Edith Piaf, Francja, 1950 rok
Fot. Gaston Paris/Roger Viollet via Getty Images
WSPOMNIENIE

Śmierć dziecka, drastyczne dzieciństwo, samotność. Złamane życie Edith Piaf

Los nie szczędził jej brutalnych ciosów...

Konrad Szczęsny 19 grudnia 2020 20:07
Edith Piaf, Francja, 1950 rok
Fot. Gaston Paris/Roger Viollet via Getty Images

Drobna wokalistka (miała tylko 147 centymetrów wzrostu) o specyficznej posturze i budowie z niebywale silnym, nosowym, szorstkim a jednocześnie przejmującym głosem. Jej przeboje, takie jak „Milord”, „La vie en rose” czy „Non, je ne regrette rien” do dziś nucą kolejne pokolenia. Niestety, życie osobiste Edith Piaf było pasmem nieszczęść. Wychowywały ją prostytutki, śpiewem na ulicy musiała zarabiać na życie. Gdy była nastolatką, została matką. Jej córeczka zmarła w wieku zaledwie dwóch lat. Później uzależnienie od alkoholu i narkotyków, kolejne romanse i tragiczna śmierć ukochanego przypieczętowały jej pełen dramatów los. 19. grudnia mija 105 lat od daty jej urodzin... Jednak czy na pewno była jedynie nieszczęśliwą ofiarą? A może sprytną konfabulantką, której pasją stała się mistyfikacja?

Edith Piaf: drastyczne dzieciństwo. Śpiewem zarabiała na ulicy, wychowywały ją prostytutki

Przyszła na świat jako Édith Giovanna Gassion 19 grudnia 1915 w szpitalu Tenon w dzielnicy XX na peryferiach Paryża. Już ten fakt z jej biografii przez lata budził kontrowersje. Lubiła powtarzać, że poród odebrało... dwóch policjantów na schodach jednej z kamienic. Dostępne dokumenty stanowczo to jednak obalają. Rodzice małej córce nadali imię Edith na cześć tragicznie zmarłej w trakcie I wojny światowej pielęgniarki Edith Cavell. Za pomoc brytyjskim żołnierzom w ucieczce z niewoli została rozstrzelana przez Niemców zaledwie dwa miesiące przed narodzinami Piaf... Zapewne ktoś przesądny powiedziałby, że już ten fakt mógł stanowić zapowiedź tego, co przyniesie przyszłej gwieździe los. A przyniósł jej wiele smutku i osobistych dramatów.

W jej żyłach płynęła francuska, marokańska (od strony matki), kabylska oraz włoska krew. Ojciec był akrobatą cyrkowym, matka zaś śpiewaczką uliczną. Korzenie artystyczne miała zatem zarówno od jednego, jak i drugiego rodzica. Jej babka od strony mamy była w Paryżu znaną artystką kabaretową.

Edith wychowywała się z młodszym bratem, Herbertem Gassionem. Niestety, matka porzuciła ich, gdy byli dziećmi. Nic dziwnego: ważniejszy był dla niej alkohol oraz narkotyki a nie wychowywanie córki i syna. Dziewczynka początkowo mieszkała ze swoją babką w stolicy Francji. Gdy dorosła, zwykła powtarzać, że to przez nią zaczęła mieć problemy z alkoholem. Według słów Piaf, była pojona czerwonym winem wlewanym do butelki ze smoczkiem... Dziś trudno w to jednak uwierzyć.

Edith Piaf jako dziecko, około 1918 roku
Fot. Apic/Getty Images

Edith Piaf jako dziecko, około 1918 roku

Po powrocie z frontu ojciec zabrał ją do swojej matki, która prowadziła... dom publiczny w miasteczku Berney w Normandii. I to właśnie jego pracownice, wykonujące najstarszy zawód świata, pomagały w wychowywaniu małej Edith. Z okresem tym wiąże się kolejny dosyć osobliwy fakt w biografii przyszłej artystki. Twierdziła, że w wieku trzech lat utraciła wzrok, który odzyskała dopiero... cztery lata później. Nazywała to cudem, do którego przyczynić się miały podopieczne babki.

