WYWIADY VIVY!

Bogumiła Wander: „Między nami to uczucie dojrzewało powoli, baliśmy się, że nic z tego nie będzie”

„Oboje czuliśmy, że jesteśmy sobie bardzo bliscy”

Krystyna Pytlakowska 22 kwietnia 2020 06:21

W ramach cyklu Archiwum VIVY!: wywiady przypominamy rozmowę Krystyny Pytlakowskiej z Bogumiłą Wander i Krzysztofem Baranowskim. Wywiad ukazał się w kwietniu 2018 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! Bogumiła Wander i Krzysztof Baranowski wywiad

Ich historia to gotowy scenariusz na film. Ona, piękna dziennikarka, żona i matka. On, przystojny żeglarz, kapitan jachtowy, bohater samotnego rejsu dookoła świata, ojciec i mąż. Ich potajemny romans, znaczony rozstaniami i powrotami, trwał przez lata. O kulisach związku, małżeństwie, sile namiętności i życiowych pasjach Bogumiła Wander i Krzysztof Baranowski opowiadają Krystynie Pytlakowskiej. To rozmowa bez tabu.

Mam przed sobą grubą książkę „Spowiedź kapitana” – wywiad rzeka z kapitanem Krzysztofem Baranowskim. Nie może być cienka, obejmuje przecież 80 lat życia sławnego polskiego żeglarza. Jest w niej wszystko: dzieciństwo, dziadek, który pomagał w życiowych wyborach, szkoły, podróże, samotne rejsy. Jest i miłość, która dla Krzysztofa Baranowskiego była azymutem jego dokonań i być może dzięki niej dwa razy opłynął cały świat. Była fundamentem jego sukcesów, chociaż on udaje, że rozgranicza te dwa aspekty swojego życia. Ale bez sprzeciwu przychodzi na nasze spotkanie razem z Bogumiłą Wander, popularną kiedyś spikerką telewizyjną, znaną także z wielkiej urody. Ich uczucie trwa prawie 40 lat i nie widać, by zmieniło gorącą temperaturę na bardziej letnią. Kapitan patrzy na Bogusię Wander jak na piękny obraz, który zdobył z takim trudem, a ona nadal się tym delektuje, zupełnie jak na początku.

Nie jesteś zazdrosna? Wybrałaś sobie mężczyznę, który nieustannie fruwał po świecie, a o marynarzach czy żeglarzach mówi się, że mają w każdym porcie dziewczynę.

Bogumiła Wander: Nie jestem zazdrosna, bo nie mam powodów. Myślę, że Krzysztof nigdy mnie nie zdradził, i wierzę w to, inaczej dawno bym już umarła.

 Spodziewałam się, że książka Twojego męża będzie o wielkiej miłości. I ona jest o miłości, ale nie tylko do kobiety.

Krzysztof: Również do morza.

Bogumiła: Ale ze mną w tle. Gdyby kochał tylko morze albo kochał morze bardziej niż mnie, byłoby to bardzo trudne do uniesienia i pewnie bym się na to nie pisała.

 I nigdy nie puściłabyś go samego w jego rozliczne rejsy poza tymi, kiedy sam opływał świat?

Bogumiła: Ależ ile razy go puszczałam i kiedy płynął, to ja byłam bardzo samotna. Do tego stopnia, że wsiadałam w samolot i leciałam zobaczyć się z nim w porcie, gdzie zacumował. Zdarzało się, że pływaliśmy razem.

Krzysztof: Bogusia też to bardzo lubi. Latem właśnie wybieramy się na tygodniowy rejs. Zaprosili nas wychowankowie, którzy 30 lat temu płynęli ze mną na „Pogorii”, to był rejs amerykańsko-rosyjsko-polski. Z każdego z tych krajów było na nim po 10 młodych chłopców. Prowadziłem na pokładzie dla nich normalną szkołę w różnych językach. Opłynęliśmy całą Amerykę Południową. A teraz poprosili mnie o powtórkę, o rejs po Morzu Śródziemnym, który potrwa tylko siedem dni.

 Czy to dobrze, czy źle mieć faceta z pasją?

Bogumiła: Wszystko zależy od tego, jaka to pasja i czy kobieta też swoją ma. Ja miałam, to było dziennikarstwo, telewizja. Nic nie poradzę na to, że Krzysztof zakochał się w morzu.

