Agnieszka Grochowska, Viva! 2013
Fot. Olga Majrowska
TYLKO NA VIVA.PL

Agnieszka Grochowska: „W lesie dowiedziałam się, czego chcę. To tajemnica, którą chcę zgłębiać”

Tylko u nas rozmowa z gwiazdą serialu Netflixa "W głębi lasu"

Ida Marszałek 21 czerwca 2020 19:09
Agnieszka Grochowska, Viva! 2013
Fot. Olga Majrowska

Miała 13 lat, kiedy zaczęła marzyć o aktorstwie. Nieśmiała dziewczynka, nieskora do popisów. Dziś spełnia swój amerykański sen. W ostatnich latach zagrała w hollywoodzkich produkcjach u boku Toma Hardy’ego i Elle Fanning, ale równie ważne są dla niej występy w kraju. Na Netflixie możemy oglądać ją w serialu W głębi lasu – polskiej ekranizacji głośnego kryminału Harlana Cobena. Agnieszka Grochowska w rozmowie z Idą Marszałek opowiada o pierwszych nastoletnich doświadczeniach, o cieple domowego ogniska i odbywa nostalgiczną podróż do lat 90.

Ida Marszałek: Laura, Twoja bohaterka w serialu W głębi lasu, usilnie stara się przegnać „demony” przeszłości, jednak bolesne wspomnienia wciąż do niej powracają. A jak jest z Tobą?

Agnieszka Grochowska: Ostatnio zaszła u mnie w tym obszarze zmiana. A mianowicie, nie patrzę za bardzo w przeszłość i przestałam już nerwowo i namiętnie patrzeć do przodu. Zapewne wynika to z tego, co się aktualnie dzieje na świecie. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, naturalne wydaje się, by wreszcie spróbować żyć w danej chwili, bez zbędnych analiz i zamartwiania. Tu i teraz i jak najlepiej się da. I wcale nie chodzi w tym o to, by nie mieć marzeń czy wspomnień. Wspomnienia są bardzo piękne. To one nas kształtują i budują naszą tożsamość. Stanowią ważną część każdego z nas.

Skoro mowa o wspomnieniach. Istotnym motywem w serialu jest sentymentalna podróż do lat 90. To lata Twojego dzieciństwa. Z czym Ci się kojarzą?

W 94. miałam piętnaście lat. Pamiętam to jako moment stawiania pierwszych samodzielnych kroków. Pierwsze wyjazdy bez rodziców, pierwsze szalone imprezy, zarywane noce na koloniach, dzikie tańce pod Łebą. Na moje lata 90. składa się wiele rzeczy, które teraz wspominam z rozrzewnieniem. Może nie były to jakieś ryzykowne sytuacje… Chociaż jak sobie wyobrażę moje dzieci robiące to samo co ja, to chyba jednak nie byłabym za bardzo zadowolona (śmiech).

Bohaterowie serialu słuchają buntowniczej muzyki Lady Pank, Lecha Janerki. Lata 90. to moment gwałtownego rozkwitu subkultur w Polsce. A jaki styl był Tobie bliski?

Nie zależało mi, by się w kogoś konkretnego wcielić. Ale na pewno były „grane” czernie, martensy. Słuchałam The Doors, Nirvany...

Smells Like Teen Spirit, czyli jednak buntowniczka.

Możne nie farbowałam codziennie włosów na inny kolor. Ale za to pewnego dnia wyszłam rano do szkoły mając włosy długie do pasa, a gdy wróciłam wieczorem, były już super krótkie. Wiadomo, jak to młodzi ludzie. Trzeba próbować różnych rzeczy. Czas nastoletniości to w moim życiu czas pierwszych prób teatralnych. Kiedy miałam trzynaście lat aktorstwo było już ważną częścią mnie. Najpierw działałam w teatrze Ochoty u Machulskich, a potem w grupie, która nazywała się Studencki Teatr Prób. I tak się składa, że jeździliśmy wspólnie do lasu (śmiech). A dokładnie do Podkowy Leśnej. Dostaliśmy tam do użytku taki pałacyk. Zrujnowany dosyć, ale no kurczę, dało się tam spać. To było w samym środku lasu. Dwadzieścia, może dwadzieścia pięć nawiedzonych, młodych osób z pasją. Robiliśmy spektakle na podstawie Witkacego, zgłębialiśmy techniki Stanisławskiego, Czechowa.