„Udały się na pielgrzymkę do grobu św. Teresy z Lisieux, zamknęły też lokal na cały dzień, by modlić się w intencji Édith”, przypomina w swoim artykule na łamach Onetu Paweł Piotrowicz.

Prawda jednak była zupełnie inna i o wiele mniej dramatyczna niż przedstawiała to artystka. Obnażyła to jej biografia „Piaf – francuski mit” autorstwa Roberta Bellereta, dziennikarza uznanego dziennika „Le Monde”. Skupił się on na prywatnej korespondencji wokalistki, m.in. do przyjaciela Jacques'a Bourgeata. Z listów jasno wynikało, że tak naprawdę cierpiała tylko na zapalenie spojówek, które udało się w krótkim czasie wyleczyć z pomocą miejscowego lekarza. Był on zresztą stałym klientem prowadzonego przez babkę Piaf domu publicznego.

Mimo licznych opiekunów, tak naprawdę wychowywała ją ulica. Na niej zaczęła występować i oczarowywać przechodniów mocnym, niezwykłym głosem. Miała 8 lat, gdy ojciec zabrał ją od swojej matki. Stwierdził wówczas, że może pomóc mu w trakcie cyrkowych występów na wolnym powietrzu. Jej zadanie było proste: miała zbierać pieniądze od tych, którzy chcieli w ten sposób nagrodzić go za akrobacje. Jednak pewnego dnia – czy to przypadkiem, czy z pełną premedytacją – objawiła wokalny talent. Słuchacze byli zachwyceni, zaś ojciec Piaf szybko przekalkulował, że umiejętności córki mogą przynieść mu wymierne korzyści. I co do tego ani trochę się nie mylił...

Burzliwa młodość Edith Piaf: śmierć jedynego dziecka, problemy z alkoholem

Ich współpraca trwała do 15. urodzin Edith. Wtedy postanowiła się usamodzielnić i wyprowadziła się do dzielnicy Pigalle. Powierniczką jej tajemnic i przyjaciółką została 14-letnia Simone Berteaut, posługująca się pseudonimem Mômone. Tym razem role się odwróciły i to ona zbierała pieniądze, gdy Piaf zachwycała przechodniów wokalnymi popisami. 

Okres ten, choć bardzo tajemniczy, przyniósł jedno wydarzenie, które było zapowiedzą tragicznego losu artystki. Miała 17 lat, gdy na świat przyszła jej córeczka. Nazwała ją Marcelle. Ojcem dziewczynki był chłopak na posyłki, Louis Dupont. Cios przyszedł niespodziewanie. Jedyne – jak się później okazało – dziecko wokalistki zmarło w wieku dwóch lat na zapalenie opon mózgowych. Czy dramat odcisnął piętno na życiu Edith Piaf? Lubiła to tak przedstawiać. Jednak nowe światło rzuciły na to późniejsze listy jej przyjaciółki. Według słów Mômone, prawda była znacznie mniej przejmująca. „Przestałyśmy o tym myśleć. Byłyśmy dziećmi. Édith miała 19 lat, ja 17” (cytat za Pawłem Piotrowiczem).

Okres ten był zresztą bardzo burzliwy, choć równie zagadkowy. Wiadomo, że nastolatka korzystała z uciech doczesnych ponad miarę. Piła nieprawdopodobne ilości alkoholu, sypiała z mniej i bardziej przygodnymi mężczyznami, niektórzy twierdzili, że zarabiała na chleb, sprzedając swoje ciało. Nie ma co prawda potwierdzenia tego faktu, jednak wiadomo, że wdała się m.in. w romans z alfonsem o imieniu Albert. Nie zważała na to, z kim się spotyka. Wśród jej adoratorów byli m.in. kryminaliści mniejszego i większego kalibru. Nie trzeba dodawać, że warunkom, w których żyła, daleko było do luksusu. Brak pieniędzy, by opłacić mieszkanie i kupić cokolwiek do jedzenia stał się jej smutną codziennością... Do czasu.

