Fred Zinnemann, twórca oscarowych filmów, urodził się w Rzeszowie, ale nigdy się do tego nie przyznał
Fot. John Springer Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images
NIEZWYKŁE HISTORIE

Fred Zinnemann, twórca oscarowych filmów, urodził się w Rzeszowie, ale nigdy się do tego nie przyznał 

Zdobył cztery Oscary, aż dziesięć razy był nominowany do nagrody Akademii

Dorota Falkowska 18 stycznia 2024 16:15
Fred Zinnemann, twórca oscarowych filmów, urodził się w Rzeszowie, ale nigdy się do tego nie przyznał
Fot. John Springer Collection/CORBIS/Corbis via Getty Images

Sławny hollywoodzki reżyser, autor oscarowego "W samo południe" oraz słynnego filmu sensacyjnego "Dzień Szakala", przyszedł na świat w Rzeszowie, ale przez całe swoje dorosłe życie utrzymywał, że urodził się w Wiedniu i ma austriackie korzenie. Tak też zapisał się na kartach historii światowego kina. W żadnej notce prasowej ani biografii nie padła informacja o polskich korzeniach reżysera. Prawdy dowiedział się dopiero syn Freda Zinnemanna, kiedy sprzątał dokumenty ojca po jego śmierci... 

Kim był Fred Zinnemann? 

Urodził się 29 kwietnia 1907 roku w Rzeszowie w rodzinie żydowskiej.  Jego ojciec Oskar Zinnemann był lekarzem, który tak jak syn przyszedł na świat w stolicy Podkarpacia.  

W czasie I wojny światowej rodzina Zinnemannów wyemigrowała do Wiednia, ale Fred Zinnemann, podobnie jak jego rodzice, posiadał polskie obywatelstwo. Pod koniec lat 30. XX wieku, po tym jak w 1929 roku wyjechał do USA, uzyskał obywatelstwo amerykańskie. To z tamtego okresu pochodzi obszerna kolekcja listów Freda i jego rodziców, rodzina pisała do siebie bowiem regularnie w języku polskim. Rodzice kibicowali synowi w realizacji planów, choć ojciec podchodził do nich nieco sceptycznie, chciał bowiem, żeby jego syn poszedł w jego ślady. Fred w Wiedniu studiował prawo, ale po tym, jak zrozumiał, że chciałby poświęcić swoje życie zawodowe branży filmowej, rzucił się za swoim marzeniem do Hollywood. 

Po tym, jak Austria została zaanektowana przez Rzeszę Niemiecką w 1938 roku, rodzice Freda Zinnemanna wrócili do Polski. Niestety żadne z nich nie przetrwało holocaustu... Być może był to jeden z powodów, który przyczynił się do całkowitego odcięcia się reżysera od polskich korzeni. Śmierć rodziców na pewno była dla niego ogromną stratą. 

"Historia Freda Zinnemanna i jego rodziców jest niezwykle poruszająca. Rodzice rozważali wyjazd do USA jeszcze przed wojną, ostatecznie się na to nie zdecydowali, a gdy wojna wybuchła na wyjazd było już za późno. To jest opowieść o jednej rodzinie, ale odsyła ona jednocześnie do historii rzeszowskich Żydów w ogóle i stanowi wspomnienie o naszych dawnych sąsiadach" - powiedziała PAP Grażyna Bochenek.

Fred Zinnemann

Fred Zinnemann, twórca oscarowych filmów, urodził się w Rzeszowie, ale nigdy się do tego nie przyznał
Fot. Hulton Archive/Getty Images

Fred Zinnemann kariera filmowa 

Fred Zinnemann po tym, jak postawił pierwsze kroki w Hollywood i poznał wielu wpływowych ludzi, postanowił opuścić jednak krainę snów. Wyruszył z bratem dokumentalisty Roberta Flaherty’ego, Davidem odbył podróż przez Stany Zjednoczone — do Nowego Jorku, za co zbesztali go w listach rodzice. "Uważam, że zrobiłeś wielkie głupstwo i szalenie mnie to martwi", pisała do Freda matka. Ojciec też uważał, że powinien trzymać się pracy, którą już miał, zamiast brnąć w nieznane. 

