kobieta bez dzieci
Fot. Getty Images
#lepszeżycie

„Bezdzietność z wyboru to nie jest egoizm” – mówi psycholożka, Anna Mochnaczewska

Bezdzietne kobiety wciąż budzą potępienie albo współczucie – czemu?

Anna Zych 19 sierpnia 2019 18:13
kobieta bez dzieci
Fot. Getty Images

Macierzyństwo nie jest już społecznym nakazem, ale wyborem kobiety lub pary. Opowieści o jałowym życiu bez dziecka odchodzą do lamusa, ale powoli. Dlaczego jednak tak wolno? Z psychoterapeutką Anną Mochnaczewską, psycholożką i certyfikowana psychoterapeutką współzałożycielką Centrum Terapii Schematu w  Warszawie, rozmawia dla „Urody Życia” Anna Zych.

Anna Zych, „URODA ŻYCIA”: Coraz więcej kobiet nie ma dzieci, bo nie chce ich mieć. Czy możemy mówić już o pewnym stylu życia? 

Anna Mochnaczewska: Decyzja, by nie mieć dzieci, to raczej jedna ze składowych stylu życia, gdy chcemy korzystać z możliwości, jakie pojawiają się, kiedy dzieci nie ma. Macierzyństwo było kiedyś „efektem ubocznym” małżeństwa. Dziś wiele kobiet nie chce wychodzić za mąż. Spełniają się w pracy, poświęcają działalności artystycznej, charytatywnej. Macierzyństwo czasem kojarzy im się z ograniczeniami. 

Kobiety mają dość bycia matka Polką, poświęcania się dla dobra dzieci? 

Dla kobiet z pokolenia 50 plus małżeństwo często oznaczało zmęczenie, stres. Ich córki, patrząc na zmagania matek, często nie decydują się na dzieci, bo nie chcą tak żyć. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to egoistyczne, jednak lepiej być świadomym egoistą, niż za wszelką cenę spełniać normy społeczne, a później unieszczęśliwiać siebie i drugiego człowieka. Budzi się we mnie złość, gdy słyszę, że osoba, która się decyduje na bezdzietność, jest egoistką. Przecież ona nie robi nikomu krzywdy. Tego dziecka nie ma na świecie, nie cierpi przez nią, mimo to często jest społecznie piętnowana. A nikt nie ma prawa źle jej oceniać – to świadomy wybór innej drogi życiowej związanej często z samorealizacją. Część osób odczuwa lęk przed posiadaniem dzieci, bo np. same miały traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa i nie chcą podejmować nad tym głębszej pracy. Wolą nie sprowadzać na świat dziecka, niż fundować mu problemy, jakich same doświadczyły. Dużo osób tak ma.

Macierzyństwo to wybór, ale już brak dziecka – niekoniecznie

Jest jednak spora grupa kobiet, które mówią, że nie chcą mieć dzieci, choć kiedyś bardzo tego pragnęły. Po latach prób i starań, nieraz długiego, kosztownego i męczącego leczenia, zdewastowane psychicznie mówią: dość. Czy można łagodnie, prawdziwie przejść z fazy „chcę” do fazy „już nie chcę”?

To dla niektórych kobiet ogromna trauma. Zanim się z tym pogodzą, muszą zmierzyć się ze swoimi przekonaniami, np. że dziecko to jedyny sposób, by się zrealizować i być szczęśliwą. To trudny proces, choć może być i tak, że z fazy „chcę” do fazy „nie chcę” przechodzę bardzo kategorycznie. Najczęściej zrobię to w swoich mechanizmach obronnych, czyli odetnę się od tej potrzeby, zblokuję ją w sobie i stworzę scenariusz, że tak naprawdę nie chciałam mieć dziecka. Inny sposób, trudniejszy, to praca nad sobą, razem z partnerem. Ludzie często się tego obawiają, gdy w ogóle ciężko im się mówi o emocjach. W parach, w których jest bliskość, nie ma tematów tabu, będzie o to łatwiej. Może nawet scalić relację. Wtedy kobieta ma w sobie więcej otwartości, miękkości, również w podejściu do innych matek i do dzieci. Gdy zamiast przepracować stratę, woli stwierdzić: dość, widocznie dziecko to absolutnie nie moje przeznaczenie, ten mechanizm obronny może dalej pracować. Będzie unikać miejsc, gdzie są matki z dziećmi, a gdy się już na nie natknie, dzieci będą ją drażnić. 