Szczęście uśmiechnęło się do niej w październiku 1936 roku Wtedy została odkryta przez ówczesnego łowcę talentów, impresaria Louisa Leplee. Zachwycił się jej nietuzinkowym głosem, gdy usłyszał, jak śpiewa przy placu Pigalle. Zaangażował Piaf do swojego kabaretu „Le Gerny's” przy Champs-Élysées. By publiczność lepiej mogła ją zapamiętać, wybrał dla niej pseudonim „La Môme Piaf” (mały wróbelek). Wkrótce, poza mieszkańcami Paryża, miał je również poznać cały świat...

Edith Piaf, lata 30. XX wieku
Fot. Bettmann / Contributor/Getty Images

Edith Piaf w latach 30. XX wieku. Miała wtedy około 20 lat

Edith Piaf: początek wielkiej kariery i niezliczeni kochankowie

Louisowi Leplee zawdzięczała jeszcze jedną rzecz: wizerunek. To on stwierdził, że najbardziej wiarygodnie wypadnie w oczach publiczności, gdy założy zwykłą, prostą, obcisłą czarną sukienkę. Nie mylił się. Dzięki temu przekaz utworów, które wykonywała, był jeszcze bardziej dramatyczny i prawdziwy. Wkrótce o drobnej artystce z kabaretu usłyszał cały Paryż. 

Niestety, odkrywca jej talentu jakiś czas później został zamordowany. To jednak nie przeszkodziło jej karierze. W życiu Edith Piaf już tak było, że nieszczęście przeplatało się ze szczęściem – do samego końca, jak na ironię. Kontrakt płytowy z wytwórnią Polydor podpisała dzięki piosenkarzowi i aktorowi Maurice'owi Chevalierowi. Gdy usłyszał ją w klubie, oniemiał i nie miał wątpliwości, że stoi przed nim przyszła gwiazda. Nie mylił się. „Ludzie mówią, że mogę zaśpiewać książkę telefoniczną i nadal będzie to brzmiało dobrze”, mawiała. Trudno się z nią nie zgodzić. Dostępne nagrania są najlepszym dowodem na to, że miała niezwykłą umiejętność przyciągania uwagi nie tylko wokalem, lecz także gestami, spojrzeniem.

„Les Momes de la Cloche”, „L'Etranger”, „Mon légionnaire” i „Le Fanion de la Légion” – te piosenki przetarły jej szlak na szczyt. Wkrótce o drobnej artystce usłyszała cała Francja.

Zaczęła być zapraszana na salony, stanowiła element śmietanki towarzyskiej kraju nad Sekwaną. Mimo braków w edukacji i obycia, nadrabiała osobowością i urokiem osobistym. Nie brakowało również i takich, którzy chcieli jej pomóc za wszelką cenę. Wśród nich m.in. poeta Jacques Bourgeat, mający misję edukacyjną, śpiewak Raymond Asso – kochanek i opiekun w jednym, kompozytorka Marguerite Monnot czy wreszcie Jeana Cocteau, który był ojcem jej kariery aktorskiej. Dzięki niemu wystąpiła w 10 filmach oraz w przedstawieniach teatralnych. Kolejne sukcesy tylko wzmacniały jej pozycję. 

Kochanków Edith Piaf nie sposób policzyć. W latach 30. sypiała z kompozytorem Norbertem Glanzbergiem, aktorem Johnem Garfieldem, fryzjerem Théophanisem Lamboukasem, mistrzem w kolarstwie André Poussem czy piosenkarzami Georgesem Moustakim i Jacquesem Pillsem. Za tego ostatniego wyszła zresztą za mąż 20 września 1952 roku. Jak nietrudno się domyślić, związek nie przetrwał próby czasu. Rozwiedli się po zaledwie czterech latach.

