URODZINY GWIAZD

Barbara Kurdej-Szatan: „Lubię ludzi, świat, lubię żyć. Ale mam charakterek i potrafię być różna”

Aktorka obchodzi dziś urodziny! Tak zmieniała się w sesjach dla VIVY!

Redakcja VIVA! 22 sierpnia 2020 12:45

Barbara Kurdej-Szatan – jedna z najsłynniejszych blondynek w Polsce, uwielbiana aktorka teatralna i telewizyjna, a także szczęśliwa żona i mama (wkrótce po raz drugi) obchodzi dziś 35. urodziny! Życzymy wszystkiego najlepszego! Zobaczcie w naszym wideo, jak aktorka zmieniała się w sesjach dla magazynu VIVA!, a poniżej przypominamy wywiad z sierpnia 2020 roku.

Barbara Kurdej-Szatan wywiad VIVA! 2020

Pierwsze dziecko urodziła niemal na scenie. Od razu wróciła do pracy. Razem z mężem Rafałem Szatanem zmierzyła się z małżeńskim kryzysem, walczyła o drugie dziecko i wkrótce znów zostanie mamą. Czy Barbara Kurdej-Szatan to słodka „blondynka z reklamy”? Zdziwicie się, jaka jest naprawdę!

Który to miesiąc?

Ósmy. Ale przestałam już liczyć.

Czyli dobrze się czujesz?

Tak, od początku. W pierwszym trymestrze często miałam mdłości, tak samo było w pierwszej ciąży. Oczywiście mam bóle w krzyżu, ciało się zmienia, muszę robić głębokie oddechy, żeby się dotlenić, bo moje płuca już nie mają miejsca, żołądek też nie bardzo… Ale poza tym wszystko jest fajnie.

Długo trzymałaś w tajemnicy informację o dziecku.

Nie musiałam się tym dzielić. Była pandemia, mogłam spokojnie siedzieć na wsi, nie pokazywać się i przechodzić pierwsze miesiące ciąży na swoich zasadach.

Trafiłam na Twój wywiad z zeszłego roku, z grudnia. Powiedziałaś wtedy, że bardzo staracie się o dziecko. Ale nie udaje się...

Tak, nasze starania o dziecko trwały prawie dwa lata. Wkrótce po tej rozmowie zaszłam w ciążę. Pojechaliśmy z całą rodziną na święta do Zakopanego. W końcu miałam dużo wolnego czasu. Pod koniec listopada skończył się „Taniec z Gwiazdami”, do którego miałam bardzo intensywne treningi. Poza tym pracowałam na planach zdjęciowych, kręciliśmy szósty sezon „W rytmie serca”, „M jak miłość”, miałam też spektakle wyjazdowe. To był hardcore. Nie wiem, jak w ogóle dałam radę dojść do finału „Tańca…”. Ale ja lubię mieć dużo pracy. Wtedy bardziej się mobilizuję, jestem lepiej zorganizowana i potrafię podzielić uwagę między różne projekty. Jakoś to „uciągnęłam”. A potem nagle miałam zupełny luz i... to się musiało stać właśnie wtedy.

Barbara Kurdej-Szatan, VIVA! 15/2020
Fot. Marlena BieliNska/Move Picture

Jak się czułaś, kiedy się dowiedziałaś, że po raz drugi zostaniesz mamą?

Przez ostatnie półtora roku za każdym razem, kiedy spóźniała mi się miesiączka albo czułam się jakoś inaczej, od razu myślałam, że jestem w ciąży. A tym razem miałam wewnętrzny spokój, nie chciałam się na nic nastawiać, żeby się znowu nie rozczarować. W Zakopanem spędziliśmy przepiękną zimę. Po sylwestrze jeździłam na nartach z moją koleżanką Romą. Jej chłopak, Andrzej Bargiel, ten, który zjechał na nartach z K2, zjeżdżał z nami z Kasprowego, pokazał, co i jak, więc czułam się bezpiecznie. Pamiętam, że jechałam szybko i byłam taka szczęśliwa! Czułam się wspaniale i w pewnym momencie pomyślałam: Kurczę, spóźnia mi się okres. Ale mam to gdzieś, jadę! Piliśmy z Rafałem codziennie grzane wino (śmiech), chodziliśmy na spacery, po prostu dobrze się bawiłam. Ale wróciliśmy do Warszawy i w końcu postanowiłam zrobić test. Wyszło, że jestem w ciąży. Wielka radość. Ale kiedy poszłam na badania, okazało się, że jeszcze nie możemy się cieszyć na 100 procent, bo nie widać zarodka. Lekarz uprzedził mnie, że różnie bywa, czasem następują wczesne poronienia. Przez dwa tygodnie, w stresie, razem z Rafałem czekaliśmy na potwierdzenie tej ciąży. Dopiero kiedy okazało się, że wszystko jest w porządku, poinformowaliśmy rodzinę i producentów moich seriali. Wcześniej umówiłam się, że jeżeli tylko się okaże, że jestem w ciąży, dam znak produkcji, żeby mogła się przygotować. I dzięki temu mogę mieć teraz wolne.

