Jan Suzin kariera biografia odszedł bez słowa
Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski
NIEZWYKŁE HISTORIE

Jan Suzin po 40 latach błyskotliwej kariery w telewizji, odszedł bez słowa

Znany prezenter przyszedł na świat 94 lata temu

Dorota Falkowska 12 kwietnia 2024 14:15
Jan Suzin kariera biografia odszedł bez słowa
Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski

Uwielbiany przez miliony widzów spiker TVP, a jednocześnie pierwszy, który zaczął pracę w tym zawodzie dzięki wygranemu konkursowi — Jan Suzin już za życia został okrzyknięty legendą telewizji. Dla niektórych był ideałem, a jednocześnie pytany przez innych, czy ideał prezentera istnieje, odpowiadał, że nie. "Ale jest jedna najważniejsza zasada. Nie wolno nikogo grać. Trzeba być sobą — to jest podstawa sukcesu", odpowiadał. Czy sam prezenter się do niej stosował? Tego do końca nie wiadomo. Nie można mu jednak odebrać profesjonalizmu, którym wykazywał się przez 40 lat pracy. Kiedy poczuł, że nie ma już dla niego miejsca, odszedł bez słowa.

Jan Suzin: najbardziej znany spiker w TVP, droga do kariery 

Jan Suzin zamierzał pójść w ślady ojca. Skończył architekturę na Politechnice Warszawskiej, gdzie Leon Suzin był wykładowcą. A potem, kiedy już zaczął pracę w zawodzie, zobaczył anons w „Expressie Wieczornym" o konkursie na spikera i za namową Olgi Lipińskiej postanowił wziąć udział. Był to pierwszy konkurs na spikera telewizyjnego, który organizowała TVP, a Jan Suzin stał się tym samym pierwszym prezenterem Telewizji Polskiej "z konkursu". 

Na początku poszedł tam raczej dla zabawy. Miał ochotę jedynie obejrzeć studio telewizyjne i poczuć się jak dziennikarz przed kamerą, nie sądził, że to właśnie jego wybiorą spośród dwóch tysięcy chętnych, którzy tak jak on stawili się na casting. W komisji zasiadali m.in. Władysław Sheybal, Adam Hanuszkiewicz i Irena Dziedzic. Na wszystkich ten wysoki, przystojny, z nienaganną dykcją i głębokim głosem mężczyzna zrobił bardzo dobre wrażenie. Spodobał się zwłaszcza prezenterce Dziedzic, z którą jakiś czas później nawiązał romans. Ostatecznie przekonał do siebie komisję, kiedy na prośbę Hanuszkiewicza, zaimprowizował kilka zdań do kamery: "Mam dla państwa dobrą wiadomość. Po przerwie szykujemy rzecz, która na pewno się państwu spodoba. Otóż Telewizja Polska kupiła w Paryżu serię filmów dla panów, które będziemy nadawać codziennie w godzinach wieczornych", padło z ust Suzina.

Charakteryzatorka szepnęła mu wtedy do ucha, że wygląda, jakby miał zostać tu na dłużej i rzeczywiście tak się stało. Przez kolejne cztery dekady widzowie TVP mogli podziwiać profesjonalizm, elegancję niczym angielskiego lorda i charakterystyczny niski, ciepły głos Jana Suzina. Pracę w biurze projektowym swojego ojca porzucił i w całości poświęcił się nowej ścieżce kariery. Już po kilku latach znali go wszyscy. 

Zasłynął jako spiker, na początku lat 70. prowadził Dziennik Telewizyjny, współprowadził „Turniej miast", kierował do widzów życzenia z okazji świąt i Nowego Roku. Jego drugą profesją w telewizyjnej branży było odczytywanie tekstów filmów. Jan Suzin był jednym z dwóch pierwszych, obok Eugeniusza Pacha, lektorów TVP. Widzowie mogli słyszeć jego niski i aksamitny głos głównie przy westernach i programach popularnonaukowych.

W swoim dorobku Jan Suzin ma również kilka wyzwań aktorskich. Oferowano mu zazwyczaj role samego siebie, m.in. w filmie "W klatce" i serialu „Tulipan" lub bliżej nienazwanego spikera TV,  np. w "Samochodziku i templariuszach" i w „Nie lubię poniedziałku".

