O NICH SIĘ MÓWI

Co Anna i Tomasz Sekielscy mówili nam o filmie Zabawa w chowanego?

Przypominamy pierwszy wspólny wywiad pary!

Redakcja VIVA! 16 maja 2020 08:55

Bracia Tomasz i Marek Sekielscy stworzyli razem jeden z najgłośniejszych filmów dokumentalnych ubiegłego roku. Tylko nie mów nikomu porusza trudny temat przestępstw seksualnych, popełnianych przez duchownych. Twórcy już wcześniej zapowiadali drugą część dokumentu – Zabawa w chowanego miała ukazać się pod koniec marca tego roku, jednak ze względu na epidemię choroby Covid-19, premierę przesunięto na sobotę 16 maja. Dokument udostępniony będzie na portalu YouTube o godzinie 10.

Anna i Tomasz Sekielscy ujawnili, że trwają prace nad następnymi produkcjami. O czym, i kiedy dokładnie powstaną? Na te pytania para odpowiedziała w specjalnym wideo VIVY!, nagranym przy okazji rozmowy w styczniu 2020 roku. Cały wywiad z Anną i Tomaszem Sekielskimi możecie przeczytać poniżej.

Tomasz i Anna Sekielscy wywiad VIVA!

Kiedy poznali się w radiu, on był gwiazdą, ona stażystką. On ją nazywał „Tygryskiem”, ona mówiła do niego „Puchatku”, choć był szczupły. On zawiózł ją do ślubu czerwonym kabrioletem z lat 30. Ona urodziła mu dwójkę dzieci i... wybudowała dom. Są razem 23 lata i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. O miłości z zabawnymi detalami opowiedzieli Krystynie Pytlakowskiej.

Zawsze myślałam o Tobie, że nie możesz być z „normalną” kobietą.

Tomasz: To prawda. Jestem z cudownie nienormalną, szaloną kobietą, pozwalającą mi na moje wariactwa, i jestem jej za to bardzo wdzięczny. A także opatrzności, która pozwoliła nam się odnaleźć w ludzkim gąszczu. Miałem dużo szczęścia.
Anna: Ja też. Oboje jesteśmy nieźle zakręceni.

To opowiedzcie, jak to było w tym gąszczu.

Tomasz: Natknąłem się na Anię na schodach, w radiu przy Myśliwieckiej.
Anna: Konkretnie w Radiu dla Ciebie. Pracowaliśmy tam oboje. I to były takie czasy, że można jeszcze było palić w miejscu pracy. Teraz wszyscy wychodzą na papierosa na zewnątrz. A ileś lat temu wchodziło się do radia i stał stolik, a na nim popielniczka i tam się paliło.
Tomasz: To było jesienią 1996.
Anna: 1997, kiedy ruszała TVN.
Tomasz: Zobaczyłem Anię i od razu wiedziałem, że to będzie kobieta, z którą spędzę resztę swojego życia. Ale ona mnie wtedy nie zauważała.
Anna: Tomek twierdzi, że zakochał się w moich oczach, a szczerze mówiąc, patrzył na biust.
Tomasz: Zaraz, zaraz...
Anna: Mów prawdę!
Tomasz: Mówię prawdę. Po prostu jak zobaczyłem Anię...

I jej biust...

Tomasz: Też oczywiście, bo trudno było nie zauważyć takiej kształtnej kobiecej sylwetki. Dziewczyny oczekują, iż faceci będą patrzeć im tylko w oczy, ale z drugiej strony trudno nie zauważyć całej postaci.
Anna: A ja pamiętam nawet, jak byłeś ubrany i jak ja byłam ubrana. Miałam na sobie czarny golf i czarne spodnie, a ty dżinsy, koszulę i marynarkę. Bo robiłeś wtedy poranne wywiady z politykami.
Tomasz: To czemu na początku udawałaś, że mnie nie zauważasz?
Anna: Bo byłeś gwiazdą, a ja stażystką.
Tomasz: To są złośliwości mojej żony. Spotykaliśmy się na śniadaniach w radiowej stołówce. Mimo wrodzonej nieśmiałości za którymś razem odważyłem się zaproponować, aby Ania usiadła ze mną, ale ona udawała, że mnie nie zna.
Anna: Nie. Po prostu udawałam kobietę niedostępną.
Tomasz: Udawałaś?
Anna: Tak, udawałam. Bo taki gwiazdor to sobie wyobraża, że kiwnie palcem na stażystkę i ona od razu poleci jak pies do miski. A potem poszedłeś do TVN i od wakacji zaczęło się między nami coś dziać. Zaprosiłeś mnie nawet do pubu i wcale nie byłeś nieśmiały.