 Zakochał się jako nastolatek, a potem zakochał się w Tobie.

Krzysztof: Nie miałem w planach zakochania się, to zawsze jest spontaniczne, przypadkowe.

Zwłaszcza gdy się już ma rodzinę.

Krzysztof: Ta rodzina była u nas obojga, bo przecież Bogusia też nie była sama. Ona nigdy nie była sama.

Krzysztof Baranowski, Bogumiła Wander, VIVA! maj 2018
Fot. Olga Majrowska

 Musi być niezwykłą kobietą, skoro mężczyźni tracą dla niej głowę.

Krzysztof: Jest niezwykła. Ale czy to miłość, gdy facet, kiedy kobieta chce go opuścić, biegnie po pomoc do gangsterów, którzy grożą, że zmaltretują jej syna, jeśli ze mną nie zerwie? A jednocześnie jej mąż pozornie godził się na nasz związek. Chyba nie był zazdrosny o jej uczucie, tylko o posiadanie, chciał mieć klejnocik.

Bogumiła: Ale ja nie nadaję się do roli medalionu noszonego na szyi. Prawdę mówiąc, dla Krzysia poświęciłam wszystkie swoje klejnoty, bo mój mąż mi je pozabierał, wydziedziczył i mnie, i mojego syna, którego wychował i podobno bardzo kochał. Nie walczyłam o podział majątku, bo chciałam mieć tylko święty spokój.

Krzysztof: Marek zresztą nie ma negatywnego stosunku do swojego ojczyma, był z nim związany psychicznie. Ojczym go wychowywał. A teraz od dawna już nie żyje. Gdyby Bogusia z nim została, byłaby bardzo bogatą wdową.

Bogumiła: Nie ma potrzeby do tego wracać. Dawno temu podjęłam decyzję, że jednak odchodzę od Juliusza, bo go po prostu nie kocham. A dla mnie uczucie jest ważniejsze od dóbr materialnych i willi na Saskiej Kępie. I od tego czasu jesteśmy razem z Krzysztofem.

Krzysztof: Już 39 lat. Aż trudno uwierzyć.

Przypuszczałeś, że to tyle potrwa?

Krzysztof: W ogóle nie przypuszczałem, że to będzie trwało. Po prostu zauroczyłem się Bogusią i idąc za swoim sercem, chciałem choć przez chwilę być blisko niej. Nie myślałem, że zwiążemy się na zawsze. Tym bardziej że miałem żonę, dzieci. Jak rzucić to wszystko? A jednak rzuciłem.

 To córka Ci pomogła, spakowała i wystawiła za drzwi Twoje walizki.

Bogumiła: Teraz jesteśmy w dobrych relacjach, na szczęście. Ale trzeba było przez to przejść. Oboje wiedzieliśmy, na co się porywamy. Mieliśmy też znajomych, którzy akceptowali nasz związek, i to oni nalegali, żebyśmy się w 2005 roku wreszcie pobrali. Pobraliśmy się tutaj, w Konstancinie, a ja włożyłam w ten dom mnóstwo serca i energii. Właściwie sama go urządzałam.

Krzysztof: Sprzedałaś mój dom na Zaciszu – 660 metrów, a wcześniej swój w Michałowicach i zaczęliśmy budować nasze gniazdo w Konstancinie, gdzie dotąd mieszkamy.

Bogumiła: Ale to głównie ja je budowałam, bo ty przecież pływałeś.

 A teraz mówisz, Krzysiu, że jesteś bankrutem, i od tego stwierdzenia zaczynasz swoją spowiedź.

Krzysztof: Moralnie, to znaczy uczuciowo, bankrutem nie jestem. Natomiast nie mamy pieniędzy, żeby ten dom, który dla nas wybudowaliśmy, utrzymać. Właśnie przed chwilą dzwonili z agencji nieruchomości, nalegając na obniżkę ceny.

Bogumiła: Bo to drogi, duży dom, duży ogród, ładne, spokojne osiedle. To tak, jakby sprzedać część swojego życia. A życie ma swoją cenę.

Krzysztof: Wiem, jak bardzo jesteś z tym domem związana i jak cierpisz, ale co ja mogę zrobić? Szkoła pod Żaglami zawieszona, sponsorzy się skończyli. Moje projekty przechodzą bez odzewu. Ale ja się nie załamuję, mam dużo planów.

Co zrobicie, gdy sprzedacie dom? Gdzie zamieszkacie?

