VIDEO VIVY!

Stan Borys: „Mówię o Ani, że to „najdłuższa” kobieta w moim życiu”

„W tej chorobie potwierdziła się nasza silna więź, oddanie… I miłość”

Olga Figaszewska 17 grudnia 2019 07:45

Cały czas był zdrowy, co najwyżej dopadało go przeziębienie. Udar był dla niego zaskoczeniem. Stan Borys ma jednak nadzieję, że wróci szybko do zdrowia. ,,Mój lekarz neurolog twierdzi, że potrwa to jeszcze rok, oczywiście pod warunkiem, że cały czas będę się rehabilitował", mówi w rozmowie z Krystyną Pytlakowską. Zawsze może liczyć na swoją ukochaną Annę, która wspiera go w walce o powrót do pełni sił. Choroba jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyła. To był prawdziwy test dla ich związku.

Gdybyś nie wyjechał do Ameryki w 1975 roku i nie został tam 30 lat, to nie poznałbyś Anny, którą teraz nazywasz swoją wielką miłością. I która opiekuje się Tobą najczulej, jak umie.

Stan: Masz rację, w życiu jedno zdarzenie wypływa z poprzedniego. A kiedy po 30 latach przyjechałem do Polski, poczułem, że tu jest moje miejsce, i wymyśliłem nawet taki koncert pod tytułem „Jaskółki wracają do gniazd” razem z grupą muzyczną Imię jego czterdzieści i cztery. Od 2004 roku praktycznie mieszkam w Polsce.

Ale Norwid jest nadal bardzo ważny w Twoim życiu…

Stan: A wiesz, że moją zachwianą mowę ćwiczyłem, mówiąc na głos wiersze Norwida? Recytowałem je od trzeciego dnia choroby. Głośno przez kilka minut. Najczęściej „Fortepian Chopina”, który w moim wykonaniu trwa siedem minut. I zaczęła wracać do mnie mowa i czucie w lewym policzku.
Anna: Kiedy Stan był unieruchomiony, kiedy jeszcze prawie nie mówił, kiedy woziłam go na wózku, myślał o poezji, powtarzał sobie w pamięci wiersze. Myślę, że ta poezja wpłynęła na jego wolę życia i postępy w opanowaniu skutków udaru.
Stan: Ale i ty, Aniu, wpłynęłaś na to, bo nie mogłem pogodzić się, że się nie poruszam samodzielnie i wozisz mnie wszędzie na wózku inwalidzkim. Codzienne wożenie mnie na spacery potęgowało moją wiarę w to, że niedługo wstanę z wózka i zacznę chodzić sam. Ta wiara i to, że jesteś przy mnie, wyzwalała we mnie chęć życia. To cudowne uczucie miłości i wsparcia dawało mi siłę. Ruch jest przeciwieństwem śmierci i dlatego tak ważny jest dla zdrowia. A moje myśli, o których mówisz… Zamykałem się w sobie, pomiędzy chorobą a sztuką, bo denerwował mnie świat zewnętrzny. Nie chciałem z nikim się spotykać, bo szybko się męczyłem i nie mogłem rozmawiać.
Anna: Twoi przyjaciele to rozumieli. Są bardzo szlachetni. To wtedy Fundacja Lex Nostra, artyści i Polskie Radio zorganizowali koncert, by uzbierać fundusze na twoją rehabilitację. Następny koncert odbył się w sierpniu, zorganizował go Marcin Daniec wraz z przyjaciółmi – artystami z turniejów tenisowych w Bielsku-Białej.

Ale podobno chciałeś oddać te pieniądze ze zbiórki. Zdenerwował Cię hejt bezmyślnych ludzi?

