WYWIADY VIVY!

Doda: „Mam duże poczucie humoru, umiem śmiać się z siebie”

„Po trzydziestce nie histeryzuję za bardzo”

PIOTR NAJSZTUB 8 kwietnia 2020 06:28

W ramach cyklu Archiwum VIVY!: wywiady przypominamy rozmowę Piotra Najsztuba z Dodą, Dorotą Rabczewską. Wywiad ukazał się w marcu 2018 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! wywiad Doda

Myślisz o sobie: inwalidka? Jesteś singielką czy bynajmniej? Co sądzisz o akcji #metoo? Dużo przeklinasz na co dzień? I czemu właściwie zagrałaś w filmie? Piotr Najsztub jest bardzo dociekliwy. A Doda udowadnia, że ma do siebie dystans.

Myślisz czasem o sobie: ja, inwalidka?

Poza tym, że mogę parkować na miejscach dla niepełnosprawnych, to raczej się nad tym nie zastanawiam.

I parkujesz na „tych” miejscach?

Bardzo rzadko, muszę już być naprawdę zdesperowana. Bo to jednak żenująco wygląda, jak najpierw w takim miejscu parkuję, a potem na obcasach, z włosem zaczesanym za tyłek wychodzę z samochodu jakby nigdy nic. Poza tym ktoś, kto naprawdę ma duży problem, będzie potrzebował tego miejsca bardziej.

Może w ten sposób nadajesz nową twarz inwalidztwu, odczarowujesz je?

Myślisz? Ale nie chciałabym się z tego śmiać, bo to dla mnie poważny temat. Był czas, kiedy cierpiałam bardzo na silny ból kręgosłupa i nie było mi wtedy do śmiechu. Sama siebie wykluczałam z każdej aktywności życiowej, bo bałam się bólu. W takim stanie nie chcesz mieć nic wspólnego z nikim, bo jesteś tylko bólem.  

 I załatwiłaś ten problem bezpowrotnie czy on może wrócić?

Zaczęłam dużo ćwiczyć, wzmacniać mięśnie kręgosłupa, bo rehabilitacje mi nie pomagały, a to pomogło. Co będzie, nie wiadomo.

Martwisz się o swoją starość, że wtedy to może powrócić ze zdwojoną siłą?

Nie zastanawiam się nad własną starością.

Jak to się nie zastanawiasz?! Właśnie obchodziłaś 34. urodziny, to moim zdaniem naturalny dzień, by zadumać się nad swoim starczym losem.

Nie myślę o tym, bo jak będę się teraz tym martwić, to się będę martwić dwa razy. Teraz i potem. Na co mi to?

Doda, Viva! marzec 2018
Fot. Marcin Kempski/I LIKE PHOTO

Po tych urodzinach myślisz, że jesteś młoda, stara?

Wpadam w skrajności, raz uważam, że jestem wiecznym dzieckiem, Boże, ja jestem taka frywolna, wesoła, spontaniczna, jak ja to w sobie lubię, że jestem taka beztroska! A po kilku godzinach, kiedy zmieni mi się proporcja hormonów w organizmie, myślę: ja to jestem taka stara dusza, przeżyłam sześć tragicznych żyć normalnego człowieka i dlatego żadna kobieta w moim wieku nie może mnie zrozumieć. Taka sinusoida.

A jakie to sześć żyć?

Miałam wiele ciężkich chwil, które testowały moją siłę i pogodę ducha. Zaczynając od złamanego serca przez niewiernego męża, którego kochałam na zabój, operacja kręgosłupa, po której uczyłam się na nowo chodzić, białaczka narzeczonego, którym opiekowałam się pół roku w szpitalu, tracąc nie wiem kiedy siedem kilogramów wagi, potem nowotwór mojej mamy i ciężka walka o jej zdrowie, w międzyczasie medialne nagonki, które podcinały mi skrzydła. A aktualnie? Ruszam z fundacją „Bumerang: Dobro wraca”, która będzie niosła prawną pomoc kobietom w trudnych sytuacjach z byłymi partnerami. Musimy się wspierać w tej często nierównej walce. Jeżeli Bóg ze mną, to kto przeciwko mnie? 

Nawróciłaś się?