Czym wypełnić pustkę po dziecku, tak by życie znów wydawało się pełne? Czy tu potrzeba czegoś więcej niż w przypadku kobiet, które dziecka nie mają z wyboru?

Wypełnić się nie da, ale jest pewien uniwersalny sposób, by żyć pełnią życia: chodzi o miłość do siebie i innych ludzi. Trzeba dać sobie prawo do przeżywania smutku, ale ten smutek nie może zakrywać innych relacji. W obszarze niezrealizowanego macierzyństwa jestem smutna, ale też wiem, że potrzebuję wsparcia, by czasem z kimś o tym porozmawiać, by ktoś wziął mnie za rękę, powiedział: „Kocham cię, jesteś ważna dla mnie”. Zawsze wparciem jest relacja, w której będę się czuła potrzebna, spełniona. Trzeba szukać równowagi w życiu. 

A jeśli kobieta nie znalazła odpowiedniego partnera, a chęć posiadania dziecka w niej została? Jest jej trudniej pogodzić się z brakiem macierzyństwa? 

Może być trudniej, bo łatwiej nam przechodzić kryzysy życiowe, kiedy mamy u boku ludzi, którzy nas kochają. Oczywiście ta kobieta może mieć bliskich przyjaciół, rodzinę, ale możliwość dzielenia się niedolą jest łatwiejsza, gdy jesteśmy w relacji. Myślę jednak, że w dzisiejszych czasach sporo kobiet decyduje się na samotne macierzyństwo, jeśli tego naprawdę bardzo chce. 

Kiedy powiedzieć sobie: dość, przestaję próbować, bo to mnie za bardzo niszczy?

Decyzja, że nie chcę mieć dziecka, czy też godzenie się ze scenariuszem, że nie mogę go mieć, to proces. Każdy przechodzi go w swoim tempie, szarpie się z emocjami, zastanawia. Powiem inaczej – jeśli okazuje się, że zafiksowałaś się na dziecku na tyle, że zaczynasz tracić swoje życie, to znaczy, że to jest ten moment, w  którym należy się zatrzymać i powiedzieć sobie: OK, moje życie to nie jest tylko realizacja tego planu. Trzeba odłożyć na później podjęcie ostatecznej decyzji, by zmierzyć się z myślą, co będzie, gdy macierzyństwo z różnych względów nie będzie mi dane. Czy to znaczy, że mam uznać się za bezwartościową? Samą siebie pozbawić możliwości przeżywania innych rzeczy? No nie, bo jeśli sobie nie odpuścimy, staniemy się zgorzkniali. To  wykańczające. Gdy zaczniesz odzyskiwać swoje życie, najlepiej będziesz wiedziała, co robić. Paradoksalnie wtedy najczęściej wydarzają się te rzeczy, których najbardziej pragniemy. 

Niektóre kobiety decydują się na dziecko, bo chcą, żeby ktoś je kochał, był przy nich, na starość się nimi zaopiekował. 

Do mojego gabinetu przychodzi coraz więcej osób, które są ofiarami takiego podejścia. W psychologii nazywamy to uwikłaniem – ja jako dziecko spełniam pewne oczekiwania rodziców. Jestem trofeum, skarbkiem do kochania, żeby życie mamy nabrało sensu. To ogromny bagaż. Uważam, że lepsze jest podjęcie decyzji o nieposiadaniu dziecka niż skazywanie go na bycie ofiarą matki, która chce się czuć potrzebna. Jeśli chęć posiadania dziecka – „bo ono na starość poda mi szklankę wody” – to jedyna motywacja, by je mieć... to nie decydujmy się. Najczęściej to dziecko będzie przed matką uciekać najdalej, jak się da, bo będzie się czuło przez nią oblepiane. 

Kobiety, które nie zdecydowały się na macierzyństwo, nigdy tego nie pożałują?

Nie, jeśli są świadome, z czym ten brak dziecka się wiąże. Może kiedyś najdzie je refleksja, pożałują, że nie mają dzieci, ale dziś wiedzą, że ich nie chcą mieć. Jeśli zaakceptują, że czasem ukłuje je smutek, pomyślą: nie byłam na to gotowa, nie było mi to dane, ale moje życie nadal jest pełne, dostałam coś innego. 

