"Wciąż wierzę, że teatr może zmieniać świat". Maria Seweryn ujawnia kulisy swojej roli w monodramie "Na pierwszy rzut oka"
Ten spektakl jest dla niej wyzwaniem. Bo choć Maria Seweryn od lat gra w filmach i teatrze, to nigdy wcześniej nie wystąpiła w monodramie. A "Na pierwszy rzut oka" to sztuka wyjątkowo trudna, bo opowiada o prawniczce, która broni przed sądem najbardziej brutalnych przestępców. Aktorka opowiada o tym, jak przygotowywała się do tej roli i jak na tę trudną tematykę reagują widzowie.

- Redakacja VIVA!
Monodram "Na pierwszy rzut oka" mówi wprost o przemocy se*sualnej i o tym, jak system prawny zawodzi ofiary. Co w tym tekście poruszyło Panią najmocniej przy pierwszym czytaniu?
To, że tak precyzyjnie przeprowadza główną postać, a wiec i widza przez cala historię, że jest tak intensywnie „tu i teraz”, że już w czytaniu porwał mnie rytm tego tekstu, napisanego białym wierszem, ale chyba przede wszystkim poruszyła mnie postać Tessy, która przechodzi ogromną przemianę, będąc sama na początku częścią systemu, staje potem sama przeciwko niemu.
Tessa jest prawniczką, która świetnie zna system od środka – a mimo to on ją zawodzi. Co to mówi o skali problemu?
System prawny zawodzi kobiety w wielu aspektach i tematach, gwałt, przemoc, alimenty… Ta sztuka napisana przez byłą prawniczkę, pokazuje jak bardzo.
Czy przygotowując się do roli, rozmawiała Pani z osobami, które doświadczyły podobnej sytuacji albo z prawnikami, którzy zajmują się takimi sprawami?
Tak, konsultowaliśmy się. Akcja przedstawienia dzieje się w Londynie i opowiada o angielskim systemie prawnym, ale szybko zrozumieliśmy, że problem jest uniwersalny i głównie musimy skupić się na Tessie, jej przeżyciu. Ale oczywiście ponieważ część scen ma miejsce w sądzie, musieliśmy dokładnie zrozumieć jak to działa tam, wygląda… Podejmowaliśmy też trudne decyzje językowe, znaczeniowe, czy używać słowa „ofiara” czy „osoba pokrzywdzona”.

Jak reaguje publiczność po spektaklu – zostają Państwo z widzami na rozmowę, czy raczej wychodzą w milczeniu?
Zdarzyło się nam grać przedstawienie w tzw. pakiecie edukacyjnym, czyli w południe dla liceów, wtedy też zdarzały nam się spotkania po spektaklu, z młodzieżą. Zdarzyło się nam też kilka spotkań z widzami na wyjazdach. Zawsze są to „gorące” rozmowy, po których wiem, że udało nam się stworzyć coś ważnego. [
A czy zdarzyło się, że ktoś z widowni podszedł do Pani po spektaklu i podzielił się własną historią?
Tak. To zderzenie prawdziwego życia z teatrem bywa bardzo trudne, ale jest bardzo potrzebne. Jestem wdzięczna za te słowa, spotkania, bo dzięki nim wiem, że udało się nam stworzyć coś, co nie tylko jest dobre artystycznie, robi wrażenie, ale spełnia też funkcję może ważniejszą - pomaga, łagodzi, wzmacnia…
Zagrała Pani to przedstawienie już kilkadziesiąt razy. Czy Pani relacja z Tessą zmieniała się z czasem?
Oczywiście, znam ją dużo lepiej, nie mam już potrzeby bronić jej na początku, kiedy jest prawniczką specjalizującą się w obronie gwałcicieli. Zresztą przez ten czas dotarło do mnie, jak piękny i trudny jest zawód obrońcy. Każdy człowiek ma prawo do obrony i sprawiedliwości, tak się umówiliśmy, ale ktoś musi to zrobić, stanąć w obronie mordercy, gwałciciela. Niezwykle to trudne, dla nas na co dzień nie do pojęcia….
Jak wyglądała współpraca z reżyserem Adamem Sajnukiem przy budowaniu tak intymnej, jednoosobowej narracji?
To mój pierwszy monodram. Jestem raczej „zwierzęciem stadnym”, lubię teatr też właśnie dlatego, z nim wiąże się stricte praca zespołowa. Nagle byłam sama, naprzeciw reżysera, przestraszyłam się tej samotności. Ale praca z Adamem jest zawsze fascynującym , uwalniającym doświadczeniem. Dał mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Przeprowadziliśmy siłą rzeczy mnóstwo bardzo intymnych rozmów, przecież musieliśmy rozmawiać o gwałcie, seksie, granicach, miałam wiele pytań. A na końcu okazało się, że nie jestem sama, bo w monodramie partnerem, tym na scenie, kiedy go nie ma, staje się publiczność na widowni. Zawsze wiedziałam, że teatr to „rozmowa” z widzem, ale w monodramie poczułam to w pełni. Ale przecież nie jestem na scenie sama…
No właśnie, na scenie towarzyszy Pani perkusista. Jaką rolę pełni muzyka Michała Lamży w opowiadaniu tej historii?
Na scenie towarzyszy mi Marcin Jahr, wspaniały perkusista. Kiedy Adam Sajnuk przeczytał tekst, pierwszym jego pomysłem była perkusja. To wspaniały instrument, nie wyobrażam już sobie tego tekstu bez niego! Z perkusistą oddychamy w tym samym rytmie, czasem te dźwięki mnie atakują, czasem dają niezwykłą silę, pomagają utrzymać uwagę widza. A z Michałem Lamżą pracowaliśmy już kolejny raz i za każdym razem muzyka w spektaklu jest nie dodatkiem, ale pełni równoważną rolę, bardzo, bardzo to cenię.

Czy grając Tessę, zmieniła Pani coś w swoim myśleniu o systemie prawnym albo o tym, jak sama reaguje na takie historie w mediach?
Tak, właśnie spojrzałam na zawód prawnika inaczej, z większą uwagą i zrozumieniem. Zresztą cieszę się kiedy prawnicy przychodzą na przedstawienie, zawsze wiem kiedy są, reagują na inne rzecz, to w końcu jest historia o nich. Dzięki temu spektaklowi mogłam wziąć też udział w kampanii Zatrzymaj Przemoc Fundacji DRABINA. Tak, zmieniło się moje myślenie o tym, bo wiem więcej po prostu.
Co chciałaby Pani, żeby widz zabrał ze sobą z teatru po tym spektaklu?
Jesteśmy po latach, kiedy edukacja se*sualna zniknęła ze szkół i jeśli ten spektakl może choć trochę przyczynić się tej edukacji, nabrania świadomości, to dobrze. Choć pochylenia się nad tym. Rozmowy. Wiem, że to jest niełatwe przedstawienie w przeżyciu, dla mnie też, ale już wiem, że warte grania i warte obejrzenia.
Czy monodram "Na pierwszy rzut oka" sprawił, że teraz szuka Pani ról inaczej niż wcześniej?
Nie, zawsze szukałam sztuk i ról, które mnie po prostu poruszały. Które w moim odczuciu są ważne, które warto opowiedzieć. Ja naprawdę wciąż wierzę, że sztuka, teatr może zmieniać świat…