Magiczna atmosfera lasu pomogła w odkrywaniu siebie?

Ta naturalna sceneria była niesamowita. Przyroda jest w ogóle ważnym elementem nastoletnich doświadczeń. Wtedy, w lesie tak naprawdę dowiedziałam się czego chcę. Że to nigdy nie będzie dla mnie tylko praca. Miałam taką wizję, że to jest właśnie ta tajemnica, którą chcę zgłębiać i która nigdy mi się nie znudzi. Może wtedy jeszcze odczuwałam to wszystko trochę po dziecinnemu i naiwnie. Te wyjazdy, to była zabawa, ale wyjątkowo mocno utkwiły mi w pamięci. Dzięki nim po raz pierwszy mogłam poczuć czym jest teatr i aktorstwo. I dzisiaj w dalszym ciągu całkowicie podpisuje się pod tym co wtedy stworzyliśmy.

A teraz, po zagraniu w przerażającej scenerii serialu W głębi lasu, dałabyś się zaciągnąć na taki obóz?

Na razie nie jadę (śmiech). Teraz w ogóle nie bardzo można jeździć gdziekolwiek. Siedzę przed ekranem, więc bardzo szybko serial obejrzę.

W głębi lasu, Motyw, Sanktuarium zła. Ostatnio często wybierasz role w mrocznych produkcjach.

Takie role ostatnio do mnie „przyszły”. W podobnym czasie wzięłam udział akurat w tych trzech produkcjach. Ale to nie są jedyne moje projekty w ostatnim czasie. Na początku zeszłego roku zagrałam w szwajcarskim filmie My Wonderful Wanda, który jest w kompletnie innym gatunku. Premiera miała miejsce na festiwalu kina niezależnego Tribeca. Niestety, tak jak w przypadku wszystkich ostatnich filmów, odbyła się online. Bardzo żałowałam, bo mieliśmy lecieć na premierę do Nowego Jorku i nasza rzeczywistość zapowiadała się dużo bardziej porywająco. Ale nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli. Dystrybucja jest teraz bardzo utrudniona i ten oraz wiele innych filmów nie dotarły jeszcze do naszego kraju. Mam nadzieję, że nastąpi to wkrótce. I też po cichu liczę, że moje nowe wcielenie zaskoczy polskich widzów.

Co w takim razie może Cię skłonić do wzięcia udziału w projekcie?

Postać. Musi mnie zaciekawić. Wydaje mi się, że tak powinno być na samym początku. Dodatkowo zależy mi na tym, by nie powielać doświadczeń, by nowa rola choć trochę odbiegała od tego co grałam do tej pory. By była dla mnie wyzwaniem. W każdy projekt staram się wejść na dwieście procent, staram się zawsze totalnie zaangażować. I naprawdę całkowicie się poświęcam, tygodniami analizuję, żyję projektem. Inaczej ciężko byłoby mi wygenerować w sobie pasję, a bez niej nie chcę pracować. Kim innym jest psychiatra po Harvardzie w Sanktuarium zła, kim innym narowista, zbuntowana i bezczelna Czarna z serialu Motyw. A jeszcze kimś innym Laura z W głębi lasu – polska Żydówka ukrywająca swoją przeszłość, w której musiała zmierzyć się z brutalną zbrodnią i społecznym ostracyzmem. Oczywiście duże znaczenie ma dla mnie również to z kim będę pracować.

Kiedyś dostałaś propozycję współpracy od samego Stevena Spielberga. Twoja odmowa stała się już krążącą w mediach legendą. Wbrew temu co mu kiedyś powiedziałaś, przekonałaś się do seriali?