Skąd kobieta ma wiedzieć, że na pewno nie chce być mamą?

Gdy powie lub pomyśli: nie chcę mieć dziecka – i poczuje wtedy ulgę, wolność. Wiesz, jak strasznie dużo ludzi nie pozwala sobie na to, by spojrzeć w lustro i powiedzieć: to nie jest dla mnie i czuję się z tą decyzją OK? Wszystkie matki muszą być kobietami, ale nie wszystkie kobiety muszą być matkami.

Społeczny odbiór niematek się zmienia? 

Powoli. Coraz więcej kobiet nie ma dzieci, coraz częściej są same z wyboru. To też zależy od środowiska. W większych miastach może to być normą, tym bardziej że osoby bezdzietne się przyciągają, tworzą grupy towarzyskie, wspólnie wyjeżdżają. Mamy otwarte granice, widzimy, że na świecie nikogo to nie dziwi. Ale niestety, w naszym kraju, szczególnie w małych społecznościach albo wszędzie tam, gdzie są silne zależności rodzinne, nadal może być z tym trudno. Czasem kobiety, wciąż pytane, kiedy przyprowadzą do domu partnera i kiedy będą mieć dziecko, mówią, że są lesbijkami, choć nimi nie są. To też budzi poczucie grozy w rodzinie, ale jest łatwiejsze niż tłumaczenie się, dlaczego nie założyły rodziny. Nie zawsze potrafimy powiedzieć wprost: to moja sprawa. Wydaje nam się, że kultura wymaga, aby odpowiadać nawet na pytania przekraczające granice intymności. Nie jest tak.

Może bliscy dopytują z troski?

Czasem tak, naszym mamom, babciom, ciociom urodzenie dziecka może kojarzyć się ze spełnieniem społecznej powinności. Inne robią to po prostu z braku taktu i wścibstwa. Nie zdają sobie sprawy, jak takie pytanie boli, szczególnie kobietę, która nie może mieć dzieci, choć bardzo by chciała. Twierdzi się, że urodzenie dziecka to nasza biologiczna, podstawowa rola. Z drugiej strony jesteśmy na tyle rozwiniętym gatunkiem, że nie musimy się z tym godzić. 

Często bezdzietni podają argument: nie mamy dziecka, bo nas nie stać. A rodzice wykorzystują go przeciwko nim: nie ponosicie kosztów, a nasze dzieci będą pracować na wasze emerytury. 

Osoby nieposiadające dzieci nie dostają 500 plus, choć tak samo płacą podatki, z których korzystają rodzice i ich dzieci, chodząc do lekarza, na płatne zwolnienia, urlopy macierzyńskie, korzystając z przedszkoli, szkół – to wszystko idzie z naszych wspólnych pieniędzy. Mam wrażenie, że najgłośniej krzyczą te, które postawiły sobie za cel wyłącznie macierzyństwo. To nie jest dobre. Jeśli kobieta nabiła sobie głowę, że macierzyństwo to najlepszy wybór, zaneguje inny model życia, inne kobiety. 

I uważa się za kogoś lepszego tylko z racji posiadania dziecka?

To jest zaburzone patrzenie. Taka kobieta wymaga, by ustąpić jej miejsca na chodniku, bo ona chce iść środkiem z wózkiem, albo miejsca w tramwaju, bo ona jest z dzieckiem. Ja chętnie tego miejsca ustąpię, ale z życzliwości, gdy widzę, że mama i dziecko są zmęczone, a nie dlatego, że muszę. W większości knajp są kąciki zabaw dla dzieci, gdy powstanie restauracja, do której wstęp mają tylko dorośli, zwykle podnosi się szum, że to dyskryminacja. A dlaczego? Po co iść do restauracji, w której dziecko nie ma nic do roboty, będzie się nudzić, przeszkadzając innym? Można wybrać miejsce przyjazne dzieciom, gdzie mogą się pobawić. A jak chcę wyjść z mężem na randkę, to mimo że sama jestem mamą, nie mam ochoty siedzieć w kawiarni, w której krzyczą dzieci. 

Co tracą, a co zyskują kobiety, które nie decydują się na dziecko?

