Ida Nowakowska o rodzicach
Fot. Iga Maćkiewicz
#czytajdlaprzyjemności

Ida Nowakowska niezwykle wzruszająco o rodzicach: „Czuję, że tata wciąż ma mnie na oku”

„Kiedy umarł, to był dla mnie koniec świata”.

opracowała Marzena Rogalska 5 września 2019 20:39
Ida Nowakowska o rodzicach
Fot. Iga Maćkiewicz

Ida Nowakowska jest znakomitą, świetnie wykształconą tancerką, udowodniła swoją wiedzę też jako jurorka w show „Dance, dance dance”, a teraz potwierdza swój talent jako prowadząca „Pytanie na śniadanie”. Ale w „Urodzie Życia” Ida Nowakowska opowiada Marzenie Rogalskiej przede wszystkim o relacji z ojcemMarkiem Nowakowskim, nieżyjącym już wybitnym pisarzem, opozycjonistą z czasów PRL, legendą. Posłuchajcie jej opowieści:

Najwcześniejsze dzieciństwo
Mama urodziła mnie, kiedy była dojrzałą kobietą. Mieszkała w USA, gdzie odniosła sukces – pracowała dla „New York Timesa”, robiła grafiki dla największych firm amerykańskich, studiowała reżyserię i miała praktyki w CNBC TV. Rodzice spotkali się w Paryżu i zakochali. Tata przyjeżdżał do Nowego Jorku. Kiedy skończył się komunizm, tata przywiózł mamę do Polski. Wychowywałam się w Ameryce, Paryżu i Polsce. 

Od początku rodzice wszędzie mnie ze sobą zabierali, nosili mnie w koszyku czy torbie, gdzie tylko się dało, na wystawy, do opery. Mama obserwowała uważnie, co mi się podoba, a potem pozwalała mi się rozwijać w tych kierunkach. Uczyłam się gry na pianinie, gimnastyki artystycznej, jeździłam na łyżwach, nartach, ale moją pasją stał się taniec. Mama dbała o to, żebym była pewna siebie i odważna, ale robiła to niezwykle mądrze. Potrafiła mnie krytykować bez piętnowania, uczyła wiary w siebie, ale też, żeby ta wiara była pokorna. Ja w ogóle wychowałam się w wierzącym domu, za co jestem wdzięczna moim rodzicom. Wychowano mnie w wierze, że jest coś większego niż my, że trzeba zawsze ciężko pracować, ale też zachować dystans. 

Moje dzieciństwo to także Paryż, do którego chętnie zabierała mnie mama, mieszkał tam i tworzył mój wujek, słynny malarz Jan Lebenstein. Był wybitną postacią i moja mama jako młoda osoba zainspirowała się jego twórczością. Wynajęli razem samochód i przejechali całe Stany Zjednoczone, z ich podróży jest wiele rysunków. Potem mama zrobiła o wujku film. Wujek niezwykle sobie cenił słowo, przyjaźnił się z wieloma pisarzami: Miłoszem, Herlingiem-Grudzińskim, Herbertem... i wreszcie bardzo przyjaźnił się z moim tatą. I ja – mała dziewczynka pomiędzy tymi wielkimi postaciami. Jak taki mały szary gołąbek pomiędzy kolorowymi ptakami, który chciałby wznieść się tak samo wysoko w górę i zobaczyć to, na co oni patrzą. 

Tata, Marek Nowakowski 

Tata nauczył mnie miłości do słowa. Myślałam, że każdy tyle czyta, co on. Pamiętam, jak odbierał mnie z przedszkola czy ze szkoły, a potem szliśmy na Koszykową do księgarni i tata mówił: „Wybierz sobie coś”. To było super! Chodziliśmy też razem na kawę, byłam wtedy mała i bardzo lubiłam, kiedy siadaliśmy przy stoliku, a on mi coś czytał. Od początku traktował mnie poważnie. Był starszym ojcem, nie miał dzieci przede mną i pewnie nie planował potomstwa. Dopiero, jak zobaczył moją mamę i się w niej zakochał, to był pewien, że właśnie z nią chce mieć rodzinę. Wcześniej jego rodziną i jego dziećmi były książki. 

