WYWIADY VIVY!

Marta Manowska: „Zdarza mi się usiąść i obserwować ludzi, ich zachowania, reakcje. To ważna lekcja”

„Sztuka życia polega na tym, żeby się cieszyć z tego, co się ma”

Krystyna Pytlakowska 15 lipca 2020 06:25

W ramach cyklu Archiwum Vivy!: wywiady przypominamy rozmowę Krystyny Pytlakowskiej z Martą Manowską. Wywiad ukazał się we wrześniu 2015 roku w magazynie VIVA!.

Marta Manowska wywiad VIVA!

Kiedy półtora roku temu zaczęła prowadzić w TVP1 program „Rolnik szuka żony”, nikt nie przypuszczał, że odniesie taki sukces. Dzisiaj dostaje mnóstwo listów, ludzie uśmiechają się do niej na ulicy. A program ma kilkumilionową widownię. Przyciąga ją też Marta, która odkryła w sobie talent do prowadzenia rozmów ze zwykłymi ludźmi. O poznawaniu siebie, marzeniach i tęsknotach oraz o tym, jak „Rolnik...” zmienił jej życie, z Martą Manowską rozmawia Krystyna Pytlakowska.

Masz duszę swatki?

Nie wiem, dopiero się o tym przekonuję, prowadząc program „Rolnik szuka żony”. Chociaż raz byłam swatką – w życiu prywatnym. Poznałam moją 40-letnią przyjaciółkę z teatru z 30-letnim kolegą. Zakochali się w sobie, a ja temu zakochaniu towarzyszyłam. Na ślubie byłam gościem honorowym, a nawet odebrałam ich dziecko ze szpitala.

Są szczęśliwi?

Wszystkim bym życzyła, żeby się tak ze sobą dogadywali.

A co z Twoim życiem, związkami?

Czy musimy o tym rozmawiać? Nie znoszę opowiadać o swojej prywatności. Zresztą właściwie teraz jej prawie nie mam, cały czas jestem zajęta, cały czas jeżdżę. Nawet wyprawa do Zagrody Ojrzanów, 40 kilometrów pod Warszawą, sprawia, że czuję się, jakbym była bardzo daleko, w całkiem innym świecie. Wszystko zostawiam na boku. Cieszy mnie klimat wsi, przyroda, zwierzęta...

Marta Manowska, Viva! wrzesień 2015
Fot. Adam Pluciński/MOVE PICTURE

Jak się dostałeś do tego programu?

Po prostu wygrałam casting. Może dlatego, że kojarzyłam się komisji z prowadzącą w czeskiej edycji, jej energią i charakterem, ale przede wszystkim z tym, jak rozmawia z ludźmi. Ktoś sobie o mnie przypomniał i dlatego zaprosili mnie na ten casting. I dobrze się stało.

Od książki o nacjonalizmie hiszpańskim do programu matrymonialnego daleka droga.

Ta książka to moja praca magisterska. Przez rok studiowałam w Hiszpanii, dużo podróżowałam. Poza tym grałam wtedy pielęgniarkę w etiudzie filmowej, więc pisałam tę pracę w stroju pielęgniarki.

Kim Ty właściwie jesteś? Aktorką, dziennikarką?

Dziennikarką z wykształcenia, aktorką z ducha. Cały czas w drodze, cały czas poszukuję. Ale czy to w Hiszpanii, czy w Krakowie, czy Katowicach, nigdzie nie unikam rozmów z ludźmi i uczę się ich słuchać. Kiedyś bardzo lubiłam mówić o sobie, ale z czasem drugi człowiek zaczął mnie bardziej interesować. Chociaż te rozmowy najpierw dużo mnie kosztowały, bo od dziecka byłam raczej cicha i nieśmiała.

Ty nieśmiała...

Naprawdę. Dopiero Hiszpania ujawniła mój gen artystyczny, aktorski i malarski. Dopiero w Hiszpanii zrozumiałam, kim chcę być i jak chcę żyć. Po powrocie więc wszystko zmieniłam, pojechałam do Krakowa na warsztaty w Starym Teatrze. Zaczęłam kopać w samej sobie, żeby się zrozumieć. Stałam się charakterna.