Edith Piaf, rok nieznany, na pewno po 1945 roku
Fot. Roger Viollet via Getty Images/Roger Viollet via Getty Images

Edith Piaf, dokładna data powstania zdjęcia nie jest znana. Zrobione zostało na pewno po 1945 roku

Edith Piaf i Marlena Dietrich: historia lesbijskiego romansu

Był rok 1947. Edith Piaf po raz pierwszy występowała za oceanem. Niestety, początkowo jej koncerty nie spotykały się z ciepłym przyjęciem ze strony publiczności. Jak sama przyznała, „nie znała amerykańskich obyczajów”. Mieszkańcy USA lubili, gdy na scenie działo się więcej niż mniej. Stąd mile widziane były takie atrakcje, jak cekiny, pióra czy tancerze. Jak wiadomo, pochodząca z Francji artystka stawiała na minimalizm w najbardziej ascetycznej odsłonie. Prosta czarna sukienka i wyjątkowy, ale jednak osobliwy głos, nie każdego zachwycały.

Nie poddała się jednak. Szczególnie że krytyk z „The New York Herald” opublikował bardzo przychylną jej recenzję na pierwszej stronie. Podjęła wyzwanie i wynajęła salę w prestiżowym kabarecie Versailles na Manhattanie. Koszt takiego przedsięwzięcia przyprawiał o zawrót głowy, ale Edith Piaf nigdy nie przejmowała się specjalnie pieniędzmi. „Pieniądze? Jak je straciłam? Nigdy ich nie straciłam. Po prostu nigdy nie wiedziałam, gdzie się rozeszły”, miała kiedyś powiedzieć z rozbrajającą szczerością. Na wspomniany koncert zaprosiła śmietankę towarzyską, wśród której znalazła się Marlena Dietrich, będąca wówczas gwiazdą światowego formatu.

Występ okazał się niekwestionowanym sukcesem. Publiczność była oszołomiona talentem Francuzki. Owacjom i gratulacjom nie było końca. Jakież było zdziwienie Edith Piaf, gdy po koncercie do jej garderoby zapukała... słynąca z powściągliwości w okazywaniu emocji Marlena Dietrich. 

„Przypomniała mi Pani mój ukochany Paryż, jak mogę Pani dziękować?”, miała wówczas zapytać. Połączyła je nić porozumienia. Wszak aktorka również kontynuowała karierę wokalną, choć na początku miała problemy, by przekonać do siebie amerykańską publiczność. 

„Amerykanie nie mają europejskiego ucha, nie wiedzą, czym powinien być głos. Głos nie powinien brzmieć ślicznie, głos powinien coś ci przekazać i opowiedzieć historię”, twierdziła (cytat za Pomponik.pl).

Podjęła decyzję, by zaopiekować się młodszą o 14 lat koleżanką. Słynęła ze swojego perfekcjonizmu i nieustępliwości. „Wśród 60 świecących prosto w oczy reflektorów była w stanie wypatrzyć ten jeden, ustawiony krzywo. By go poprawić, potrafiła w ciasnej sukni z trenem wdrapać się na drabinę”, przypomina portal.

Udało się. W końcu Amerykanie dostrzegli wielki talent Edith Piaf, zakochali się jej przejmującym, niskim, sugestywnym i jedynym w swoim rodzaju głosie. Dali się zahipnotyzować. „Daleka od spontaniczności, skoncentrowana w sposób hieratyczny. Posiada bajeczną siłę dramatyczną”, pisano. „Ilekroć śpiewa, wyrywa swoją duszę po raz ostatni”, podkreślał wzruszony Jean Cocteau.

Między Piaf o Dietrich narodziła się przyjaźń. Mało kto pamięta, że Francuzka podarowała jej nawet utwór „La vie en rose”, do, którego sama napisała tekst. Jednak z upływem lat i tak wszyscy kojarzą go przede wszystkim z oryginalną autorką. 

Co tak naprawdę je łączyło? Jedni mówią, że Marlena otoczyła Edith matczyną, czułą opieką i uczuciami, których skąpiła nawet własnej córce. A może było to coś więcej? Dietrich otwarcie przyznawała, że jest osobą biseksualną. Miała m.in. romans z pisarką Mercedes de Acosta. Jej córka w biografii matki nazywa wprost Francuzkę „szmatą z rynsztoka”. Twierdziła, że panie miały ze sobą romans. „Lubiła mnie, może nawet kochała, chociaż wydaje mi się, że kochać potrafiła tylko mężczyzn”, pisała po śmierci Piaf Dietrich.