Krzysztof: Natychmiast kupimy niewielki apartament w Warszawie, blisko rodziny, lekarzy i środków lokomocji. Tu musimy bez przerwy poruszać się samochodem, codziennie przejeżdżam 100 kilometrów albo więcej.

Bogumiła: Będziemy odwiedzać dzieci – mój Marek buduje teraz dom na Mokotowie, Małgosia, córka Krzysia, też ma bardzo ładny domek.

Krzysztof: A ty nie masz kontaktu w wnukami, ponieważ za daleko mieszkamy.

Bogumiła: Mam dwoje wnucząt i ciągle za nimi tęsknię. A tamta babcia i dziadek są blisko, więc dzieci się do nich przywiązują. Chociaż, prawdę mówiąc, nie mam o to żalu, bo naprawdę mieszka się nam tu wspaniale. Kiedy pierwszy raz zauważyłam Krzysztofa na balu architektów, nie myślałam, że się to tak potoczy i że z miłości dla niego będę wzywać hydraulików i glazurników.

Krzysztof: Byłem wtedy po pierwszym samotnym rejsie i miałem już znane nazwisko.

Bogumiła: A ja pracowałam w telewizji. Później odeszłam z niej, chociaż chyba popełniłam błąd. Mieszkałam na Saskiej Kępie z moim drugim mężem. Nie miałam samochodu. Czekałam na taksówkę przy Woronicza, gdy Krzysztof podchodzi do mnie i pyta: „Gdzie mam panią podwieźć?”. A potem napisał do mnie bardzo romantyczny list.

Krzysztof: Jestem autorem ponad 20 książek, więc pisać chyba potrafię.

Krzysztof Baranowski, Bogumiła Wander, VIVA! maj 2018
Fot. Olga Majrowska

 Ale Twoje książki są bardzo męskie, to nie kobiece harlequiny.

Krzysztof: Jestem samotnym żeglarzem i o tym pisałem. W każdym razie dyrektor departamentu w pewnym ministerstwie, przyznając mi dotację, powiedział, że spodobał mu się list, jaki do niego napisałem. Najwyraźniej Bogusi też się spodobało.

Bogumiła: Wszystkim dziewczynom go pokazywałam, w telewizji zapanowało wielkie poruszenie.

Krzysztof: Bogusia właściwie sprowokowała nasz związek, bo najpierw, kiedy ją odwiozłem z telewizji do domu, czekała jeszcze na progu i pomachała mi ręką, jak zawróciłem.

Bogumiła: Normalnie weszłabym i zatrzasnęła drzwi, ale czekałam, żeby mu podziękować. Ale to ty zamówiłeś pierwszy raz hotel.

Krzysztof: Zamiast odpisać na list, przyszłaś do mojego pokoju w telewizji, pracowaliśmy przecież tam oboje. I ja zaprosiłem ją na obiad, do Kuźni Wilanowskiej.

Bogumiła: To miał być tylko obiad, nie chciałam znaleźć się od razu z tobą w łóżku.

 Wiedziałaś jednak, jak się to skończy, a właściwie zacznie?

Krzysztof: Była zdenerwowana, prawie nic nie zjadła. Tylko podziobała tego pstrąga widelcem.

Bogumiła: Oboje czuliśmy, że jesteśmy sobie bardzo bliscy.

Krzysztof: I oboje byliśmy zdenerwowani. Dłuższy czas mówiliśmy sobie na „pan” i „pani”. Między nami to uczucie dojrzewało powoli, baliśmy się, że nic z tego nie będzie. A gdy już zamieszkaliśmy razem, po paru tygodniach Bogusia uciekła do swojego domu i męża.

Bogumiła: Do dziecka tak naprawdę. Bo on nie chciał mi oddać Marka.

Krzysztof: Gdy wracałem z Nowego Jorku, gdzie byłem na 200-leciu niepodległości Stanów Zjednoczonych, pędziłem jak na skrzydłach do Bogusi, a ona mówi, że wylatuje z Julkiem w podróż dookoła świata. Chciał ją kupić w ten sposób, i kupił.

Bogumiła: Dla mnie pieniądze niewiele znaczą. O wiele ważniejszy był seks. Okazało się, że z Krzysztofem do siebie pod tym względem bardzo pasujemy. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że może być taka namiętność.

Krzysztof: Jesteśmy kochankami już tyle lat.

