Łukasz Nowicki, VIVA! 2011
Fot. Krzysztof Opaliński
O TYM SIĘ MÓWI

Nie zdążył odwdzięczyć się jej za miłość. Śmierć mamy była dla niego prawdziwym wstrząsem

"Miała 63 lata, to w ogóle nie ten czas, żeby umierać, żeby odchodzić", wspomina Łukasz Nowicki

Olga Figaszewska 28 marca 2024 17:54
Łukasz Nowicki, VIVA! 2011
Fot. Krzysztof Opaliński

Nikt nie jest w stanie przygotować się na śmierć bliskich, a czas nie leczy ran... Łukasz Nowicki, syn lekkoatletki Barbary Sobotty i aktorka Jana Nowickiego, w jednym z ostatnich wywiadów w poruszających słowach wspomina stratę rodziców. Dziennikarz nie ukrywa, że śmierć mamy była dla niego prawdziwym wstrząsem. Łączyła ich wyjątkowa więź.

Łukasz Nowicki - wyjątkowa relacja łączyła go z mamą

Wielkie uczucie spadło na nich jak grom z jasnego nieba. Jan Nowicki był wówczas cenionym aktorem. Z kolei Barbara Sobotta należała do grona najlepszych polskich lekkoatletek. Oprócz dokonań sportowych, ceniono także jej urodę - nazywano Marilyn Monroe polskiego sportu. W życiu prywatnym miała za sobą dwa zakończone małżeństwa. Jak doszło do tego, że ścieżki tych dwojga się połączyły?

28-letnia sportsmenka z powodu kontuzji musiała zakończyć karierę. Ciągnęło ją do Krakowa, do świata kultury. Była zafascynowana teatrem oraz kabaretem. W pewnym momencie przeprowadziła się do Krakowa, gdzie poznała Jana Nowickiego. Artysta dostrzegł ją w jednym z klubów sportowych w 1970 roku. "To będzie matka mojego dziecka", miał powiedzieć do swojego przyjaciela. "Mama wychodziła wtedy z basenu i ojciec zwrócił na nią uwagę. Nie wiem, czy było wtedy zachodzące słońce, czy nie, ale dla potrzeb tej historii przyjmijmy, że tak było", potwierdzał Łukasz Nowicki w rozmowie Przeglądem Sportowym. 

Barbarę Sobottę i Jana Nowickiego coś ich do siebie przyciągnęło – ta sama pasja, niesamowita energia. Na początku deklarowali, że nie chcą żadnych zobowiązań – nie planowali ślubu. Trzy lata później – 6 lipca 1973 roku na świecie pojawił się ich syn – Łukasz Nowicki. Jednak relacja pary nie przetrwała próby czasu. Rozstali się po kilku latach wspólnego życia.  

Czytaj też: Dzieci sprawiły, że przewartościował swoje życie. Zbigniew Ziobro jest kochającym ojcem dwóch chłopców

Jan i Łukasz Nowiccy: „Mogliśmy i możemy rozmawiać na wielu płaszczyznach emocji, uczuć, miłości...” wywiad
Fot. PAP/Andrzej Piotrowski

Jan Nowicki, Łukasz Nowicki, Barbara Sobotta

Barbara Sobotta samodzielnie wychowywała syna. Przekazała mu najwazniejsze wartości

Gdy Barbara Sobotta samodzielnie wychowywała syna, Jan Nowicki rozwijał karierę. Każde z nich budowało swoje życie od nowa. Sportsmenka zarażała syna pasją do sztuki. Sam Łukasz Nowicki wspominał w wywiadach, że nie dociekał szczegółów relacji rodziców. „Rodzice żyli ze sobą ze cztery, pięć lat, burzliwie zapewne. Szczegółów nie znam, bo nie chciałem”, zwierzał się w jednym z dawnych wywiadów. "Jak Boga kocham, mam poczucie, że jako dziecko wcale nie mam specjalnego prawa do ich życia. To ich sprawa. Ale trochę tej prawdy liznąłem, coś tam o niej wiem", dodawał w Przeglądzie Sportowym. 

