#lepszeżycie

Same sobie fundujemy życie w stresie! Znana coach punktuje nasze błędy i proponuje zmiany

Są sposoby, które szybko zmniejszają stres – mówi coach.

Sylwia Niemczyk 5 lipca 2019 09:32
Sposoby na przewlekły stres
Fot. Thibault Debaene 

Pędzimy. W stresie i rozedrganiu, cały czas na pełnej adrenalinie. Od  rana do  wieczora, nawet nocą nie umiemy wyhamować. „Tymczasem im dalej  chcemy dobiec, tym bardziej musimy zadbać o mądre rozłożenie własnej energii”, mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach.

URODA ŻYCIA: Czy możemy same, bez tabletek i psychoterapii, uwolnić się od ciągłego napięcia i stresu? 
Joanna Heidtman: Moje doświadczenie coacha podpowiada mi, że z tym napięciem, rozedrganiem i kotłowaniną myśli możemy walczyć tylko wtedy, kiedy staniemy z nimi oko w  oko. Czyli zamiast bezsennie leżeć w  łóżku, lepiej wstańmy, weźmy kartkę i  wypiszmy wszystko, co mamy w  głowie. 

Tyle że wypowiedzenie na głos naszych lęków czy smutków jest bardzo trudne. 
Ale dopóki pozostaną niesformułowane, będą wywoływać w nas niepokój. Uzewnętrznienie naszych lęków czy smutków może boleć, ale już po chwili przyniesie ulgę. Poza tym, dlaczego aż tak bardzo boimy się poczuć swój smutek? Czemu uciekamy przed trudnymi uczuciami? To duży błąd, bo jeśli chodzi o emocje, to mamy do wyboru: albo wszystko, albo nic. Nie chcemy czuć smutku, strachu czy złości? OK, to jest możliwe, ale wiąże się z tym, że przestaniemy też czuć radość, entuzjazm czy szczęście. Tutaj nie ma kompromisu. 

Skąd się bierze to nasze współczesne rozedrganie nerwów? 
Najbardziej oczywistym powodem jest ogromna liczba bodźców, które wołają o naszą uwagę. I ona skacze jak pies za rzucaną piłką – raz tu, raz tam. 

Nadmiar informacji może dekoncentrować, ale czemu wywołuje w nas taki stres?
Bo jeśli nasza uwaga co chwilę przeskakuje gdzieś indziej, to szybko się męczy. Nie jesteśmy wtedy już w stanie zebrać myśli, czujemy, jakbyśmy łapali rwące się wciąż nitki. To z kolei budzi frustrację i nerwowość, bo przecież muszę coś zaplanować, rozwiązać problem, skupić się. Dlatego jedną z podstawowych technik radzenia sobie z codziennym, przewlekłym stresem jest poranne wyciszenie. Dobrze, jeśli trwa tyle, że zdążysz spokojnie zjeść śniadanie i porozmawiać z najbliższymi, ale niech to nawet będzie pół godziny czy 15  minut. Zaplanuj dzień, ustal ze sobą trzy – maksymalnie! – najważniejsze rzeczy, jakie chcesz zrobić tego dnia. Zastanów się, jak się dzisiaj czujesz i ile masz siły. 

Problem w tym, że budzimy się na budzik w telefonie i kiedy go wyłączymy, tylko jeden klik nas dzieli od internetu. 
Same sobie to robimy! Jeśli nie znajdziemy tych kilkunastu minut, żeby uważnie się wsłuchać w siebie, to któregoś dnia możemy się złapać na tym, że już nic nie czujemy. Bo wszystko zostało zagłuszone. 
Gdzieś w ciągu dnia musi być taki moment, kiedy z namysłem nastawiamy swoją północ na wewnętrznym kompasie. Wiele osób w tym celu medytuje. Robi to właśnie po to, żeby utrzymać wysokie tempo w ciągu całego dnia. Robi tak duży procent ludzi z samego wierzchołka światowego biznesu, to jest ich codzienna higiena umysłu. Tłumaczą: „Im więcej chcesz zrobić, im szybciej chcesz pędzić, tym bardziej zadbaj o start i odpowiednie rozłożenie własnej energii”. To mądra rada.

A jeśli ktoś nie lubi medytować i nie umie skupiać się na oddechu? 
To kolejną prostą i skuteczną metodą rozładowania stresu, polecaną często nawet w atakach lęku, jest świadome, chwilowe przekierowanie uwagi na coś innego, konkretnego i prostego. Skupienie się nawet na zwykłej rzeczy, jak prasowanie czy zmywanie. Z badań wynika, że  wystarczy przekierować całą uwagę jedynie na dwie minuty, żeby zatrzymać reakcję stresową i skutecznie obniżyć poziom stresu w organizmie. 

Czyli kiedy Scarlett O’Hara mówiła: „Pomyślę o tym jutro”, miała rację.
Stuprocentową. I co więcej, my doskonale znamy tę strategię i często ją stosujemy, tylko że nie wobec siebie. Kiedy nasze dziecko stłucze kolano, wyciągamy palec i krzyczymy: „Zobacz, leci ptaszek!”. I kiedy ono na chwilę zatrzyma oko na ptaszku, to już nie wróci na wcześniejsze obroty. Jego stan emocjonalny się zmieni. Z naszym umysłem jest podobnie.

