Kobiecy zawał serca
Fot. Adobe Stock
#czytajdlaprzyjemności

Ekspertka o kobiecym zawale serca: „Wygląda inaczej, dlatego można go nie rozpoznać”

Sprawy sercowe u kobiet

Katarzyna Podhorecka 28 września 2019 14:46
Kobiecy zawał serca
Fot. Adobe Stock

Zdarza ci się słyszeć bicie własnego serca w trudnych sytuacjach? Pod wpływem stresu serce kurczy się szybciej i mocniej po to, żeby lepiej zaopatrzyć organizm w tlen i substancje odżywcze, niezbędne do walki z wrogiem lub ucieczki. 

– Jeśli takie głośne bicie serca zdarza się rzadko i szybko mija, to nie ma powodów do niepokoju – tłumaczy dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly, specjalistka chorób wewnętrznych ze szpitala Medicover w Warszawie. Ale jeśli w ten sposób serce reaguje na najmniejszy stres, to byłoby dobrze, gdyby jego pracy przyjrzał się kardiolog. Takie nerwowe sytuacje fundują sercu dodatkową pracę, a to nie jest dla niego korzystne. Jeśli powtarzają się często, mogą doprowadzić do arytmii, którą potem trzeba leczyć do końca życia. Lepiej zawczasu się zastanowić, co możemy zrobić, żeby uchronić przed nią serce. 

Oczywiście trudno byłoby wyeliminować stres z życia, ale co na pewno możemy zrobić, to nauczyć się lepiej sobie z nim radzić. Pomagają w tym rozmaite techniki relaksacji, specjalne treningi rozbrajania stresu, mindfulness i joga. 

Kobiecy zawał serca jest inny

Przesadne reakcje na stres wynikają z nieco bardziej wrażliwej natury kobiecego serca, a konkretnie większej u kobiet niż u mężczyzn aktywnością układu współczulnego odpowiedzialnego za reakcję na stres. Dowodem na to jest typowo kobieca przypadłość, jaką jest przypominający zawał zespół takotsubo, nazywany także zespołem złamanego serca. Jego przyczyną jest nagły skurcz naczyń wieńcowych spowodowany wyrzutem do krwi dużej ilości hormonów stresu. Prawie zawsze zdarza się to pod wpływem silnych emocji, takich jak np. utrata pracy, śmierć bliskiej osoby czy wygrana w totolotka. Skurcz naczyń zmniejsza dopływ krwi do serca i prowadzi do niedokrwienia. 

– Objawy zespołu takotsubo, badanie EKG i obecność we krwi specyficznych enzymów charakterystycznych dla martwicy mięśnia sercowego wskazują na zawał serca – mówi dr Wachowska-Kelly. Jednak w przypadku samego takotsubo niedokrwienie przemija samoistnie, kiedy stres puści, i zwykle nie pozostawia trwałych śladów. Inaczej jest w zawale. Tutaj niedokrwienie nie mija samoistnie i zwykle pozostawia w sercu trwałe ślady. Im dłużej trwa, tym mniejsze szanse, że serce odzyska dawną sprawność.

Kardiolodzy mówią o „złotej godzinie”. Jeśli w tym czasie chory trafi do ośrodka kardiologicznego i zostanie właściwie zdiagnozowany i leczony (często stosuje się angioplastykę wieńcową, która polega na udrożnieniu zatkanego naczynia), ma szansę, że zawał nie będzie miał istotnego wpływu na jego dalsze życie i sprawność. Dlatego, jeśli ból w klatce piersiowej w czasie spoczynku nie mija po 15–20 minutach i nasila się po wysiłku, należy niezwłocznie wezwać karetkę. 

– Niestety, kobiety często bagatelizują ten objaw, gdyż mają wyższy niż mężczyźni próg wrażliwości na ból – zauważa internistka. – Mówią sobie, że to nic takiego, zaraz przejdzie. Tłumaczą: „Przecież nie raz mocniej bolał mnie brzuch, gdy miałam okres”. 

Poza tym objawy kobiecego zawału bywają nietypowe. Zamiast bólu w klatce piersiowej może na niego wskazywać ból szyi czy karku promieniujący do żuchwy. Czasami jest to ból pleców i ramion. Kobiety często nie kojarzą tych objawów z zawałem z tej prostej przyczyny, że spodziewają się go u ojca lub męża, ale nie u siebie. Mówi się przecież, że kobiece hormony chronią serce przed zawałem. 

– To prawda, ale tylko w odniesieniu do młodych kobiet, które mają estrogenów pod dostatkiem – wyjaśnia internistka. – Po 45–50. roku życia, gdy jajniki produkują coraz mniej estrogenów, zagrożenie zawałem wzrasta, a po menopauzie jest już tak samo duże, jak u mężczyzn. 