Bogumiła: Nie byłam łatwa, nie miałam wielu facetów. Ale z Krzysztofem seks był inny, pełen emocji, tak jak całe jego życie. Krzysztof dał mi bardzo wiele, dzięki niemu poznałam różne egzotyczne miejsca, Kretę, Seszele, Karaiby.

Krzysztof Baranowski, Bogumiła Wander, VIVA! maj 2018
Fot. Olga Majrowska

 Czy zrezygnowałeś z czegoś dla Bogusi?

Krzysztof: Ciągle rezygnuję.

Bogumiła: Podlizuje się, bo siedzę obok i słucham. Mamy dom, mamy dzieci, każde swoje, i wszystko jest w porządku. Nikt nie musi z niczego rezygnować.

Krzysztof: Ale teraz byłbym na nartach w Tatrach.

Bogumiła: Jeździmy jednak na Górkę Szczęśliwicką, a ja sobie siedzę na pięterku i patrzę, jak szusujesz.

Krzysztof: A pojedziesz ze mną na zgrupowanie Towarzystwa Narciarskiego w Austrii?

Bogumiła: Byłam tam raz i podobało mi się. Pewnie więc pojadę.

 Teraz, kiedy wszystkie burze wokół Was ucichły...

Krzysztof: W moich sprawach zawodowych nie ucichły, a w ro-
dzinie dociera się. Dzieci akceptują Bogusię bez zastrzeżeń, dlatego że lepiej ją poznały, wiedzą, że nie odbiła im taty, że to była moja decyzja.

 Ale gdybyś się nie zakochał, to zostałbyś z żoną, którą – jak powtarzasz – cały czas darzysz uczuciem. Dla niej to rozstanie było z pewnością bolesne. A dla Ciebie?

Krzysztof: Dla mnie też, ale Ewa mnie rozumie i akceptuje. Będzie pierwszą osobą, która dostanie tę książkę. Ona też się w niej wypowiada i mówi o mnie całkiem miło. Między nami jest inna forma miłości. Zresztą do dzisiaj mam wyrzuty sumienia.

Bogumiła: Wiem, że popsuliśmy jej życie, ale ja nic złego nie zrobiłam. Nasz związek nie powstał pod wpływem chwili, długo zastanawialiśmy się i przeżywaliśmy to, co się dzieje.

Krzysztof: Życie nas zaskoczyło, ale teraz zauważam, że tak pięknego okresu jak z Bogusią nigdy nie miałem. Kiedy byłem 17-latkiem i pojechałem do Ameryki, po której jeździłem autostopem, zachwyciłem się życiem, że jest takie piękne, i to właściwie trwa do dzisiaj. Ja się ciągle zachwycam.

 Bo lubisz żyć?

Krzysztof: Chyba tak, ale to nie znaczy, że nie miewam myśli samobójczych i nie cierpię na huśtawkę uczuć.

Dlaczego właśnie Ty miałbyś popełnić samobójstwo? Z powodu braku pieniędzy?

Krzysztof: Nie, raczej z powodu zawodów, jakich doznałem. Pracuję kilka lat nad jakimś projektem, a potem nieoczekiwanie ktoś mi go odbiera. I muszę się z tym pogodzić. Teraz odebrano mi Szkołę pod Żaglami, ponieważ nie mam pieniędzy, żeby tę młodzież wozić. A nie chcę, żeby płacili za coś, co im się należy jako nagroda. Bo ja zabieram na rejs młodzież, która się zasłużyła rocznym wolontariatem. Ciągle jednak nadrabiam te zawody amatorskim uprawianiem sportu. Teraz dobrze mi idzie na nartach, w styczniu startowałem z zawodowcami, instruktorami w klubie seniora. Rozniosłem tych 80-latków (śmiech).

Bogumiła: Krzysio zawsze idzie do przodu. I wygrywa. A tak się bałam o niego, gdy pływał. Dlatego musiałam być z nim cały czas w kontakcie, wiedzieć, że nic mu nie grozi.

 Krzysztof, Twoje życie nieraz było zagrożone?

Krzysztof: To jest wpisane w definicję życia. Możesz źle postawić krok i upaść na beton, może rozjechać cię pijany kierowca. Powiedz, czym to się różni od nagłego sztormu na morzu. Na rejsie wszystko może się zdarzyć, czy to samotnym, czy załogowym. Ja muszę więc planować swoją śmierć po to, żeby jej uniknąć. Muszę nauczyć moją załogę, jak się przed śmiercią bronić. Stąd ciągłe treningi, alarmy.