Raczej jednak nie były ze sobą w związku. Obie żyły intensywnie, rzadko miały okazję spędzać ze sobą więcej czasu. Edith słynęła zresztą ze swojej rozwiązłości. Potrafiła w jednym czasie mieć nawet kilku kochanków!

„Przyglądałam się przerażona, jak rabunkowo gospodaruje swoimi siłami. Jak miewa równocześnie trzech kochanków, a mnie chwilami traktuje niczym kuzynkę ze wsi. Przyprawiała mnie o zawroty głowy swoimi amantami, których często musiałam ukrywać po różnych kątach, gdy zjawiali się niespodziewanie kolejni”, pisała w autobiografii Dietrich. 

Ją samą trudno zresztą posądzać i hołdowanie celibatowi. Wdawała się w erotyczne relacje w Johnem Waynem, Kirkiem Douglasem, Frankiem Sinatrą a nawet prezydentem Johnem F. Kennedym! Gdy nawiązali intymną relację, był od niej młodszy o 16 lat... „W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną. Kochamy się z tymi, którzy nam się podobają”, twierdził z właściwą sobie przekorą i puńczucznością.

Jak podkreślali jej przyjaciele, „miała skłonność do określonego typu, kompletnie innego niż ona sama - małe, niezbyt piękne, ale w przeciwieństwie do niej bardzo emocjonalne”. W bliższych relacjach z obiektami swojej fascynacji wykazała się zadziwiającą empatią i delikatnością.

„Okazywała mi zadziwiające oddanie. Spotykała mnie niespokojną, udręczoną, powaloną zmartwieniami. Chodziła moim tropem, nie pozwalała zostać samej z niedobrymi myślami”, zachwycała się Piaf. „Robiłam to, czego ode mnie żądała. Nie rozumiejąc jej potwornej potrzeby miłości, oddawałam liczne przysługi”, wspominała natomiast Dietrich.

I tak właśnie została świadkową na pierwszym ślubie Piaf. Jej wybrankiem był wspomniany już Jacques Pills, z którym zawarli małżeństwo 20 września 1952 roku w Nowym Jorku. Przyjaciółka miała podarować jej tego dnia suknię ślubną oraz bukiecik róż. Rozwiedli się, ponieważ artystka nie radziła sobie z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu...

„Oglądanie jej zawsze takiej nieszczęśliwej łamało mi serce. Powiedziała, że gdyby odnalazła szczęście, straciłaby talent. Zapytałam, czy nie byłoby warto? Nie, odpowiedziała”, wspominała po latach Marlena Dietrich.

Gdy zmarła w 1992 roku, rodzina zrobiła porządki w jej paryskim mieszkaniu. W jednym z kartonów miał tkwić napisany własnoręcznie przez Piaf list. „Marleno, nie zapomnij, że cię kocham. Edith”, głosiła jego treść. I wydaje się, że przez całe życie (Marlena Dietrich przeżyła swoją przyjaciółkę o 29 lat) to zdanie towarzyszyło niemiecko-amerykańskiej gwieździe nieustannie..

Ślub Edith Piaf i Jacquesa Pillsa, 23 września 1952 rok. Marlene Dietrich była wówczas świadkową, Nowy Jork
Fot. Keystone/Hulton Archive/Getty Images

Ślub Edith Piaf i Jacquesa Pillsa, wrzesień 1952 roku, Nowy Jork. Marlene Dietrich (po lewej) była wówczas świadkową

Edith Piaf: mecenaska młodych talentów. Władcza i infantylna

Uważa się ją za matkę talentu m.in. piosenkarza, kompozytora i autora tekstów, legendarnego francuskiego artysty, Charlesa Aznavoura. Poznali się pod koniec lat 40., gdy był początkującym wokalistą. Mimo rozwiązłego trybu życia, Edith Piaf nie nawiązała z młodszym kolegą erotycznej relacji. Po prostu zaprosiła go, by towarzyszył jej w tournée po Francji, a następnie po USA.

