Mariola Bojarska-Ferenc, VIVA! 20/2020
Fot. Zdjęcia Anna Zofia Powierża Stylizacja Adrianna Kochańska
TYLKO W VIVIE!

Mariola Bojarska-Ferenc: ,,Wciąż lekarz powtarzał mi, że maluch nie ma szans na przeżycie"

Gwiazda poruszająco o trudnym porodzie i walce o życie synka

Olga Figaszewska 18 października 2020 09:00
Mariola Bojarska-Ferenc, VIVA! 20/2020
Fot. Zdjęcia Anna Zofia Powierża Stylizacja Adrianna Kochańska

Mariola Bojarska-Ferenc nie ukrywa, że życie mocno ją doświadczyło. Nie zdawała sobie sprawy, że napisze jej taki scenariusz. ,,Wiele razy płakałam, ale nie wstydzę się własnych emocji i nie boję się prosić o pomoc innych. Nie boję się życia", mówi w nowym wywiadzie. Najcięższą walkę stoczyła o życie i zdrowie starszego syna. ,,To było okrutne dla młodej kobiety, bo wciąż lekarz powtarzał mi, że maluch nie ma szans na przeżycie", mówi gwiazda w nowej VIVIE! Dla Marioli Bojarskiej-Ferenc rodzina jest dla niej największym sukcesem.  Co mówi nam o relacji z synami? Marcin i Aleks są jej największą dumą i wsparciem! 

W książce po raz pierwszy zdecydowała się Pani na życiową szczerość. Najcięższą walkę stoczyła Pani o życie synka.

Miałam 20 lat, gdy zostałam mamą. Jako studentka Akademii Wychowania Fizycznego nie odpuszczałam niektórych zajęć, będąc w ciąży. Nie zdawałam sobie sprawy ze skutków. Działałam intuicyjnie. W siódmym miesiącu ciąży zaczął mnie boleć kręgosłup. Okazało się, że już rodzę! W szpitalu próbowano powstrzymać poród. Po 36 godzinach bólu i cierpienia urodziłam synka. To było okrutne dla młodej kobiety, bo wciąż lekarz powtarzał mi, że maluch nie ma szans na przeżycie. Dziecko wiele tygodni spędziło w inkubatorze, żeby osiągnąć odpowiednią wagę. Był taki drobny, bezbronny, bez odruchu ssania… A ja czułam się bezradna. Byłam przy nim cały czas i bałam się, czy przeżyje. Starałam się odtrącać wszystkie negatywne informacje i zbierałam siły, by się nie załamać.

Mogła Pani liczyć na wsparcie bliskich.

Mam szczęście do cudownych ludzi. Moja pierwsza teściowa zadbała o to, by Marcin był pod wspaniałą opieką lekarzy z Centrum Zdrowia Dziecka. Okazał się bardzo silnym chłopcem. Od tamtej pory jest zdrowy, odnosi kolejne sukcesy w branży e-commerce i jestem z niego niesamowicie dumna. Moja teściowa nauczyła mnie również zdrowego egoizmu. Zawsze powtarzała: „Pamiętaj, najważniejsza jesteś ty”. I kiedy wydawało mi się, że nie podołam wszystkim obowiązkom po narodzinach syna, studia itp., ona pokazała mi, że dzięki świetnej organizacji jestem w stanie znaleźć na wszystko czas. Motywowała mnie do nauki języków, dbania o siebie. Zadbałam również o swoją niezależność, do której ciągle zachęcam kobiety. To daje swobodę działania i myślenia. Nauczyłam się, że nic nie jest na zawsze i ostatecznie pewne. Bo nawet najlepsze małżeństwo może się rozpaść. Dlatego po rozwodzie ruszyłam w świat z uniesioną głową, z nadzieją, że dam radę.

Doświadczyła Pani samotnego macierzyństwa?

W trakcie rozwodu ciężko pracowałam na wielu etatach, żeby się utrzymać i zadbać o przyszłość dziecka. Oczywiście, miałam wsparcie w opiece nad synkiem. Obawiałam się tego, co będzie, czy jeszcze kiedyś ktoś mnie pokocha – samotną matkę z dzieckiem. Trzy dni po rozwodzie poznałam mojego obecnego męża. Jesteśmy razem ponad 30 lat. Ryszard rozkochał się w Marcinie. Wychował go, otoczył miłością, był z nim w najważniejszych momentach. A potem na świecie pojawił się nasz syn, Aleks.

Ta wiara we własne możliwości to przede wszystkim zasługa silnych kobiet, które pojawiły się w Pani życiu.

Nie byłabym tym, kim jestem, gdyby nie zdarzył się ten tragiczny wypadek mojej mamy. W sekundę stałam się silna jak skała. Miałam siedem lat, kiedy została potrącona przez samochód. Była tak energetyczna jak ja. Chciała za szybko przejść przez pasy. Przeżyła, ale miała ponad 40 złamań. Przeszła szereg operacji. Wtedy mój świat legł w gruzach. W pewnym sensie nie miałam mamy. Sama musiałam stać się mamą dla trzyletniej siostry, Danuty, i zadbać o siebie. 