Więc czym się teraz zajmujesz?

Odpoczywam, wysypiam się. Bardzo dużo czasu spędziliśmy wśród natury, przez prawie dwa miesiące pandemii byliśmy u moich rodziców na wsi. Przyjechała też moja siostra z rodziną. Stworzyliśmy projekt muzyczny, który miał powstać dawno temu, ale wciąż brakowało nam czasu. W zespole jest moja siostra Kasia, która też jest śpiewającą aktorką i występuje w Teatrze Muzycznym w Gdyni, jest Rafał, który jest muzykiem i wokalistą, i jest mąż mojej siostry Piotr Mania, pianista bardzo poważany w świecie artystycznym. Nazywamy się MaKuSza – od naszych nazwisk: Mania, Kurdej, Szatan. Pandemia była idealnym czasem, żeby usiąść do pracy nad nowymi utworami, bo do tej pory udało nam się nagrać tylko jeden – „Matka”. I tak powstała jeszcze jedna piosenka „Winne spotkanie”. Inspirujemy się utworami ludowymi z miejsc, z których pochodzimy. W czasach szkolnych śpiewałyśmy z Kasią przez siedem lat w chórze Legenda przepiękne pieśni ludowe i klasyczne. Ta ludowość wzięła się po części stamtąd, ale też z tego, że czujemy się bardzo mocno związane z Polską i z naszą kulturą. Nie chciałyśmy jednak podchodzić do tego w sposób tradycyjny, tylko bardziej współcześnie. Zobaczyć to naszymi oczami. Kasia pisze też teksty, skończyła dziennikarstwo, a talent ma po naszym dziadku, który był pisarzem i pracował w radiu. Piosenka „Winne spotkanie” jest bardzo dowcipna, może nawet odważna. O spotkaniu dwóch dziewczyn, które przy winku obgadały koleżankę.

Bardzo życiowe. Czyli nie nudziliście się.

Spędziliśmy pandemię na nagrywaniu tego utworu. Poza tym urządzaliśmy koncerty na Instagramie, organizowaliśmy Instanocki, które nadal trwają, czytaliśmy dzieciom bajki. Dużo się działo, to był bardzo ciekawy czas. Chwile niby-kameralne, intymne, bo nadawaliśmy ze swojego domu, gdzie mamy ciepło, przytulnie, bezpiecznie, ale po drugiej stronie było 10 razy więcej osób niż normalnie jest na sali koncertowej. To było niesamowite. W Teatrze Roma czy w Teatrze Muzycznym w Gdyni mieści się około tysiąca osób, a tu nagle kilkanaście tysięcy odtworzeń podczas jednego wieczoru. Ludzie do nas pisali, my odpowiadaliśmy. Czuło się kontakt, wspólną energię. To było bardzo fajne, myślę, że będzie mi tego brakowało.

To prawie jak kolejne dziecko. A jak Wasza córka Hania przyjęła informację o Twojej ciąży?

Bardzo się ucieszyła. Hania bardzo chciała mieć rodzeństwo i teraz czeka podekscytowana. Wybrała imię – Henio. I tak ta informacja już krąży w mediach... Więc tak, chodzi o Henia. Ostatnio tak się składa, że same Heńki się rodzą (śmiech). Ale my wybraliśmy to imię już dawno, na początku marca.

Od razu chciałaś wiedzieć, czy urodzisz chłopca, czy dziewczynkę?