Relacja była słodko-gorzka. Artystka miała m.in. wymóc na Aznavourze operację plastyczną nosa – w jej mniemaniu był zbyt dużo. Gdy zaś zobaczyła jej efekt, stwierdziła, że wolała go w poprzedniej wersji. „Nikt tak bardzo nie kochał życia, jednocześnie niszcząc siebie fizycznie. Zależnie od swego widzimisię, potrafiła zwracać się do ludzi piskliwym głosikiem małej dziewczynki albo też władczym, pełnym złości tonem, w który również celowała. Każdy się jej podporządkowywał. Świadomie stawaliśmy się więźniami jej siły”, przytacza wypowiedź artysty w swoim artykule na łamach Onetu Paweł Piotrowicz.

Czy Edith Piaf współpracowała z nazistami?

Mimo że w obiegowej opinii działała w trakcie II wojny światowej na rzecz ruchu oporu, i tutaj biografowie Edith Piaf nie są zgodni. Ona sama twierdziła, że zarówno ratowała w tym okresie Żydów (liczba miała wynieść aż 200 osób!), jak i zatrudniała ich w swoim zespole, z którym jeździła po Francji.

Jednak Robert Belleret, autor biografii, wykazał, że liczba tych, którym rzekomo miała pomóc, nigdy nie była stała. Piaf była również bezradna wobec pytań, w jaki sposób dokładnie to robiła, w tym jak dostarczała i zdobywała paszporty. „Jak dodał, żadna z ocalonych publicznie osób jej za uratowanie życia nie podziękowała. Pisarz zasugerował za to, że gwiazda, która podczas okupacji miała występować dla niemieckich żołnierzy, nie tylko nie wspierała ruchu oporu, ale nawet kolaborowała z okupantem. Prawdy zapewne nie poznamy już nigdy”, konstatuje w swojej publikacji Piotrowicz.

Edith Piaf: alkohol silniejszy niż miłość. Kariera ponad siły

Mimo że śpiewała o miłości i była jej wielką ambasadorką, nigdy nie potrafiła zerwać z nałogami. A te wyniszczały ją konsekwentnie i nieubłaganie. Nie pomagały kolejne związki, nie potrafili zmienić tego przyjaciele ani współpracownicy. Niektóre z jej relacji problem ten jedynie pogłębiały...

Ivo Livi (odnoszący sukcesy jako Yves Montand), Jean-Louis Jaubert i wreszcie mistrz świata w boksie Marcel Cerdan – to mężczyźni, którym oddawała serce po wojnie. Najważniejszy był zdecydowanie ten ostatni. Gdy się poznali w lipcu 1946 roku, był żonaty z młodziutką Marinette Lopes. Wychowywali wówczas dwóch synów (trzeci narodził się w roku jego śmierci). Nie przeszkodziło im to w nawiązaniu płomiennego romansu w styczniu 1948 roku. Z czasem mężczyzna podjął decyzję, że to z Edith Piaf spędzi resztę życia. Nie było im to dane.

28 października 1949 roku nad ranem kochanek artystki zginął w katastrofie lotniczej na Azorach przy próbie międzylądowania. Samolot zderzył się z górą Vara na wyspie Sao Miguel. Wszyscy pasażerowie zginęli na miejscu. Marcel Cerdan pierwotnie do Ameryki miał udać się drogą morską, ale ukochana przekonała go do zmiany planów w trakcie rozmowy telefonicznej (koncertowała wówczas w Nowym Jorku). Na lot nie było już jednak biletów. W ostatniej chwili odstąpili mu swoje nowożeńcy, którzy w podróż poślubną mieli udawać się za ocean... Artystka zapewne obwiniała się o tę śmierć.

Ciało Marcela Cerdana było w tak złym stanie, że udało się je zidentyfikować jedynie dzięki złotemu zegarkowi, który podarowała mu wcześniej ukochana. Był największą miłością jej życia. Jemu zadedykowała słynny „Hymn o miłości” - „Hymne à l'amour”. Premierę miał niespełna dobę po śmierci mężczyzny w nowojorskim Wersalu. Mimo bolesnego piętna, jakie jego śmierć na niej odcisnęła, nigdy nie zwątpiła w miłość.

