przemyślane zakupy
Fot. getty images
#lepszeżycie

Coach zdrowia, Marta Pawłowska prześwietla sklepowe triki, które nami manipulują

Muzyka, światło, zapach, emocje…

Wika Kwiatkowska 4 września 2019 21:39
przemyślane zakupy
Fot. getty images

Każdego dnia podejmujemy około 250 decyzji dotyczących jedzenia. Z czego 60 procent nawykowo, bezrefleksyjnie. Na tym też opiera się agresywny marketing. Jak się przed nim bronić? Mówi w „Urodzie Życia” Marta Pawłowska, coach zdrowia rodziny i specjalistka w dziedzinie psychofizycznych zaburzeniach odżywiania. 

Wika Kwiatkowska, „Uroda Życia”: Jakie bodźce najbardziej działają na nas w sklepach?

Marta Pawłowska: Człowiek generalnie pragnie tego, co zobaczy. Ale jesteśmy też bardzo czuli na zapachy. W psychologii jedzenia jest takie pojęcie jak smakowitość – to smak plus aromat, plus rytuał związany z jedzeniem. Dlatego zapach pieczywa w supermarketach często jest ważniejszy niż sam jego widok. Bo kojarzy się z domem, pyszną pajdą chleba z masłem. Wystarczy, że w części marketów stanowiska z pieczywem znajdują się blisko wejścia, a już zaczynają nam pracować ślinianki, mamy większy apetyt, smak na całe zakupy.

Co jeszcze na nas działa?

Muzyka ma nam dawać poczucie komfortu zakupów. Światło – właściwie oświetlać to, co mamy kupić. Zwróćmy uwagę na to, że w sklepach nigdzie nie widać zegarów. Zegar to wróg sklepów. „Take your time… Relax…” I komponuj swój obfity wózek. Z założenia tak jest. Ale też sposobem na nas, klientów sklepów, jest komunikowanie presji czasu: „O rany, w niedzielę sklep zamknięty, kupujmy jak najwięcej, bo pomrzemy z głodu!”.

Kupujemy zmysłami i… emocjami

Nasze pokolenie zdążyło się uodpornić na reklamę. Chyba zachowujemy ostrożność wobec tego, co nam podsuwają producenci?

Jesteśmy bardziej świadomi i,  teoretycznie, bardziej selektywni. Wymusiliśmy bardziej wysublimowane działania marketingowe. Pytanie, czy one podążają za nami, czy też jednak my za nimi? Główne przekazy, które na nas działają, są stale takie same: wszyscy chcemy być mądrymi matkami i  ojcami, pięknymi i szczupłymi kobietami lub pociągającymi, odważnymi mężczyznami. Więc jeżeli dostajemy przekaz, że posiadanie jakiegoś produktu sprawi, że tacy będziemy – kupujemy. Nie działa na nas przekaz: „Kup ten krem, będziesz miała bardziej świetlistą cerę”, ale „60 procent badanych kobiet potwierdza skuteczność tego preparatu” już tak. Chcemy dowodów naukowych i je dostajemy, choć ich nie weryfikujemy. Jesteśmy też wyczuleni na emocje: „Merci, tak podziękuję ci…”. I już nie ma podziękowania bez czekoladek. No i oczywiście przekaz oszczędnościowy: „Bądź mądry, kupuj taniej”.

To przemawia do naszej praktycznej strony.

Bo Polak mądry to taki, który kupuje ekonomicznie: „Duże opakowanie bardziej się opłaca”. I idziemy za tym, pomijając choćby kwestię zdrowia. Bierzemy opakowania większe, tak zwane rodzinne. Genialny marketingowy chwyt! Jak nie kupić czegoś, co jest dobre dla budżetu mojej rodziny? 

Nie jest?

Opakowanie rodzinne to złudna oszczędność i w moim przekonaniu niezwykła manipulacja. Ubranie w  rozmiarze XXL kojarzy nam się z otyłością, za to opakowanie rodzinne – już pozytywnie. Ale jeśli uświadomimy sobie, że kupując rzeczy w wersji mega, zwykle jemy więcej, tyjemy i po prostu dajemy się oszukiwać – to ta świadomość rodzi w nas bunt. 

