Koń na pokazie mody Jacquemus
Fot. Bureau Betak
Ze świata mody

Dior? To on. Galliano? On. Victoria's Secret? On ich stworzył. Oto najsławniejszy producent pokazów mody w historii

MA 7 grudnia 2015 22:55
Koń na pokazie mody Jacquemus
Fot. Bureau Betak

Dior? To on. Galliano? On. Victoria's Secret? On ich stworzył. Poznajcie producenta ponad ośmiuset pokazów, z których część zapisała się już w historii mody. Syn Polki i Argentyńczyka. Alexandre de Betak. Jedno z najgłośniejszych nazwisk w świecie mody. Oto rozmowa, której udzielił  dziennikarce magazynu "Viva! Moda".

 

Ten wywiad umawiamy od lipca. Pod koniec października, wszystko wydaje się dograne, Paryż, godzina 19. Kwadrans przed rozmową okazuje się, że jednak nie. Jednak listopad, jednak Nowy Jork. Łapię go w końcu na lotnisku w Nowym Jorku, poleciał tam dopinać ostatnie szczegóły gali Christiana Diora w muzeum Guggenheima.


Alexandre de Betak jest najbardziej rozrywanym producentem pokazów mody na świecie. Produkował pierwszy pokaz Prady w Nowym Jorku, pierwszy pokaz Miu Miu w historii marki, pierwszy pokaz Victoria’s Secret, w którym grała muzyka na żywo i pierwszy pokaz Rafa Simonsa dla Diora. Rafa, z którym i dla którego potrafi zrobić wszystko. „Zawsze działamy ramię w ramię” – mówi. Pracuje z Diane von Furstenberg, Husseinem Chalayanem, Jasonem Wu, Mary Katrantzou, Isabel Marant i duetem Viktor&Rolf.


Urodził się w 1968 roku w Paryżu jako syn Polki i Argentyńczyka. Teraz mieszka głównie w samolotach – ma biura w Paryżu, Nowym Jorku i Szanghaju, a pokazy organizuje wszędzie – od Bąbelkowego Pałacu Pierre Cardina na Lazurowym Wybrzeżu po prywatne lotnisko w teksańskim Sugar Land. Gdy nie musi uczestniczyć w spotkaniach, wraca do domu na Majorce i stamtąd zarządza przedsiębiorstwem. Albo zajmuje się rodziną. Z żoną Sofią Sanchez Barrenechea – promotorka argentyńskiej mody i gwiazdą pierwszych rzędów w Nowym Jorku, są rok po ślubie. Co to był za ślub! Na imprezę w Patagonii zjechało się 300 osób ze świata mody i designu, wśród nich Jason Wu, Anja Rubik, Constance Jablonski, Andre Saraiva, Francesca Mancini. Wesele trwało trzy dni, panna młoda przebierała się w suknie od Valentino, Rodarte i Anthony Vaccarello, w której wykonała pierwszy taniec pary młodej. Szpilki z metalicznym grawerunkiem zaprojektował Nicholas Kirkwood, prywatnie przyjaciel. „Chyba jesteś już celebrytą”, pytam Alexa. A skąd, nie zna tego słowa. Wierzy w ciężką pracę i talent, a sukces to kwestia czasu.

 

Fot. Bureau Betak

Alexandre de Betak za kulisami pokazu mody

 

 

- Na pokaz ostatniej kolekcji Rafa Simonsa dla Diora stworzyłeś wzgórze kwiatów, w środku którego zmieściłeś wybieg, kulisy i miejsce na kilkaset osób. Wszyscy pamiętamy śnieżny tunel dla Johna Galliano z 2009 roku, czy pokaz w fabryce winylu dla Petera Pilotto. Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek odmówić współpracy tylko dlatego, że pomysł wydawał się niemożliwy do realizacji?
- Moim – i mojego zespołu – zadaniem jest robienie rzeczy niemożliwych. Stawiamy poprzeczkę najwyżej jak się da, a później stajemy na głowie, żeby to wszystko zrealizować. Czasami jest to tylko kwestia czasu i pieniędzy. Z ostatnim pokazem Diora było to o tyle skomplikowane, że decyzję o tym, jak ma wyglądać dostaliśmy dopiero niecałe trzy tygodnie przed. Tyle czasu zajęła sama konstrukcja i sprowadzenie kwiatów, musieliśmy też wymyśleć system, nawadniania. Na samo ułożenie kwiatów zostały trzy dni.