Tak. Około 10. tygodnia zrobiłam test, który wyklucza różne wady genetyczne, bo chciałam wiedzieć, czy wszystko jest w porządku. I przy okazji dowiedzieliśmy się, jaka jest płeć naszego maluszka. Potem dosłownie w ciągu dwóch, trzech dni zdecydowaliśmy się na imię. Wybraliśmy je zachwyceni, że piękne, polskie, że królowie, że pisarze... i że nie jest teraz aż tak popularne... Świetnie to brzmi – Henryk Szatan. I tak ładnie pasuje – Hania i Henio. Aż tu dowiaduję się, że Kasia Zielińska ma Henia i Michał Żebrowski ma Henia. Myślę: No dobrze, ale oni mają starsze dzieci, też możemy mieć Henia. I nagle kolejne głośne narodziny – Henryk Szyc. Myślę: No nie. Zaraz jakieś portale będą pisać, że zgapiliśmy po nich! Ale trudno. A miesiąc temu kto się rodzi? Henio Majdan!

Będziesz zmieniać imię dla synka?

Tak naprawdę ostatecznie zdecydujemy po narodzinach, gdy spojrzymy małemu w oczy. Ale rzeczywiście my już do brzucha mówimy: „Henio”. „Heniek się rusza”, „Heniek kopie”. Hania mówi, że czeka na Henia, pyta, jak tam Henio, i ostro buntuje się, gdy zaczynamy wymyślać inne ewentualne imiona... Poza tym, nie będę się przecież poddawać presji medialnej. Akurat wśród moich przyjaciół nie ma żadnego Henia. Zatem okaże się po narodzinach.

Barbara Kurdej-Szatan, VIVA! 15/2020
Fot. Marlena BieliNska/Move Picture

Czekacie na dziecko, macie mnóstwo planów zawodowych. Powiedz mi, po co Wam jeszcze pies?

Sama nie wiem (śmiech). Ale od tak dawna o nim marzyliśmy, a to idealny moment. Hania bardzo chciała mieć psa. Myśleliśmy też, że jeśli pies, to buldog francuski, bo są słodkie i nieduże, więc idealnie nawet, jeśli chodzi o nasze podróże. Teraz mam bardzo dużo czasu i mogę się zająć szczeniaczkiem, a dziecko się dobrze wychowuje przy zwierzętach. Jest jeszcze jedna sprawa – Hania bardzo czeka na rodzeństwo, ale wiesz, może wkraść się mała zazdrość. Jak będzie miała pieska, może będzie łatwiej. No i mamy pieska!

Cały czas używasz liczby mnogiej. Będziecie rodzić razem z mężem?

Na pewno. Rafał był przy porodzie Hani i bardzo mi wtedy pomagał, uspokajał mnie, pilnował oddechu. Bardzo bym chciała, żeby był.

Opowiadałaś, że to był trudny poród.

Tak. Ale wtedy tego nie wiedziałam. To był mój pierwszy poród, nie miałam pojęcia, jak to może wyglądać. A ten rzeczywiście był trudny. Trwał kilkanaście godzin. Ale Henia też chciałabym urodzić naturalnie, nie chcę na własne życzenie robić operacji.

Nie boisz się bólu?

Zawsze jest stres. Ale bólu się nie boję. Wiem, że będzie i przejdzie, po prostu muszę to przetrwać. Wtedy bardzo bolało, ale chyba jestem dość silna. To doświadczenie bardzo wzmocniło moją kobiecość, zbudowało jako człowieka, matkę. Dało siłę. I mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

A co z Twoją boreliozą? Pokonałaś ją?

Tego nie wiem. Ale ja się po prostu dobrze czuję. Nie biorę leków. Wcześniej leczyłam się także naturalnie – dietą, prądami, ziołami. Prądów od dawna nie robię. Ostatnio też jem normalnie, postanowiłam, że w ciąży nie będę sobie odmawiała niczego. Badania, które robiłam dwa lata temu, wykazały, że borelioza jest nadal aktywna. Nie wiem więc, dlaczego czuję się dobrze, ale cieszę się, że tak jest. Albo mój organizm sobie z tym radzi, albo mój aktywny tryb życia sprzyja walce z tą chorobą.

Od siedmiu lat prowadzisz życie zupełnie szalone. Od dawna nie było w polskim show-biznesie tak błyskotliwej kariery. Zrezygnujesz z tego teraz?

Nie, oczywiście, że nie. Zobaczymy, ile będę miała propozycji i czy one w ogóle będą. Ale nie zamierzam od razu wracać do pracy.

Hanię niemal urodziłaś w pracy...

