TYLKO W VIVIE!

Martyna Wojciechowska: „Samoakceptacja to kwestia świadomego wyboru”

„Tego nauczyłam się od kobiet na krańcach świata. Każda z nas jest wystarczająca ”

Katarzyna Przybyszewska-Ortonowska 3 listopada 2020 18:21

Każdego dnia miliony kobiet zastanawiają się, czy są piękne, mądre, szczęśliwe, wykształcone. Martyna Wojciechowska obrała sobie cel, misję. Chce przekonać kobiety, że są wystarczające. Podróżniczka chciałaby, żeby rozwinęły skrzydła, uwierzyły w siebie i pofrunęły za marzeniami. W niezwykłej rozmowie z  Katarzyną Przybyszewską-Ortonowską gwiazda opowiedziała nam o swojej drodze i doświadczeniach. ,,Czas pozwala nabrać dystansu i do siebie, i do świata", mówi. 

Martyna Wojciechowska o akceptacji i sile 

Dlaczego krótko po epizodzie „platynowej blondynki” i „dziewczyny »Playboya«” zrobiłaś swoją życiową woltę? Czy to było znowu poszukiwanie siebie?

Po prostu wróciłam do źródeł.

Co się wydarzyło?

Poczułam w końcu, że jestem wystarczająco dobrą wersją samej siebie i nie potrzebuję ani męskiego stylu zachowania, ani prowokacyjnych sesji. Uświadomiłam sobie, że w prostocie i głębokiej wierze, kim jestem i co chcę w życiu robić, jest największa siła i prawda. Wbrew temu, co mogą niektórzy pamiętać, swoją życiową i zawodową przygodę zaczynałam od motoryzacji, od bycia dziennikarką. A potem wystartowałam w Rajdzie Dakar i ukończyłam go, choć nikt nie wierzył, że to zrobię. Pamiętam, jak kpili, że „pani z telewizji jedzie teraz w rajdzie”. A ja jeździłam motocyklami od 10. roku życia, w wieku lat 17 miałam już licencję sportową, a wyścigi i rajdy to był mój drugi dom. W 2003 roku za zebrane przez siebie pieniądze wyjechałam realizować pilota dokumentalnego programu podróżniczego „Misja Martyna”. „Będziesz gdzieś jeździć, taplać się w błocie, łapać anakondy, wspinać się? Daj spokój. Telewizja to dzisiaj coś innego”, słyszałam. Prawie nikt w to nie wierzył. Ale ja wierzyłam. 

I już wtedy byłaś „tą Martyną”, którą jesteś teraz?

Nie byłabym „tą Martyną”, gdyby nie wypadek, który przewartościował moje życie. W 2004 roku byłam na fali: okładki, wywiady, pasmo sukcesów… I nagle: wypadek samochodowy podczas realizacji zdjęć na Islandii, na moich rękach umiera przyjaciel, a ja mam złamany kręgosłup. Zrozumiałam, że życie jest kruche, a w każdej sekundzie to, co się budowało latami, może rozlecieć się jak domek z kart. Myślę, że gdyby nie tamto doświadczenie, nie robiłabym tego, co robię. Nadal byłabym skupiona na sobie. Moje pierwsze programy podróżnicze to są programy o Martynie w świecie. Ja jechałam, ja doświadczałam, ja smakowałam. Ja, ja, ja. Dopiero z czasem zrozumiałam, że ja tu jestem najmniej interesująca. Kluczem do tego, żeby mieć coś naprawdę interesującego do powiedzenia, są ludzie, których spotykam po drodze. Jeszcze później doszłam do wniosku, że z tych ponad siedmiu miliardów osób na świecie najciekawsze są kobiety. Bo nasze wybory są zawsze bardziej złożone, bo zwykle mamy bardziej pod górkę. I to rozmowy z kobietami, pokazywanie ich światów, odmienności, ograniczeń, z jakimi żyją, naszych kulturowych zależności stały się moją misją. 