Waga ciała wpływa na ryzyko zawału

Kobiety w drugiej połowie życia z powodu naturalnego spowolnienia metabolizmu często tracą kontrolę nad wagą. Odkładająca się w okolicy brzucha tkanka tłuszczowa wytwarza substancje prozapalne, które nasilają procesy miażdżycowe. 

– Pacjentki ok. 50. roku życia zauważają, że cholesterol, który dotychczas utrzymywał się w normie, po menopauzie nagle zaczyna rosnąć, podobnie jak ciśnienie i poziom cukru – zwraca uwagę dr Wachowska-Kelly. Wszystkie te zmiany są niebezpieczne dla serca. Dlatego kobieta w tym czasie powinna szczególnie uważnie obserwować swój organizm i być pod dobrą opieką lekarską. 

Wysoki cholesterol, a przede wszystkim sytuacja, kiedy wysoki jest „zły” cholesterol, czyli LDL, a niski „dobry”, czyli HDL, to poważne czynniki ryzyka miażdżycy, czyli odkładania się blaszki miażdżycowej na wewnętrznych ścianach naczyń. Blaszka może w każdej chwili pęknąć i niesiona prądem – zatkać naczynie wieńcowe, powodując wtedy zawał serca, lub naczynie mózgowe, powodując udar mózgu. Jak do niego nie dopuścić? 

– Ryzyko poważnych konsekwencji może obniżyć i to znacząco, rzucając palenie, zmieniając dietę i zwiększając aktywność fizyczną – mówi dr Wachowska-Kelly. Nikotyna powoduje skurcz naczyń i sztywnienie ich ścianek, a także nasila procesy miażdżycowe, nie tylko u osób, które wypalają paczkę dziennie! Jeśli chodzi o dietę, to w codziennym menu trzeba przede wszystkim ograniczyć spożycie tłuszczów zwierzęcych, czyli tłustych wędlin, mięs i tłustego nabiału, oraz węglowodanów prostych – nie tylko słodyczy, lecz także przetworów z białej mąki. Warto za to zwiększyć ilość warzyw w diecie, bo zawierają błonnik, który wiąże cholesterol i zmniejsza jego wchłanianie w jelitach. 

Sojusznikiem serca jest też nasza aktywność fizyczna. Wystarczy co drugi dzień wybrać się na energiczny 30-, 40-minutowy spacer, basen albo poćwiczyć na bieżni. Dobrze jest kontrolować przy tym tętno. Powinno być lekko podwyższone w porównaniu ze spoczynkowym – optymalnie 110–130 uderzeń na minutę. Bardziej intensywny i dłuższy niż 45 minut trening nie przynosi sercu dodatkowych korzyści zdrowotnych. 

Jeśli zmiana stylu życia nie spowoduje dostatecznego obniżenia ciśnienia, poziomu cholesterolu i cukru, trzeba wdrożyć leczenie farmakologiczne. Przyjmowanie leków nie oznacza wcale, że możemy już spokojnie wrócić do wcześniejszych przyzwyczajeń kulinarnych, zrezygnować z aktywności fizycznej i wrócić do palenia. Same leki – bez zmiany stylu życia – chronią serce mniej skutecznie. Nie lekarstwa, ale dopiero wdrożenie nowych, zdrowszych przyzwyczajeń pozwoli nam pozbyć się nadwagi i otyłości – a każdy zgubiony kilogram odciąży serce. U osób otyłych pracuje ono znacznie ciężej niż u szczupłych, bo musi zaopatrzyć w krew większą ilość tkanek. 

– Aby sprostać temu zadaniu, serce musi się mocniej kurczyć. W konsekwencji tego zachowuje się jak każdy nadmiernie obciążony mięsień, czyli rozrasta się, dlatego u osób otyłych obserwujemy często powiększenie lewej komory serca, czyli kardiomiopatię przerostową – tłumaczy internistka. 

Otyłość sprzyja też zaburzeniom rytmu serca, np. migotaniu przedsionków, chorobie wieńcowej i nadciśnieniu – bo ono wynika właśnie z mocnych skurczów serca. Zbyt wysokie ciśnienie krwi powoduje, że napiera ona mocniej na ściany naczyń krwionośnych. Wtedy rośnie ryzyko pęknięcia i oderwania blaszki miażdżycowej, a więc zawału serca i udaru mózgu. Nadciśnienie powoduje także poszerzenie tętnic. I tak jak w pompowanym coraz bardziej balonie, staną się one coraz cieńsze. 