- Czy była to najtrudniejsza rzecz w waszym dorobku?
Nie myślimy w kategoriach trudny-łatwy. Każde zlecenie jest innego rodzaju wyzwaniem. W tym przypadku był to czas. Bywa, że najtrudniejsze do zrealizowania okazują rzeczy, które wydają się najłatwiejsze. Trudność polega na tym, aby dopracować każdy szczegół tak, aby wszystko razem wyglądało spójnie i perfekcyjnie. Zwłaszcza w miejscu, które nie jest do tego przystosowane.


- Myślałam, że macie przynajmniej z półtora miesiąca na przygotowanie jednego pokazu.
Chciałbym, żeby tak było! Dziś jednak wszystko w modzie odbywa się w szalonym tempie. Kiedyś mieliśmy nawet pół roku na jeden pokaz, później były to trzy miesiące. Teraz robimy jeden pokaz po drugim, nie ma już czegoś takiego, jak czas między pokazami.

 

Pokaz Roberto Cavalli
Fot. Bureau Betak

Pokaz Roberto Cavalli

 


- Czyje są pomysły na scenografię? Twoje czy projektanta mody?
Różnie. Raf Simons jest zaangażowany w każdy etap. Dokładnie precyzuje swoje myśli, działamy ramię w ramię. Inni, jak John Galliano, Hussein Chalayan czy siostry Rodarte rzucą zazwyczaj hasło i moja głowa w tym, aby przetłumaczyć to na pokaz i scenografię.


- Jakie są to hasła?
Totalnie abstrakcyjne. Siostry Rodarte powiedzą coś o emocjach, Chalayan rzuca coś z pogranicza polityki i socjologii. Ale na tym polega piękno tego zawodu, że pracujemy z tak różnymi ludźmi. Dzięki temu mamy pewność, że to, co proponujemy, jest za każdym razem inne i niepowtarzalne.


- Zdarzyło się kiedyś, że projektant odrzucił gotową już scenografię na dzień przed pokazem?
Nie. Rozmawiamy z nimi na etapie powstawania kolekcji. Wtedy dostajemy brief i jeśli jest on abstrakcyjny, proponujemy nasze rozwiązania. Dopiero po ich zatwierdzeniu przystępujemy do pracy.

 

Pokaz mody Jacquemus
Fot. Bureau Betak

Pokaz Jacquemus

 


- Mówisz o tym jak o zadaniu matematycznym. Dwa plus dwa daje cztery i już. Naprawdę zawsze wszystko się udaje? To skąd taka adrenalina, nerwy przed pokazami?
Na każdym pokazie może ci się coś zepsuć. Nie możesz zluzować nawet, gdy sam sprawdziłeś każdy szczegół. Nigdy nie zapomnę pokazu Victoria’s Secret z 2002 roku. Zastosowaliśmy wtedy po raz pierwszy komputery do sterowania latających aniołów, latały bardzo szybko, jeden przy drugim, wszystko zostało perfekcyjnie zaprogramowane. I nagle w trakcie pokazu wdarli się na wybieg ludzie z PETY i zaczęli atakować Gisele Bündchen. [PETA protestuje przeciwko łamaniu praw zwierząt. Bündchen na kilka dni przed pokazem podpisała kontrakt z BlackGlama, słynnym amerykańskim producentem futer – przyp.red.] Nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy zatrzymać pokaz. Kiedy próbowaliśmy wznowić, okazało się, że program jest tak zakodowany, że może działać albo od początku albo wcale. Nie mieliśmy pojęcia co robić, to było straszne! Zespoły i wokaliści musieli śpiewać na żywo, nie było innego wyjścia, a my w tym czasie resetowaliśmy program. W końcu poradziliśmy się. Mogę z dumą powiedzieć, że zawsze radzimy sobie w takich sytuacjach.