Kocham moją córkę, jest najważniejsza w moim życiu, ale miewam momenty, zwłaszcza jak dziadkowie czasem ją zabiorą na weekend czy wakacje, że czuję radość, że na chwilę się rozłączymy, przeżywam drugą młodość z mężem. Jeździmy na skuterze do kina, po pracy możemy pójść na wino, przegadać całą noc i nie myśleć o tym, że jutro będziemy niewyspani. To jest swoboda, wolność. Bezdzietni na pewno mają więcej wolnego czasu, częściej spotykają się z przyjaciółmi, realizują pasje. Tworzą nieformalne „rodziny” – wraz ze znajomymi spędzają święta, wakacje. Budują grupy wsparcia złożone z osób niespokrewnionych, wiedząc, że w przyszłości nie będą mogli liczyć na pomoc dzieci. Czasem te więzy są silniejsze niż te „z krwi”. Ale z drugiej strony zauważam, że moi pacjenci, którzy mają dzieci, dużo łatwiej się otwierają, mają większą wrażliwość. I oczywiście znów powiem, że bezdzietni też mogą ją mieć, ale pewnie gdzie indziej muszą jej szukać, może poświęcić na to więcej czasu. Uogólniając: jeśli ktoś świadomie podjął decyzję o niebyciu rodzicem, będzie miał to samo, co ktoś, kto świadomie został rodzicem –  spełnienie i szczęście. Kiedy nie wsłuchuję się w siebie, nie rozumiem siebie, nie szanuję siebie, to niezależnie od tego, czy mam dziecko, czy nie, i tak mogą mnie dopaść pustka i brak poczucia sensu. 

Bezdzietne kobiety skarżą się często na dyskryminację w pracy – są w pierwszej kolejności zwalniane przy redukcji etatów, zostają po godzinach, no bo skoro nie mają dziecka, to mogą. 

Każdy medal ma dwie strony. Gdy mam dziecko, mogę być bardziej uwiązana do danej pracy, choćbym jej nie lubiła i mało zarabiała. Jak nie mam, mogę ryzykować i ją zmienić. To trudne moralnie kwestie. Bezdzietne kobiety powinny próbować zrozumieć, że gdy dziecko jest chore, jego mama chce przy nim być, zamiast siedzieć w biurze, czasem wyjdzie wcześniej na przedstawienie przedszkolne, bo to dla niej ważne. Matki za to muszą przyjrzeć się sobie, czy w macierzyństwie nie stają się agresywne – mam dziecko i wszystko mi się należy, wszyscy mają mi ułatwiać. Proponowałabym odsunąć dziecko na bok i zastanowić się nad stawianiem granic przez obie strony, by było sprawiedliwie.

Badania Uniwersytetu Śląskiego na temat społecznego odbioru bezdzietnych pokazują, że 50-latki, które nie zdecydowały się na dziecko, uznają swoje małżeństwa za udane. Czyli mitem okazuje się twierdzenie, że związek bez dzieci jest nieszczęśliwy? 

Często rozmawiam o tym w gabinecie z pacjentami. Gdy jedna ze stron napiera na dziecko, druga mówi, że tego nie czuje. I pytają, co robić? Kiedy jest dobry czas na dziecko? Odpowiadam: wtedy, gdy najmniej go potrzebujemy. Gdy wychodzimy z założenia, że jak będzie, to będziemy się cieszyć, a jak się nie uda, to i tak jest nam ze sobą dobrze. Z takim podejściem mamy szansę, że przetrwamy kryzysowy moment pojawienia się dziecka i będziemy szczęśliwi, a jeśli jednak nie będziemy go mieć, to i tak będziemy szczęśliwą, kochającą się parą. Bo dziecko nie jest spoiwem ani lekarstwem na kryzys w związku. Jest wyborem.

Wywiad z Anną Mochnaczewską ukazał się w „Urodzie Życia” 8/2019

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Napisałam tę książkę po to, żeby oczyścić siebie dla dzieci. Żeby nie mieć już bagażu”, mówi w poruszającym wywiadzie wybitna pływaczka, OTYLIA JĘDRZEJCZAK. Były mąż Anji Rubik, SASHA KNEZEVIC, rozpoczął nowe życie – jako tata i jako… artysta. DEMI MOORE odkrywa mroczne strony swojego życia. Ile zostało z buntowniczki w MAŁGORZACIE OSTROWSKIEJ?