WYWIADY VIVY!

Ewa Chodakowska: „Staram się zaszczepić w ludziach trochę uśmiechu i wiary w lepsze jutro”

„Nie ma na to miejsca w mojej komunikacji”

Piotr Najsztub 11 maja 2020 06:24

W ramach cyklu Archiwum VIVY!: wywiady przypominamy rozmowę Piotra Najsztuba z Ewą Chodakowską. Wywiad ukazał się w sierpniu 2018 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! Ewa Chodakowska wywiad

Ile małżeństw rozbiła i czy ma z tego powodu wyrzuty sumienia? Jak to jest być ciągle „pod obstrzałem”?  Czy obudził się w niej zew macierzyński. Każda inna kobieta straciłaby zimną krew w ogniu pytań Piotra Najsztuba. Ale nie Ewa Chodakowska. Wywiad ukazał się w sierpniu 2018 roku w magazynie VIVA!.

Mąż Grek – bardzo dobrze. A co z przodkami? Uroda wskazywałaby na jakiegoś Tatara. Pochodzisz z Sanoka, więc bym się nie zdziwił. Sprawdzałaś?

Mąż mówi na mnie „kambodżańska dziewczyna”, ale pewnie bliżej mi do tatarskich korzeni. Moja babcia wyglądała jak Tatarka, ale nie sprawdzałam drzewa genealogicznego.

 Więc to jeszcze przed Tobą. Albo pochodzenie „wygrzebią” Ci Twoje fanki.

One filtrują mnie z każdej strony, więc to całkiem możliwe.

 Instagram, Fejs – jesteś cały czas „na widoku”. To nie męczy?

Ja się na to świadomie zgodziłam, więc nie robię nic wbrew sobie. I – wbrew pozorom – dozuję swoją prywatność. Nie piszę o trudnych chwilach i kryzysach, a przecież te się zdarzają. Staram się zaszczepić w ludziach trochę uśmiechu i wiary w lepsze jutro. Nie użalam się nad sobą. Nie ma na to miejsca w mojej komunikacji.

 Czyli oszukujesz tych biednych, spragnionych nadziei ludzi ocenzurowaną Chodakowską. A poza tym wiadomo, że „lepsze jutro było wczoraj”.

Wróciłam do Polski z zamiarem przeprowadzenia rewolucji w życiu kobiet. Pokazania Pol-
kom, że mają wpływ na swoje życie. I mają w sobie sprawczą siłę. Daję im narzędzia, z których mogą korzystać i dokonywać prawdziwych zmian. Jestem naocznym świadkiem metamorfoz i jestem z nich szalenie dumna. 

 Ale one mają wpływ głównie na to, jak te kobiety wyglądają.

To tylko fragment łańcucha zdarzeń, to jest proces. Przemiana zachodzi przede wszystkim w głowie i stylu życia. Kobiety, trenując regularnie, rosną w siłę nie tylko fizyczną, ale też mentalną, zaczynają zadawać sobie pytania, czego chcą, świadome swoich potrzeb, pewniejsze siebie, bardziej otwarte, wyznaczają cele i podejmują konsekwentną pracę nad ich realizacją. Tego uczy trening ciała na macie. To proste narzędzie do wprowadzania zmian w życie. Gdybym miała po prostu „sprzedawać” szczupłe ciało, to w ogóle bym się tym nie zajmowała. Bo to zbyt błahe i niewarte zachodu.

Czyli chudnięcie to efekt uboczny?

Bardzo fajny efekt uboczny.

 „Bo znikają boczki”.

To coś więcej niż znikające boczki. Oczywiście, ruch to bezcenne zdrowie. O tym wszyscy wiemy. Ja natomiast przedstawiam treningi w kategoriach zdrowego nawyku, który wzmacnia samodyscyplinę. Silna samodyscyplina to chęci do działania i konsekwencja. Do jednego zdrowego nawyku dorzucamy kolejny. Jeden zrealizowany cel niesie za sobą satysfakcję i kolejne wyzwania. Kobiety trenujące ze mną na co dzień udowadniają sobie, że mogą więcej. Tak na macie, jak i w życiu codziennym. Na każdej płaszczyźnie. 

 Postawią się mężowi, zawalczą o awans?

Wiele tych kobiet się „postawiło”.

 A więc matką ilu rozwodów jesteś?

Zebrałoby się ich trochę. Mam tego pełną świadomość. Kobiety piszą do mnie, że w końcu są niezależne, że zmieniły otoczenie, pracę, partnera.