- Mówi się, że to twoim pokazom marka Victoria’s Secret zawdzięcza sławę.
Złożyło się na to wiele elementów, to nie była kwestia jednego czy dwóch dobrych pokazów. Raczej zadziałał system, który stworzyliśmy: pokazy odbywające się raz do roku, o określonej porze, w określonym formacie, z najpiękniejszymi kobietami na świecie. To jak z randką, kończy się jedna, kolejnej wszyscy będą wyczekiwać przez rok. Poza tym udało nam się wypromować Victoria’s Secret jak markę mody, choć to przecież tylko bielizna. Wszystko razem zadziałało bardzo skutecznie.


- Jak nauczyłeś się produkcji pokazów? W szkołach nie było takiego przedmiotu.
I myślę, że ciągle nie ma. W tej pracy chodzi przede wszystkim o stworzenie obrazu, o myślenie obrazami i o przywiązywanie szczególnej uwagi do detali. Kreatywność trzeba stale rozwijać, musisz nauczyć się wiary we własne pomysły i umiejętności realizacji tych pomysłów. Pokazy mody to świat, który działa na przyspieszonych obrotach i wysyła komunikaty do wielu ludzi jednocześnie. Musisz znać odniesienia kulturowe i umieć wykorzystywać te, które są uniwersalne, zrozumiałe dla wszystkich. Musisz być bystra, efektywna i bardzo, bardzo pracowita. Do tego nie trzeba dyplomu.
Najlepszym sposobem na naukę jest ciężka praca i sama wola uczenia się, wola odbywania staży, jeden po drugim. Miałem wielu stażystów, dzisiaj są oni ważnymi postaciami w modzie i pokrewnych, kreatywnych dziedzinach.

 

Fot. Bureau Betak

Komunikat dla modelek przed pokazem mody

 


- A ty od kogo się uczyłeś?
Od razu wskoczyłem na głęboką wodę. Można powiedzieć, że odbyłem staż u siebie.

 

- Pierwszy pokaz wyprodukowałeś w wieku 19 lat, dla projektantki Sybilli Sorondo w Madrycie. Jakąś naukę chyba wyniosłeś?
Na samym początku trzeba być skromnym i nie bać się brudnej roboty. Kiedy zaczynałem u Sybilli, nocami przyszywałem guziki, rano robiłem coś innego, wieczorami jeszcze coś innego i do głowy mi nawet nie przyszło, żeby powiedzieć „ale”. Dzięki temu po Madrycie był Mediolan, po Mediolanie Paryż, naturalnie się to wszystko potoczyło.


- A później był Nowy Jork. Rok 1993, pierwszy pokaz Miucci Prady w USA.
Prada była jednym z moich pierwszych większych klientów. Zrobiłem wtedy pokazy dla Prady, Miu Miu, Donny Karan i paru jeszcze innych. Jeśli przybywasz do Nowego Jorku i masz do zaoferowania coś, czego inni nie mają, to wszystko zaczyna dziać się w zawrotnym tempie, w typowo amerykańskim stylu.


- Nazywają cię producentem pokazów, ale ty przedstawiasz się jako projektant. Dlaczego?
Robię jedno i drugie. Bureau Betak jako firma zajmuje się produkcją pokazów, ale moim oficjalnym stanowiskiem jest „projektant” i „dyrektor kreatywny”. Poza pokazami projektuję również instalacje i przestrzenie na różne artystyczne wydarzenia. Właściwie to całe moje życie sprowadza się do łączenia dizajnu z produkcją.

 

Pokaz Diora w Paryżu
Fot. Bureau Betak

Wybieg pokazu Diora
Fot. Bureau Betak

Pokaz Diora

 


- Jako pierwszy zacząłeś produkować krótkie, kilkunastominutowe pokazy, gęsto napakowane muzyką, scenografią i efektami specjalnymi.
Dorastałem w świecie, w którym ludzie komunikowali się bezpośrednio. Rewolucja technologiczna ostatnich lat zmieniła i ciągle zmienia sposób komunikacji. Musiałem przenieść to na wybieg. To był impuls. Nasze życie cały czas się zmienia, pokazy też muszą ewoluować. Od nas wymaga się, abyśmy byli zawsze pierwsi z nowymi rozwiązaniami, inaczej zanudzilibyśmy wszystkich na śmierć.


