasu, żeby ją porządnie nagrać i przygotować dobrą promocję. Nie ma sensu rzucać się na szybko, żeby tylko ją wydać, ale na pewno nie chcę też za długo czekać. Mogę zapewnić, że w lipcu lub sierpniu wyjdzie całkowicie nowe wideo.

Możesz powiedzieć, że Twój amerykański sen już się spełnił?

To określenie jest bardzo zwodnicze. Mam 18 lat i w zasadzie dopiero zaczynam swoją dojrzałą drogę muzyczną. Obecnie skupiam się na dalszej części America’s Got Talent. Mam nadzieję, że będę miał okazję zaprezentować tam jeszcze swoje umiejętności. Generalnie stawiam przed sobą wiele celów i staram się je realizować. Unikałbym słowa “sen”, gdyż brzmi ono jak coś nieosiągalnego. Zawsze skupiam się na realizowaniu celów, a wszystkie cele rodzą kolejne cele. I tak w kółko. To jest droga, która nie ma końca. Mam jednak nadzieję że moja będzie dla mnie szczęśliwa. I jestem zdeterminowany, żeby brnąć do przodu!  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Podjęliśmy wyzwanie #1TBChallenge!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Izabela Janachowska o cudzie macierzyństwa i synku Christopherze, Dominika Tajner w pierwszym wywiadzie po rozstaniu z Michałem Wiśniewskim oraz Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski o przepisie na udane małżeństwo.