ARCHIWUM VIVY!

Ewa Farna: „Przywykłam do ciepłego domu pełnego miłości i taki też swój buduję”

Przypominamy wywiad z artystką z okazji jej 27. urodzin!

KRYSTYNA PYTLAKOWSKA 12 sierpnia 2020 06:44

W ramach cyklu Archiwum Vivy!: wywiady przypominamy rozmowę Krystyny Pytlakowskiej z Ewą Farną. Wywiad ukazał się we październiku 2014 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! Ewa Farna wywiad

Dorosła. Wyszła za mąż. Już nie szaleje. No, może czasem. Mówi, że stara się być anielska, choć na scenie jest bardziej diabelska. I taka chce zostać! Czy naprawdę jest silną babą? Czy zamierza schudnąć? Co odpowiada, gdy ktoś ją krytykuje? I dlaczego zdecydowała się zostać jurorką w show Polsatu „Śpiewajmy razem. All Together Now”? Ewa Farna nie ma tajemnic przed Krystyną Pytlakowską. Takiej rozmowy jeszcze nie było!  

Życie jest podzielone na różne etapy i na różne role. W każdej dowiadujesz się o sobie czegoś nowego?

Tak. I to jest fantastyczne!

 Ja dowiedziałam się o Tobie właśnie, że ładnie Ci w rudych włosach i że chciałabyś schrupać uczestniczkę programu „Śpiewajmy razem”. Taka właśnie jesteś? Żywiołowa?

Na scenie na pewno. Bo teraz czuję, że powinnam poddać się mojej 25-letniej energii i szaleństwu. Zapomnieć na chwilę, że jestem dorosła.

 Uważasz, że jesteś już dorosła?

Chyba nigdy nie czułam się bardziej dorosła niż teraz. Niektórych rzeczy już nie zrobię, choć w innych potrafię być jeszcze bardzo infantylna.

A czego już nie zrobisz? Nie zatańczysz już na stole?

No może, ale rzadziej. Nie będę dzwonić do obcych drzwi w blokach i uciekać, jak kiedyś. Nie będę dzwonić do jakiejś pani, że wygrała na loterii, bo takie rzeczy też robiłam. Miałam w sobie rebelię, której teraz już się pozbyłam. Chyba. Odczuwam dużą różnicę pomiędzy sobą teraz a 10 lat temu.

 Jako 15-latka nie mogłabyś być jeszcze mężatką, a mając 25 lat, jesteś kobietą zamężną.

No właśnie. Głupio byłoby być jeszcze dzieckiem.

Uchodzisz za silną babę. Myślę, że siłą napełnia Cię również małżeństwo z człowiekiem w Tobie zakochanym i którego Ty kochasz. Twoje życie się bardzo zmieniło?

Jestem szczęśliwa i jest mi dobrze. Łączy nas oczywiście muzyka, a jeżeli zmiana, to w dobrym kierunku. Gdy jego bliscy traktują mnie poważnie, a nie że sobie „jakąś panienkę przyprowadził i zobaczymy, jak długo to potrwa”. No i na odwrót, ślub zobowiązuje. Nie uważam, żeby był to tylko papier. 

 Jesteś bardzo rodzinna?

Ogólnie – bardzo. To ja jestem tą, która gotuje i lubi podejmować gości smacznymi potrawami. Bardzo przy tym odpoczywam, relaksuję się. Jakkolwiek by to patetycznie zabrzmiało, uważam, że dzięki rodzinie można przetrwać wszystko i to ona jest najważniejsza. Ważniejsza nawet niż praca, która też mnie przecież ekscytuje.

 Kiedy wracacie do domu po koncercie, zamykacie za sobą drzwi? Nie ma już oklasków, tłumów, adrenaliny. A co jest w zamian?

