#czytajdlaprzyjemności

Maria Dębska o aktorstwie i… pracy z mamą:  „Gdy słyszę: »Tobie jest łatwiej«, to chce mi się śmiać”

Niedługo wcieli się w wampa. Zagra Kalinę. Tę Kalinę.

Wika Kwiatkowska 10 sierpnia 2019 10:39
Maria Dębska o Kalinie Jędrusik
Fot. Zuzanna Szamocka

Maria Dębska już na nikogo „nie wyrasta” – ona już JEST jedną z największych aktorek młodego pokolenia. Po przejmującej roli Magdy w „Zabawa zabawa” wkrótce zobaczymy ją w kolejnych kinowych filmach: „Piłsudskim”, gdzie u boku Borysa Szyca w roli Józefa Piłsudskiego zagra jego partnerkę, Aleksandrę Szczerbińską, oraz filmie o Kalinie Jędrusik, w którym wcieli się w samą tytułową bohaterkę. A najciekawsze jest  to, że na początku wcale nie planowała zostać aktorką! W „Urodzie Życia” opowiada o pożegnaniu z pierwszą pasją i o tym, czego musiała się nauczyć, gdy zdecydowała się na aktorstwo. 

Wika Kwiatkowska, „Uroda Życia”: Zagrałaś niedawno w „Zabawa zabawa”: filmie swojej mamy, Kingi Dębskiej. Spotkałaś się z opinią, że miałaś ułatwiony start?

Maria Dębska: Kiedy ktoś mówi: „Tobie jest łatwiej”, to mi się śmiać chce. Bo nie jest łatwiej, tylko inaczej, często trudniej. Jako reżyser piekielnie dużo ode mnie wymaga. Przez całe zdjęcia do filmu „Zabawa zabawa” przekleństwem było dla mnie to, że ona mnie tak dobrze zna. Myślę, że nasza relacja jest intensywna i bywamy dla siebie bezwzględne. Kiedy tylko weszłyśmy na plan, jako pierwszą kręciliśmy scenę gwałtu. Wszyscy pukali się w czoło. Nie było to łatwe ani dla mnie, ani dla niej.

Ale nie odpuściła?

Odpuszczanie nie jest w jej stylu. Chyba wiedziała, że sobie poradzę. A ja skupiam się na swojej pracy, czy to z mamą, czy bez. Nie chce mi się nikomu niczego udowadniać. Było ostro, ale ja to lubię. To był mocny projekt. Zrobiłyśmy wspólnie film, a teraz jest czas na to, żeby każda robiła swoje.

Zobaczymy cię w rolach dwóch niezwykłych kobiet: seksbomby Kaliny Jędrusik i bojowniczki o niepodległość Aleksandry Szczerbińskiej – premiera filmu „Piłsudski” już we wrześniu.

To niesamowite, że się nie słyszy o tej kobiecie! Kiedy Michał Rosa powierzył mi w „Piłsudskim” rolę Szczerbińskiej, okazała się dla mnie odkryciem: jeździła pociągami z Belgii do Krakowa i pod suknią, w specjalnie zaprojektowanym gorsecie, przewoziła granaty i pistolety dla Legionów. Grałam z takim obciążeniem dwie sceny i ledwo mogłam chodzić! Mój gorset ważył jakieś 10 kilogramów, a jej – 20. Należała do PPS-u, zakochała się Piłsudskim, on w niej, ale jego pierwsza żona nie dawała mu rozwodu. Kiedy zmarła, oni mieli już dziecko. I dopiero wtedy, po kilkunastu latach romansu, wzięli ślub. Dla mnie fascynujące są kobiety, o których historia zapomniała: odważne, świadome siebie, ryzykujące dla wartości.

A Kalina Jędrusik? Zagrać ikonę to wyzwanie?

Jestem trochę przesądna, więc dopóki na jesieni nie wejdę na plan, nie chcę mówić o roli. Żeby nie zapeszyć. Ale oczywiście bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać ten casting.

Dla twojego pokolenia to już postać z historii kina – zmarła w roku, w którym się urodziłaś!

I zakończyła karierę w teatrze, w którym teraz jestem. Ale odkąd pamiętam, była dla mnie wielką postacią. Wychowałam się w domu, w którym panował taki trochę sentymentalny duch. W latach 90., kiedy byłam dzieckiem, moi dziadkowie wciąż słuchali muzyki z czasów swojej młodości. W salonie tańczyli do piosenek z Kabaretu Starszych Panów czy Jerzego Połomskiego. A ja byłam bardzo blisko z dziadkami i wychowałam się na tych starych hitach. Więc dla mnie zanurzenie się w świat lat 60. nie jest czymś sztucznym.

Kiedy miałaś 13 lat, twoja mama wyjechała na studia filmowe do Pragi, na dwa lata. Naprawdę zamieszkałaś wtedy sama?