Barbara Sobotta nie zbudowała potem nowego związku. Po zakończonej karierze była historykiem sztuki, prowadziła kawiarnię przy małej scenie Teatru Starego i do końca pracowała w galerii sztuki przy Rynku Głównym. Uwielbiała gotować i robiła to wyśmienicie. Lokal przy ul. Sławkowskiej był jej spełnionym marzeniem. Łukasz Nowicki z wielką miłością i czułością wspomina mamę. „Dla mnie w słowie "mama" zawiera się najpiękniejsze, co człowieka może spotkać w życiu. Z mamą wiąże się też bezinteresowna miłość. […] Dla mnie mama była po prostu mamą. Osobą, która potrafi wyczarować w kuchni cuda, która zawsze mnie przytuli, zawsze będzie mnie kochać, zawsze mi wybaczy, zawsze będzie na mnie czekać i która nie będzie mnie nigdy oceniać. Czyli kochać mnie bezinteresownie”, opowiadał w rozmowie z Przeglądem Sportowym Dariuszowi Dobkowi w 2023 roku.

Jako dziecko był świadomy jej osiągnięć sportowych, ale dorastając w Krakowie bardziej odczuwał siłę nazwiska ojca. Łukasz Nowicki wspominał, że bycie dzieckiem znanych rodziców otwierało automatycznie wiele drzwi, ale miało też minusy. „Zmierzam do tego, że rodząc się jako syn Nowickiego i Sobotty, miałem od razu wiele dróg otwartych. Spotykałem największych, którzy są dla mnie wujkami i ciociami. […] Obcowałem z pięknym językiem, dobrą literaturą, którą mieliśmy w domu, z ciekawymi ludźmi i fajnymi kierunkami wyjazdów. Dzięki temu było mi później łatwiej. Przychodząc do szkoły teatralnej, znałem ludzi tam pracujących. Byłem już obyty z tym światem. Ze sceną, na której mam grać, też, bo jako dziecko psułem tam reflektory albo kradłem rekwizyty”, mówił w rozmowie z Przeglądem Sportowym. Minusem był fakt, że notorycznie poddawano go ocenie i podważano osiągnięcia, sugerując, że wszystko zawdzięcza znajomościom.

Czytaj też: Chciał spełnić marzenie o tańcu, musiał na to zarobić. "Mama pomagała mi, ale nie chciałem być jej kulą u nogi" 

Zaplanowany od pierwszego wejrzenia. Łukasz Nowicki o ukochanej mamie i ojcu, który z nimi nie zamieszkał
Fot. PAP/Andrzej Piotrowski

Jan Nowicki, Barbara Sobotta

Łukasz Nowicki zawsze doceniał jej ogromne poświęcenie i miłość, którą obdarzała go na każdym kroku. W wywiadach podkreśla, że nie był łatwym dzieckiem. „Nieskromnie powiem, że takim oczkiem w głowie byłem ja. I jest to powód zarówno do dumy, jak i do wyrzutów sumienia, bo jednak mama w dużej mierze poświęciła się wychowywaniu mnie. To nie były łatwe czasy, a ja nie byłem łatwym dzieckiem”, opowiadał w Przeglądzie Sportowym w 2023 roku.

Po mamie odziedziczył otwartość na ludzi, odwagę, gadulstwo i umiejętność gospodarowania domowym budżetem. Uwielbiał spędzać z nią czas. Wybierali się do kina, spędzali godziny na rozmowach, dzielili wspólne zainteresowania. Ale nie zawsze wszystko układało się pomyślnie. W przeszłości Łukasz Nowicki przechodził okres buntu, który mama dzielnie znosiła. „Bo wcześniej był okres buntu, kiedy ona dzielnie znosiła to moje dojrzewanie. Dostała ode mnie w kość, a kiedy właśnie zacząłem jej oddawać, to odeszła, umarła delikatnie, znienacka, żeby nie robić kłopotu. Takie są te matki (...) Ostatnie nasze dwa lata z mamą były fenomenalne, bo ja dojrzałem, wyjechałem do Warszawy i choć nasze kontakty stały się rzadsze, to były treściwe i mądre, pełne dobrych emocji”, mówił dziennikarz w rozmowie z Twoim Stylem. Mieli wiele wspólnych planów… Ale nie zdążyli ich zrealizować.  

Z perspektywy czasu dziennikarz żałuje, że nie odbyli ze sobą wielu rozmów o jej przeszłości, o życiu. Wiele znaczyło dla niego to, że zdążyła zobaczyć jego debiut w Teatrze Ateneum w Warszawie. Rok przed jej śmiercią przeprowadził się do stolicy. W dwanaście ostatnich miesięcy jej życia Łukasz Nowicki przeszedł przyspieszony kurs dojrzewania. Stanął też na nogi pod względem finansowym.