„Nie pamiętam ani jednej chwili w życiu, kiedy nie byłam [zakochana - red.]. Myślę, że ludzie, którzy nie dbają o miłość, są wybrakowani. Ci, którzy przestali w nią wierzyć tylko dlatego, że cierpieli z jej powodu, nie są prawdziwymi kochankami. Nawet jeśli masz wspaniałą pracę, która jest też twoją pasją, musisz mieć kogoś, by się tym dzielić, inaczej taka praca jest bezużyteczna”, przekonywała (cytat za Onet.pl).

Edith Piaf, bokser Marcel Cerdan, 22.09.1940
Fot. Hulton Archive/Getty Images

Edith Piaf, bokser Marcel Cerdan, około 1948 roku

Hymn nieśmiertelności na krótko przed śmiercią. Niczego nie żałowała

W latach 50., poza kolejnymi sukcesami muzycznymi i wylansowaniem takich przebojów, jak „L'Accordéoniste”, „La vie en rose” i „Les Trois Cloches”, Edith Piaf podejmowała próby ustatkowania się. Dodajmy – mało skuteczne.

Pierwsze małżeństwo zakończyło się w 1956 roku. Drugie wywołało wielki skandal na całym świecie. 9. października 1962 roku, rok przed śmiercią, wzięła ślub z młodszym o 21 lat Theophanisem Lamboukasem (znanym bardziej jako Theo Sarapo). Przyjaciele nie byli pozytywnie nastawieni do mężczyzny, obawiali się, że chce wykorzystać coraz słabszą i schorowaną Piaf. Mylili się. Otoczył ją na ostatnim etapie życia miłością i czułością – aż do ostatniego tchu. Sam zresztą przeżył ją zaledwie o siedem lat. Zmarł 28 sierpnia 1970 roku. Miał 34 lata...

Trzy lata przed śmiercią, w 1960 roku, u Edith Piaf znać o sobie dało zmęczenie oraz lata forsowania organizmu używkami. Artystka ogłosiła, że przechodzi na emeryturę. Była wyczerpana. Jednak decyzję zmieniła, gdy usłyszała pierwsze dźwięki „Non, je ne regrette rien” (pol. „Niczego nie żałuję”). Stał się dla niej – paradoksalnie – nowym otwarciem. Brzmiał nowocześnie, inaczej, bardziej doniośle i patetycznie. Mimo tego świetnie wpisywał się w jej styl. Był też formą rozliczenia z przeszłością, testamentem i rachunkiem sumienia w jednym. Bo oto niekwestionowana gwiazda światowego formatu, której udało się podbić Amerykę, śpiewała, że nie żałuje ani zła, ani dobra, które napotkało ją w życiu. I brzmiała w tym do bólu wiarygodnie... 

Autorami ponadczasowego przeboju byli kompozytor Charles Dumont i tekściarz Michel Vaucaire. Co ciekawe, początkowo Edith Piaf na propozycję jej wykonania zareagowała sceptycznie.

„Kiedy zacząłem grać, jej nastawienie natychmiast się zmieniło. Kazała mi powtarzać utwór od nowa pięć, może sześć razy. Stwierdziła, że jest cudowny, wspaniały. Powstał specjalnie dla niej. To była cała ona. To miało być jej zmartwychwstanie”, zwierzał się twórca piosenki.

Według różnych przekazów, gdy wykonała go w swojej ukochanej, legendarnej paryskiej Olimpii, została nagrodzona owacjami na stojąco, które trwały – bagatela! – aż 16 minut. Edith Piaf po raz kolejny udowodniła, że mimo osobistych tragedii - a może właśnie dzięki – jest w stanie rzucić publiczność na kolana i pokazać swój wielki talent.  