Kiedy to wszystko spada na człowieka w stosunkowo krótkim czasie, zaczynasz wątpić we wszystko. Rodzi się w tobie bunt: co zrobiłaś złego, że Bóg cię tak krzywdzi? Masz tego dosyć i zamykasz się na niego coraz bardziej. Pochodzę z wierzącej rodziny i tak zostałam wychowana. Kiedy miałam przebłyski, żeby spróbować się znowu otworzyć i na przykład zaśpiewać kolędę w moim kościele, to nie pozwolono mi. Odsunęło mnie to od wiary na wiele lat.

Co się zatem zmieniło?

Na mojej drodze zaczęli stawać ludzie, którzy dawali mi wiele oparcia i bezinteresownej opieki. To miłe odstępstwo od showbiznesowej reguły. Na przykład Emil Stępień, mój partner biznesowy i przyjaciel, na początku zaciągał mnie raz na jakiś czas do kościoła. Teraz to nasz niedzielny rytuał. Nigdy nie poznałam tak dobrej i pomocnej osoby… Myślę sobie, że siłę człowieka mierzy się tym, jak mocno dostanie, a mimo to wstanie z podniesioną głową i z uśmiechem na twarzy. Trochę to trwało, ale nie dałam się złamać i znów czuję spokój ducha, ten, który kiedyś chętnie opisywałam w moich piosenkach. Chciałabym, żeby moi fani też nie wstydzili się o tym mówić. To nic złego przyznać się, że życie nam go zabrało, bo sztuką jest go na nowo odzyskać. W końcu przeszłość uznałam za mapę, a nie za przewodnika. Jestem szczęściarą, że mam tyle drogowskazów w rękach. Zaczynam pracę nad swoją kolejną płytą, którą wydaję w tym roku. I najważniejsze, co chcę przekazać fanom: że zawsze warto pozostać sobą! Lojalność, odwaga, optymizm i empatia. Uczę ich, żeby pomagali ludziom tak, jak ja to robię. Brali udział w akcjach charytatywnych, wspierali potrzebujących. Żeby chorzy budzili w nich pozytywne odczucia, nie panikę.

A Ty miewasz ataki paniki?

Tak, wielokrotnie, w samolocie. Boję się latać i to są na pewno ataki paniki.

A panika na ziemi, egzystencjalna?

Takiej nie mam.

 Na ziemi beztroska?

Tak. Kocham życie, dlatego boję się, że je stracę w katastrofie lotniczej (śmiech).

A impreza urodzinowa się udała? Sądząc po zdjęciach, kiedy ją opuszczałaś, to tak.

Bardzo. Choć ja jestem typem samotnika, w co pewnie ludziom, którzy mnie „znają” z doniesień mediów, byłoby trudno uwierzyć. Uważają chyba, że dla mnie synonim dobrej zabawy to 200 osób na imprezie, wjazd karocą i impreza do białego rana, jaką wyprawiam raz na parę lat. A naprawdę mam tę samą grupę przyjaciół od 15 lat i wręcz denerwuję się, kiedy ktokolwiek chce ją powiększyć o na przykład osoby towarzyszące. A na urodzinach bawiłam się świetnie, bo urządziłam kolację na 20 osób. Męczę się na dużych imprezach, męczy mnie zgraja w dyskotekowych pląsach.

Doda, Viva! marzec 2018
Fot. Marcin Kempski/I LIKE PHOTO

Wzniosłaś toast za własne zdrowie?

O cholera! Zapomniałam! Zagadałam się z przyjaciółmi… Ale zaśpiewali mi „Sto lat”.

 Wzruszyłaś się?

Nie.

A w ogóle się wzruszasz?

Tak.

 Kiedy?

Ostatnio jak Stoch wygrał złoto na olimpiadzie, jak leci w radio piosenka „Cudownych rodziców mam”. Przepłakałam kilka nocy, kiedy było już pewne, że Tomek Mackiewicz nie zostanie uratowany spod K2. Totalnie wzruszają mnie też zwycięzcy w teleturniejach! Nie jestem odrealniona, nie spotykam się tylko ze znanymi, bogatymi koleżankami, których największym problemem jest nowa torebka Louis Vuitton. Jeżdżę często na koncerty do mniejszych miejscowości, wsi i widzę, jak naprawdę wygląda Polska. Wiem, że ci ludzie na co dzień żyją niezbyt godnie. Więc naprawdę się wzruszam, kiedy oni wygrają na przykład w „Kole Fortuny”. Ostatnio była taka pani od wuefu i tak się ucieszyła z głównej nagrody! A ja bardzo chciałam, żeby wygrała! Aż się popłakałam, bo ona się popłakała. Wszyscy wiedzą, że mam od dziecka ten instynkt rycerza, więc pokrzywdzeni przez los i zależni od innych bardzo mnie wzruszają, zwierzęta, osoby starsze. Oczywiście mili, bo zdarzają się starsze kobiety, które mają wachlarz przekleństw większy niż ja.