Tomasz Sekielski, Anna Sekielska, Ann i Tomasz Sekielscy, Viva! 2/2020
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Nie zdawałaś sobie sprawy z tego, że Tomek to rewolucjonista na barykadach?

Anna: Wiedziałam, że jest zadziorny. Edward Szuba, doświadczony dziennikarz, zawsze powtarzał: „Ten Sekielski wali w polityków jak w bęben. Z niego będą jeszcze ludzie”. Już wtedy wywiady Tomka były cytowane. Czułam, że to facet, który czegoś dokona. Podziwiałam go też za ryzykowne decyzje. Na przykład przejście z radia do telewizji, gdzie zaczynał od zera.

Ale szybko się wybił.

Anna: To był strasznie trudny czas w naszym życiu. Prawie się nie widywaliśmy, bo ciągle siedział w pracy.
Tomasz: Cieszyłem się, gdy dostałem z kolegami zgodę na trzy dni wolnego i pojechaliśmy do Zakopanego. Dla naszego związku z Anią był to moment przełomowy.
Anna: Ogoliliście wtedy głowy na łyso.
Tomasz: To całkiem inna historia. I nie na łyso, tylko ostrzygłem włosy bardzo króciutko.
Anna: Ale na jeżyka.
Tomasz: Na łyso nie mogłem, bo Tomek Lis by mnie z pracy wywalił. Pamiętam, jak się wściekał, gdy się ostrzygłem, ale następnego dnia na kolegium mówi: „Kinga powiedziała, że jej się taki ostrzyżony podobasz”. I już było OK. A co do wyjazdu, to Ania się złościła, że zamiast spędzić ten czas z nią, postanowiłem ruszyć z kolegami. Lecz już po półtora dnia zadzwoniłem do niej z pytaniem, czy nie przyjechałaby. A potem czekałem jak zbity pies na dworcu PKS, bo z Krakowa jechała autobusem. Wysiadła, rzuciła mi plecak, a sama przywitała się z moim kolegą. Tak jakby przyjechała do niego. Taka była zła. Ale na szczęście złość jej minęła, gdy dotarliśmy na kwaterę. To był taki moment, że gdybym nie zadzwonił, pewnie już byśmy się nie zobaczyli. I wcale się jej nie dziwię.
Anna: Gdybyś nie zadzwonił, pewnie nie odbierałabym już od ciebie potem telefonów.
Tomasz: To Zakopane wszystko przesądziło. Z tego wyjazdu głównie pamiętam, że łóżko mocno skrzypiało, jak ciebie przepraszałem.
Anna: A potem to już na stałe zaczęliśmy się prowadzać.
Tomasz: Choć udawaliśmy przed twoimi rodzicami, że wcale nie mieszkamy w twojej kawalerce na 22 metrach. Twój tata był bardzo zasadniczy i uważał, że przed ślubem to nie można. Ale kiedyś zaskoczyli nas w niedzielę.
Anna: Wiedzieliśmy, że rodzice przyjadą, ale mieli być około południa, a o dziewiątej rano mama zadzwoniła, że są już w Jankach. Jechali z Radomia, gdzie mieszkali.
Tomasz: Zaczęła się więc akcja usuwania moich śladów: maszynki do golenia, szczoteczki do zębów…
Anna: A potem było: „O, Tomek, już jesteś?”. „Tak, wpadłem przed pracą na kawę”.

Co takiego było w Annie poza oczami i...?

Tomasz: Wyzwanie. Była dla mnie wyzwaniem na każdej płaszczyźnie: intelektualnej, życiowej. Ta jej niezależność. Nazywałem ją Zosią Samosią, bo na początku nie pozwalała mi nawet wbić gwoździa. Robiła to sama. Z jednej strony mi się to podobało, a z drugiej wkurzało. Musiała pokazać, że sobie radzi i żebym przypadkiem nie pomyślał, że jestem nie do zastąpienia. A poza tym podobało mi się, że czytała Marqueza, Bułhakowa oraz Tokarczuk, nim stało się to modne. Oboje uwielbiamy realizm magiczny w sztuce i literaturze. Poza tym była skora do zabaw i rozmaitych psot. Nazywałem ją „Tygryskiem” na początku.
Anna: A ja wtedy mówiłam do ciebie „Puchatku”.

