robert-el-gendy-viva-mama-wywiad-5
Fot. Kamil Ozimek
viva!mama

Robert El Gendy zdradza dlaczego zawsze chciał mieć dużą rodzinę…

…w intymnej rozmowie o rodzicielstwie z Krystyną Pytlakowską

Redakcja VIVA! 21 listopada 2020 11:15
robert-el-gendy-viva-mama-wywiad-5
Fot. Kamil Ozimek

„Już jak byłem nastolatkiem, wyobrażałem sobie, że gdy będę dorosły, to chciałbym mieć dużą rodzinę”, mówi dziennikarz Robert El Gendy. Chciał mieć pięciu synów, ma trzech. Marzenie o posiadaniu „koszykarskiej drużyny” spełnia z ukochaną Agatą. Ostatnio dużo myśli o… „małej księżniczce w sukience z falbankami”.

robert-el-gendy-viva-mama-wywiad-dziennikarz-rodzina-dzieci-2
Fot. Kamil Ozimek

– Podobno zawsze chciałeś mieć dużo dzieci.
Zawsze. Już jak byłem nastolatkiem, wyobrażałem sobie, że gdy będę dorosły, to chciałbym mieć dużą rodzinę. Ale dopiero na studiach moje marzenia przybrały realny kształt. Chciałem mieć pięciu synów, żeby stworzyć z nimi drużynę koszykarską.


– Koszykówka to Twoja pasja?
Tak, to moja wielka pasja. Chociaż jestem niższy od innych koszykarzy, to zawsze grałem z zacięciem i skutecznie wrzucałem piłkę do kosza. Do meczu koszykarskiego musi być piątka na boisku. Myślałem więc, żeby mieć pięciu synów, a skończyło się na trzech. A teraz myślę, że to jeszcze nie koniec, bo chciałbym mieć córeczkę. Przynajmniej od dwóch lat chodzi mi to po głowie – przepiękną małą księżniczkę, ubieraną w sukienki z falbankami.


– A ona tupnie nóżką i powie: ne sce.
Pewnie, mając starszych braci, miałaby więcej z chłopaka niż z dziewczyny. Albo byłaby przez nich rozpieszczana i rosłaby na kapryśnicę (śmiech).


– Robert, przyznaj, że to nie jest takie powszechne, gdy mężczyzna chce mieć dużo dzieci. Bycie ojcem wiąże się przecież z odpowiedzialnością. No i z nakładami finansowymi.
Ja inaczej podchodzę do tej kwestii. Dla mnie odpowiedzialność oznacza nie tylko konieczność zarobienia pieniędzy, ale też czas, który poświęca się swoim dzieciom, miłość, którą powinno się okazywać, a nie tylko o niej mówić. Nigdy więc nie patrzyłem w temacie ojcostwa na zasobność portfela, chociaż moja mama, która wychowała mnie sama, zawsze powtarzała, że aby założyć rodzinę, trzeba najpierw zadbać o jej utrzymanie. Często na ten temat rozmawialiśmy, kiedy już byłem na studiach. Najpierw więc zacząłem myśleć o pracy. A rodzinę założyłem, już tę pracę mając.


– A jednak odszedłeś z „Pytania na śniadanie”.
Teraz mnie tam nie ma, lecz mam nadzieję, że jeszcze usiądę na kanapie mojego ulubionego programu, bo kocham kontakt z widzem, jaki mi on dawał. To dla mnie było wymarzone miejsce. Kiedy zaczynałem pracę w telewizji publicznej 18 lat temu w oddziale olsztyńskim, patrzyłem na to, co dzieje się na naszych antenach. Wtedy startował też program „Pytanie na śniadanie”. Mogę więc śmiało powiedzieć, że razem dojrzewaliśmy telewizyjnie, choć nie sądziłem wtedy, że uda mi się tam dostać. Przez lata byłem newsowcem. Ale w życiu trzeba marzyć i się tego nie bać. A mnie marzenia doprowadziły do miejsca, w którym teraz się znajduję.


– A gdzie się znajdujesz?
Teraz jestem współgospodarzem programu „Smaki świata po polsku”. I prowadzącym studio oprawy, ale z „Pytaniem…” się nie rozstałem. Współpracuję z tą redakcją. To miejsce, gdzie moje dziennikarskie DNA się realizuje. I cieszy mnie, gdy widzowie pytają, kiedy mnie znowu tam zobaczą.