Co wydawałoby się niemożliwe, a jednak się zdarza…

Często takie obserwuję na moim Facebooku i jestem zszokowana, jak widzę na zdjęciu profilowym starszą, poczciwą kobietę, która tak mnie ciśnie w komentarzach, jakby właśnie wyszła z pierdla po wieloletnim wyroku. No, szacunek…

A Ty na co dzień dużo przeklinasz?

Bardzo dużo.

Czemu?

Nie wiem, chyba 20 lat pracy w show-biznesie pobudza do używania takich „przerywników”.

Teraz jesteś singielką czy bynajmniej?

Tak, jestem.

I jak Ci z tym?

Kiedy o tym ostatnio rozmawialiśmy?

Prawie dwa lata temu.

Więc to już prawie dwa lata… Muszę powiedzieć, że jest mi z tym coraz ciężej. Zarzekałam się wtedy, że nią pozostanę „do końca moich dni”, a teraz… Jest mi trochę smutniej. Ciężej dziewczynie iść przez świat całkiem samej. Szczególnie jak ma więcej trosk niż inne.

Ty nie „idziesz”, raczej „biegniesz” przez życie…

Nie jestem pracoholiczką, wręcz przeciwnie, umiem tak sobie zagospodarować czas, żeby mieć dokładnie tyle samo na odpoczynek, co na pracę. Oczywiście fajnie jest po raz setny iść z przyjaciółmi do kina, ale fajnie by też było pójść z „nim”…

A czego Ci najbardziej brakuje w związku z brakiem mężczyzny?

Oparcia.

Potrzebujesz oparcia?!

Kiedy nasila się na mnie atak, to przydałoby mi się męskie ramię. Zwłaszcza jak atakuje inny mężczyzna. Bo rodziców nie chcę eksploatować w tej sferze mojego życia. Są starsi i sama wolałabym być dla nich oparciem. A jak facet cię kocha, to chce cię odciążyć.

 I zazdrościsz swoim koleżankom, które mają partnerów?

Nie, to nie o to chodzi! Przecież ja z nimi wiszę na telefonie i robię za psychologa od kłótni w związkach.

Jesteś terapeutką grupy?

Tak. Jestem doświadczona, przeszłam bardzo dużo skrajnych sytuacji, wstrząsających. A przy okazji mam duże poczucie humoru, umiem śmiać się z siebie. Po trzydziestce nie histeryzuję też za bardzo, więc jestem dobrą osobą, żeby obiektywnie i z boku doradzić.

Po świecie i po Polsce przetacza się akcja #metoo, kobiet przyznających się, że były wykorzystywane seksualnie, molestowane. Ty miałaś takie doświadczenie?

Nie.

Nigdy? Jesteś „cycatą blondyną” w „szołbiznesie”, więc statystycznie powinno Ci się to przytrafić.

Nigdy. Jestem bardzo asertywną osobą. Kiedy byłam młoda, nie byłam w ciemię bita i wiedziałam, jakie mogę wzbudzać emocje, ale równocześnie byłam bardzo butna, agresywna, bo przeprowadziłam się do Warszawy sama, więc i sama musiałam umieć o siebie zawalczyć. Moim zdaniem osoba, która by pomyślała tylko, żeby mnie dotknąć palcem, musiałaby równocześnie pomyśleć, gdzie jest najbliższe pogotowie, które by mogło jej udzielić pomocy po mojej reakcji.

Nawet żadnych propozycji typu „załatwię ci to, jeśli…”?

Nie! Wszystko zawdzięczam swojej ciężkiej pracy. Chodzę z podniesioną głową, bo nie musiałam przed nikim klękać. Ja bym zakrztusiła się z szyderczego śmiechu, gdybym coś takiego od kogoś usłyszała! I tylko bym się zastanawiała, jak go medialnie wykastruję.

 A o samej akcji co myślisz?