Chociaż byłeś wtedy jeszcze chudy?

Tomasz: Tak, później trochę przytyłem, a na ślub znowu schudłem.
Anna: Ze ślubem było śmiesznie. Trzy razy go przekładaliśmy.
Tomasz: Podobało mi się, że Ania nie przejmowała się konwenansami, dając wyraz swojej niezależności. Mówiła: „Najważniejsze, że jest nam dobrze”. Ale w pewnym momencie pojawiła się lekka presja ze strony rodziny. Po trzech latach mieszkania z Anią przyszły teść zabrał mnie do kuchni, nalał rozmiękczacza: „To napijmy się, Tomek, i powiedz mi, czy ty moją córkę w ogóle traktujesz poważnie?”. Odpowiedziałem, że tak. „To kiedy ślub?”. Rzuciłem więc bez zastanowienia: „W październiku”. Zrozumiałem, że nie ma już na co czekać.
Anna: No i był ślub za dwa miesiące. Postanowiliśmy go zorganizować sami, na wariackich papierach.
Tomasz: A jeszcze tydzień przedtem zastanawialiśmy się, czy w ogóle do tego dojdzie. Miałem jednak przed oczyma mojego teścia, byłego komandosa, który pozował na groźnego. Pomyślałem więc, że nie mogę teraz powiedzieć, że znowu przesuwamy datę. Ale wszystko się udało, bo w życiu wiele rzeczy robimy na żywioł. Od ślubu mija już 20 lat, a od 23 jesteśmy razem.
Anna: Wymarzyłam sobie, że do ślubu Tomek mnie zawiezie, a nie żaden kierowca w aucie z lalką na masce. I moje marzenie się spełniło.
Tomasz: Ania powiedziała, że chce, żebyśmy pojechali takim samochodem, jakim jeszcze nikt nie jechał, i że mam go sam prowadzić. Wypożyczyłem więc z muzeum w Otrębusach sportowego MG, model z lat 30. ubiegłego wieku. Czerwony dwuosobowy kabriolet.
Anna: I tak nam się spodobał, że spóźniliśmy się do kościoła. I wszyscy musieli na nas czekać, bo chcieliśmy jeszcze tym cudem pojeździć.
Tomasz: Ale do sali weselnej podjechaliśmy pierwsi. Bardzo żałowaliśmy, że nie mogliśmy tym kabrioletem pozwiedzać okolicy.
Anna: Kiedy przejeżdżaliśmy, ludzie do nas machali, a my do nich. Ja w kapeluszu, z tyłu kwiaty.

Jak w filmie. Jak księżniczka. Każda dziewczyna chce pamiętać taki ślub.

Tomasz: Byłaś cała w bieli, a ja we fraku.

Tomasz Sekielski, Anna Sekielska, Ann i Tomasz Sekielscy, Viva! 2/2020
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Nie obawiałaś się związać z tą gwiazdeczką Tomkiem?

Anna: Nie, bo kochałam tego faceta. Wiele razy znajomi i rodzina pytali mnie: „Czy ty się o niego nie boisz?”. Zwłaszcza gdy zajmował się niebezpiecznym tematem. A ja odpowiadałam, że „widziały gały, co brały”. To znaczyło, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, co może mnie przy nim czekać i na co się decyduję.

Poza tym nie jesteś chyba taka skora do strachu?

Anna: Nauczyłam się ten strach wypierać. Szczególnie kiedy pojawiły się dzieci i wiedziałam, że moje emocje mogą na nie przechodzić. Nie chciałam ich denerwować. Zdarzały się jednak takie momenty jak wtedy, gdy z programem TVP „Po prostu” pojechali do Meksyku przygotować materiał o kartelach narkotykowych. Schudłam wówczas trzy kilo i naprawdę się bałam. Ktoś kiedyś zadał mi pytanie, czy czuję się jak żona Wojtka Jagielskiego...

Grażyna Jagielska, która ciągle czekała na męża, nie wiedząc, czy wróci. Napisała o tym świetną książkę.

Tomasz: Nie ma co porównywać wyjazdów Wojtka do moich. On jako korespondent wojenny z pewnością częściej ryzykował życie.

Ale i tak ciągle Cię nie było w domu.

