
Howard Greenberg

Howard Greenberg
Trzy lata po śmierci, w wieku 89 lat, Saul Leiter uważany jest za jednego z wielkich pionierów fotografii XX wieku. Jego eksperymenty z kolorem i zasadami kompozycji czy kadrowania, malarska estetyka zdjęć w latach 50. i 60. sprawiły, że stworzył nową formę: foto-abstrakcję, która inspiruje do dziś nie tylko fotografów, ale i filmowców. Teraz w Londynie trwa retrospektywna wystawa jego prac, które wciąż hipnotyzują.
Saul Leiter pokazywał amerykańską rzeczywistość, portretując ludzi na ulicach. Interesowało go miasto, bary, kawiarnie, motele, neony, autobusy i taksówki. Często przedstawiał banalną, miejską rzeczywistość Nowego Jorku, ale nie był typowym przedstawicielem szkoły ulicznej fotografii. Do swoich zdjęć podchodził w sposób malarski i abstrakcyjny, bo malarstwo było jego pierwszą miłością. Raczej interpretował rzeczywistość metropolii, w ciepłych kolorach i z ekspresjonistycznym zacięciem opowiadał o witalności miejskiej dżungli.
"Zdjęcia Leitera to senne arcydzieła, fotograficzny odpowiednik poetyckich olejów Pierre'a Bonnarda, które powstały w południowej Francji pokolenie wcześniej. Jego kompozycje są rozmyte przez śnieg, deszcz ze śniegiem, deszcz, a koloru dodaje im czerwony parasol lub szal. Piesi na ulicach - z listonoszami i policjantami włącznie - na ogół idą samotnie złapani ukradkiem przez okno, po drugiej stronie ulicy, pod mostami lub w dole alejki. Samotność i cisza nigdy nie wyglądały tak słodko" - ocenił krytyk Christian House, pisząc o wystawie "Saul Leiter", która trwa w londyńskiej The Photographers’ Gallery.
Ten charakterystyczny styl Amerykanin wypracował przez lata. Pod koniec lat 40. porzucił studia teologiczne w Cleveland, aby zostać artystą w Nowym Jorku. Początkowo fotografuje w czerni i bieli, ale z czasem woli eksperymenty z materiałami kolorowymi. Szukając swojego stylu korzysta z materiałów przeterminowanych czy uszkodzonych i rozpoczyna pracę z małoobrazkową Leicą. Taki aparat pozwala mu na szybkie i dyskretne fotografowanie na ulicach. "Nie mam filozofii, mam aparat" - mawiał.
Obserwuje ludzi, miejsca. Szuka kontrastów koloru i formy. Chodząc po ulicach z małym aparatem jest skupiony na poszukiwaniu kadru, nie myśli o sprzęcie, który jest poręczny i dyskretny. Ta swoboda pozwala na eksperymentowanie. Leiter szybko porzuca przyjęte zasady kompozycji i kadrowania, szuka czegoś na styku sztuki i fotografii, ale cały czas odwołuje się jednocześnie do swoich wielkich inspiracji: prac Roberta Franka i Diane Arbus.
Żeby zarobić na życie zostaje fotografem mody. Współpracuje z największymi tytułami jak "Esquire", "Vogue", "Harper's Bazaar" i "Elle" i choć trwa to w sumie przez 20 lat, to jego największą muzą była... ulica. Po godzinach dla siebie i dla przyjemności fotografowania cały czas portretuje to, co widzi spacerując.
I choć na retrospektywie w Londynie pokazane są jego zdjęcia mody, akty, szkicowniki, wczesne fotografie monochromatyczne, to właśnie kadry z Nowego Jorku skradły show. Są fascynujące. Bo chodzi w nich nie tylko o zdolność fotograficznego zamrożenia "decydującego momentu", lecz o umiejętność tworzenia niesamowitej atmosfery. On sam zgodził się z tą teorią m.in. w dokumencie "In No Great Hurry" w reżyserii Tomasa Leacha, którego był bohaterem.
"Dobre jest to, że w bardzo niedoskonałym świecie zrobiłem coś, co sprawia ludziom przyjemność" - Leiter powiedział krótko przed śmiercią.
Wystawa "Saul Leiter" w Photographers ' Gallery, Londyn, do 3 kwietnia.

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Hilfiger

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg

Howard Greenberg
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.