Zobacz także: Gdy rozpadało się jej małżeństwo, usłyszała druzgocącą diagnozę. Zofia Kucówna nigdy się nie żaliła

Jan Suzin Irena Dziedzic historia romansu
Fot. Jerzy Plonski / RSW / Forum

Jan Suzin: co mówili o nim znajomi i bliscy?

Wszyscy widzieli w nim wielkiego profesjonalistę, zawsze świetnie przygotowanego do swojego dyżuru, ale ogromnie zdystansowanego. "Wydawało mi się, że spiker musi być poważny i uroczysty" - powiedział Suzin w wywiadzie dla "Sztandaru Młodych". Przylgnęła do niego maska mruka, ale z pomocą przybyła wtedy prezenterowi Hanka Bielicka. "Spytała: »Czemu pan jest taki smutny? Nie spróbowałby się pan tak leciutko, od środka, uśmiechnąć?«. Spróbowałem. I chwała kochanej Hani za to. To był mój pierwszy krok do pozytywnych osiągnięć w tym zawodzie" - przytoczył historię Jan Suzin na łamach książki "Nieźle się zapowiadało", którą jego żona Alicja Pawlicka, opublikowała w 2021 roku. 

Ci, którzy z nim pracowali, jak np. wieloletni dyrektor TVP2 Zbigniew Napierała, mówili, że mimo uprzejmości i dobrych manier, zawsze pozostawiał między sobą a rozmówcą odrobinę dystansu. Z kolei znajomi prezentera z branży filmowej nie dostrzegali w nim tej powagi, która w studio TVP była dla innych tak odczuwalna.

"Lubiłem Suzina za poczucie humoru i za dystans do wszystkiego. Można było z nim konie kraść. Obiecywaliśmy sobie później jakieś większe zbliżenie towarzyskie, ale, niestety, nigdy do niego nie doszło", mówił o nim reżyser Stefan Szlachtycz. Krzysztof Kowalewski zapamiętał go z kolei jako wielkiego kawalarza. "Opowiadał najbardziej wyuzdane i perwersyjne żarty, jakie kiedykolwiek słyszałem". 

Czytaj też: Halina Frąckowiak powiedziała, że śmierć Anny Jantar była jej wielką osobistą stratą. Ich relacja dziś wywołuje łzy 

Jan Suzin romans z Ireną Dziedzic
Fot. Roman Kotowicz / Forum

Jan Suzin: głośno było o jego romansie z Ireną Dziedzic 

Plotki o życiu prywatnym prezentera za kuluarami TVP nie cichły, gdy na jaw wyszedł jego romans z gwiazdą programu "Tele-Echo", Ireną Dziedzic. Nie kryli się ze swoim uczuciem, co tylko potęgowało zainteresowanie ich relacją, dziennikarka miała bowiem męża. Czekała już co prawda na rozwód z inżynierem Januszem Bałabanem, ale wszyscy wiedzieli, że jej status związku, to wciąż mężatka. 

Para wynajęła wspólnie mieszkanie w centrum stolicy, w międzyczasie kupili nawet samochód, a w planach był ślub. Do zawarcia związku małżeńskiego jednak nie doszło, a rozstanie pary było burzliwe. Wkrótce Dziedzic wystawiła za drzwi walizki niedoszłego męża. Suzin złamał jej serce, kiedy dowiedziała się od wspólnych znajomych, że dziennikarz widywany jest na mieście z aktorką Alicją Pawlicką. Rozstanie nie obyło się bez aktu zemsty. Prezenterka zatrzymała dla siebie kluczyki do samochodu, który spłacić musiał Suzin... 

Zobacz też: Tadeusz Różewicz był z żoną Wiesławą przez 70 lat, nigdy się nawet nie pokłócili. On marzył, by odeszli razem...

Jan Suzin i Alicja Pawlicka: wielka miłość do ostatnich dni 

Okazało się, że romans Jana Suzina z Alicją Pawlicką nie był niczym przelotnym, parę połączyło trwałe uczucie, które dzielili przez kolejne pół wieku. Aktorka stworzyła wiele fantastycznych kreacji teatralnych i telewizyjnych. Widzowie mogą kojarzyć ją m.in. z komedii "Nie lubię poniedziałku", gdzie zagrała urzędniczkę - Kubasińską. 