– Z nadciśnieniem naprawdę nie ma żartów! Jeśli utrzymuje się nawet po zmianie diety i stylu życia na bardziej aktywny, bezwzględnie trzeba je leczyć – uczula dr Wachowska-Kelly. A najlepiej, gdyby udało nam się do niego w ogóle nie dopuszczać: w miarę możliwości trzymać w ryzach swoją wagę i zmniejszyć ilość soli w diecie maksymalnie do jednej łyżeczki na dobę, bo jony sodowe powodują wzrost ciśnienia. 

Kobieta z żelaza – uwaga na niedokrwistość

Poważnym problemem dla serca może być też częsta wśród kobiet niedokrwistość. Na pierwszy rzut oka jedno z drugim nie ma za dużo wspólnego, ale dr Wachowska-Kelly tłumaczy, że jest wprost przeciwnie: 

– Niedokrwistość oznacza zbyt niski poziom hemoglobiny, czyli czerwonego barwnika krwi, który ma zdolność wiązania tlenu. Dzięki niej krew transportuje ten życiodajny pierwiastek do każdej komórki organizmu. I jeśli we krwi będzie zbyt mało hemoglobiny, aby zaopatrzyć tkanki w odpowiednią ilość tlenu, serce będzie musiało pompować ją szybciej. Dlatego musi bić szybciej, a to oznacza więcej skurczów. Serce, które kurczy się znacznie szybciej, niż powinno, pracuje znacznie ciężej, niż powinno. Po latach może to doprowadzić do powiększenia serca, a nawet jego niewydolności – mówi. 

Abyśmy mogły niedokrwistość skutecznie leczyć, najpierw musimy ustalić jej przyczynę – bo możliwych jest kilka. Najczęściej jest to niedobór żelaza spowodowany zbyt obfitymi miesiączkami, nieprawidłową dietą albo zaburzonym wchłanianiem tego pierwiastka. To ostatnie może być np. związane z nadużywaniem przez nas dostępnych bez recepty leków przeciwbólowych. 

– Tego typu leki uszkadzają błonę śluzową żołądka i powodują mikrokrwawienia oraz zaburzenia flory bakteryjnej jelit – mówi dr Wachowska-Kelly. 

Jeśli równowaga między „dobrymi” a „złymi” bakteriami żyjącymi w przewodzie pokarmowym zostanie naruszona (a tak się może stać nie tylko poprzez leki przeciwbólowe, lecz także np. częste i długie stosowanie antybiotyków albo popularnych i tylko pozornie bezpiecznych preparatów na zgagę), na powierzchni błony śluzowej żołądka i jelit rozwija się stan zapalny. Wtedy wchłanianie ważnych substancji odżywczych, w tym żelaza, może być upośledzone. 

– W takiej sytuacji może pomóc kuracja odpowiednimi szczepami bakterii probiotycznych: udowodnione działanie kliniczne w poprawianiu wchłaniania żelaza ma szczep Lactobacillus plantarum 299v. 

Kuracja powinna trwać jednak co najmniej kilka tygodni i powinna jej towarzyszyć zdrowa, bogata w błonnik dieta – tłumaczy lekarka. 

Zaburzenia flory bakteryjnej również z innego powodu są ryzykowne dla naszego serca. Sprzyjają zaburzeniom metabolicznym, np. insulinooporności oraz tyciu, a większa waga, jak już zostało wspomniane wcześniej, wymusza na naszym sercu cięższą pracę. 

– Patogenne szczepy w jelitach mają zdolność trawienia resztek pokarmowych, które w normalnych warunkach są usuwane wraz z kałem – tłumaczy dr Wachowska-Kelly. Co to konkretnie oznacza? Ano to, że kiedy „złych” bakterii jest za dużo, organizm może pozyskiwać na dobę nawet 200 dodatkowych kcal. W skali roku to może oznaczać nawet kilka dodatkowych kilogramów. Co więcej, odpowiednie probiotyki obniżają poziom hormonów stresu w stresowych sytuacjach, pomagają organizmowi lepiej sobie z nimi radzić i w ten sposób unikać napędzanych stresem sercowych perturbacji.

Przez całe twoje życie ten mięsień pracuje bez wytchnienia. Nie dokładaj mu dodatkowej pracy: nie pal, lecz nadciśnienie, kontroluj swoją wagę i stres. 

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Wydanie de Luxe VIVA!, a w nim: ANJA RUBIK o tym, jak się czuje w roli singielki i o planach na przyszłość. Intymna sesja KINGI KORTY z synkiem GREYSONEM i inspirująca rozmowa na temat późnego macierzyństwa. Skandalista i geniusz – ELTON JOHN. RODZINA KOKCZYŃSKICH, właścicieli Park Cafe w Konstancinie, o tym, jak stworzyć „fajne miejsce”.