– Bo jesteś bardzo przystojny – syn Polki i Egipcjanina.
Nie da się tego ukryć. I dlatego moje dzieciństwo nie było idealne, bo jednak wychowywałem się bez taty, co dla chłopca jest trudne.


– Nie chciał przyjechać do Polski?
Wydaje mi się, że istniało wiele rozwiązań, żebyśmy mogli być razem, ale tam bycie głową rodziny postrzega się inaczej. Podejrzewam, że tata nie dopuszczał myśli, że mógłby przyjechać do Polski i być utrzymywany przez moją mamę. To mężczyzna jest silny. To mężczyzna powinien brać na siebie utrzymanie rodziny. Myślę, że się nie mylę. W każdym razie ojciec pozwolił mi wyjechać z Egiptu – tam prawo pozwala pierworodnego zatrzymać przy sobie. Ale mój ojciec kończył studia i doktorat w Europie, jest światowym człowiekiem i wie, że dziecko powinno być przy matce. Dla dobra dziecka. A ja musiałem szybko znaleźć sobie idoli, bo chłopak musi mieć wzory do naśladowania. I wtedy wymyśliłem sobie koszykówkę. To były lata 90. Istniał wtedy program „Hej, hej, tu NBA!”, dla takich młodzieńców jak ja. A głos Szaranowicza wprowadził mnie w tajniki świata koszykówki.


– Czy Twoja żona Agata znała Twoje plany, zanim się pobraliście?
Agata jest właściwie nadal moją narzeczoną, bo ciągle czekamy na moment, kiedy będziemy mogli stanąć przed ołtarzem. I nie chodzi tu o samą ceremonię, tylko o sakrament, który scala rodzinę. Ale są takie kobiety, jak moja Agata, które nie potrzebują ślubu, żeby być szczęśliwą ze swoim partnerem. Agata znała mnie bardzo dobrze, wiedziała, że jestem romantykiem i zapalonym sportowym świrem. A kiedy oświadczyłem się jej w Wielkim Kanionie – nagrały to dwie kamery, a potem zrobiliśmy film romantyczny – była zaskoczona i wzruszona. A niedługo potem dowiedziałem się, że będę ojcem.


– I co wtedy poczułeś?
Byłem bardzo wzruszony. Zresztą za każdym razem, gdy informowała mnie o ciąży, byłem bardzo poruszony i rozsadzała mnie radość. Pierwszy syn, który dzisiaj ma 18 lat, pochodzi z mojego poprzedniego związku. Urodził się w trudnych okolicznościach. Na inkubatorze miał napisane: „W razie potrzeby ochrzcić Maciej”. Ale wolę do tego nie wracać. Każde następne dziecko to była wielka radość. Drugi syn, Kubuś, jest fizyczne bardzo do mnie podobny, wrażliwy i romantyczny jak ja i jego matka. Ale jako ojciec staram się być przykładem twardych męskich cech. Chłopcy muszą się na kimś wzorować. Trzeci syn, Olivier, najmłodszy… Lekarze twierdzili, że to może być martwa ciąża, ale myśmy w to nie uwierzyli. Zmieniliśmy lekarza prowadzącego, który stwierdził, że serduszko bije, więc wszystko jest w porządku. Dzisiaj Olivier jest strasznym urwisem, a ja nie mogę za nim nadążyć. Ma teraz siedem lat, jest w pierwszej klasie i nauczyciele mówią, że to żywe srebro.


– Wyobrażałeś sobie, jakim będziesz ojcem?
Chciałem być najlepszym, jakim potrafię być. Ale żeby to moje dzieci mnie tak oceniały, a nie ja sam siebie.


– Sam nie miałeś ojca właściwie.
I dlatego chciałem być jego przeciwieństwem. Pewnie popełniam masę błędów, ale dążę do ideału. Żeby moje dzieci powiedziały: Tata, jesteś superkumpel. Zresztą Maciej, mój 18-latek, tak ze mną rozmawia. Gadamy sobie jak koledzy, chodzimy na te same filmy, a ostatnio nawet włączył jazz, choć wcześniej słuchał hip-hopu. Dzięki niemu odkrywam nowe fajne rzeczy. Dużo rozmawiamy, codziennie do mnie dzwoni. Jest naprawdę ekstra.