Sumienie nie uwiera?

Mnie? Dopóki one nie mają wyrzutów sumienia, ja też ich nie mam.

Nie śnią Ci się porzuceni mężczyźni?!

Nie. Niech popracują nad swoimi relacjami, nad komunikacją z partnerkami. Uważam, że wszystko w naszym życiu jest rzemiosłem, trzeba się napracować, nauczyć i dzięki temu zasłużyć. To dotyczy treningu, związków, pracy – wszystko wymaga od nas zaangażowania i wzięcia się do roboty.

Pięknie. Ale podróżujesz między dwoma bardzo patriarchalnymi światami, Polską i Grecją. I w pierwszej przynajmniej chwili dajesz tym kobietom lepsze ciała. Dzięki czemu lepiej wyglądają na „wystawie” patriarchalnego targu. Gdzie kobieta jest w dużej mierze przedmiotem, który musi się „sprzedać”, być „kupiona”. Jeśli są atrakcyjniejsze, „sprzedadzą się drożej” – taki świat mają wpojony do głowy.

Uczę kobiety zdrowego egoizmu. Dbamy o siebie dla siebie. Z miłości do siebie. Kobieta jako jednostka ma prawo czuć się spełniona i szczęśliwa. Kobiety, które pracują nad sobą, zaczynają oczekiwać więcej od siebie i od życia. Wychodzą ze swojej bezpiecznej skorupy, zaczynają komunikować swoje potrzeby. Wiedzą, czego chcą. Wiedzą, czego nie chcą. Zostawiają za sobą te elementy życia, które je nie satysfakcjonowały i nie spełniały swoich funkcji. Zmieniają pracę, porywają się na realizację marzeń, wyskakują z tego oczywistego patriarchalnego schematu. 

To takie trochę adzia-badzia terapeutyczne…

Nie chcę używać tego języka. Ale tak to brzmi na poziomie ogólnym. Mam ci mówić o przykładach, o kobietach, które zmieniły w swoim życiu absolutnie wszystko? Uwierz mi, że znam te kobiety, mam z nimi kontakt. Musiałabym wybrać z tysięcy, które znam. Naprawdę tak sceptycznie na to spoglądasz?

Mój sceptycyzm jest zawodowy. Choć osobiście głośno patriarchat krytykuję. Ale wiem też, że powszechna jest postawa kobiet – to nie ich wina, tylko systemu – polegająca na tym, że poczucie bezpieczeństwa na podstawowym poziomie to posiadanie faceta. A do tego – głosi patriarchalny schemat – potrzebny jest atrakcyjny wygląd.  

Uwierz mi. Kobiety, które pracują ze mną, robią to głównie dla siebie. Zauważam coraz częściej, że tego „robienia dla faceta” mają już serdecznie dosyć!

Ewa Chodakowska, VIVA! 08/2018
Fot. Marlena Bielińska

 Tego bym się spodziewał, tego bym chciał.

W przyszłości będę ci przedstawiać badania naukowe, dziś musisz mi uwierzyć na słowo. 

 Kobiety w patriarchacie często się boją, kieruje nimi strach.

Przed czym?

 Że nie zostaną zaakceptowane, że będą niewystarczająco jakieś, że źle wybiorą, a na koniec, że to ich „wina”. Taką mamy kulturę. Ty w nich ten strach – z tego, co rozumiem – chcesz redukować. Czy więc zdajesz sobie sprawę, że bierzesz udział w – na szczęście – zbliżającym się matriarchacie?

Na szczęście? Każda dominacja wiąże się z nadużyciem władzy i wykorzystywaniem słabszej strony. Wcale mnie nie cieszy taka perspektywa. Smutny jest też fakt, który przytaczasz. Kobiety szukają zapewnień, że są wystarczająco dobre, u partnera. A przecież partner nie jest od tego, żeby uzupełnić nasze braki w pewności siebie. Nad tym powinnyśmy popracować ze sobą. Widzisz, i tu wracamy do mojej misji. Mata to świetne miejsce do pracy nad samoakceptacją. Kobiety silnej i pewnej siebie nie cechuje potrzeba dominacji. Silna kobieta to nie ta, która nie potrzebuje w życiu mężczyzny. Nie ma co demonizować tak bardzo tego schematu. 

„Potrzebowanie mężczyzny” dość często kończy się kompromisami, które kobieta musi ze sobą zawierać, żeby on był, kiedy ona go potrzebuje.