(Śmiech) Wtedy nie wiedziałam o czym mówię. Byłam młoda, dosyć naiwna. Mówiłam to, co mi się wówczas wydawało słuszne. Wynikało to pewnie z niewiedzy i polskiego kontekstu. Seriale w naszym kraju kojarzyły się głównie z tasiemcowymi operami mydlanymi. To zupełnie inna jakość, niż ta, którą miał na myśli i później zrealizował Spielberg. Teraz Polska również osiągnęła ten wyższy „poziom”. W głębi lasu to już drugi serial Netflixa wyprodukowany w naszym kraju. I będą kolejne.

Żałujesz przebiegu tamtego spotkania?

Może moja kariera potoczyłaby się inaczej, jednak wydaje mi się, że nie mam czego żałować. W następnych latach zagrałam w W ciemności, Bez wstydu, Wałęsie. W wielu filmach, dzięki którym również dostrzeżono mnie za granicą. Później przyszła rola w Teen Spirit z Elle Fanning, w Systemie z Tomem Hardy’m i Gary’m Oldmanem. Każdemu jest pisana inna droga.

Po tym jak zagrałaś w Tylko mnie kochaj, a później brawurowo wcieliłaś się w Danutę Wałęsę, wiele osób zaczęło Cię postrzegać jako aktorkę specjalizującą się w rolach matek. A jak godzisz własne obowiązki macierzyńskie z licznymi propozycjami zawodowymi?

Nigdy nie angażowałam się w długie produkcje. Nie mam w zwyczaju znikać z domu na wiele miesięcy. Kiedy kręcę film, zabieram dzieci pod pachę, wynajmuję mieszkanie i przenosimy się tymczasowo do nowego miejsca. Pomagają mi też nianie, przyjaciółki. Oboje z mężem pracujemy i każdy z nas ma swoje projekty, więc nagła przeprowadzka do miejsca, gdzie mam akurat zdjęcia jest bardzo skomplikowana. Ale szanujemy się nawzajem i staramy się zawsze znaleźć jakieś rozwiązanie. W chwili obecnej, wychowanie dzieci wygląda zupełnie inaczej. Od początku pandemii wszyscy przerzuciliśmy się na nauczanie domowe. Swoją drogą ten temat w pewnym sensie mnie „dogonił”. Mój starszy synek jest teraz w pierwszej klasie, ale pamiętam, że jak miał trzy latka pomyślałam sobie, że do dziesiątego roku życia bardzo chętnie spróbowałabym homeschoolingu. Miałam to gdzieś z tyłu głowy, jednak sądziłam, że w praktyce nie da się tego zrealizować. I nagle po siedmiu pierwszych miesiącach Władzia w szkole – bardzo proszę – nauczanie domowe. Jak na życzenie! (śmiech). Jak o czymś myślisz czy czegoś chcesz to zawsze w jakiejś formie do ciebie wróci.

Trzeba uważać czego się chce. Nie próbowałaś usilnie zaistnieć poza granicami Polski, ale musiałaś choć raz o tym pomyśleć, bo dziś masz na koncie wiele głośnych tytułów, również z udziałem hollywoodzkich gwiazd. Czy jesteś w stanie na zagranicznym planie poczuć się jak w domu?

Plan filmowy w ogóle ma to do siebie, że jest takim „domem” dla aktorów, twórców i realizatorów. To jest tak specyficzny rodzaj miejsca, że niezależnie od tego czy znajduje się w Los Angeles, Hamburgu, Warszawie czy Rzeszowie, w pewnym sensie nigdy się nie zmienia. Niczym państwo w państwie. Wszędzie panuje ten sam układ sił, te same zasady. Łatwo je rozpoznać i zrozumieć. A co za tym idzie – czujesz się bezpiecznie. Poza tym coraz częściej zdarza się, że jeden plan gromadzi ludzi przeróżnych narodowości. Nie jestem jedyną osobą pochodzącą z obcego kraju. Ten świat od zawsze był bardzo liberalny, a teraz wydaje się, że nie ma już wcale żadnych granic. Ludzie bez przerwy się przemieszczają, a w szczególności ludzie kina. W „zadomowieniu” pomaga mi także to, że komunikując się po angielsku nie odczuwam dyskomfortu.