Anna: Postanowiliśmy jednak żyć normalnie, a nie jak rodzina celebrytów.
Tomasz: Nigdy nie byliśmy celebrytami.
Anna: Kiedy nasze dzieci były małe, myślały, że każdy tatuś pracuje w telewizji i że to zupełnie normalne. Chyba właśnie dlatego wyprowadziliśmy się na wieś, bo chcieliśmy spokojnie żyć.
Tomasz: To moja cudowna, najukochańsza Aneczka wybudowała ten dom. Jak zaczęliśmy jeździć na Podlasie i kupiliśmy stare drewniane siedlisko, nagle dostrzegliśmy, że spędzamy coraz więcej czasu tam i takie kursowanie jest męczące, a z kolei to siedlisko nie nadawało się do rozbudowy. Zaczęliśmy rozmawiać, że może jakbyśmy znaleźli działkę jakąś w okolicy, to moglibyśmy się przeprowadzić. I znaleźliśmy. I postanowiliśmy wybudować sobie drewniany dom z bali. Zresztą ekipę polecał Wojtek Jagielski. Decyzję podejmowaliśmy razem, ale to Ania siedziała na miejscu z dzieciakami, budowała dom, a ja „gwiazdowałem” w Warszawie.
Anna: Wiedziałam wszystko o krokwiach, sążniach.
Tomasz: Bardzo dobrze, kochanie, ja uważam, że może to ci się jeszcze przydać w życiu. I rybę potrafisz patroszyć. Jak złowię. A jaki dostałem opieprz, bo w sierpniu poszedłem z synem na ryby i złapaliśmy dużego karpia.
Anna: Karp trzy kilo albo i więcej. Bałam się, że ci wszystko popęka, byłeś świeżo po operacji. Wzięłam się więc za obrabianie go.
Tomasz: Ja umiem obrabiać ryby, ale to ja łowię, a żona sprawia. To jedyny przejaw patriarchatu w naszej rodzinie.

Tomasz Sekielski, Anna Sekielska, Ann i Tomasz Sekielscy, Viva! 2/2020
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Tomek, czy dziennikarz powinien mieć dzieci? To była odważna decyzja?

Tomasz: Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Ale od początku było dla nas jasne, że chcemy mieć dzieci. Gdy się już pojawiły, Ania podjęła decyzję, że zostaje z nimi w domu. Żeby było jasne, nigdy nie naciskałem w tej sprawie i nie mówiłem: „A teraz ty zostajesz z dziećmi, zajmiesz się domem, a ja będę pracował”.
Anna: To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Czas spędzony z dziećmi, choć momentami trudny, był dla nich i dla mnie czymś niezwykle ważnym i wyjątkowym. To procentuje do dziś.

I zostałaś w domu prasować Tomka koszule?

Anna: Nienawidziłam tego prasowania, ale gdy pracował w „Faktach”, codziennie musiał mieć uprasowaną koszulę. Zanim ze mną zamieszkał, prasował tylko kołnierzyk, mankiety i przód.
Tomasz: Nieprawda.
Anna: Owszem, prawda. A potem się dziwiłeś, że całą koszulę można uprasować.

Jesteś dobrą żoną, prawda?

Tomasz: Najlepszą! Chociaż nigdy nie miałem innej i nie mam skali porównawczej.
Anna: I nie będziesz miał. Lecz to nie tak, że ja się poświęciłam. To była nasza świadoma, wspólna decyzja. Najpierw Julka, a dwa i pół roku później Łukasz. Tomek pracował wtedy rano w Radiu Plus, potem w TVN, nieraz do późna w nocy siedział w Sejmie. Dzieci więc widywały go tylko w weekendy. Zostawał z nimi bez oporów, a ja wtedy wyfruwałam z domu.

A dokąd, kochana?

Anna: Do koleżanek, na zakupy. Ale wieczory spędzaliśmy razem.
Tomasz: Uwielbiam zresztą być ojcem. Gdy człowiek tak spokojnie usiądzie i wszystko odłoży na bok, okazuje się, że jestem szczęśliwy, bo mam takie fajne dzieciaki. I że to dzięki Ani oboje są tak wspaniali.
Anna: Dzięki nam obojgu.
Tomasz: Ty jednak w ich wychowanie włożyłaś dużo więcej.
Anna: Teraz jest już trochę inaczej. Łukasz ma ponad 15 lat, Julka prawie 18. A jednak chcą z nami wyjeżdżać i spędzać wspólnie czas. Na te święta pojechaliśmy za granicę, a dzieci powiedziały, że się jeszcze nami nie nacieszyły. To mnie wzrusza, bo ja w ich wieku już chciałam jeździć sama, bez rodziców. A oni lubią, gdy razem oglądamy filmy, czy gramy w pokera.

W pokera???