Ale kompromisy wcale nie są złe, jeśli każda ze stron jest w stanie odłożyć swoje ego do szafy. Partnerstwo polega na wzajemnym wsparciu. Począwszy od codziennej prozy życia po dalekosiężne plany na przyszłość. Kiedy komunikacja nie szwankuje, można ze sobą wspaniale iść przez życie. Ramię w ramię. Dziewięć lat temu poznałam swojego Greka. Jak przystało na Greka, był bardzo dominujący. Dzisiaj podziwia moją niezależność, daje przestrzeń, wspiera. Ja przez ten czas też się dla niego zmieniłam. Patrząc z boku, można nam pozazdrościć tego partnerstwa.

 Ile razy mogliście się już rozstać?

Mnóstwo.

 I czemu żeście tego nie zrobili?

Bo w sytuacji kryzysowej stawiamy na rozmowę. Walimy prosto z mostu i szukamy rozwiązań. Zawsze! 

 A można się zdradzać, a potem to omówić?

Absolutnie nie, to jest wykluczone!

 Przecież naukowcy udowodnili, że człowiek jest stworzeniem poligamicznym!

Jestem przeciwna poligamii.

Ewa Chodakowska, VIVA! sierpień 2018, 08/2018
Fot. Marlena Bielińska

Z najnowszych statystyk i analiz wynika, że współcześnie ludzie nie rozwodzą się głównie dlatego, że są nieszczęśliwi – tak było kiedyś – tylko dlatego, że uważają, że mogą być bardziej szczęśliwi.

Problem mają nie ci, którym mało, a ci, którym ciągle mało. Ci, którzy zawsze ścigają się o więcej i lepiej. 

 Trudno się oprzeć, kiedy ze świata przesiąkniętego reklamami słyszysz co trzy minuty: „Możesz mieć więcej, i to mniejszym kosztem”.

Kieruję się w życiu wartościami wyniesionymi z domu. Miłość, szacunek, poczucie bezpieczeństwa. Rodzina. W życiu osobistym stawiam na spokój. W życiu zawodowym lubię wyzwania. 

 Mogłaś być królową Sanoka! Najlepszą laską w mieście! Dlaczego wyjechałaś? 

Piotr, co to za pytanie?! (śmiech). Od zawsze chciałam wyjechać z Sanoka, dowiedzieć się, jak smakuje świat, eksplorować siebie. Wyjeżdżając, nie wiedziałam dokładnie, czego chcę, nie miałam pomysłu na siebie. Wybrałam kierunek studiów dziwny jak na mnie, bo od dziecka byłam sportowcem, sprinterką, a poszłam, na…

 Stosunki międzynarodowe.

Jak więc widać, przydatne to były studia. W praktyce poszło całkiem nieźle, mimo że studiowałam tylko rok. Potem pojechałam do Londynu i tam zajęłam się szlifowaniem języka, po drodze sprzątałam w domach, opiekowałam się dziećmi, stałam za barem. Tak mi minęły dwa lata w Londynie, wróciłam do Polski, zaczęłam robić szkoły sportowe, później Ateny i ponownie szkoła sportowa, kilka innych szkół po drodze. Dziś mogę śmiało stwierdzić, że wszystkie się przydały. Nie pozwalam sobie stawać w miejscu. 

Jesteś ofiarą tego turbokapitalizmu, który uważa, że nie można stanąć w miejscu, bo się wtedy cofamy, a tak naprawdę mniej konsumujemy. A można stanąć w miejscu, się rozejrzeć…

To, że się rozwijam, nie znaczy, że pędzę na oślep i nie daję sobie chwili na wdzięczność, celebracje. Jestem uważna, potrafię docenić tu i teraz. Ale jestem też świadoma jutra. 

Poczekaj! Bo to trochę takie buddyjskie, z kolei adzia-badzia, ta celebracja. A masz zwykłą ludzką potrzebę gromadzenia kapitału?

Nie.

 Łatwo wydajesz pieniądze czy jesteś skneruską?

Pieniądze są po to, żeby je inwestować. Nie jestem ofiarą niepoliczalnej ilości butów, torebek etc. Nie brakuje mi niczego. Uwielbiam za to robić prezenty rodzinie. Karmię się radością tego, kto dostaje ode mnie prezent.

Może masz już tyle, że mogłabyś zejść „ze sceny”?