Tata cały czas czytał i pisał. Nie dość, że pisał, to jeszcze czytał mi swoje opowiadania i pytał o opinię. Mnie, małą dziewczynkę, pytał, co o tym myślę! I co ciekawe, naprawdę słuchał, co mam na ten temat do powiedzenia. 

Rodzice tłumaczyli mi, co to są wartości. Mój tata w czasach komunizmu siedział w więzieniu, walczył o wyższe wartości, tak samo walczyła o nie mama. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale moi rodzice tyle mówili o komunie i walce o wolność, że mam wrażenie, jakbym dorastała w tamtych czasach, chociaż urodziłam się w 1990 roku, tuż po żelaznej kurtynie. Jestem dzieckiem wolności, czuję się jednak trochę starodawna i mam przekonanie, że skoro rodzice wywalczyli mi tę wolność, to powinnam z niej korzystać w piękny sposób i też o coś walczyć. Tego mi brakuje, może jest to w ogóle problem naszego pokolenia. Mamy wszystko, więc wydaje się, że nie ma czego zdobywać. 

Moje pojawienie się na świecie bardzo odmłodziło tatę, lubiłam w nim to, jaki był nowoczesny. Bardzo często odbierał mnie ze szkoły baletowej i zapraszał razem z koleżankami na obiad, opowiadał różne historie, pytał nas o wiele rzeczy, bo był ciekawy, co jest ważne dla młodego pokolenia. 

Po skończeniu liceum, kiedy bywałam już w nocnych klubach, zawsze był ciekawy, gdzie się teraz chodzi, o czym się rozmawia i co się pije. W opowiadaniu „Książę nocy” pisze o starej Warszawie, gdzie się kiedyś bywało i co się robiło, na przykład o barze Piotruś na Nowym Świecie, w którym często przesiadywał. Ale to nie było miejsce dla mnie, bo tam chodziło się głównie po to, żeby się napić. Natomiast nigdy nie byłam świadkiem tego, że tata chodzi gdzieś po nocach. Jak pojawiłam się na świecie, tata zaczął nowe życie, po prostu stał się ojcem, zresztą zdążył się wyszaleć, bo jak się urodziłam, miał 55 lat. 

Mało kłóciłam się z rodzicami i mało się przeciwko nim buntowałam. Nie miałam na to czasu, byłam naprawdę zapracowanym dzieckiem, a oni dawali mi równowagę. Książki, które podrzucał mi tata, dawały też odskocznię. Zaraził mnie miłością do literatury amerykańskiej: Steinback, Orwell... Z kolei mama podsuwała mi kieszonkowe wydania pięknych poezji i dzięki niej znam np. poezje księdza Twardowskiego. Tak mocno podziałała na mnie ta krótka forma, że sama zaczęłam pisać wiersze i nawet miałam odwagę pokazywać je tacie. Jego to cieszyło, dawał mi uwagi: „To za długo, to bym skrócił”, „A gdybyś to ujęła jednym słowem?”. Bo tata lubił wszystko skracać. I nawet jeśli mu się do końca ta moja poezja nie podobała, to i tak zawsze mówił: „Dobrze, pisz dalej”. 

Czasami pomagał mi pisać wypracowania do szkoły, a kiedyś napisał za mnie. Długo nie chciał dać się namówić, ale w końcu przekonałam go. Pani od polskiego uwielbiała mojego tatę, bardzo ceniła jego twórczość, zapraszała go na spotkania z uczniami, więc w szkole miałam z polskiego chody. Ale to wypracowanie dostało trójkę, co mocno mnie zdziwiło, nawet zapytałam, dlaczego dostałam trójkę. A pani na to: „Bo te zdania jakieś takie krótkie i nieskładne”. Wracam do domu i mówię: „Tata, zobacz, co dostałeś z wypracowania”, a on taki zadowolony pyta: „No co dostałem?”. „Trójkę – odpowiadam – obniżyłeś mi średnią, do tej pory miałam same piątki i szóstki, za słabo rozwinięte zdania były w tym wypracowaniu!” 