Anna: No tak, nauczyliśmy ich grać.
Tomasz: To Łukasz chciał się bardzo nauczyć, bo obejrzał film, gdzie aktorzy grali w pokera, i sam chciał spróbować.
Anna: Mieliśmy zabawę.

Ale do PlayStation Tomek nikogo nie dopuszcza. Podobno przychodzi z pracy, zamyka się i gra do upadłego?

Anna: Wiem, że czasami musi odreagować, zresetować się. Najbardziej mnie to wkurzało, gdy byłam w pierwszej ciąży – wielki brzuch, ja cierpiąca, a on strzela na monitorze. Potem jednak mi przeszło, choć robiłam jeszcze czasem awantury. Dzieci jednak uwielbiały, kiedy Tomek grał, bo wydawało im się, że mu pomagają. A on odłączał im kabelki.

Wcale się nie dziwię, że byłaś zirytowana. Wszystkim musiałaś się sama zajmować. Nie tylko dziećmi, ale i zwierzętami.

Anna: Mamy pięć psów i cztery koty. Do dziś opłakujemy jamniczkę Franię, która odeszła z powodu paraliżu. Zrobiliśmy jej prawdziwą stypę.
Tomasz: Frania była najlepszą opiekunką do dzieci. Kładła się przy nich na kanapie i pilnowała, aby nie spadły. Nikt jej tego nie uczył. Bez zwierząt byłoby dziwnie.
Anna: Zajmowałam się nimi, gdy Tomka nie było. Ale teraz jesteś w domu dużo więcej.

I tak jest lepiej?

Tomasz: Inaczej.
Anna: My się zmieniliśmy. Jesteśmy dojrzalsi, spokojniejsi. Mamy większy luz. No i dzieci są już prawie dorosłe. Potrafią wszystko zrobić, jeżeli chcą, oczywiście.
Tomasz: Ale ty nie lubisz dopuszczać nikogo do swoich domowych decyzji.
Anna: Właśnie dlatego, że jestem niezależna, a ojciec nauczył mnie bardzo wielu rzeczy: malować, wiercić dziury, wbijać gwoździe, prowadzić samochód. Dzięki temu, gdy ciebie nie było, nie stresowałam się, że sobie z czymś nie poradzę. A nieraz wpadały mi do głowy szalone pomysły. Na przykład, że podczas twojego wyjazdu zrobię remont. I ogródek zrobiłam, jak wyjechałeś.

Tomasz Sekielski, Anna Sekielska, Ann i Tomasz Sekielscy, Viva! 2/2020
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Gdy Tomek zaczął pracować nad filmem „Tylko nie mów nikomu”, mówił, że razem pracujecie.

Tomasz: Żona wszystkim zarządza. Organizuje mój kalendarz, bo ja nie potrafię tego ogarnąć i biorę na siebie zbyt dużo zobowiązań.
Anna: Tomek miał spotkanie w Gdańsku, a zgodził się, że następnego dnia pojedzie do Krakowa na festiwal. Powiedziałam, że absolutnie się na to nie zgodzę, bo miałeś odpocząć i spędzić czas z dziećmi, a nie jeździć wte i wewte.
Tomasz: Gdybym jednak powiedział, że jadę teraz do Iranu, nie miałabyś nic przeciwko temu.
Anna: Nie, nie miałabym. Ale wracając do filmu, najtrudniejsze dla mnie było, gdy Sekielscy ogłosili, że robią taki film i że będzie zbiórka. Ludzie szukali kontaktu do Tomka i wyskakiwał im mój numer telefonu. Aparat rozgrzewał się do czerwoności. Dzwoniło mnóstwo osób, opowiadając mi swoje traumatyczne przeżycia. I to mnie przytłaczało. Niektórzy telefonowali tylko po to, aby się wygadać. Powiedziałam wtedy Tomkowi, że trzeba zmienić adres kontaktowy. I pomyślałam, że te rozmowy z ofiarami pedofilii przed kamerą będą dla Tomka strasznym obciążeniem. Takie wstrząsające historie.

Nie znieczuliłeś się na takie opowieści jako dziennikarz?

Tomasz: Gdybym się znieczulił, musiałbym zmienić zawód. Trzeba mieć empatię, interesować się drugim człowiekiem. Reporter dokumentalista powinien być wyczulony na ludzkie emocje. I na ból.
Anna: Staram się wzmacniać Tomka, chociażby tym, że jestem. Że siedzimy, gadamy sobie, że mamy dom, do którego możemy wrócić. Że razem obejrzymy film.
Tomasz: Ale nie w telewizji. Nie mamy telewizora. Filmy oglądamy w komputerze. Ostatnio zrobiliśmy sobie wieczór z Draculą.