Nadmiar bodźców to na pewno niejedyna przyczyna naszego napięcia. Co jeszcze?
Presja, która przyszła do nas z Zachodu, czyli postawa, którą ja nazywam: „Wyżej, dalej, szybciej, lepiej”. Do tego dochodzi jeszcze bardzo niszczące porównywanie się z innymi. To tak, jakby w naszej głowie żyło dwóch krytyków: jeden, nasz depresor, który wciąż nas krytykuje, i  drugi, nasz fikser, który ciągle nas popycha do  przodu, bez względu na to, czy mamy jeszcze siły, czy nie: „Popraw się, zrób to lepiej, pociśnij jeszcze mocniej”. Często, nawet kiedy próbujemy się zrelaksować, nasz fikser nam nie pozwala. Nawet kiedy mamy coś robić „dla siebie”, nie jesteśmy w stanie zrezygnować z  ciągłych porównań. Idziemy na jogę, ale zamiast się tym cieszyć i wyciszać, ukradkiem sprawdzamy, czy ktoś czasem nie rozciągnął się bardziej od nas. 

Tylko że powiedzieć osobie, która nie umie przestać się porównywać z innymi: „Nie rób tego”, to tak, jakby powiedzieć komuś z depresją: „Weź się w garść”. Gdyby wiedziała, jak to zrobić, to dawno by to zrobiła.
To jest trudne i nie da się zrobić ani za pomocą jednego artykułu, ani jednej sesji u  coacha czy psychologa. To są długie procesy coachingowe, czasem terapeutyczne. Tylko że zanim cokolwiek zaczniemy zmieniać, najpierw musimy same sobie uświadomić, że nasze wymagania wobec siebie nie pochodzą z  naszych pragnień czy nawet ambicji, ale z „przymusowego” porównywania się z innymi. Proces wyzbywania się tych ciągłych porównań zawsze musi się rozpocząć od poznania i polubienia siebie. A  to również, przyznajmy, nie dla każdej z  nas jest proste. 

Ale na pewno możemy coś zrobić, żeby się w końcu same polubić, prawda? 
Takim „Kursem lubienia siebie dla początkujących” będzie prowadzenie dziennika. Ale nie lamentów ani wszystkich wydarzeń z całego dnia. Niech to będzie „Dziennik osiągnięć”. Jeśli to dziecinne, przepraszam. Ale spróbuj zapisać: „Co mi się udało”. Jak nie codziennie, to raz w tygodniu. Czasem trzeba podsunąć sobie samej przed nos, że coś umiemy, coś zrobiliśmy. To dobry początek zmiany myślenia o sobie i swoich działaniach.

Chociaż dużo łatwiej jest nakręcać w głowie spiralę negatywnych myśli, niż pracować nad nimi.
Szacuje się, że nawet do 80 proc. stresu, odczuwanego przez nas, to autostres. Sami się nakręcamy albo przeżuwamy ciągle nasze porażki, albo piszemy sobie czarne scenariusze na przyszłość i  martwimy się na zapas. Pozwalamy rosnąć lękom, które potem nas wykańczają. Kiedyś Margaret Thatcher powiedziała, że z dziesięciu rzeczy, których się boimy, dziewięć nigdy się nie wydarzy. Nasze życie w porównaniu z życiem pokolenia naszych rodziców i dziadków jest bardzo łatwe, ale poziom stresu gigantyczny. 

W kontekście stresu dużo się obecnie mówi o zbawczej roli mindfulness.
Czyli programu pracy z ciałem, oddechem i koncentracją, stworzonego przez Jona Kabata-Zinna dla pacjentów w  klinice, w której pracował. To dobra metoda, ale musi iść w parze ze zmianą naszego podejścia do życia i samych siebie. Upraszczajmy. Nie nakręcajmy się. Nie  utrudniajmy same sobie. Rezygnujmy z niepotrzebnych spraw i relacji, ale za to zadbajmy o te, które są tego zadbania warte. Uważnie przyglądajmy się sobie. I ostatnia rzecz: zdajmy sobie wreszcie sprawę z wartości naszego czasu. Czas to nasza najcenniejsza waluta, wydawajmy ją więc świadomie i z uwagą. Naprawdę nie znam lepszej recepty na  spokojniejsze życie.
rozmawia Sylwia Niemczyk

Rozmowa z Dr Joanną Heidtman ukazała się w „Urodzie Życia” 3/2019 w ramach cyklu Akademia Urody Życia


Dr Joanna Heidtman – psycholog i socjolog, trener biznesu, doradca, coach. Współzarządza firmą doradczą Heidtman & Piasecki, współzałożycielka Fundacji na rzecz Kapitału Intelektualnego, prowadzi zajęcia na studiach podyplomowych na SWPS. Wiedzę i doświadczenie zdobywała m.in. w University of South Carolina i Cornell University w USA. Od wielu lat realizuje projekty rozwojowe, m.in. programy rozwoju przywództwa oraz umiejętności i kompetencji menedżerskich.

Wideo

Podjęliśmy wyzwanie #1TBChallenge!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Izabela Janachowska o cudzie macierzyństwa i synku Christopherze, Dominika Tajner w pierwszym wywiadzie po rozstaniu z Michałem Wiśniewskim oraz Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski o przepisie na udane małżeństwo.