– A kiedy się widujecie? Wieczorami?
Z Maćkiem nie, bo on mieszka w Olsztynie. Z dwójką młodszych oczywiście gadamy wieczorami, kiedy wracam do domu. I wtedy widzę, ile mam żalu do mojego taty. I dlatego chciałem Maćkowi oszczędzić poczucia odrzucenia i zostawienia i raz w tygodniu jeżdżę do Olsztyna, a jak nie mogę, to staram się, żeby on przyjechał do nas. Teraz przez pandemię widujemy się rzadziej. Maciek chce iść na studia i zostać pilotem, a najlepsze szkoły pilotażu są w Rzeszowie i Warszawie. Myślę więc, że niedługo będę go miał na co dzień, chociaż nie sądzę, żeby chciał ze mną mieszkać. Jest już na to za dorosły. Ale do akademika w Warszawie na pewno jest bliżej niż do Olsztyna.


– Czy Twoja Agata dobrze się z Maćkiem dogaduje?
Bardzo dobrze. Często ona więcej o nim wie niż ja. Na początku ciężko było stworzyć takie relacje, ale myśmy mieli plan i trzymaliśmy się go. Przecież niczego przed Agatą nie ukrywałem. Teraz jako ojciec uczę się cierpliwości i pokory, ale najważniejsza jest miłość. I ta miłość pokazuje dobry kierunek. Kiedy widzę się z Maćkiem, on się czasem nawet do mnie przytuli, chociaż niechętnie, gdy widzą to koledzy. Moje dzieci potrzebują bliskości i matki, i ojca. A ja dzięki nim bardzo się odmładzam.


– Ile masz lat właściwie?
Czterdzieści dwa. Ostatnio odwiozłem Maćka i jego kolegę do lasu, bawili się w żołnierzy, strzelali z kulek, a ja włączyłem muzykę, której lubię słuchać – rapera Snoop Dogga, często go słuchałem na studiach. I wtedy kumpel Maćka powiedział do niego: „Ale masz zajebistego starego. Mój ojciec siedzi w kapciach w fotelu bujanym”.


– Twoim zdaniem co należy do obowiązków ojca?
Każdy ma na to swój sposób. W naszej rodzinie to ja pokazuję chłopakom, na czym polega rywalizacja i godzenie się z porażką, i że porażki są w życiu potrzebne, żeby wyciągać z nich wnioski. Trzeba dążyć do tego, żeby stawać się coraz lepszym. Gdy wstajemy rano, mówię im: „Dzisiaj będziecie mądrzejsi”. I nie zawsze dotyczy to sportu, ale też nauki, lekcji. Wiedzą też, że uprawianie sportu wyrabia w człowieku dobre cechy: sumienność, wiarę w siebie i konsekwencję. Dziecko buduje sobie wtedy poczucie własnej wartości.


– Nigdy nie dałeś im klapsa?
Często ręka mnie świerzbi, żeby to zrobić. Raz się zdarzyło, że dałem klapsa Kubusiowi, ale to nic nie przyniosło. A zresztą to nie był klaps, tylko takie muśnięcie, które moi synowie przyjęli ze śmiechem, myśląc, że to żart. Uznałem więc, że nie ma żadnego sensu karać klapsami, bo to oznacza słabość rodzica. Rodzic musi pokazać, że jest mocny i daje poczucie bezpieczeństwa. A ostatnio na Starówce w Olsztynie bezdomny rzucił się na Oliviera, najmłodszego. Maciej zagrodził drogę facetowi, a ja złapałem go za frak, wezwałem policję i zobaczyłem przerażenie w jego oczach. Tłumaczył, że nie chciał nic złego zrobić, chciał tylko pogłaskać Oliviera. Dalej go nie wypytywałem, nie wiem więc, czy miał nóż, ale odebrałem to jako atak na moje dziecko. Wszystko rozeszło się po kościach, ale moje dzieci zobaczyły, że tata ich broni. I że Maciej je obronił. W oczach braci stał się jeszcze bardziej bohaterem. Moja rola jako ojca to też zabawa, ale inna niż ta, w którą bawią się z mamą. My się bijemy, czasem siłujemy, czasem śpiewamy. Znaczy ja gram na gitarze, a oni śpiewają. Gramy w kosza, w piłkę nożną. Wzrusza mnie, gdy mnie naśladują, zakładają koszulę i krawat takie jak ja. Nie muszę ich namawiać, żeby na rozpoczęcie roku szkolnego wyglądali elegancko. Oni mają to we krwi. Ale przy odrabianiu lekcji większą cierpliwość ma Agata. Chłopcy zresztą bardzo dobrze się uczą.