Skupiając się na podwórku zagranicznych aktorek, to powiedziałabym tak: mam mieszane uczucia. O ile sama sytuacja zasługuje na potępienie, o tyle trochę denerwuje mnie podejście tych aktorek. Bo każda z nich teraz, kiedy wspólnie stwierdziły, że warto o tym powiedzieć, wspomina historie sprzed 10, 15, 20 lat. A gdzie był ich głos, kiedy to się działo? I kiedy wiedziały, że to się stanie i dziać będzie?

 Żyły w opresyjnym świecie, w którym decydowały męskie świnie.

A teraz już w nim nie żyją? Mogły tę samą akcję przeprowadzić dużo wcześniej i ile by wówczas kobiet uchroniły od podobnego losu. Ale nie robiły tego, bo wiedziały, że mają jeszcze za słabą pozycję, że im dużo filmów przejdzie koło nosa, czyli de facto godziły się na to. Nawet Uma Thurman, która wiedziała, że przed nią kolejne filmy z serii „Kill Bill”, nic wtedy nie powiedziała, bo wiedziała, ile ma do stracenia. Naprawdę lepiej stracić godność niż rolę?

Rozumiem, że w najnowszym filmie Władysława Pasikowskiego „Pitbull.Ostatni pies” nie musiałaś się z tym mierzyć?

No nie. Może mi łatwo tak mówić przez mój bojowy charakter. Często nawet wyobrażałam sobie taką sytuację… Pamiętam, miałam 14 lat, wracałam po spektaklu z teatru późnym wieczorem i jakiś facet za mną szedł, ewidentnie „w tym” celu. Już mnie łapał za ramię, a ja już się gotowałam przeciw niemu. Myślałam: on mnie złapie, a ja przegryzę mu aortę, wydłubię oczy! Nie było we mnie strachu.

A naprawdę co się stało?

Jak on mnie tylko złapał, we mnie wszedł taki potwór, że zszokowany uciekał w te pędy. Tak się darłam z przepony (śmiech).

Jesteś zadowolona ze swojej roli w filmie Pasikowskiego?

Postanowiłam się nie wypowiadać w tej sprawie, bo jestem bardzo wobec siebie krytyczna…

Tym bardziej mów, nie wahaj się.

Nawet nie chciałam tego filmu oglądać, kiedy był pierwszy pokaz. Mimo że reżyser mnie bardzo namawiał. W końcu się upiłam i obejrzałam go z drugiego końca pokoju, prawie zza drzwi, w niektórych fragmentach chowając się za te drzwi. W końcu, po jeszcze jednej lampce wina, weszłam do pokoju z telewizorem. Później walnęłam już całą butelkę i jak prawdziwa dziewczyna z jajami usiadłam i odmutowałam. A później obejrzałam go cztery razy z rzędu. I podoba mi się ten film. Sama sobie też się podobam, ale nie oczekujmy, że będę wybitną aktorką, więc daję sobie czwórkę. A reżyser jest ze mnie zadowolony, więc…

I będziesz teraz aktorką?

Nie będę, nie byłam i nie mam zamiaru nią być.

A czemu właściwie zagrałaś? Bo mogłaś?

Wszystko zaczęło się od tego, że Krzysiek Materna namówił mnie podstępem do zagrania w spektaklu „Słownik Ptaszków Polskich”. Spektakl zebrał bardzo dobre recenzje, mnóstwo fajnych aktorów nam gratulowało. Więc pomyślałam, że może rzeczywiście dobrze zagrałam. I wtedy przyszedł na widownię producent i ówczesny reżyser sagi „Pitbulla” i zaproponowali mi udział w niej. To była dla mnie wymarzona propozycja, bo jestem fanką tej serii. Pomyślałam: może nawet nie będę musiała dużo grać…

Wystarczy być?

Bo ta rola mi odpowiadała, była taka, jaka trochę jestem. Bardzo często sobie zresztą wyobrażam, że gram w teledyskach szefową mafii. I jeszcze moja matka, która od dzieciństwa suszy mi głowę, że powinnam zostać aktorką, bo ja po niej odziedziczyłam talent, że gdyby nie ojciec, to byłaby bardzo sławną aktorką, ale ona, zakochana, została w Ciechanowie zamiast w Hollywood, więc nie mogła. I „pamiętasz, Doronia, jak prawie zagrałaś w filmie u Lindy?”… Nie wiem, dlaczego używa słowa „prawie”, skoro go na oczy nie widziałam. Byłyśmy na tym castingu, Linda miał robić „Krzyżaków”, miałam 12 lat. Mama zaplotła mi dwa grube warkocze…

Miałaś być Jagienką.