Edith Piaf, Francja, 1950 rok
Fot. Gaston Paris/Roger Viollet via Getty Images

Edith Piaf, prawdopodobnie około 1950 roku

Wyniszczona, bezsilna. Tak umierała Edith Piaf

Być może już wówczas czuła, że gaśnie i że to jej ostatnie chwile na scenie... Odeszła 10 października 1963 w r. w Grasse na Lazurowym Wybrzeżu. Za nieco ponad dwa miesiące skończyłaby 48 lat. Ale tego właśnie pragnęła. „Nie chcę umrzeć jako starsza pani. Chcę umrzeć młodo. Myślę, że strasznie jest się zestarzeć, a choroba jest brzydka”, podkreślała w wywiadzie w ostatnim okresie życia.

I to jej pragnienie się spełniło. Mimo że początkowo spekulowano, iż przyczyną śmierci było zapalenie płuc, wiadomo, że Edith Piaf zmarła z powodu raka wątroby i spowodowanego nim krwotoku wewnętrznego. Biorąc pod uwagę jej styl życia – nie ma w tym nic zaskakującego. Tym bardziej, że przed śmiercią wyglądała jakby miała znacznie więcej niż niespełna 50 lat. Winne temu były nie tylko nałogi. W ciągu ostatnich lat życia uległa kilku wypadkom samochodowym, miała również na koncie próbę samobójczą, bliscy wciąż walczyli, by wyrwała się ze szponów nałogów, wysyłając ją na kolejne odwyki. Ponadto dały o sobie znać lata zdrowotnych zaniedbań, przez co Edith Piaf musiała przejść aż siedem operacji!

Kondukt pogrzebowy, który przeszedł ulicami Paryżami, obserwowało 40 tysięcy osób. Kolejne czekały przy cmentarzu Père-Lachaise, na którym spoczęła. Wśród żałobników z łatwością dało się zauważyć przybraną w czerń bladą twarz, pieczołowicie upudrowaną, z pomalowanymi kredką na czarno i różowo oczami, brwiami i ustami. Twarz była jednak zimna, wręcz lodowata. Nie wyrażała żadnych emocji. Nic dziwnego. Skrywająca się za nią Marlena Dietrich podobno nie uroniła ani jednej łzy nawet na pogrzebie swojej matki. Gdy zmarła Edith Piaf, miała 62 lata. Nie wiedziała, że przed nią jeszcze kolejnych 29. Co czuła, gdy patrzyła na przesuwający się w pobliżu kondukt żałobny? Tego zapewne nigdy się już nie dowiemy... Zapewne jednak inni zastosowali się do słów, które wcześniej wygłosiła Edith Piaf. „Chcę sprawić, by ludzie płakali, nawet jeśli nie rozumieją słów”... 

Edith Piaf na łożu śmierci, październik 1963 roku
Fot. Keystone/Hulton Archive/Getty Images
Edith Piaf na łożu śmierci, październik 1963 roku

Drugie życie Edith Piaf: film „Niczego nie żałuję”

8. lutego 2007 roku premierę miał obraz „Niczego nie żałuję” w reżyserii Olivera Dahana ze znakomitą Marion Cotillard w roli głównej. Scenariusz był pisany specjalnie pod nią. Za kreację tę została zresztą nagrodzona Oscarem i Złotym Globem. Nic dziwnego! Poświęcając się dla roli, aktorka zgoliła swoje naturalne brwi. Były one każdorazowo rysowane ołówkiem. Z kolei ucharakteryzowanie jej na starszą Edith Piaf zajmowało aż pięć godzin!

Na całym świecie film zarobił ponad 86 milionów dolarów. Nic dziwnego, to obraz niezwykle przejmujący i wiarygodny. Pracujący również nad scenariuszem Oliver Dahan zgłębiał biografię artystki, rozmawiał z tymi, którzy ją znali, starał się pokazać uwikłanie jej w różne stany emocjonalne i życiowe dramaty. Do historii kina przeszła scena, w której grająca Piaf Cotillard dowiaduje się o śmierci Marcela Cerdana i te ostatnie chwile na łożu śmierci...  W doskonały sposób ukazuje również wielką samotność i zagubienie artystki, która zmagała się z życiem i demonami przeszłości.  

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.