Stan: W ogóle nie zgadzałem się na zbieranie pieniędzy na moje leczenie. Zrobiono to po cichu za moimi
plecami, za co dziś jestem bardzo wdzięczny tym, którzy okazali się wtedy moimi przyjaciółmi. Dopiero po czasie wiem, że bez tych środków leczenie byłoby niemożliwe. Z jednej zbiorki rzeczywiście pieniądze oddałem na leczenie żony muzyka. Bo w tamtym momencie jej były potrzebne jeszcze bardziej niż mnie. A nienawiść w internecie wiem, że była, ale Ania izolowała mnie od tych informacji.
Anna: Nigdy w życiu nie przeżyłam tylu przykrości co podczas choroby Stana. Przecież on sam tej zbiórki nie wymyślił, ludzie chcieli bardzo pomóc. To oni ją zaproponowali, a potem dołączyła lawina nienawiści, stymulowana interesami innych osób. Stan chory i bezbronny leżał w szpitalnym łóżku. To jest jak kopać leżącego, bo on nie mógł się bronić. Niektórzy perfidnie wykorzystali jego chorobę. Uprzedzano mnie, że tak będzie. Ale ja nie wierzyłam, bo nie mieściło mi się w głowie, że ludzie potrafią posunąć się tak daleko, jednocześnie promując na przykład takie akcje, jak „Stop Nienawiści”.
Stan: Ale gdyby nie ty i przyjaciele, i moi wierni fani, nie wyszedłbym z choroby tak szybko. Gdyby nie wiara w ciebie i twoja wiara we mnie.

Bo Ania naprawdę Cię kocha.

Anna: Nie umiem opowiadać o miłości i nie chcę słowami nazywać tego, co jest między nami. O uczuciu do kogoś, o bliskości świadczą czyny, a nie deklaracje, jak to często się dzieje, a potem cała ta wielka miłość czy przyjaźń ulatnia się w powietrzu i już nic po niej nie zostaje. Nigdy bym nie zostawiła kogoś, kto jest mi tak bliski, chociaż wiem, że niektórzy bez żadnych skrupułów nie chcieliby znosić trudów czyjejś choroby. Byli i tacy, którzy zawiedli i nas bardzo rozczarowali, bo jak się później okazało, nie byli przyjaciółmi. Ale objawili się nowi, którym zależy na zdrowiu Stana.

 (...)

Który moment był najtrudniejszy w ciągu Waszych 10 lat? Nie mówię tu o udarze.

Stan: Nie było takiego momentu, mimo że jesteśmy ze sobą 24 godziny na dobę. Nigdy między nami nie było czegoś, co mogłoby wpłynąć na osłabienie naszych więzi czy na zawahanie.

Ale to nie jest łatwa miłość. O 30 lat młodsza kobieta…

Anna: Różnica wieku naprawdę nie jest ważna. Ważna jest bliskość i przyjaźń, którą zbudowaliśmy. Zaufałam Stanowi i się nie pomyliłam.
Stan: Powierzyłaś mi nawet Julkę, ukochaną shih tzu, gdy leciałem do Polski, a ty musiałaś jeszcze zostać w Ameryce.
Anna: To rzeczywiście był dowód mojego wielkiego zaufania (śmiech).

Wasze relacje teraz, kiedy Anna nie opuściła Cię w tak trudnych chwilach, zapewne bardzo się pogłębiły?

Stan: Ludzie w szpitalach opowiadali mi, jak pozostali sami, na wózkach, i płakali, bo ktoś ich zostawił. Zostali tylko na łasce rehabilitanta. Na ile znałem Anię, wiedziałem, że ona mnie nie opuści. Nie zdajemy sobie sprawy, że może będziemy potrzebować czyjejś pomocy, dotyku, przytulania. Że ktoś weźmie cię pod pachę i przeprowadzi na drugą stronę trudnej ulicy. A tak przecież może się zdarzyć w każdej chwili. Ania mnie nigdy nie zawiodła.

Jednak dużo śpiewałeś o samotności?