Jak tata umarł, to dla mnie był koniec świata. To się stało w 2014 roku, tuż przed moim dyplomem na studiach w Stanach. Mnie się wtedy zawaliło wszystko, łącznie z wiarą w Boga. 

Teraz czytam na nowo wywiady z tatą, czytam i słyszę jego głos. Jestem wdzięczna, że mam takie pamiątki po nim, że mogę wrócić do jego rozmów i poznawać go na nowo. Dojrzałam, więc pewne rzeczy, które pisał, mogę zrozumieć dopiero teraz. Mogę kontynuować naszą więź przez czytanie tego, co zostawił. Zawsze mówił, że zależy mu na tłumaczeniach jego książek – teraz to moje zadanie, moja misja, żeby przetłumaczyć je na angielski. Poza tym chciałabym, żeby mój mąż mógł przeczytać wszystkie książki mojego taty. 

Tak bardzo marzyłam, żeby tata odprowadził mnie do ołtarza... Mój mąż, Jack, tylko raz z moim tatą rozmawiał przez Skype’a. Żałuję, że nie mogli poznać się lepiej. Żałuję tych wszystkich rozmów, których nie odbyli. Długo nie umiałam sobie poradzić ze stratą, ale w którymś momencie dotarło do mnie, że ta pustka nigdy nie będzie zapełniona i że muszę zbudować nowe życie. Wiem, że mój tato nie chciałby, żebym rozpaczała. Życzyłby sobie, żebym dalej szła i robiła rzeczy, z których może być dumny.

Dużo chodzę po Warszawie. Dokładnie tak samo miał mój tata, lubił chodzić po mieście. Pamiętam, że czasami wyławiałam z tłumu ten jego charakterystyczny kaszkiet. Zresztą miałam taki nawyk, że go wypatrywałam. Bo on bronił się przed telefonem komórkowym. Nie można się było do niego dodzwonić, więc jak go zauważałam na ulicy, to biegłam z radością i krzyczałam: „Tato, tato!”. „To co robisz – pytał – może pójdziemy na kawę?” Przysiadaliśmy gdzieś, rozmawialiśmy. Czasem się zdarzało, że coś mu opowiadałam, a on nagle mówił: „Czekaj”, po czym brał serwetkę ze stołu, coś na niej zapisywał i chował do kieszeni marynarki. A ja zaciekawiona pytałam: „Co tam zapisałeś?”. Brakuje mi bardzo tych naszych spontanicznych spotkań, Warszawa jest dla mnie pusta, odkąd nie ma mojego taty. 

Mama – każda chwila z nią jest bezcenna

Teraz jestem jeszcze bliżej z mamą. Nie mam już taty i czuję, że każda chwila z mamą jest bezcenna. Niczego się nie boję, bo wierzę w życie w niebie, ale boję się, że nie będę w stanie przeżyć śmierci mamy. Mimo że mam męża, który jest moim najlepszym przyjacielem, to myślę, że mama jest jedyną osobą na tym świecie, która skoczyłaby za mną w ogień. Czasem siedzę w domu i dopada mnie lęk – i piszę natychmiast do mamy, czy wszystko OK, że jak coś jej się stanie, to ja wtedy umrę, nie przeżyję tego. A mama na to zawsze odpowiada tak samo: „Iduniu, dlaczego się boisz, jesteś przedłużeniem mojego życia, więc chcę, żebyś dalej żyła i była szczęśliwa. Wiedz, że zawsze będę czuwać przy tobie, ja się nie boję, że gdzieś odejdę, jeśli odejdę, to w lepsze miejsce”. 