Mariola Bojarska-Ferenc, VIVA! 20/2020
Fot. Zdjęcia Anna Zofia Powierża Stylizacja Adrianna Kochańska

Za wcześnie musiała Pani dorosnąć. Jak zmieniły Panią te wydarzenia?

To był bardzo trudny okres w moim życiu. W tamtym czasie największą ostoją była babcia. Jednak czułam się odpowiedzialna za najbliższych. Wspierałam w codziennych obowiązkach tatę, który nigdy wcześniej nie zajmował się domem. Stałam się taką małą kobietką. Po powrocie mamy ze szpitala pomagałam jej w poruszaniu się, myciu, podawałam jedzenie. Ona miała ogromną wolę walki. Powiedziano nam, że będzie poruszać się na wózku, ale się uparła i po trzech latach chodziła o kulach. Nie wyobrażała sobie, że może nie chodzić, była młoda, po trzydziestce. Byłyśmy z siostrą jej motywacją. Potrafiła w ramach rehabilitacji pójść z Żoliborza do Domów Centrum, a potem wracała autobusem. Okupiła to ogromnym bólem, przyjmowała ogromne ilość leków, o których nie mieliśmy pojęcia. Była po nich otumaniona. Po wielu latach zachorowała na raka. Pamiętam, jak dowiedziałam się o diagnozie lekarzy. Prowadziłam na żywo program w poznańskiej telewizji. Miałam wejść do studia i zrobić wywiad ze znaną aktorką. Zadzwonił telefon i informacja, że moja mama umiera.

 Odwołała Pani audycję?

Nie, nie było odwrotu. Na początku się rozpłakałam i poprosiłam swoją rozmówczynię, żeby odpowiadała jak najdłużej na moje pytania, bo bałam się, że nie udźwignę tej bolesnej informacji. Zagryzłam zęby, przeprowadziłam rozmowę. Nie wiem, jak tego dokonałam. Pewnie zadziałały silne emocje. Przez 10 lat walczyłam o życie mamy. Szukałam najlepszych lekarzy w kraju. Kursowałam między Poznaniem a Warszawą. Żegnałam ją w szpitalu, kiedy była w najcięższym stanie. Ważyła już 35 kilo, pękały jej żyły, gdy podawano kroplówki wzmacniające… Czuwałam przy jej łóżku dzień i noc. Tej ostatniej chciałam na chwilę wyjść, żeby napić się kawy, i powiedziałam: „Pamiętaj, jak wrócę, masz tu na mnie czekać”. Oczywiście się rozpłakałam. Krzyczała na mnie, że mam być silna – zero łez. Ale jak nie płakać? 

Rozmawia z nią Pani?

Tak. Dziś, kiedy mam ważny życiowy moment, zwracam się do niej wieczorem albo rano. Mam wrażenie, że kiedy coś złego dzieje się w moim życiu, ona jak anioł stoi na straży. Rak odebrał mi dwie najukochańsze osoby. Po 10 latach od śmierci mamy zmarł mój tata. Dlatego związałam się ze Stowarzyszeniem „Rakmisja”, którego jestem ambasadorką. Kiedy dziewczyna po 30. roku życia traci rodziców, to jeszcze nie ma okazji się nimi nacieszyć. Do dziś brakuje mi obecności mamy i tej zerwanej relacji. Wiem, że była ze mnie dumna. Cieszyła się wszystkimi moimi osiągnięciami w gimnastyce artystycznej. Potrafiła wykupić wszystkie gazety w kiosku, żeby obdarować nimi sąsiadów. To było dla niej siłą.

 Dlatego tak mocno angażuje się Pani w relację ze swoimi synami.

Chyba nawet przesadzam. Bo kiedy tej relacji nie doświadcza się samemu, to potem miłość przekłada się ze zdwojoną siłą na swoje dzieci. Czasem moi synowie są zmęczeni, że dzwonię i piszę codziennie. Ale chcę, żeby wiedzieli, że o nich myślę. Zdaję sobie sprawę, że angażuję się za bardzo, ale co ja mam zrobić, skoro ich tak kocham (śmiech). Wypracowałam sobie z nimi genialny kontakt i cieszy mnie, kiedy chcą być blisko nas. Marcin i Aleks są moim wsparciem. Wiem też, że są ze mnie dumni. 

Cały wywiad w nowym numerze VIVY! w punktach sprzedaży w całej Polsce od 15 października. 

Małgorzata Rozenek-Majdan, Radosław Majdan, Stanisław Rozenek, Tadeusz Rozenek, Henryk Majdan, VIVA! 20/2020, okładka
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Najnowsza książka Marioli Bojarskiej-Ferenc, Trener życia

mariola-bojarska-ferenc-trener-zycia
Fot. Anna Zofia Powierża

Sprawdź także:

Mariola Bojarska-Ferenc, okładka
Fot. materiały prasowe Edipresse Książki

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.