Martyna Wojciechowska, VIVA! 21/2020
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Rozmawiamy o poważnych sprawach, fundamentalnych, ale nie znam kobiety, dla której nie jest ważne, jak wygląda. W świecie wykreowanego piękna, w jakim żyjemy, dla wielu, niestety, wygląd to podstawa. Ty lubisz swoje ciało?

Każda kobieta ma w swoim ciele coś, co lubi. Ja zawsze kochałam swoje ramiona. Lubiłam stać przed lustrem rozebrana i patrzeć na nie. Lubiłam je eksponować. Cztery lata temu miałam wypadek motocyklowy, po nim dwie operacje. Cały obojczyk mam z tytanu. Kiedy obudziłam się taka pozszywana i opuchnięta, wstałam, by spojrzeć na siebie w lustrze. I zobaczyłam tę długą czerwoną bliznę przez całe ramię. Zaczęłam płakać. Jakaś część mnie mówiła, że to jest głupie, bo żyję i to jest najważniejsze. Ale druga część płakała nad dawnym wyglądem ramion. Dziś uwielbiam tę szramę. To część mojej historii. 

Całe Twoje ciało to mapa pełna pamiątek.

Moje ciało pozwoliło mi robić rzeczy niezwykłe. Jestem mu za to wdzięczna, choć nie zawsze traktowałam je dobrze. Wykorzystywałam je do swoich celów, oczekiwałam, że zawsze będzie mnie słuchało. Myliłam się, o czym regularnie przypominały mi pobyty w szpitalach. A co do wyglądu, to nie eksponuję nóg, bo po wypadkach mam na nich wiele blizn, ubytki fragmentów mięśni. Mam popękane naczynia krwionośne po ciąży, ale też od zmiany ciśnień i poddawania ciała gigantycznym przeciążeniom. Na brzuchu też mam dużą bliznę, a w zasadzie kilka. Mam za sobą dramatyczną operację ratującą życie i została mi szrama w poprzek brzucha, potem doszła jeszcze kolejna po cesarskim cięciu. Kręgosłup miałam pęknięty, a potem złamany – tego na szczęście nie widać, ale czuć, kiedy wstaję każdego ranka. O dziwo na twarzy nie mam blizn, choć podczas wyprawy na Mount Everest odmroziłam sobie policzki i odpadły mi fragmenty skóry. Szczęśliwie udało się to zaleczyć. Każda z tych blizn przypomina mi, że wygląd to coś bardzo ulotnego. Dlatego moja Fundacja UNAWEZA zainicjowała akcję pod hasłem „I am enough”, czyli „Jestem wystarczająca”. I chciałabym, żeby miała szeroki wymiar. Szerszy niż tylko uroda. Ale wiem, że wiele kobiet poczucie własnej wartości sprowadza właśnie do zaakceptowania tego, jak wyglądają. Nawet te najpiękniejsze z nas, z pierwszych stron gazet mają kompleksy. Ja też. Ale stając przed lustrem i patrząc na moje koślawości, blizny, szramy, widzę przede wszystkim kobietę naznaczoną doświadczeniem. Cieszę się, że powstał ruch „ciałopozytywności”, chociaż dyskusja, którą wywołały moje teksty na temat ciałopozytywnych kobiet, nie przestaje mnie zadziwiać. Jakiś czas temu zamieściłam na moich social mediach zdjęcie supermodelki plus size Ashley Graham. Swoją drogą kto wymyśla, że ktoś jest plus size, a kto nie? Jak to zmierzyć, do cholery? Byłam zachwycona zdjęciem Ashley, która pokazała swoje ciało w bikini niedługo po urodzeniu dziecka. Tak, ma rozstępy na brzuchu jak wiele z nas. I to wspaniałe, że inne kobiety mogą zobaczyć, że nie każda mama ma sześciopak zaraz po porodzie. 

(...)

Nie żałujesz, że nie dałaś sobie czasu na bycie „rozmemłaną mamą”?