- Jest jakaś granica tych zmian? Jak będą wyglądać pokazy w przyszłości?
Przede wszystkim będzie ich mniej. W formie, do której przywykliśmy i w takiej ilości – wkrótce się skończą. Pokaz na żywo ogląda kilkadziesiąt osób, a w sieci, i to na ekranach telefonów – może oglądać cały świat. Dla nas to wyzwanie – zaprojektować i zorganizować to tak, aby było równie zachwycające na miejscu i na Instagramie. Myślę, że z czasem w realu będą odbywać się tylko pokazy najważniejszych graczy, mniejsze przeniosą się do internetu. To dobra kolej rzeczy.


- Nawet swój ślub zorganizowałeś jak pokaz. Patagońska plaża, konary drzew zamiast katedry i panna młoda w ręcznie haftowanej sukni od Valentino przybija do brzegu na tradycyjnej, drewnianej łodzi. Co tam robił Darth Vader?
Ja kocham „Gwiezdne Wojny”! Kocham tę rewolucyjną estetykę „Gwiezdnych Wojen”, kocham łączyć hi-tech i low-tech, stare z nowym. Chciałem ten dzień zorganizować w stylu, który czuję, połączyć wizualnie i estetycznie staroświeckie z nowoczesnym, futurystycznym.

 

Pokaz Rodarte w Nowym Jorku
Fot. Bureau Betak

Pokaz Rodarte

 


- Nawet Annie Wintour nie udało się ubrać wszystkich we fraki na ostatniej gali w Metropolitan Museum of Art. U ciebie na weselu się jakoś do tego zmusili.
No i wszyscy się świetnie bawili! Jestem przekonany, że jak bardzo się staramy i wychodzimy z siebie, żeby uszczęśliwić bliskie nam osoby, to koniec końców najszczęśliwsi jesteśmy my sami.


- Pokazy produkujesz na bogato, podczas gdy twoje biura w Paryżu, Szanghaju i Nowym Jorku toną przeważnie w bieli. Do tego dom na Majorce, który jest najprostszy z nich wszystkich. Jak łączysz te dwa światy, nie sprzeczają się ze sobą?
Myślę, że najtrudniej jest wykonać najprostsze rzeczy. Dla mnie te dwa światy dla siebie naturalnym przedłużeniem, uzupełniają się. Prostotę i minimalizm domu na Majorce traktuję jako swoje wielkie osiągnięcie, naprawdę musiałem się nieźle namordować, żeby to wszystko tak naturalnie wyszło. Zawsze staram się, żeby wszystko wyglądało na naturalnie, nie przekombinowane.


- Powiedziałeś kiedyś, że gdyby nie moda, to byś wyrabiał sery na Majorce.
Chciałem przez to powiedzieć, że spełniałbym się również na drugim biegunie całego tego szaleństwa w modzie. Byłbym tak samo szczęśliwym człowiekiem.

 

Alexandre de Betak ze swoim zespołem
Fot. Bureau Betak

Alexandre de Betak ze swoją ekipą

 


- Potrafisz zrobić ser?
To żadna filozofia, zrobić ser na Majorce. Jest tu tyle kóz i owiec, że jakbyś się uparła to i ty mogłabyś zrobić ser z mleka lokalnych owieczek ovellas. Ostatnio udało się wytłoczyć pierwszą w życiu oliwę z oliwek. Jest naprawdę dobra! Uwielbiam popadać z jednej skrajności w drugą. A najlepiej w obydwie na raz.

 

Rozmawiała Cathy Nhung

 

Wywiad pochodzi z numeru "Viva! Moda", zima 2015

 

Ola Rudnicka i Natalia Siodmiak
Fot. Marcin Tyszka/Viva! Moda

 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.