Prawdopodobnie. Ale na parkingu przyciągnął moją uwagę efektowny motocykl, natychmiast na niego wsiadłam i natychmiast spaliłam sobie całą łydkę. Nie wiedziałam, że zaparkowany został przed chwilą i jego rura wydechowa, elementy silnika były skrajnie rozgrzane. Więc casting spędziłyśmy w szpitalu, ale mama nadal uważa, że prawie zagrałam w filmie. I z mojej roli w „Pitbullu. Ostatnim psie” cieszy się ona. Spełniłam jej marzenie, na pewno nie moje.

Coś Cię zaskoczyło na planie?

Władysław Pasikowski jest bardzo spokojny na planie, wyciszony, z ogromnym szacunkiem odnosi się do wszystkich pracujących, nie tylko aktorów. Ma niesamowicie przemyślany plan na każdą scenę, nie ma absolutnie miejsca na żadną improwizację. I to jest świetne, bo wiadomo, że on decyduje, a jak się nie podoba, to tam jest reżyser i proszę z nim rozmawiać. Mało mówi, ale bardzo treściwie. To duży komfort. Poznałam fantastyczną ekipę, serdecznych kolegów aktorów, którzy wspierali mnie profesjonalną radą. Będę to wspominać z wielkim uśmiechem.

Ale chyba Twoja przygoda z filmem się nie kończy?

Nie, zawodowo zajmuję się teraz przygotowaniem nowego filmu – o jednostce GROM, bo założyłam firmę producencką i to jest bakcyl, który złapałam. Moim celem jest zrobienie filmu, na który sama chciałabym pójść do kina, bo jestem kinomanką, chodzę do kina dwa, trzy razy w tygodniu i w połowie przypadków wychodzę zniesmaczona. Uważam, że dobry film powinien sprawić, że chcesz coś zmienić w swoim życiu, jesteś tym poruszony. Takie filmy chcę robić. 

 I co to będzie?

Scenariusz napisał Wojciech Smarzowski 10 lat temu i on migrował z rąk do rąk, bo ciężko było zebrać budżet. Teraz kupiłam go ja i planuję go zrealizować jako serię filmów. Jak tylko uporam się z wiosenną premierą „Pitbulla.
Ostatniego psa”, ruszam z tym projektem. Będziemy też szukać reżysera i aktorów.

Będziesz producentką?

Tak.

Umiesz to robić?

Tak.

Skąd wiesz?

Jeżeli nie wiem, że nie umiem, to równie dobrze mogę umieć. Trzeba się przekonać. Co z tego, że dotąd tego nie robiłam? To może jedynie znaczyć, że nie odkryłam w sobie przez ten czas kolejnego talentu. 

Ale popełnisz „grzech producencki” i zaangażujesz w to swoje pieniądze?

Póki co nie ma takiej potrzeby.

 Szukasz młodego reżysera czy wyjadacza?

Szukam wyjadacza, młodych będę szukała aktorów. We wszystkim, co robię, lubię czuć misję, jak to Wodnik. Czuć, że to ma jakąś wartość, ukryte dno. I skoro już staję się tym producentem, to chcę zrobić ukłon w kierunku ludzi, przed którymi są notorycznie zamykane drzwi. Mimo że są bardzo utalentowani. Ludzi w różnym wieku. Bo mam wrażenie, że polski świat filmowy jest bardzo hermetyczny, ciągle są te same twarze. Mi też było trudno przebić się do świata muzyki te 20 lat temu, ale pomogła mi moja charyzma i konsekwencja. Teraz ja chcę pomóc innym. Dać tę szansę, której kiedyś sama nie dostałam. Bo tyle jesteśmy warci, ile możemy dać komuś z siebie. 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JOANNA PRZETAKIEWICZ I RINKE ROOYENS Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach… Dlaczego zdecydowali się na ślub? KASIA STRUSS Życiowa rewolucja supermodelki. JOE BIDEN – rodzinne tragedie, trudne wybory i droga na szczyt 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. VINCENT ŻUŁAWSKI Co zawdzięcza rodzicom – Andrzejowi Żuławskiemu i Sophie Marceau? Polska „junioromania”, czyli wszystko o EUROWIZJI JUNIOR 2020. W cyklu Extra Elitarne szkoły i uczelnie Wielkiej Brytanii (nie)tylko dla wybranych.