I Anna robi Ci herbatę?

Tomasz: Albo ja Ani. W domu chodzę na krótkiej smyczy: „Po drewno pojedź”. I jadę po pięć taczek drewna. Nie ma czasu na stres pourazowy. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie osiągnąłbym tyle w życiu zawodowym, gdybym nie miał Ani i rodziny. Tu jest mój azyl.

Ile schudłeś?

Tomasz: Jak dotąd 50 kilo. Muszę się przyznać, że przed operacją byłem niesubordynowany. Nieraz, gdy siedziałem do późna w nocy, odnajdywałem schowane słodycze i zajadałem nimi stres. Ania zawsze pilnowała, abym żył zdrowo, ale to ja sam się zaniedbałem.

Podjąłeś jednak decyzję zmniejszenia żołądka, a Twoja żona się na to zgodziła.

Anna: Próbowałam już wcześniej Tomka przekonać, aby to zrobił. Myślę, że to był ostatni dzwonek. Uświadamiałam mu, jak bardzo się boję o jego życie.
Tomasz: Ale to tak jak alkoholikowi mówić, aby nie pił, bo się zapije na śmierć. Nic nie trafiało. Ale teraz się zmieniam dla ciebie, kochanie.
Anna: Nie dla mnie, tylko dla siebie.
Tomasz: Dla siebie, czyli dla ciebie i dla dzieci.

Bo chcesz długo żyć.

Tomasz: Absolutnie.
Anna: Twoja forma fizyczna i psychiczna jest bez porównania lepsza niż cztery miesiące temu. No i jadasz teraz o wiele mniej.
Tomasz: Jedną dziesiątą tego co dawniej. Ale jadam wszystko. Teraz podczas wyjazdu, kiedy zjadłem cztery łyżki zupy w restauracji, właścicielka obraziła się, że mi coś nie smakowało. Popatrzyła na mnie podejrzliwie, bo jednak jestem ciągle duży. Nie kojarzę się z kimś, kto zostawia resztki na talerzu.

A co z Twoim filmem o SKOK-ach?

Tomasz: Będzie. Trochę się to wszystko przedłużyło, ale mamy zebrane już na niego pieniądze.

I znowu będziecie jeździć na spotkania z widzami, a Wasze dzieci powiedzą, że są z taty dumne, gdy obejrzą film na premierze.

Tomasz: Julka pomagała mi, jako stażystka, przy ustawianiu planów zdjęciowych. Chciała zobaczyć, jak to wszystko wygląda w rzeczywistości.
Anna: A Łukasz pojechał z tobą na spotkania autorskie do bibliotek.

A Ty?

Anna: Ja? Też jestem z Tomka bardzo dumna. W 2018 roku zjeździliśmy całe Zachodniopomorskie, uczestnicząc w spotkaniach z ludźmi. A ty powiedziałeś kiedyś, że jestem jak żona mafiozo.
Tomasz: Zażartowałem nawet, że nie mogę się z tobą rozwieść. Starzy mafiozi nie rozstają się z żonami, gdyż one za dużo o nich wiedzą.

To bardzo pocieszające.

Tomasz: To niby żart, ale rzeczywiście Ania wie o mnie więcej niż służby. Gdy mnie nie ma, rozmawiamy codziennie przez telefon. Chyba dlatego, że my się wciąż kochamy i wciąż lubimy być ze sobą blisko.
Anna: Lubimy budzić się obok siebie.

To właśnie jest miłość.

Tomasz: Miłość to też posiedzieć obok siebie i pomilczeć.
Anna: I wiedzieć, że w tej ciszy jest nam dobrze ze sobą. 

Tomasz Sekielski, Anna Sekielska, Ann i Tomasz Sekielscy, Viva! 2/2020
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Pandemia nie zmieniła mojego życia, to ja sama je zmieniłam…”, mówi AGNIESZKA MACIĄG. Kraśko, Olejnik, Rodowicz, Rusinek, Szczygieł, Wojciechowska… o emocjach i rodzinnych relacjach w izolacji domowej. JACEK SANTORSKI radzi, jak nie zwariować w czasie pandemii. Zmierzch zachodniej cywilizacji? Beata Pawlikowska w egzystencjalnych rozważaniach w dobie koronawirusa.