Jak wpadłaś na pomysł wyjazdu do Hiszpanii?

To była wymiana studencka. Stwierdziłam, że dobrze poznać ludzi z całego świata, sprawdzić, czym różnią się ode mnie. Okazało się, że niczym.

Przed wyjazdem jaka byłaś?

Dobra, poukładana uczennica, z dobrego domu z tradycjami. Mama architekt, tata inżynier górnik, głowa rodziny, i ja jedynaczka doświadczająca dużej opiekuńczości rodziców. Byłam też buntującą się nastolatką, walczącą o swoją wolność, ale bez szaleństw. Zawsze wracałam na noc do domu (śmiech). Dopiero w Hiszpanii odnalazłam siebie.

Siebie, czyli jaką?

Taką, jaką byłam zawsze w środku, a której nie dopuszczałam w sobie do głosu. Spontaniczną, szaloną, ambitną, konsekwentną i niezniszczalną. Przedtem byłam sformatowana, jeśli można tak powiedzieć.

Dzień dobry, do widzenia, przepraszam?

To we mnie zostało, ale Hiszpania pokazała mi, że można iść pod prąd. Dała mi luz i szersze spojrzenie na ludzi i siebie. Dowartościowałam się, gdy zobaczyłam, że można przyjechać do obcego miasta, obcego kraju i być zauważoną, poznać odpowiednich i ważnych ludzi i zmierzać do celu, nawet kiedy jeszcze nie wiadomo, jaki on jest.

Pomyślałaś: Nigdy nie sądziłam, że taka jestem?

Och, wiele razy. Podczas spotkań z nowymi znajomymi, podróży – potrafiłam wsiąść w nocy do pociągu, by przejechać przez całą Hiszpanię, spać w różnych miejscach i w trudnych warunkach. Obiecałam sobie, że nie użyję ani słowa po angielsku, choćby się waliło. Mówiłam tylko po hiszpańsku, którego uczyłam się dopiero od roku, a gdy brakowało mi słów, waliłam pięścią w stół i byłam na siebie zła. A oni się ze mnie śmiali. Studiowałam tam historię sztuki i napisałam scenariusz filmowy, który od razu zaczęliśmy realizować. Wszystko tam było o wiele prostsze niż w Polsce. W pewnym momencie jednak zapragnęłam wrócić i zdać nowy egzamin u wybitnych aktorów, którzy próbowali mi pomóc, dokopując się do mojego wnętrza. To bardzo trudna praca. Miałam momenty załamań, siedziałam, płacząc, że się pomyliłam, że we mnie nie ma nic takiego co myślałam, że jest. Jestem wrażliwa, i to bardzo, ale wrażliwość nie oznacza, że taka osoba sobie w życiu nie poradzi. Za chwilę zrozumiałam więc, że niepotrzebnie mam do siebie pretensje, bo nie jestem monolitem, tylko składam się z kilku postaci i to walor, a nie wada. Szybko dostosowuję się do nowych warunków i chociaż przywykam do nich, znowu ruszam w drogę. Będąc w jednym miejscu, już myślę o czymś innym. I znowu mam wrażenie, że zaczynam coś od początku.

To bardzo męczące.

Na pewno. Często czuję, że się spalam, bo nie mam czasu na spokój. Teraz też dobrze się czuję w miejscu, w którym jestem, i pośród tych ludzi, z którymi rozmawiam. Ale już zadaję sobie kolejne pytania i myślę o tym, co dalej. Czasami wolałabym nie myśleć.

Marta Manowska, Viva! 20/2015
Fot. Adam Pluciński/MOVE

Gdy wyjeżdżałaś do Hiszpanii, rodzice pewnie się o Ciebie bardzo bali.

Oni zawsze się o mnie boją, ale nie zakazywali mi tego wyjazdu. Nawet dopingowali, żebym go załatwiła. Przywykli, że nie mogę tkwić w jednym miejscu. Już w liceum pracowałam, na studiach też, w „Dzienniku Zachodnim”, potem wygrałam staż w Warszawie, potem pisałam książkę o Bytomiu. Kieślowski w jakimś dokumencie powiedział, że naprawdę ważna jest tylko droga i ja sobie to napisałam na ścianie z datą i godziną. Dopóki się idzie w jakimś kierunku, ma się jakiś cel, wszystko inne nabiera sensu. Ciągle dowiaduję się o sobie czegoś nowego.