Mawiam, że niczego w życiu nie żałuję, ale tego jednak tak. Dziś mówię o tym otwarcie, żeby ułatwić innym kobietom danie sobie przyzwolenia na słabość i bycie „rozmemłaną”. Jestem zaniepokojona kampanią, jaką obecnie funduje się świeżo upieczonym matkom. Być może są kobiety, które już po miesiącu, dwóch skaczą i intensywnie ćwiczą, mają płaskie brzuchy i ich ciało wygląda, jakby nigdy nie były w ciąży. Jednak części kobiet po takim czasie od porodu wypada macica, nie trzymają moczu. Mają wiele głębokich problemów związanych z fizjologią. Zmagają się z tym w dodatkowym poczuciu wstydu, że inne kobiety wracają do formy w mgnieniu oka. Skoro one mogą, to czy ze mną jest coś nie tak? – myślą. Nie możemy sobie tego robić! Dlatego pokazałam zdjęcie Ashley…

… i wylał się na Ciebie hejt…

…że promuję otyłość i niezdrowy tryb życia. Jaką otyłość? Jaki niezdrowy tryb życia? Mówimy o kobiecie, która urodziła dziecko. Po tych gromach zrozumiałam, że moja Fundacja UNAWEZA promuje dumne hasło: „Dajemy kobietom skrzydła”, a my, kobiety, mamy do załatwienia najbardziej podstawową sprawę – akceptację samych siebie. Nawet jeśli różnimy się kolorem skóry, poglądami i kulturą, w której przyszło nam żyć, to wyzwanie jest uniwersalne. Postanowiłam, że czas przypomnieć, że samoakceptacja to kwestia świadomego wyboru – tego nauczyłam się od kobiet na krańcach świata. Każda z nas jest wystarczająca. „I am enough”. 

Martyna Wojciechowska, VIVA! 21/2020
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Ale jak pozbyć się kompleksów? 

Od tego zaczęłyśmy rozmowę. Wiek i doświadczenie są zbawieniem. Ale wiem, że ten wywiad będą czytały też dziewczyny 20-letnie i im chciałabym powiedzieć, że pewne sprawy można przyspieszyć. Staram się budować moją córkę w poczuciu, że jest wspaniała. Nie zaśmiecam jej głowy konwenansami, którymi nas karmiono. Nie chcę  Marysi obciążać swoimi wątpliwościami. Chciałabym przestrzec kobiety, żeby nie komentowały głośno swojego wyglądu i potknięć. To mówienie, że „znów przytyłam”, że „jestem brzydka”, „znowu mi się nie udało”, sączy się jak trucizna do głów dzieci. Spójrzmy życzliwie na siebie, ale też na innych. Nie komentujmy: „Tej się przytyło, ta za chuda, ta to głupia jest, a tamta beznadziejna”. Wspieram, nie oceniam. To powinna być święta zasada dla nas wszystkich. 

(...)

Tobie łatwo podciąć skrzydła?

Przez blisko 25 lat funkcjonowania w przestrzeni publicznej zdołałam się uodpornić. Ale czy zdarzało mi się płakać, czytając złośliwe komentarze na swój temat? Tak. Czy zdarzało mi się wątpić w siebie? Tak. Czy czułam się niezrozumiana? Tak. Doświadczyłam tych emocji. I wciąż mi się to zdarza, jeśli na chwilę gubię właściwą perspektywę.

Czy jako kobieta wystarczająca przeglądasz się w oczach mężczyzn? 

Nigdy nie potrzebowałam mężczyzny, żeby znać swoją wartość. Zanim poznałam Przemka, sama o sobie przekornie, żeby wyśmiać stereotyp, mówiłam: „Stara panna z dzieckiem i dwoma kotami”. I nie miałam zamiaru tego zmieniać. Ale wtedy spotkałam mężczyznę, który każdego dnia zachwyca się mną. Jednak nie tym, jak wyglądam, ale kim jestem. Czy czuję się dla niego atrakcyjna? Bardzo. Ale czy mogłabym żyć bez przeglądania się w oczach mężczyzny? Naprawdę tak.

Cały wywiad z Martyną Wojciechowską w nowej VIVIE! nr 21/2020. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 29 października, a także na stronie hitsalonik.pl.  

Martyna Wojciechowska, VIVA! 21/2020 okładka
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.