Akcent przestał być problemem dla polskich aktorów?

To zawsze było i będzie ograniczenie. Zdaje sobie sprawę, że nigdy nie zagram rdzennej Amerykanki. Ale też zauważam spory postęp w tym zakresie. Akcenty w zasadzie przestały ludziom przeszkadzać. Sądzę, że Netflix, promujący wielonarodowościowe obsady i produkcje nieanglojęzyczne, miał w tym spory udział. Teraz każdy mówi po angielsku jak chce, a widzowie są na to otwarci. Świat zmienia się bardzo dynamicznie. Większym problemem od wypowiadania kwestii w obcym języku jest to, żeby naprawdę umieć w nim zagrać. Przede wszystkim trzeba doskonalić się nie na poziomie akcentu, a środków wyrazu. Aktor musi przekładać emocje na słowa, gesty. Trzeba się tego nauczyć i nieustannie ćwiczyć. W językach angielskim czy niemieckim, w których czasem gram, muszę to robić tak samo, jak w języku polskim. Trzeba znaleźć swój własny, dziwny „pomost” pomiędzy psychiką i emocjonalnością, a wypowiadanymi zdaniami. Słowa muszą być nośnikiem dla naszych myśli i uczuć.

Atmosfera planu nie jest Ci straszna, w przysłowiowym „wielkim świecie” czujesz się swojsko. A jak było w Twoim domu rodzinnym? Rodzice byli wsparciem, gdy realizowałaś swoje marzenia?

Na pewno dbali, bym od najmłodszych lat obcowała ze sztuką. Byłam dosyć nieśmiałym dzieckiem. Absolutnie nie typem wygłaszającym wiersze przy świątecznym stole. Mimo to, moim rodzicom udało się dostrzec we mnie skłonności artystyczne. I nie określali tego jako zwykłe „popisywanie się”. Mama recytowała mi Wisławę Szymborską, a tata zabierał mnie w każdą sobotę do jakiegoś muzeum albo do teatru. Poznawałam świat także poprzez podróże. Wracając do wspomnianych wcześniej lat 90. - jak tylko można było wyjeżdżać z Polski, w każde wakacje ładowaliśmy do samochodu wszystko co się da i wyruszaliśmy obcować z nieznaną mi dotąd kulturą. Zobaczyłam prawie całą Europę. Zachwyciłam się architekturą Paryża czy Barcelony. I to zrobiło swoje. Jeśli od maleńkości ktoś uczula cię na sztukę, literaturę, poezję – pokazuje ci ten niesamowity świat – to te pokłady wrażliwości, które w tobie siedzą, mają szansę się rozwinąć.

Wspomnienie o dziadkach chyba „siedzi” w Tobie równie mocno.

Rodzice mojej mamy mieli ogromny wpływ na to jakim jestem człowiekiem. Wychowałam się na ich opowieściach o przedwojennej Warszawie. Mieszkali na Nowolipiu. Odwiedzałam ich w każdy piątek. Nawet już jako dorosła osoba, gdy chodziłam do liceum. Zawsze był czas, by z kwiatami kupionymi pod Halą Mirowską u jakiejś miłej, starszej pani pobiec z wizytą do babci. Zjeść naleśniki z serem czy pograć w karty. To był dom wypełniony śpiewem. Godziny, które tam spędziłam były dla mnie potężną lekcją zaufania, akceptacji i miłości. Dziadkowie dawali mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. I to właśnie oni nauczyli mnie jak być odważną i bez wahania sięgać po to, czego chcę.

Rozmawiała Ida Marszałek  

Agnieszka Grochowska wywiad W głębi lasu Netflix
Fot. Materiały prasowe

Agnieszka Grochowska wywiad W głębi lasu Netflix
Fot. Materiały prasowe
Agnieszka Grochowska wywiad W głębi lasu Netflix
Fot. Materiały prasowe

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.