A czego się teraz dowiedziałaś?

Utwierdziłam się w przekonaniu o swojej podwójnej konstrukcji, takiej silnowrażliwej. I coraz bardziej się utwierdzam w tym, że poddawanie się emocjom jest lepsze niż skorupa z kamiennym i cynicznym obliczem. Staram się więc niczego i nikogo nie udawać.

Ale nie było to łatwe, kiedy zaczynałaś program „Rolnik szuka żony”? Musisz napełniać tych ludzi wiarą, że zmienią swoje życie.

Nie można sobie tu pozwolić na błąd. Potrzebna jest ogromna koncentracja i umiejętność słuchania, szybkie reakcje i skupienie na drugim człowieku. To na pewno było duże wyzwanie, a ja wszystko robiłam intuicyjnie.

Ile masz lat?

Trzydzieści jeden.

Nie jesteś za młoda na pracę swatko-terapeutki?

Zrozumiałam, jak bardzo jestem za tych ludzi odpowiedzialna, bo oni pod wpływem tego programu i rozmów ze mną dowiadują się dużo o sobie, o swoich lękach. Program jest tylko impulsem, potrafi wywrócić ich świat do góry nogami, a ja przykładam im lustro, w którym się przeglądają i odkrywają swoje reakcje. To bywa porażające.

Co na przykład?

Gdy człowiek nagle dowiaduje się pod wpływem bardzo silnej emocji, że nie jest gotowy, żeby przeciwstawić się rodzicom, wszystko zmieniać i postąpić inaczej niż jego ojciec 20 lat temu. Ja to z nich wydobywam. Nie jestem tylko dziennikarką, ale bywam i psychologiem. Choć być może nie byłam na to gotowa. Tu nie ma miejsca na próbne operacje. Wszystko dzieje się bardzo poważnie.

A nie pytają Cię, jak Ty sobie ułożyłaś życie?

Nie, a gdyby zapytali, pewnie bym się wymigała od odpowiedzi. Ale oni wiedzą, że moje pytania wynikają z wątpliwości, które i ja w życiu miałam i mam nadal.

Jakie to pytania?

Jak stworzyć życie z drugim człowiekiem i jak je poprowadzić, ile dać sobie wolności? Jak wybaczać? Skąd możemy wiedzieć, że życie nie postawi nas w trudnych sytuacjach? Co wtedy? Życie nie jest czarno-białe, jak mi się kiedyś wydawało. Czasem trzeba schować do kieszeni swoją dumę, ambicję. Bo tak jest lepiej. Związek to nauka cierpliwości, pokory i długofalowe myślenie. Dawniej, jeśli czegoś chciałam, to musiało się stać już, natychmiast. A w życiu tak nie bywa. I to cała tajemnica. Miłość musi dojrzewać, żeby być dojrzała.

Byłaś nieszczęśliwie zakochana?

Byłam. I dziś już wiem, że trzeba drugiego człowieka akceptować z całą jego kombinacją wad, nie irytować się nimi, tylko rozczulać. Moi dziadkowie są tu dobrym przykładem, ciągle uśmiechają się do siebie, choć wiele ich w sobie denerwuje. Gdyby przyszła taka potrzeba, moja babcia umiałaby zawalczyć o swojego faceta.

A Ty umiałabyś?

Myślę, że tak. Chociaż uważam, że to mężczyzna zdobywa. Lecz moje bohaterki chcą pokonać rywalki tak bardzo, że walczą. Jednak często mężczyźni reagują bardziej emocjonalnie niż kobiety. Widziałam i sceny zazdrości, i silne wzruszenia między walczącymi mężczyznami. Kiedy wygrałam ten casting, nie byłam świadoma tego, co mnie czeka, jak cienkie granice będę musiała pokonać, jak głęboką relację zbudować z moimi bohaterami. To osoby, których już ze swojego życia nie usunę, nigdy nie będziemy obcymi ludźmi dla siebie. Czuję się, jakbym miała jakąś misję do spełnienia. Widzę, jak moi bohaterowie się zmieniają, ile w sobie ukrywali, wychodzi z nich czułość, delikatność, pęka ściana, za którą się chowamy.