Zaplanowany od pierwszego wejrzenia. Łukasz Nowicki o ukochanej mamie i relacji z ojcem
Fot. archiwum prywatne

Łukasz Nowicki, Barbara Sobotta

Łukasz Nowicki o stracie rodziców. Śmierć mamy była dla niego wstrząsającym doświadczeniem

Barbara Sobotta zmarła 21 listopada 2000 roku w wieku 64 lat. Łukasz Nowicki dopiero wkraczał w dorosłe życie, miał 26 lat. Śmierć mamy była dla niego bolesnym ciosem. Nie zdążył odwdzięczyć się jej za wszystko, co dla niego zrobiła. „Śmierć matki była największym uderzeniem w moim życiu. Po pierwsze, dlatego że byłem bardzo młody, po drugie, że to było znienacka, z zaskoczenia. Mama miała 63 lata, to w ogóle nie ten czas, żeby umierać, żeby odchodzić”, wyznał w nowym wywiadzie z Andrzejem Sołtysikiem.

Od śmierci Barbary Sobotty minęły 24 lata, ale przecież czas nie leczy ran. „Minęły 24 lata, ale to było coś, co mnie rozwaliło na pół roku. Dopiero co przeprowadziłem się do Warszawy, dopiero co zacząłem zarabiać pieniądze, dopiero zaczynałem się ustawiać. Mówiłem: »mama, teraz kupię ci telewizor«. Telewizor zdążyłem kupić. »Teraz kupię ci nowy piecyk gazowy«, »marzyłaś o Seszelach, zafunduję ci te Seszele«, »oddam ci te lata, które poświęciłaś mnie«, a ona skubana zrobiła mi taki numer i odeszła... To był prawdziwy wstrząs. Ojciec ładnie o tym mówił, że śmierć matki to jest prawdziwe odcięcie pępowiny. Dopiero w tym momencie przestajesz być dzieckiem. Rzeczywiście tak jest", opowiadał dzienniakrz w programie Gwiazdy Sołtysika.

Po śmierci byłej partnerki Jan Nowicki napisał do niej poruszający list. "Ze smutkiem stwierdzam po czasie, jak cię zaniedbałem. Umarłaś, ale… od dziś przestałaś mieć 64 lata. Dzisiaj, mimo, a może właśnie dlatego, że cię już nie ma, uśmiechasz się tamtym uśmiechem i całujesz tamtymi ustami. Śmierć Basiu cofa nas w czasie. Ona uczy, każe kochać życie. W tym tkwi niepojęta, radosna mądrość – uśmiechu przez łzy. Nie gniewaj się tam na mnie. Raczej lituj. (…) Kochałem cię kiedyś. Do zobaczenia dziewczyno”, mogliśmy przeczytać [cytat za Plejada.pl]

Aktor odszedł 22 lata później – 7 grudnia 2022 roku. Łukasz Nowicki podkreśla, że brakuje mu ojca. Zaznaczył też, że ta ojcowska miłość jest inna niż matczyna. To zupełnie inne relacje. „Tata odszedł niedawno, byłem już blisko 50-letnim facetem, więc to było zdecydowanie łatwiejsze do zaakceptowania. Mówi się, że na śmierć nigdy nie jesteśmy przygotowani, że to jest zawsze zaskoczenie, ale jednak uważam, że jeśli ktoś kończy osiemdziesiąt parę lat, to jest to przygotowanie, większa gotowość na to, co może się zdarzyć. Jak ktoś ma 63, a ty masz 26... absolutnie nie byłem na to gotowy", mówił Łukasz Nowicki w rozmowie z Andrzejem Sołtysikiem. 

Czytaj też: Irena Santor zamieszkała w Domu Artystów Weteranów. Decyzję o przeprowadzce musiała podjąć po przebytej operacji

Jan Nowicki, Łukasz Nowicki, Viva! 9/2011
Fot. Krzysztof Opaliński

Jan Nowicki, Łukasz Nowicki, Viva! 9/2011

Łukasz Nowicki
Fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

„Miałem szczęście do kobiet”… Jerzy Stuhr o mamie i babci w ostatnim wywiadzie dla VIVY.pl

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANITA SOKOŁOWSKA zdobyła sympatię widzów jako Zuza w „Przyjaciółkach”. Wytańczyła Kryształową Kulę. Teraz przyszedł czas na realizowanie swoich projektów i marzeń. URSZULA DUDZIAK I GRZECH PIOTROWSKI: dwie silne osobowości, dwa pokolenia. Diwa jazzu i wirtuoz saksofonu połączyli siły w niesamowitym projekcie „WE” dla pokoju na świecie. KRZYSZTOF MIRUĆ: architekt z wykształcenia, osobowość telewizyjna, z zamiłowania projektant wnętrz o swojej drodze do sukcesu.