Nie lubię opowiadać o moich sprawach prywatnych, co jest w domu, jest moje i cieszę się, że przynajmniej to nam pozostaje. Bo jednak w pracy jesteśmy wiecznie na widoku. Zdradzę tylko, że uwielbiam ciszę. Gdy pytają mnie, jaką muzykę lubię, odpowiadam, że wolę iść w las i słuchać ciszy, ona też relaksuje, ale też inspiruje. Ale jednocześnie lubię być jak każda kobieta. Nie chcę być tylko artystką obliczoną na sukces, mającą kupę kasy. Niezależną, ale nieszczęśliwą. Pomyśl, co się stało z Whitney Houston czy Amy Winehouse. Miały wszystko, a umarły same. Dla mnie priorytetem jest szczęście prywatne, co zresztą widać też na scenie. Szczęście rozjaśnia człowieka od środka. Nie mogłabym zasnąć spokojnie, gdyby w domu było źle. Natomiast czy się koncert uda, czy nie – to nie spędza mi snu z powiek. Ja po prostu przywykłam do ciepłego domu pełnego miłości i taki też swój buduję. Moi rodzice są cudowni. Tata jeździł ze mną na koncerty, dopóki nie skończyłam 18 lat, bardzo mnie pilnował, kontrolował: „Ewa, koncert już się skończył, masz 15 minut na spakowanie się, 15 na autografy i jedziemy do domu, bo jutro szkoła”. Dzięki temu nie porąbało mi się w głowie. Żaden alkohol, narkotyki, złe towarzystwo, w jakie nastolatki często wpadają. Lubię być wolna, ale lubię też żyć w określonych granicach.

Ewa Farna, VIVA! 22/2018, Ewa Farna VIVA! październik 2018
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 Czy dorosłość polega też na większej odporności? Przeżywałaś, gdy Cię mocno hejtowali?

Przeżywałam i bolało. Aczkolwiek starałam się tego nie czytać i nie brnąć w komentarze. Zresztą rodzice zabraniali mi czytać te posty. I nic dziwnego, miałam wtedy 12 czy 13 lat i byłam na początku kariery. Nie znałam języka nienawiści. Nie wiedziałam, dlaczego ktoś jest w stanie pisać w internecie wulgarne określenia mojej osoby, skoro nawet się nie znamy. Rodzice wtedy zakazali mi wchodzenia na te plotkarskie portale, a ja dostosowałam się do ich zakazu.–

Nie miałaś ochoty go złamać? Trzynastolatki bardzo się buntują przeciwko rodzicielskim zakazom.

Ale ja naprawdę pochodzę z bardzo fajnego domu. Skoro był zakaz, wiedziałam, że to dla mojego dobra. Tata ma zespół folklorystyczny i gra na skrzypcach, fortepianie, na gitarze. Rozumiemy się. Zawsze wiedziałam, że tam jest bezpiecznie. Pamiętam, że gdy śpiewałam na koncercie, mając 14 lat, na festiwalu w Czechach, byłam uczesana w dwa kucyki i wykonywałam mojego pierwszego singla. Poleciały wtedy puszki z piwem na scenę, a ja musiałam uciekać. Jedno piwo wylądowało na perkusji i ją zalało. Wkurzyłam się więc, zatrzymałam ten koncert i powiedziałam, że zespół jest wynajęty, żeby grać moje piosenki, więc proszę nie niszczyć im instrumentów. „Skoro się nie podoba, to próbujcie trafić we mnie, ale ja mam tu teraz mieć koncert i to właśnie zrobię”. I zaczęłam śpiewać dalej, a oni się uspokoili. Ja nawet nie wiedziałam, że tak zareaguję. To była moja pierwsza życiowa próba. Po koncercie okropnie się rozpłakałam. Pytałam menedżera, czemu oni tak we mnie rzucali. Byli w koszulkach Iron Maiden, mieli długie włosy, a ja taka grzeczna dziewczynka z kucykami. Po koncercie podchodzili po autograf i mówili: „Ewa, nie byliśmy co do ciebie przekonani, ale pokazałaś, że masz w sobie rocka”. I zaakceptowali mnie. Wtedy pierwszy raz poczułam wielką falę nienawiści. Byłam jednak dumna z siebie, że sobie poradziłam. Poczułam, że mam moc.

 A mogłaś się zrazić raz na zawsze do występów i śpiewania.

Ale się nie zraziłam. Gdy miałam 17 lat i wyszłam na scenę, też w Czechach, coś mówię do ludzi między piosenkami, a jakiś facet krzyczy: „Pokaż cycki!”. Odpowiedziałam mu wtedy: „Cycki to niech ci twoja stara w domu pokaże”. A gdy ktoś krzyknął: „Jesteś gruba świnia!”, odpowiedziałam: „Ja mogę schudnąć, ale ty nie nauczysz się taktu przez całe życie”. I publiczność to fajnie oceniła. Wszystko można przerobić na żart. Udawanie, że się nie słyszy, jest nieskuteczne. Poza tym jestem z rodziny, w której zawsze poczucie własnej wartości liczyło się najbardziej. I tym poczuciem zostałam wypełniona od dziecka. Nie miałam więc kompleksów. Powiedziałam sobie wtedy, że to nie był mój problem, tylko ich.

