
Gregory Crewdson

Gregory Crewdson
W tych zdjęciach jest coś z filmów Hitchcocka i obrazów Hoppera. Coś pomiędzy sztuką a życiem, prostotą a teatralnością. Bo tylko Gregory Crewdson potrafi stworzyć tak sugestywny nastrój, że widz staje się częścią historii, która tak naprawdę jest... manipulacją. Najnowszy cykl fotografa "Cathedral of the Pines" to jednak coś więcej - to powrót do życia. Pracując nad nim w lasach dzieciństwa leczył złamane serce po drugim rozwodzie. - Te zdjęcia są moim wielkim odrodzeniem - zawyrokował.
Przez ostatnie 5 lat Gregory Crewdson nie zrobił żadnego zdjęcia. Uciekł z Nowego Jorku i ukrył się w lasach Berkshire i zamieszkał w tamtejszym starym kościele. W samotności próbował radzić sobie z emocjami po trudnym rozwodzie: w ramach rekonwalescencji codziennie pływał w okolicznej rzece i biegał ścieżkami na Szlaku Appalachów. Tam natknął się na szlak zwany "Cathedral of the Pines", który zainspirował go do zrobienia nowych malowniczych fotografii.
- To było estetyczne przebudzenie - Crewdson mówi tygodnikowi "Time". - Wróciłem nie tylko do życia, ale i do świata sztuki z nowym cyklem. Nazwa szlaku i miejsce, w którym szukałem spokoju, wywołały inspirację dla ciała i dla twórczej pracy. Odrodziłem się w tych fotografiach.
Wrócił, by ponownie w bardziej kameralnej skali - z małym zespołem i z pomocą rodziny i przyjaciół - zająć się tematami małomiasteczkowej Ameryki, z których jest tak dobrze znany. Wysublimowane surrealistyczne sceny misternie reżyserowane, kinowe oświetlenie, anonimowi bohaterowie, nijakie wnętrza, niezwykła dbałość o szczegóły, tajemniczość i otwarte narracyjnie "momenty", w których odkrywa zakamarki ludzkiej psychiki i niepokojące dramaty amerykańskiej codzienności - pozostał wierny swojemu rozpoznawalnemu stylowi, który wypracował przez 20 lat kariery. Ale nowa seria "Cathedral of the Pines", która składa się z 31 zdjęć, wkracza w ciemniejszą stronę psychiki, porusza tematy izolacji, samotności i tęsknoty.
- To było dla mnie ważne, by zdjęcia miały coś w rodzaju cichej wrażliwości - mówi. - Są one mniej kinowe i bardziej malarskie pod względem podejścia, ale to na pewno wciąż psychologiczne portrety, na których bardzo niewiele dzieje się w kategoriach narracji lub dosłownej fabuły.
Crewdson i tym razem kładzie nacisk na psychologiczną naturę obrazu, pokazując własne lęki i pragnienia - dla niego zdjęcia są sposobem na odnalezienie sensu w świecie. Nadal próbuje znaleźć niesamowitość i tajemnicę w życiu codziennym, w najprostszych czynnościach. Zdjęcia są połączeniem między zwykłym życiem i teatralnością.
- Ustawienia, rekwizyty, kostiumy, ludzie, oni mają czuć się zwyczajne, ale potem wykorzystuję światło, kolor, nastrój i atmosferę, aby naładować te kadry w jakiś surrealistyczny sposób. Wieloznaczność narracji w mojej pracy jest w mniejszym stopniu świadomym ukłonem w kierunku widza, bardziej to nieodłączna cecha mojego umysłu - zapewnia 54-letni autor, dla którego standardowym warsztatem są aparaty wielkoformatowe, techniki motion-picture i aż 40 członków ekipy.

Za kulisami serii "Cathedral of the Pines" Gregory'ego Crewdsona
"Cathedral of the Pines" tak jak poprzednie serie Crewdsona - "Twilight", "Dream House" i "Beneath the Roses" - przypomina nie tylko XIX-wieczne malarstwo amerykańskie i europejskie, ale i kinowe obrazy, które powstają pod wpływem jego miłości do starych filmów.
- Mam dysleksję i obrazy nieruchome mają dla mnie więcej sensu - wiem, jak je czytać. Jestem wielkim fanem kina, ale nigdy nie mógłbym zrobić filmu. Praca w sposób liniowy jest mi obca. Zawsze byłem zainteresowany wykorzystaniem aspektów produkcji filmowej do stworzenia jednego obrazu, poszukiwaniu relacji między tworzeniem filmów i fotografii i zacieraniem granic między nimi. Jestem zafascynowany opowiadaniem historii w jednym kadrze, a nie w czasie - tłumaczy fotograf.
Jego twórczość nie tylko zachwyca międzynarodową elitę krytyków, ale i kolekcjonerów, którzy za zdjęcia Amerykanina są gotowi płacić ponad 100 tys. dolarów. On jednak zapewnia, że nie fotografuje dla pieniędzy. W dokumencie BBC "Geniusz zaklęty w fotografii" wyznaje: - Sam nie wiem, po co robię zdjęcia. Nie lubię nawet trzymać aparatu.
Wystawa "Cathedral of the Pines" w Galerii Gagosian w Nowym Jorku potrwa do 5 marca.

Za kulisami serii "Cathedral of the Pines"

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson

Gregory Crewdson
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.