Byliśmy w trakcie „X Factora” z naszym zespołem Soul City. Na pierwszych castingach i w pierwszych etapach programu mam wielki brzuch. A rodzić zaczęłam na bootcampie. Mamy takie zdjęcie, gdy dowiadujemy się, że przechodzimy dalej – wszyscy skaczą z radości, a ja siedzę jak taki morświn z brzuchem (śmiech). Pamiętam, że czekaliśmy na ogłoszenie wyników i nagle dostałam skurczy. Miałam jeszcze tydzień do porodu, więc poszłam do pokoju koleżanek zrelaksować się w wannie z ciepłą wodą, żeby mi skurcze przeszły. Byłam przekonana, że to jeszcze nie to. Ale skurcze nie przechodziły. Pojechaliśmy z Rafałem do domu po rzeczy i do szpitala. Pani doktor mnie zbadała i powiedziała: „Zostaje pani, zaczyna się”. I tak zaczęliśmy rodzić. To było szaleństwo.

Po porodzie od razu wróciłaś do programu?

Tak się złożyło, że w „X Factorze” był miesiąc przerwy przed następnym etapem. Mogłam pobyć z dzieciątkiem. Potworna zima, minus 20 stopni, siedziałyśmy w domu i nigdzie nie wychodziłyśmy. Podczas kolejnych etapów Hania była z nami, doszliśmy prawie do finału, odpadliśmy w przedostatnim odcinku. Oczywiście dałam radę to wszystko ogarnąć, ale jak teraz to wspominam, widzę, że byłam naprawdę w dużym stresie. Przy drugim dziecku już bym tak nie chciała, więc nie wrócę tak szybko do intensywnej pracy. Na pewno nie po miesiącu.

A wtedy zaraz po „X Factorze” zaczęłaś bardzo szybko pracować.

Kiedy Hania miała miesiąc, poszłam na casting do Teatru Muzycznego Roma, do musicalu „Deszczowa piosenka”. Dostałam jedną z głównych ról. Jak Hania miała cztery miesiące, zaczęły się próby. Moje dwie inne koleżanki z zespołu też były świeżo po porodach i dyrektor pozwolił, żeby z jednego pokoju w teatrze zrobić pokój dziecięcy. Miałyśmy tam nianie, dzieci były z nami. Wtedy jeszcze karmiłam Hanię.

Barbara Kurdej-Szatan, VIVA! 15/2020
Fot. Marlena BieliNska/Move Picture

To nie był łatwy moment dla Twojego małżeństwa.

Kiedy Hania miała roczek, wygrałam casting do kampanii Play. Kampania ruszyła, a ludzie byli ciekawi, skąd jest ta dziewczyna. Dla widzów byłam osobą znikąd, chociaż pracowałam już kilka lat w teatrze po krakowskiej szkole teatralnej. Posypały się inne propozycje pracy, zaczęło mnie być w domu coraz mniej...

Z tego powodu było Wam trudno się dogadać?

Ja miałam bardzo dużo pracy, a Rafał różnie. Miał etat w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, ale zrezygnował z niego, kiedy zamieszkaliśmy w Warszawie. Koncertował z zespołem RH Plus, ale nie było tego aż tak dużo. Zwłaszcza w zimie. Ja codziennie od wtorku do niedzieli grałam w Teatrze Roma, od czasu do czasu jeździłam na plany zdjęciowe. Bywało, że o piątej rano jechałam na plan reklamy, byłam tam do 17, a potem jechałam do teatru.

Rafał zostawał z Hanią?

Zazwyczaj tak. Były momenty, że się mijaliśmy. Oczekiwałam wsparcia od niego, wracałam potwornie zmęczona, a pracowałam przecież również dla nas, na nasze potrzeby i zachcianki. Przestaliśmy się rozumieć.

Utrzymywałaś dom. Trudna sytuacja nawet dla małżeństw z dużym stażem.

Tak. Trudna też dla mężczyzny. Rafałowi zawsze wszystko szło dość gładko. Jest niesamowicie zdolny, wygrywał wszystkie konkursy, dostał się na Akademię Muzyczną w Katowicach na wydział wokalny, na który przyjmowane są dwie osoby na rok. Kiedy był na pierwszym roku, dostał główną rolę w „High School Musical”. Cały czas się wokół niego mnóstwo działo. I nagle, jak się przeprowadził do Warszawy, okazało się, że to ja dostaję mnóstwo propozycji, a u niego cisza. To było frustrujące.

Kłóciliście się?