Musiałam szybko dojrzeć. Rano chodziłam do gimnazjum, potem do szkoły muzycznej, wieczorem ćwiczyłam na fortepianie. A jeszcze miałam psa, którego trzeba było wyprowadzać na spacer. Na początku nie było to łatwe. Nie chcę powiedzieć, że byłam dorosłym dzieckiem, ale zawsze dużo się ode mnie wymagało. Miałam wtedy duże wsparcie ze strony dziadków, którzy mieszkali niedaleko. Nie było nic lepszego niż obiad u babci.

Nie miałaś czasu na tak zwane głupoty?

No nie. Może to i dobrze. Nie oceniam mamy, nie mam jej za złe tego, że była w Pradze. Gdybym miała nieszczęśliwą matkę, która co prawda gotuje mi obiady, ale nie pojechała za swoją pasją, to nie byłoby dobre. Myślę, że ten czas mnie umocnił. Czułam się ważna – kiedy mama wracała, zdawałam jej relację z tego, co się wydarzyło. I że sobie ze wszystkim poradziłam.

Maria Dębska o Kalinie Jędrusik
Fot. Zuzanna Szamocka

A dlaczego rzuciłaś Akademię Muzyczną, nie zostałaś pianistką?

To bardzo samotny zawód. Przy fortepianie czułam się zawsze stłamszona, występy odbierały mi energię. A aktorstwo dodaje mi skrzydeł – mam wrażenie, że jestem wolna, mogę wszystko. Co prawda pierwszy raz zdawałam do szkoły teatralnej zupełnie nieprzygotowana. Poszłam tam po prostu dla towarzystwa, z moim ówczesnym chłopakiem i przyjaciółką. Ale usłyszałam od komisji, że jeżeli się przygotuję, to następnym razem się dostanę.

No i?

I mimo że nigdy wcześniej nie chciałam zostać aktorką – było mi też bardzo dobrze z tym, że robię coś innego niż mama – w tajemnicy przed Akademią Muzyczną zaczęłam się na serio przygotowywać do szkoły aktorskiej. Żeby na to zarobić, uczyłam dzieci gry na fortepianie.

I dostałaś się do filmówki?

Tak, chociaż wciąż traktowałam to trochę jak kaprys. I kiedy się udało, to się popłakałam, bo nie wiedziałam, co mam robić: zostać na Akademii czy iść do Szkoły Filmowej. To był czas, kiedy moi dziadkowie zaczęli gwałtownie chorować i odchodzić. Siedziałam z nimi w szpitalu pomiędzy wszystkimi egzaminami i mało mnie one obchodziły. Ale musiałam dokonać wyboru. Pamiętam, jak stwierdziłam: „Dobra, niech już będzie to aktorstwo”. Dopiero później zrozumiałam, co zrobiłam. Że rzuciłam coś, czym się zajmowałam przez 15 lat.

Grywasz dla przyjemności?

Kiedy tylko mogę. I bardzo chciałabym kiedyś zagrać pianistkę. Nikt nigdy mnie nie zmuszał do muzyki, to był mój świat. Mój spokój, mój rozwój emocjonalny. Jako dzieciak siedziałam na Konkursie Chopinowskim pod sceną po turecku i słuchałam – pianiści to byli moi idole, prawdziwa miłość.

Dyscyplina wyniesiona z muzyki klasycznej wpływa na to, jak pracujesz jako aktorka?

Kiedy przyszłam do szkoły filmowej, wszyscy profesorowie mówili mi, że muszę zdjąć gorset pianistki. Już nie mogłam tego słuchać, bo czułam, że to jest część mnie. A oni tłumaczyli, że aktorstwo nie polega na tym, że jeśli się coś precyzyjnie wyćwiczy, to wtedy będzie wychodzić, jak w muzyce czy sporcie. Tutaj warsztat jest ważny, ale niezbędne są też improwizacja, intuicja, wyobraźnia i luz. Więc mnie gięli i „psuli”, mam wrażenie, że ten gorset pianistki trochę już w szkole zdjęłam. Ale ja lubię „psuć się i wyginać”, pewnie dlatego nie marzę o graniu „bezpiecznych” bohaterek. (śmiech)

Lubisz przekraczać kolejne granice?

Bez wyzwań szybko się nudzę. Sprawia mi przyjemność sięganie poza znajome, bezpieczne środowisko. Lubię nie być grzeczna, łamać wyobrażenia o sobie. Słowa: „Tego to chyba nie zrobisz!” są dla mnie motywacją.

Kalina Jędrusik ze Stanisławem Dygatem byli w związku, który dzisiaj nazwalibyśmy poliamorią. Wyobrażasz sobie, że mogłabyś tak żyć?

Nie. Jestem za bardzo zakochana. Ale zagrać kogoś takiego to przyjemność.

Rozmowa z Marią Dębską ukazała się w „Urodzie Życia” 08/2019

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trzy kobiety, które w najnowszym serialu Polsatu „Zawsze warto” połączyło przypadkowe dramatyczne wydarzenie: Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska i Julia Wieniawa. Edyta Geppert o pasji śpiewania i życiowych wyborach oraz Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski o tym, co ślub zmienił w ich życiu.