– A gdy któryś dostanie pałkę?
To nic, poprawi i tyle. Poza tym nie cisnę ich, bo są bardzo samodzielni. Maciej wie, że skoro chce się dostać na wymarzone studia, musi zrobić wszystko, żeby uzbierać odpowiednią ilość punktów. Wie, że odpowiada sam za swoją przyszłość.


– Ale ma też przykład w Tobie, a Ty jesteś pracoholikiem.
Byłem. Teraz mi tego brakuje. W 2016 roku pojechałem na igrzyska olimpijskie do Rio i miałem tyle wyjazdów, że chyba 200 dni byłem poza domem.


– To jak pogodzić ojcostwo i pracoholizm?
Każdą wolną chwilę spędzałem z dziećmi, chociaż też potrzebowałem odpoczynku. To się przekładało na nasze relacje. Ale dzieci były młodsze i bardziej potrzebowały na co dzień matki. Teraz są starsze, a ja dojrzałem do spędzania czasu w domu.


– Pandemia zresztą stwarza nam taką okazję.
Właśnie o tym mówię. Teraz, po latach, widzę, że bycie pracoholikiem nie jest dobre. Ale gdy dzieci były małe, Agata się umówiła ze mną, że będzie w nocy wstawała, a ja zajmę się nimi w ciągu dnia. Ona jest przyjacielem i psychologiem. Potrafi wszystko ustawić we właściwym miejscu, a ja czasem dramatyzuję i pozwalam, żeby emocje brały nade mną górę. Znakomicie się dobraliśmy. Nie wyobrażam sobie życia bez niej i bez dzieci. One i tak wyfruną z domu, więc Agata jest najważniejsza.


– I naprawdę nie ma między Wami zgrzytów?
Jeśli ktoś powie, że życie codzienne we dwoje to sielanka, to ściemnia. Chyba na całym świecie nie ma rodziny bez zgrzytów. A my w dodatku mamy podobne charaktery i potrafimy dać odczuć, że coś nam się nie podoba. Ale umiemy znaleźć kompromis i dogadać się. W naszym domu nie ma cichych dni. Te dni są głośne – tak bym to nazwał.


– A co robicie teraz w czasach zarazy?
Jeździmy na rolkach na przykład. Dzieci mają rowery i hulajnogi. To sposób na rozładowanie ich niespożytej siły. A z Agatą staramy się chodzić na kawkę. A kiedy nie możemy wyjść, to robimy ją sobie i pijemy na tarasiku. Fajnie jest umieć być ze sobą w ciszy i cieszyć się wzajemnie ze swojej obecności. Na początku pandemii, gdy Agata z dziećmi pojechała pod Olsztyn, zostałem sam w Warszawie i nie było mi łatwo. Tydzień podzieliłem więc na trzy dni w Warszawie i cztery w Olsztynie. Wtedy zacząłem doceniać fakt, że mam wolny zawód i że mamy babcię z ogrodem. Kupiłem chłopakom łuki i strzelaliśmy do celu. Teraz w czasie pandemii dociera do mnie, jakie to ważne, gdy przyjdą do mnie i się przytulą. Co rano dają mi buziaka. A ostatnio, gdy wracaliśmy z zakupami, rozpakowali je, po czym zapytali, czy chcemy kawę, zaparzyli ją i przynieśli na taras.

rozmawiała: krystyna pytlakowska
zdjęcia: @KAMIL_OZIMEK

robert-el-gendy-viva-mama-wywiad-dziennikarz-rodzina-dzieci-5
Fot. Kamil Ozimek

Właśnie zostałaś mamą, a może akurat czekasz na swoje maleństwo? Koniecznie zajrzyj do nowego numeru magazynu „VIVA!Mama”. Już w kioskach!

viva-mama-kalicka-olga-okladka-magazyn-2
Fot. Olga Majrowska

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.