Na cześć swojego towarzysza w podróży Zinnemann nazwie potem swojego syna David. Do dziś używa on formalnie tego imienia, choć bliscy i przyjaciele wołali na niego Tim. Upór w dążeniu do realizacji marzeń na przekór rodzicom i pewnie wielu innym podobnym im opiniom, opłacił się. Fred Zinnemann w 1952 roku otrzymał swojego pierwszego Oscara za krótkometrażowy film dokumentalny "Benjy". Potem przyszły kolejne statuetki, tym razem w kategorii najlepszy film - "Stąd do wieczności" oraz  za najlepszy film oraz najlepszą reżyserię przy produkcji "Oto jest głowa zdrajcy". Do bardzo popularnych filmów Zinnemanna należą "Stąd do wieczności" i "Dzień szakala". 

Fred Zinnemann i Grace Kelly na planie "W samo południe" 1951 r.

Fred Zinnemann, twórca oscarowych filmów, urodził się w Rzeszowie, ale nigdy się do tego nie przyznał
Fot. Hulton Archive / Getty Images

Fred Zinnemann nigdy nie mówił o swoich polskich korzeniach

Fred Zinnemann przez całe swoje dorosłe życie, aż do ostatnich dni znany był wszystkim jako reżyser pochodzący z Wiednia. Nikt z jego najbliższego otoczenia nie wiedział o jego polskich korzeniach, najbliższa rodzina nie usłyszała, żeby kiedykolwiek wspominał o Polsce, Rzeszowie, nigdy też nie używał polskiego, choć znał język doskonale. "Nie powiedział przy mnie nawet jednego słowa po polsku", potwierdził po latach jedyny syn reżysera, David. 

Prawdziwą historię o pochodzeniu swojego ojca i dalszych przodkach dowiedział się dopiero po jego śmierci. Przeglądając dokumenty taty, na akcie zgonu w rubryce miejsce urodzenia zobaczył miejscowość, której nazwy nie umiał nawet wymówić, a tym bardziej nie wiedział, gdzie leży - Rzeszów. Do tego w jego ręce trafił stos listów w nieznanym mu języku, a każdy z nich zaczynający się od słów: "Kochany Fredku". 

To właśnie na tych rodzinnych listach, które w języku polskim pisali do reżysera w latach 30. ubiegłego wieku jego rodzice, oparta została książka o Fredzie Zinnemannie i jego rzeszowskich korzeniach pt. "Fredek, Rzeszów, Hollywood. Opowieści o Fredzie Zinnemannie" autorstwa dr Grażyna Bochenek. 

W 2023 roku do Rzeszowa zaproszono jedynego syna reżysera, Tima Zinnemanna, który w obecności prezydenta miasta odsłonił tablicę pamiątkową. Umieszczono ją na fasadzie kamienicy w Rynku, obecnie pod numerem 3, gdzie Fred Zinnemann mieszkał przed laty z rodzicami. 

Fred Zinneman i Audrey Hepburn na planie "Historii zakonnicy"

Fred Zinnemann, twórca oscarowych filmów, urodził się w Rzeszowie, ale nigdy się do tego nie przyznał
Fot. Bettmann / Getty Images

Źródła: pap.pl, kultura.onet.pl, dzieje.pl

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko zamieszkali razem. Teraz czeka ich wielka zmiana!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ o poczuciu zawodowego niedocenienia, związkach – tych „gorszych, lepszych, bardziej udanych” i swoim azylu. KAROLINA GILON I MATEUSZ ŚWIERCZYŃSKI: ona pojechała do pracy na planie telewizyjnego show, on miał przeżyć przygodę życia jako uczestnik programu… MAREK TORZEWSKI mówi: „W miłości, która niejedno ma imię, są dwa kolory. Albo biel, albo czerń. A ja mam tę biel, a to wielkie szczęście…”.