Para poznała się dokładnie w 1958 roku w telewizji. Aktorka grała wówczas w spektaklu nadawanym na żywo. Po emisji odbyła się impreza w charakteryzatorni. Alicję, jako jedyną osobę niepijącą, wysłano po alkohol do pobliskich delikatesów. Wróciła z butelką wiśniówki. "Zaprosiłam Janka... Bo jak wszyscy, to wszyscy! Były rozmowy, śmiechy, zabawa. A potem, gdy wszyscy zaczęli się rozchodzić, Janek mówi: "No to ja odprowadzę panią". Ale najpierw zaprosił mnie jeszcze do Kameralnej, na Foksal. To był bardzo miły wieczór", wspominała w posłowiu do książki Jana Suzina "Nieźle się zapowiadało". Okazało się, że pierwsze zauroczenie zamieniło się w poważne uczucie, swój związek trzymali jednak przez pewien w tajemnicy. 

Oboje mierzyli się wówczas z problemami na polu osobistym. Jan Suzin spłacał kredyty porzuconej Irenie Dziedzic, a Alicja Pawlicka przechodziła przez bolesny rozwód się z pierwszym mężem Mieczysławem Gajdą, który zdradził ją z mężczyzną. "Zdobyłem Gajdę, ale zanim się rozwiódł, to trochę trwało. Przez psychoanalityka się rozwodzili. Dziewczynie, która zresztą już była w ciąży, trudno było uwierzyć, że mąż ją rzuca, i to jeszcze dla faceta. We troje chodziliśmy na te rozmowy. Chodziło o to, żeby Alicja zrozumiała, żeby nie cierpiała", mówił po latach wybranek Gajdy. 

Jan Suzin po 40 latach pracy odszedł po cichu  

Jan Suzin po raz ostatni w studiu TVP, z siedzibą już na ul. Woronicza w Warszawie, pojawił się 26 listopada 1996 roku. Tego dnia minęło dokładnie 41 lat od jego pierwszego spikerskiego dyżuru, kiedy to 26 listopada 1955 r. zapowiedział w nim m.in. komedię Jacques’a Tati „Wakacje pana Hulot". "Edyta Wojtczak, odchodząc, zrobiła wieczór pożegnalny, ja zdecydowałem, że wyjdę po cichu. Na zakończenie dyżuru powiedziałem jak zwykle „Życzę państwu dobrej nocy", wyszedłem ze studia i już nie wróciłem", wspominał później Suzin. 

Ciężko mówić o współpracownikach spikera, jak o jego koleżankach i kolegach, bo według relacji niektórych, niełatwo było się z nim zaprzyjaźnić, ale po czterdziestu latach pracy nie pożegnał się z żadnym z nich. "Raczej nie miał w pracy zbyt wielu przyjaciół, a gdy odszedł z telewizji, odciął się od nas wszystkich" - wyznała Bogumiła Wander w rozmowie z "Angorą".

Co było powodem odejścia tak zasłużonego i profesjonalnego pracownika, jakim był Suzin? Wdowa po spikerze, Alicja Pawlicka, wyznała w jednym z ostatnich wywiadów, że jej mąż przestał się czuć potrzebny. "Nikt nie miał pomysłu na Suzina. Osobowości nie były w cenie", powiedziała. 

Jan Suzin wycofał się z życia publicznego, nie miał w domu telewizora, bo nie lubił wszechobecnych reklam i zaniżającego się jego zdaniem poziomu telewizji. Zmarł szesnaście lat po przejściu na emeryturę, 22 kwietnia 2012 roku. Pod koniec życia zmagał się z ciężką chorobą. Jego ukochana, Alicja Pawlicka, odeszła 7 marca 2024 roku, miała 90 lat.  

Zobacz też: David Jason przez pół wieku nie miał pojęcia, że ma drugą córkę. Gdy ją spotkał, nie posiadał się ze szczęścia

Jan Suzin z żoną Alicją Pawlicką

Jan Suzin Irena Dziedzic historia romansu
Fot. PAP Radek Pietruszka

Źródła: wyborcza.plpomponik.pl, pl.wikipedia.org

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko zamieszkali razem. Teraz czeka ich wielka zmiana!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ o poczuciu zawodowego niedocenienia, związkach – tych „gorszych, lepszych, bardziej udanych” i swoim azylu. KAROLINA GILON I MATEUSZ ŚWIERCZYŃSKI: ona pojechała do pracy na planie telewizyjnego show, on miał przeżyć przygodę życia jako uczestnik programu… MAREK TORZEWSKI mówi: „W miłości, która niejedno ma imię, są dwa kolory. Albo biel, albo czerń. A ja mam tę biel, a to wielkie szczęście…”.