Stan: Mylisz się, to nie była moja samotność, tylko tych, dla których śpiewałem, gdy miałem program radiowy w Chicago. Oni mi opowiadali o tym, jak czują się samotni.
Anna: Stan nie miał czasu na samotność, zawsze miał piosenki i sport, i wiele innych zajęć.

A kobiety?

Stan: Zawsze były, zwłaszcza gdy schodziłem ze sceny. Ale ja się z takim życie rozwiodłem, bo mi nie odpowiadało. Kiedy spotkałem Anię, nie interesowały mnie już inne kobiety. Mówię o Ani, że to „najdłuższa” kobieta w moim życiu. To dlatego, że wcześniej nie udało mi się spotkać żadnej, z którą mógłbym stworzyć taki związek i na wiele lat.
Anna: A miłość i przyjaźń powinny przejść próby, bo dzięki temu można zadecydować, czy ludzie zostają razem, czy nie. Świadomość, że możemy kogoś stracić, i nasze odczucia w tym momencie dają odpowiedź na wiele pytań. Wielokrotnie bałam się o Stana, o to, że może nie przeżyć po udarze, i modliłam się o niego. Taki był słaby. Widziałam też, że jest o krok od załamania, ale ja musiałam być silna jak żołnierz, pocieszać go, przekonywać, że udar się cofa i wszystko wróci do normy.
Stan: No i widzisz? Widziałaś, jak schodziłem dzisiaj ze schodów, nie czepiając się poręczy? Już nawet równowagę dobrze trzymam. Moi rehabilitanci są ze mnie bardzo zadowoleni. Dlatego chodzę regularnie na te ćwiczenia, masaże i spotkania z psychoneurologiem.
(...)

W burzy nie ma spokoju. Powiedziałaś mi, że byłaś na Stana zła o tę chorobę.

Anna: Tak, bo zaniedbał siebie. Jak wyjeżdżałam do Ameryki, bardzo go prosiłam, żeby się nie przemęczał i dbał o siebie. A on przez dziewięć godzin nagrywał audycję, nic nie jadł i nie pił. Gdybym była, nie pozwoliłabym mu, aby tak się wyczerpał. Nie wszystko i nie za wszelką cenę, ale Stan taki jest obowiązkowy i oddany dla innych. I dotrzymuje słowa.

Kim teraz Stan jest dla Ciebie? Jak jego choroba Was zmieniła?

Anna: Stan jest upartym mężczyzną, z którym trzeba sobie poradzić. Z powodu choroby nie stał się ani trochę bardziej uległy. Nie ma nudy, zawsze wymyśli coś takiego, że adrenalina pójdzie do góry. W tej chorobie potwierdziła się nasza silna więź, oddanie… I miłość.
Stan: Twoja adrenalina wzrośnie, gdy posłuchasz „Rozmowy lirycznej” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, którą mam zamiar nagrać.
Anna: O, to coś nowego…
Stan: Nie mówię wszystkiego. Dobrze mieć jakąś tajemnicę.
Anna: Ale ja i tak zawsze wiem, co ty myślisz i co cię denerwuje.
Stan: Może dlatego między nami nie było nigdy cichych dni. Nikogo nie udajemy, nie prowadzimy gry. A ty jesteś dobrym człowiekiem i lubisz pomagać. Teraz już wiem, jak bardzo. Trzeba pamiętać, że życie jest kruche, szanujmy je. 

TAGI #Stan Borys

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BEATA TADLA: „Obiecaliśmy sobie z Rafałem, że nie będziemy opowiadać o naszym związku w mediach. Rafał nie jest osobą publiczną”. Dlaczego SZYMON MAJEWSKI mówi o sobie: „dożywotni maminsynek”? Aneta Hickinbotham produkowała głośną „Ostatnią rodzinę”, nominowane do Oscara „Boże Ciało” i pracowała przy filmie „Troja”. Dlaczego została producentką, a nie… lekarzem? A także oscarowe zaskoczenia i karnawałowe szaleństwo w Rio.