Nie masz kompleksu nadwagi?

Nie. Tłumaczę sobie, że każdy się z czymś zmaga. Wiem, że ważę parę kilo więcej, niż powinnam, przecież nie jestem ślepa.

 Ładnie Ci z krągłościami. Teraz moda na anorektyczki przemija. Zastępuje ją moda na kobiecość.

A kilka kilogramów to nie powód, żebym chowała się w domu, podcinała sobie żyły i bała się ludzi. Mówię młodym dziewczynom: „Nie musicie wyglądać jak modelki na wybiegu, a poza tym one są za chude. Rozejrzyjcie się wokół siebie, to zobaczycie, że na ulicy mijają was dziewczyny i kobiety, z których mało która jest idealna”. A ja może schudnę, a może zostanę taka na zawsze. Zobaczę, jak mi pójdzie, ale w jakimkolwiek momencie swojej przygody z wagą będę, przecież nie zamknę się przed światem. My budujemy własną wartość i nie powinniśmy jej budować na poglądach innych osób.

Ewa Farna, VIVA! 22/2018, Ewa Farna VIVA! październik 2018
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Jeśli Ci w życiu okrągłość nie przeszkadza, to bądź sobie, jaka chcesz.

Też tak uważam. A jeśli czuję się z tym dobrze, zdrowo i szczęśliwie, to po co mam coś zmieniać i katować się dietami? Szkoda, że dużo ludzi tego nie rozumie. Ale ja nie wpisuję się w ten showbiznesowy model i pewnie to właśnie ludziom przeszkadza.

Bo polubiliby Cię bardziej, gdybyś siedziała i płakała?

Chyba tak. I głodziła się tylko dlatego, że oni tego chcą.

– A lubisz jeść?

Uwielbiam! Ale dbam o to, co jem. Gdy jestem w domu, sama sobie przygotowuję potrawy.

 A teraz i mężowi?

My razem gotujemy. Bo wiem, że to ma wpływ na zdrowie. Może nie wyglądam (śmiech), ale jestem za tym, by dbać o jakość produktów.

 I nadal nie walczysz z hejterami?

Nie walczę, ale wkurza mnie już ta bezsilność, że hejterom wszystko wolno, a atakowany ma milczeć. Staram się unikać komentarzy – kiedy nie czytam, one mnie nie dotykają. Chociaż miewam momenty, gdy siadają mi nerwy, bo coś tam usłyszę. Mówię wtedy: „Kurczę, bez przesady”. Boli mnie tylko, dlaczego w tych ludziach jest tyle zła i frustracji. Spotkałam się niedawno z dziewczyną, która dostawała SMS-y typu: „Na ulicy obleję cię kwasem, bo cię nienawidzę”. Na spotkaniu z fanami poznała autorkę tych SMS-ów, która do niej podeszła i słodziutko powiedziała: „Zróbmy sobie selfie”. Zobacz, jaki świat jest piękny. Może być w czymś taka dwoistość?

Jeszcze nieraz to Cię zaskoczy. Za to teraz Cię chwalą, że świetnie śpiewasz.

A dziękuję. Do kariery również podchodzę z dystansem. Nie spoczywam na laurach. To dużo pracy, więc zasuwam, bo nie wiadomo, jak długo ludzie będą chcieli Farnej słuchać. 

Fajnie być przewodniczącą 100-osobowego jury?

Tak. Jestem Lwicą, więc jak mam kimś dowodzić, bardzo mnie to pociąga. Ale jak inni mam tylko jeden głos. Jedyny bonus, że moje miejsce jest pośrodku ściany i nawet gdy jestem niegrzeczna, nie można mnie przesadzić (śmiech).

 A jesteś niegrzeczna? I dlatego zgodziłaś się wziąć udział w „Śpiewajmy razem. All Together Now” – nowym show Polsatu?