Może i mogłabym. Ale moja praca to moja energia. Moja pasja. Moja misja. Postawiłam na poprawę jakości życia drugiego człowieka i wkręciłam się na dobre. Czuję się w jakimś stopniu odpowiedzialna za osobę, która mi zaufała. Zależy mi na niej, znajduję dla niej czas, chcę dla niej jak najlepiej. Staję się częścią jej życia, a ona mojego. Spakować się i wyjechać, bo już „mam tyle”? Pieniądze nigdy nie były priorytetem. 

 To Twoje trenerowanie momentami przybiera monstrualne rozmiary, jak na przykład bicie na Stadionie Narodowym rekordu Guinnessa w jednoczesnym treningu tysięcy ludzi.

To wspaniała okazja do świętowania wspólnej pasji do zdrowego stylu życia. W tej sytuacji im więcej osób, tym lepiej. Fajna sportowa impreza, która motywuje kolejne osoby, wspaniała atmosfera. Nie widzę w tym…

…gigantomanii?

Właśnie. I ile osób mogło powiedzieć sobie: „Pobiłam dzisiaj rekord Guinnessa”. Doczytałam się w relacjach z imprezy, że dla niektórych to było najfajniejsze wydarzenie roku. Sama radość. 

 Część roku spędzasz w Grecji. Mówiłaś, jacy są mieszkańcy Sanoka, a jacy są Grecy?

Kiedy przeprowadziliśmy się do Polski, odwiedził nas przyjaciel Lefterisa. W Grecji od trzech lat trwał potężny kryzys. Nasz gość wcześniej świetnie sobie radził biznesowo, prowadził duże kluby fitness w Atenach. Z roku na rok sytuacja zaczęła się zmieniać. Wszystko legło w gruzach. Gigantyczne podatki, bankructwo. Trójka dzieci, żona bez pracy i perspektywa odsiadki za podatki. Wyjeżdżając od nas, po tygodniu pobytu w Warszawie, przy pożegnaniu ze łzami w oczach powiedział nam: „Jak ja się cieszę waszym szczęściem. Czuję, że jest nadzieja dla nas wszystkich”. Nic chyba więcej nie muszę mówić na temat różnic między Grekami a Polakami.

Ewa Chodakowska, VIVA! 08/2018
Fot. Marlena Bielińska

 Ten kryzys w Grecji, o którym my tu tylko czytaliśmy, zmienił Greków?

Tak jak wcześniej Grek na pytanie: „Jak się czujesz, co słychać?”, odpowiadał z szerokim uśmiechem: „Ola kala” (wszystko dobrze), tak od paru lat na próżno szukać tej lekkości w głosie. Kryzys dał się mocno Grekom we znaki. Choć ostatnio przysłuchiwałam się rozmowie Greków: „Doceńmy to, co mamy, słońce, wspaniała woda, pyszna kawa…”. Powoli odradza się życie, po czasie kompletnej bezsilności, rozpaczy, często i zwykłej biedy.

Jesteś piękna?

Czuję się piękna, bo się dobrze czuję ze sobą. Kanony piękna powinny być tak różne i tak rozległe, żeby każda kobieta czuła się piękna. 

 Ale zaraz, zaraz… Zaczynają Ci się robić zmarszczki przy oczach, czemu ich nie wypełnisz kwasem hialuronowym?

Piotr, ja lubię swoje zmarszczki! (śmiech). Nie mam z tym najmniejszego problemu. Mam 36 lat, więc gorzej by było, gdyby ich tam nie było. 

Ewa Chodakowska, VIVA! 08/2018
Fot. Marlena Bielińska

A zew macierzyński się w Tobie jeszcze nie obudził?

Przyjdzie na to czas.

 Grecy chyba lubią dzieci…

Pytasz, czy mąż mnie ciśnie?

Dokładnie.

Mój mąż mnie w niczym nie ciśnie. Mówi mi: „Kiedy będziesz gotowa, to wtedy przyjdzie czas”. 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Córka ANNY PRZYBYLSKIEJ, OLIWIA BIENIUK, w jedynym takim wywiadzie: „Kiedy mama umarła, wchodziłam w najtrudniejszy okres dojrzewania i ono się trochę zatrzymało”. PIOTR BECZAŁA i KATARZYNA BĄK-BECZAŁA. Światowej sławy muzyk i utalentowana mezzosopranistka, która zamieniła karierę na rolę żony. Czy żałuje? KEANU REEVES, aktor, który chodzi własnymi ścieżkami. IZABELA TROJANOWSKA w czasach PRL-u szokowała ostrym, rockowym wizerunkiem. Ile dziś zostało z tamtej niepokornej dziewczyny? W CYKLU EXTRA Świat mody z powodu koronawirusa znalazł się na krawędzi.