Kłóciliśmy się, oczywiście. Zapieprzając tak intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, poczuję się bezpiecznie, będę mogła się zrelaksować, ktoś mnie przytuli. Tymczasem nie było tak. Były awantury, brak zrozumienia, że mogę być zmęczona po sesji zdjęciowej. Były różne momenty, różne myśli w głowie. O tym, że może do siebie nie pasujemy, mamy inne spojrzenie na świat.

Jak Wam się udało przez to przejść?

Bardzo nas scaliło to, że jest Hania, choć paradoksalnie powodem tych sytuacji był właśnie fakt, że jest dziecko i są obowiązki. Wydaje mi się, że po prostu bardzo się kochamy i, mimo wątpliwości, gdzieś w głębi chcieliśmy o siebie walczyć. Oboje z Rafałem jesteśmy z kochających się, pełnych rodzin. Nie chcieliśmy fundować rozbitej rodziny swojemu dziecku. Zresztą kryzysy zdarzają się w każdym związku. Nie zawsze warto iść wtedy na łatwiznę.

Czasem miłość nie wystarczy, a związki dwojga artystów bywają skomplikowane.

Rafał jako artysta też ma swoje potrzeby. To jest trudne i wymagało ode mnie wyrozumiałości, a sama nie zawsze miałam od niego wsparcie, jakiego bym potrzebowała. Ale wiedziałam, że on też potrzebuje wsparcia, możliwe, że jeszcze większego. Musieliśmy naprawdę nauczyć się siebie. Reagowania, rozmawiania ze sobą, doceniania się nawzajem. Mam wrażenie, że w związkach ludzie czasem przestają się zauważać, nie patrzą sobie w oczy, mijają się. To bardzo oddala. Nasze kryzysy na szczęście minęły już parę lat temu.

Barbara Kurdej-Szatan, VIVA! 15/2020
Fot. Marlena BieliNska/Move Picture

Z perspektywy możesz ocenić, jak przebiega kariera. Najpierw jest boom, potem bywa trochę gorzej. Powiedz szczerze – odbiła Ci wtedy palma?

Nie. Palma mi nie odbiła, ale miałam momenty, że za bardzo się przejmowałam tym, co dzieje się dookoła, zamiast skupić się na swojej rodzinie, domu, przyjaciołach. Kiedy moja kariera przyspieszyła, byłam w szoku i nie wiedziałam, jak to się dalej potoczy. Media o mnie pisały, ludzie komentowali i zwykle było to miłe, ale nie miałam świadomości, że zostanę pozbawiona prywatności i będę w aż tak dużym stopniu wystawiona na ocenę obcych ludzi. Musiałam się tego wszystkiego nauczyć. Wchodziłam do supermarketu i miałam wrażenie, że każdy patrzy, co wkładam do koszyka.

Mogło tak być.

Możliwe, ale ja za bardzo zwracałam na to uwagę. Teraz wchodzę i w ogóle na to nie patrzę. Wkurzał mnie też wizerunek, jaki mi wtedy stworzono. Pisali o mnie, że jestem rozchichotana i nic więcej. Taka „dziumdzia” albo „matka Polka”. A ja taka nie jestem. Oczywiście jestem radosna, lubię ludzi, świat, lubię żyć. Ale mam charakterek i potrafię być różna. Wychowałam się na osiedlu ZWM, na blokowisku w Opolu. Dużo imprezowałam. Wiadomo, jak wychowywały się dzieci na starych blokowiskach – nie były za grzeczne i ja taka również nie byłam. Jestem kulturalna i dobrze wychowana, ale nie lubię infantylizmu.

Jak Wam się układa teraz?

Bardzo dobrze. Super. Rafał kończy swoją płytę. Ma już dziewięć utworów, może jeszcze jeden i będzie komplet. Bardzo się z tego cieszę, uwielbiam jego muzyczny styl i piosenki, które tworzy. Myślę, że przez te lata dojrzał artystycznie. Długo wahał się, w którą stronę pójść – czy nagiąć się i nagrywać typowe hity do radia, które w ogóle go nie kręcą, czy robić coś swojego. Ja zawsze uważałam, że powinien robić swoje. Ale przez to, że miałam dużo pracy, a on trochę mniej, miał potrzebę, żeby wydać coś, co będzie hitem. A to nie tędy droga. Hit powstaje wtedy, kiedy robimy coś od serca. 

Barbara Kurdej-Szatan, VIVA! 15/2020
Fot. Marlena BieliNska/Move Picture

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.