Pracujesz dla popularności czy misji?

Ależ ja się nie czuję popularna, chociaż bardzo mnie cieszy odzew z różnych środowisk i ocena, że inaczej spojrzeliśmy na wieś. Ludzie w miastach mają inny widok z okna, ale tak naprawdę nic ich od ludzi ze wsi nie różni, też mają mleko w lodówce.

Jesteś szczęśliwa?

Każdy jest trochę szczęśliwy i trochę nieszczęśliwy. A czy kiedyś będę szczęśliwa? Nie wiem, na razie bywam wesoła. Często zdarza mi się usiąść i obserwować ludzi, ich zachowania, reakcje, to dla mnie ważna lekcja. O, ci trzymają się za ręce. A tamci... odsunął się, gdy chciała ująć go pod ramię.

Sama pośród tłumu?

Tak, lubię to. Ale bardzo lubię też ciszę. Nie zagłuszam jej więc, nie mam telewizora, nie słucham muzyki, czasem muszę od hałasu odpocząć, żeby potem mieć siłę i energię na uwagę i słuchanie. Kiedy mam wolną chwilę, lubię być sama ze sobą i milczeć. Nie chodzę na salony, nie fotografuję się na ściankach, nie wydaję pieniędzy na drogie ciuchy, tylko na książki i podróże. Podróże dają mi ukojenie, czytanie również. To takie balansowanie. Być z drugim człowiekiem i być samemu w swoim towarzystwie.

Nie wyglądasz na samotnicę, raczej na dziewczynę z biglem, która umie bawić się do upadłego.

Tak było, ale ja się zmieniam i podoba mi się ta zmiana.

Może jesteś po prostu zmęczona?

Nie. To tylko wyciszenie. Kiedyś umiałam przeskakiwać z jednego świata w drugi, z produkcji telewizyjnej do teatru i prób trwających do nocy. A od rana znowu w telewizji. Te światy do siebie nie przystawały, ale radziłam sobie z tym. Teraz bardziej potrzebuję komfortu psychicznego, zastanowienia się. Kiedy czytam, odkładam książkę co dziesięć stron i rozmyślam o tym, co przeczytałam.

A jak żyjesz poza programem i czytaniem?

Cały czas się przemieszczam, mam trzy walizki w różnych rozmiarach i ciągle je przepakowuję.

Walizka na lato, jesień...

I na wiosnę. Nie mam swojego azylu, o którym mogłabym powiedzieć: to moje miejsce. Obym je znalazła. Życie jednak nauczyło mnie ascezy, nie gromadzę niczego. Mam kilka ważnych przedmiotów, a do całej reszty nie przywiązuję wagi.

A jakie są te ważne przedmioty?

Figurka Buddy, którą dostałam od przyjaciela Taja, moneta, którą podarował mi mój rozmówca z Indii. Nie zmieniam samochodu, w mieszkaniu tylko śpię.

Przychodzi taki moment, gdy człowiek potrzebuje azylu, do którego po całym dniu można wrócić?

I jeszcze ma się do kogo wracać.

Przyjdzie pora, że będziesz chciała być matką.

Tak, i wtedy już będę martwić się nie o siebie, tylko o kogoś innego. Ale prawda jest taka, że zawsze chcemy być tam, gdzie nas nie ma, a sztuka życia polega na tym, żeby się cieszyć z tego, co się ma. Nawet z bardzo małych rzeczy. Dzisiaj jak wstałam, cieszyłam się, że za chwilę zrobię sobie kawę, że jest ładna pogoda i że spotkam się z tobą.

Czego mam Ci życzyć?

Wielkiej miłości. Moja przyjaciółka Chinka ciągle namawia mnie na wróżby, a ja się ich boję. Całe piękno życia jest w tym, że przyszłość to niewiadoma. 

Marta Manowska, Viva! wrzesień 2015
Fot. Adam Pluciński/MOVE PICTURE

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.