Poszłam niedawno ze znajomym dzieckiem na film. Poprosiło mnie: „Ciociu, kup mi popcorn”. Zamówiłam mały, na co usłyszałam: „Ale jeżeli zapłaci pani złotówkę więcej, to dostanie pani zestaw XL”. Ja nadal naiwnie: „Ale my potrzebujemy tylko małego”. „To jedynie złotówka więcej, a porcja jest trzy razy większa!”. Kobieta nie dawała za wygraną, nie mogła zrozumieć, że nie chcę trzy razy więcej popcornu. Nauczyliśmy się, że jak nam dają więcej za mniej, to trzeba brać. A to pułapka. Bo to też trzeba zjeść, bo dane. I tyjemy…

Dlaczego nie brać, jeśli się opłaca?

W jakim celu mam jeść w takiej dużej ilości wysokoprzetworzoną żywność nasączoną tłuszczem i solą? Kiedy fast food pojawił się w latach 20. XX wieku w Stanach Zjednoczonych, miał być jedynie przekąską, czymś małym między posiłkami. Jednak zafunkcjonował w  rozpędzonym świecie tak mocno, że proporcje się odwróciły – to, co miało być tylko przekąską, stało się treścią posiłków, zaczęliśmy jeść gorzej i więcej. I tak człowiek zaczął puchnąć. Zawsze mnie irytuje, gdy słyszę, jak firmy produkujące bardzo słodką, wysokoprzetworzoną żywność głoszą, że nie można ingerować w zakupy konsumentów, bo przecież nie jesteśmy głupi i wiemy, co wkładamy do koszyków.

A nie wiemy? 

Wyłączamy rozum. Działamy nawykowo – kupujemy to, co jest kolorowe i  smacznie pachnie. Ponadto, ponieważ jest dopuszczone do sprzedaży, powinno być zdrowe. A jeśli do tego na opakowaniu jest dużo bieli – wierzymy, że jest to „prawie” dietetyczne. 

Na przykład batoniki fitness?

Nie zdziwię się, kiedy się pojawią pączki fitness! Na pewno będą miały zieloną posypkę. Zielony kolor sugeruje przecież, że dany produkt jest eko, bio lub fit. Producenci doskonale wiedzą, jakie mamy oczekiwania i co nam zaproponować. Za to my możemy czytać etykiety. Trzeba wreszcie odrobić tę lekcję. Podobnie jak kiedyś musieliśmy się nauczyć myć zęby, ścielić łóżko czy pracować na komputerze. Nie ma usprawiedliwienia dla niewiedzy. Musimy otworzyć oczy, by kupować i jeść świadomie. Uwielbiam ten moment, kiedy idę z moimi podopiecznymi na sesję do sklepu, w  którym na co dzień robią zakupy. Czytają wtedy etykiety i zderzają się z prawdą o tym, co wrzucają do koszyka. Do dzisiaj pamiętam jednego z nich, menedżera wysokiego szczebla, który po raz pierwszy przeczytał skład na tak zwanych nektarach. Powiedział, że to zwykłe oszustwo. Bo na opakowaniu widzimy piękną pomarańczę, a w składzie pomarańcza jest na trzecim albo czwartym miejscu. 

To jak nie dać się zmanipulować?

Zachowując zdrowy rozsądek. Porównując nasze oczekiwania z tym, po co faktycznie sięgamy. I pamiętając, że kupujemy oczami. Jestem przeciwko teoriom spiskowym – nie posądzajmy wszystkich producentów, że czyhają na nasze portfele, zdrowie i życie. Jednak patrzmy i bierzmy odpowiedzialność za to, co wybieramy, co wkładamy do koszyka, czym karmimy nasze dzieci. Nie dajmy się zwariować.


Rozmowa z Martą Pawłowską ukazała się w „Urodzie Życia” 11/2018

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Napisałam tę książkę po to, żeby oczyścić siebie dla dzieci. Żeby nie mieć już bagażu”, mówi w poruszającym wywiadzie wybitna pływaczka, OTYLIA JĘDRZEJCZAK. Były mąż Anji Rubik, SASHA KNEZEVIC, rozpoczął nowe życie – jako tata i jako… artysta. DEMI MOORE odkrywa mroczne strony swojego życia. Ile zostało z buntowniczki w MAŁGORZACIE OSTROWSKIEJ?