Mama jest dla mnie wielką inspiracją do bycia w przyszłości dobrą mamą. Jak będę miała kiedyś dzieci, to chcę być dla nich tak dobra, jak moja mama dla mnie. I chciałabym mieć dzieci, póki mama jest jeszcze aktywna, żeby je trochę powychowywała, żeby im tę swoją magię przekazała. Podziwiam w niej umiejętność przebaczania. Niedawno odbierała mnie na lotnisku, jak wracałam z Bangkoku, byłam poirytowana, zmęczona podróżą. Mama coś mi opowiadała, a ja byłam dla niej po prostu niemiła. Poczułam się okropnie głupio, zadzwoniłam do niej: „Mamo, przepraszam, nie zasługujesz na taką córkę, jaką byłam dzisiaj”. A mama: „To, że mi to mówisz, oznacza, że wychowałam dobrą córkę, każdy ma takie chwile, ale to, że zdałaś sobie z tego sprawę i to powiedziałaś, jest dla mnie najważniejsze, więc ci wybaczam i już o tym nie rozmawiajmy”. Taka właśnie jest moja mama. 

Słowo „kocham” słyszałam od mamy bardzo często. Dużo mnie też przytulała. Do dzisiaj mamy takie hasło „family hug”, które wypowiedziane z ust kogokolwiek z rodziny powoduje, że w trakcie kłótni musisz się zatrzymać i natychmiast przytulić do drugiej osoby. Musisz to zrobić, choćbyś była nie wiem jak wściekła i zła. Tato nie był zbyt wylewny w okazywaniu uczuć, ale pamiętam, że przynosił mamie kwiaty, strasznie ją kochał i adorował, a jednocześnie trochę się wstydził takich romantycznych gestów. Był bardzo męski, taki dżentelmen w starym stylu. Nieśmiało uczył się czułych gestów, gestów mamy, która nie bała się okazywać uczuć. Czasem wychodziło to trochę niezgrabnie, ale ja to doceniałam i rozumiałam. Często mnie przytulał i mówił, że jest ze mnie dumny, a jak go pytałam: „Kochasz mnie?”, odpowiadał: „No”. „To powiedz to”, a tata: „Tak!”. To ja znowu: „Tata, no to powiedz to!”. I on wtedy mówił: „Kocham cię. Bardzo”. Wiem, że tata nie rzucał takich słów na wiatr i wiem, że to była zasługa mojej mamy, bo to ona uruchamiała w nim pokłady takiej czułości. Pokazała mu, że to także jest męskie. 

W maju minęła piąta rocznica śmierci mojego taty. Czuję, że wciąż ma mnie na oku i wierzę w jego opiekę. Pan Bóg mocno nas doświadczył, ponieważ w krótkim czasie zmarł tata, zaraz potem brat i siostra mojej mamy. Może chciał nas sprawdzić, nie wiem... Ale dałyśmy radę i myślę sobie o tym w taki sposób, że budujemy armię tam, na górze, a ta armia jest silniejsza i może więcej niż my tutaj. Tak sobie kombinuję w mojej szalonej wyobraźni, że oni wszyscy się tam spotkali i że sobie coś tam planują. Czasami modlę się do nich tak konkretnie: „Kochani, pewnie macie tam dobry czas, ale proszę, pomóżcie mi, potrzebuję waszego wsparcia”. I naprawdę wierzę w to, że oni wszyscy mi tam pomagają. Oczywiście z tatą na czele.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 7/2019

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Napisałam tę książkę po to, żeby oczyścić siebie dla dzieci. Żeby nie mieć już bagażu”, mówi w poruszającym wywiadzie wybitna pływaczka, OTYLIA JĘDRZEJCZAK. Były mąż Anji Rubik, SASHA KNEZEVIC, rozpoczął nowe życie – jako tata i jako… artysta. DEMI MOORE odkrywa mroczne strony swojego życia. Ile zostało z buntowniczki w MAŁGORZACIE OSTROWSKIEJ?