Zgodziłam się, bo lubię wyzwania. Dopóki jestem młoda i zdrowa, uważam, że warto próbować nowych projektów. Doceniam, że Nina Terentiew stawia na nowości, wykazuje tu dużą odwagę. Bo przecież z góry nie wie, czy uda się, czy nie. Ale pani Nina ma młodą duszę. Ten program jest nowy nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

To brytyjski format. Ale ludziom się podoba…

Nie talent show, jak „Idol” czy „X Factor”, lecz program rozrywkowy. Dla mnie rola przewodniczącej jury jest dość zaskakująca. Miałam uczucie, że skoro byłam jurorką już parę razy, to wiem, o co chodzi, a okazuje się, że formuła wymaga innego podejścia. Ale w życiu najważniejsze to się nie nudzić. Całe życie warto się uczyć i kształtować charakter.

 Jesteś jeszcze bardzo młoda, masz czas na kształtowanie siebie.

No i co z tego? Jak stuknie mi trzydziestka, to już wszystko będę o sobie wiedziała? Mam nadzieję, że
nie. Uczymy się pewnie przez całe życie.

Na pewno nie. Mówiłaś, że wiele przeszkód musiałaś pokonać i że walczysz ze swoimi słabościami. Naprawdę masz takie poza apetytem… na życie?

Pewnie, że mam. Irytuje mnie, że jesteśmy uzależnieni od telefonów komórkowych. Napisałam nawet piosenkę „Interakcja” na ten temat, że przez Facebooka nie zdobywamy więcej przyjaciół, mniej się spotykamy w realnym życiu. Chociaż sama jestem na to podatna. 

 W domu nie siedzicie każde ze swoim laptopem?

Ja nad tym pracuję, jednak jeżeli jestem w domu z laptopem, to albo pracuję, albo oglądamy serial. Dobrze jest pójść do lasu bez telefonu w kieszeni. Od razu wtedy rodzą mi się nowe pomysły na piosenki. Bo moja głowa oczyszcza się z powierzchownych informacji. Fajnie, że mój mąż mnie wciąga w realne życie i pomaga w moim detoksie.

Ewa Farna, VIVA! 22/2018, Ewa Farna VIVA! październik 2018
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

 A jednak żyjesz sobie jak w bajce. Właściwie bez problemów i zmartwień.

Tak nie ma chyba nikt, każdy ma swoje mniejsze i większe problemy. Tylko na Instagramie ich nie pokazujemy. Ja chciałabym mieć tylko więcej czasu dla siebie. Chodzić na przechadzki z psem, od czasu do czasu spotkać się z przyjaciółmi, a dla psychicznego detoksu przeczytać dobrą książkę, bo ostatnio czuję się bardzo zabiegana.

Będziesz miała coraz mniej czasu. Jesteś żoną, za chwilę może będziesz matką.

Już mając 14 lat, zapowiadałam, że kiedyś będę miała rodzinę. I to się we mnie nie zmieniło. Kiedyś pewnie będzie, a kiedy – to moja sprawa (śmiech). Nie czuję obowiązku dzielić się kalendarzem miesiączkowym z narodem (śmiech). Pewnie jak kiedyś będę mamą, to trzeba będzie ten tryb życia dostosować.

Teraz żyjesz w chaosie?

Nie nazwałabym tego chaosem, ale cały czas chcę trzymać wszystkie sroki za ogon. Bo ciągle coś się dzieje. A przecież nie można mieć wszystkiego naraz. Teraz jestem młoda i szalona i daję sobie radę z tą wielotorowością. Ale jak będę starsza?

Będziesz pewnie też śpiewać inaczej.

Pewnie dojrzeję do bluesa. Uwielbiałam Arethę Franklin. Ale na takie klimaty to jeszcze sporo czasu. Chciałabym też mieć w sobie tego diabła i anioła jak teraz.

 Masz więcej diabła czy więcej anioła?

Staram się o tę anielskość, choć na scenie bardziej jestem diabelska. Na co dzień chcę po prostu być dobrym człowiekiem. Czy będziemy w sobie żywić zło, czy dobro, to od nas zależy. 

 A jak?

Każdego dnia można zrobić jeden mały uczynek. Powiedzieć pani w sklepie, że ładnie wygląda, albo pomóc przejść przez ulicę starszej pani. Przed chwilą mijałam kobietę, która cudownie pachniała. Zatrzymałam ją: „Przepraszam, że pani przerywam spacer, ale pięknie pani pachnie”. Cała się rozjaśniła. To było miłe. Dla niej i dla mnie. 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.