Reklama

Łukasz Simlat to jeden z najzdolniejszych polskich aktorów. Ulubieniec publiczności zachwycił swoimi kreacjami między innymi w „Rojście 97" czy „Kosie". Nie wszyscy jednak wiedzą, że artystka mimo ukończenia stołecznej Akademii Teatralnej nie ma dyplomu, ani tytułu magistra. W swoim życiu żałuje tylko jednej rzeczy: „Że zostałem aktorem... w Polsce i muszę łapać kilka srok za ogon, żeby móc od pierwszego do pierwszego jakoś się przebujać", mówi. Jakie jeszcze tajemnice skrywa uwielbiany aktor?

Reklama

[Ostatnia publikacja na VUŻ i VIVA! Historie: 18.01.2025 r.]

Łukasz Simlat o trudnym dzieciństwie. Wychował się bez ojca, mama była jego oparciem

Okazuje się, że artysta nigdy nie spotkał się ze swoim ojcem i nie zamienił z nim nawet słowa. „Nie znam ojca, mama wychowywała mnie sama", zwierzył się na łamach „Twojego Stylu". Dodał również, że już jako kilkulatek musiał stanąć na wysokości zadania. Nie zasmakował dzieciństwa, gdyż musiał szybko dorosnąć i stać się głową rodziny. „Gdy byłem w wieku podstawówkowym, wiele spraw na mnie spadło. Ale jak się jest jedynym facetem w domu, to czasem trzeba ogarniać sytuację w wieku do tego nieadekwatnym. Nie robiłem tego z musu, po prostu chciałem pomagać matce", wspominał.

Artysta nie ukrywa, że to jakim dziś jest członkiem, zawdzięcza wyłącznie ukochanej mamie, które go wychowała. „Ojciec odciął się od niej, gdy mnie nie było jeszcze na świecie", opowiadał w rozmowie z „Wyborczą". Łukasz Simlat przyznał jednak, że ojciec w pewnym momencie próbował nawiązać z nim kontakt. Pewnego dnia dostał od niego niespodziewany list. Nie zdecydował się jednak, by go otworzyć, a tym bardziej przeczytać. „Dorastając, coraz bardziej sobie uświadamiałem, że to człowiek, który nigdy mnie nie chciał poznać. I w końcu jak się zdecydował, to ja już nie chciałem", zwierzył się Mai Staniszewskiej z „Gazety Wyborczej".

CZYTAJ TEŻ: Nie poszedł w ślady mamy, wybrał aktorstwo. Łukasz Simlat wspomina o drugim artystycznym zawodzie

bartek wieczorek/Visual Craftrs

Łukasz Simlat o relacji z ojcem

Aktor nie ukrywa, że zawsze zazdrościł swoim rówieśnikom, że mieli ojca, z którym mogli zagrać w piłkę, czy wyjechać na ryby. On nigdy tego nie doświadczył. Swojego tatę ujrzał tylko raz w życiu. „Przez płot... Dziadek mnie wziął po coś na ulicę, przy której wiedziałem, że mieszkają drudzy dziadkowie. Wiedziałem też, że ojciec jeździ czerwonym maluchem. I nagle zobaczyłem faceta, który podchodzi do czerwonego malucha. Miałem jakieś sześć, siedem lat. Ale nie zawołałem", dodał w tej samej rozmowie. Nie ma jednak pewności, czy na pewno to był jego ojciec, lecz najprawdopodobniej tak.

O jego śmierci dowiedział się nagle. „Zadzwonił do mnie prawnik, że odziedziczyłem opla corsę na pół z ojca żoną. Tyle zostawił po sobie... No i plik płyt, które wyjąłem ze schowka w tym oplu. Przynajmniej wiem, czego słuchał", podsumował.

Reklama

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Łukasz Simlat o byciu aktorem w Polsce: „U nas to taki zawód, który jest na końcu łańcucha pokarmowego”

bartek wieczorek/Visual Craftrs
Reklama
Reklama
Reklama