Bogumiła: Pamiętam, jak płynęliśmy do samego końca naszego świata, a tam niespodziewanie okazało się, że w jednym z budynków jest Polska właśnie – książki, listy, pamiątki Polaków. Do dziś mam adidasy, które wtedy mi Krzyś kupił.

Krzysztof: No widzisz, ja o śmierci, a Bogusia o adidasach. My z Bogusią żyjemy w zupełnie różnych światach. To, że się kochamy, jest fenomenem, ponieważ w gruncie rzeczy nic nas nie powinno łączyć. Ona pije czerwone wino, a ja białe, ona pali papierosy, a ja nie. Mamy inne usposobienie, inne poglądy. A jednak nie umielibyśmy bez siebie żyć.

 I Ty cały czas jesteś Bogumiłą zafascynowany.

Krzysztof: Bez przerwy. I jej naiwną niewinnością.

Bogumiła: Ja pamiętam z podróży na północ kolorowo ubraną prostytutkę.

Krzysztof: A ja zupełnie coś innego. Zażartowałem wtedy, że to dziwka stoi, a Bogusia kupiła mój żart. To była jakaś przypadkowa osoba. Ona nie ma pojęcia o życiu i nie musiała mieć. I to mnie w niej fascynuje.

Bogumiła: Ale wszystko razem z Krzysiem przeżywam. Toleruję jego szaleństwa.

Krzysztof: A ja spełniam twoje zachcianki. Przed chwilą powiedziałaś, że po tym wywiadzie wstąpimy do agencji turystycznej i wybierzemy coś dla siebie. Chciałabyś wyjechać do Grecji i wyjedziemy. Mieliście jakieś kryzysy?

Krzysztof: Ciągle mamy, każdego dnia się sprzeczamy.

Bogumiła: Ale ja ze wszystkiego się cieszę, z każdego drobiazgu.

Krzysztof: I ja też. Lubimy chodzić na spacery po Konstancinie i zaglądamy wtedy przez siatkę ogrodzeń do psów biegających po ogrodach.

Bogumiła: Kochamy psy, tylko że nie możemy ich teraz mieć, bo nie wiadomo, co będzie z naszym domem. Ani razu nie żałowałam, że zakochaliśmy się w sobie. Czuję się, jakby Bóg mi tego Krzysztofa z nieba zrzucił.

 Co jest najważniejszą próbą dla związku?

Krzysztof: Na ogół czas, z jego upływem wiele spraw traci wartość. Ale nasz związek opiera się na czymś innym. Jeżeli coś rdzewieje, trzeba to naoliwić, naprawić. Psuć się wszystko musi, zawsze coś się psuje.

 A jak Ty oliwisz Wasze uczucie? To nie jest pytanie aluzyjne.

Krzysztof: Zabiegam o względy, komplementuję, całuję. Bogusia mnie nauczyła codziennej czułości. A jeżeli zgodzi się pojechać ze mną na Górkę Szczęśliwicką, to zapraszam ją do restauracji na wino i krewetki. Jesteśmy dla siebie wzajemnie wsparciem.

Bogumiła: Do dziś nie mogę przeboleć, że utraciłeś żaglowiec „Fryderyk Chopin”.

Krzysztof: Bank mi go zabrał, i miał prawo. Mówię o tym zresztą Beacie Biały w książce.

 Dlaczego zdecydowałeś się na taki szczery wywiad rzekę?

Krzysztof: Bo jako dziennikarz wiem, że tylko szczerość popłaca, a może dzięki niej zbuduję nowy żaglowiec. To byłaby dobra cena za moją otwartość.

 A jak Bogusia ocenia tę książkę?

Bogumiła: Nie widziałam jej w całości, a nie lubię czytać w formie elektronicznej. Ale nie wiem, czy mi się spodoba. Ja jednak nie wywieram na nikim presji, chciałeś, to opowiedziałeś o sobie. Ale czy powiedziałeś, że jesteśmy bardzo dobrym małżeństwem?

Krzysztof: Już na pierwszym spotkaniu podczas rozmów w wydawnictwie!

Bogumiła: Nie będzie więc żadnej awantury, obiecuję. 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Córka ANNY PRZYBYLSKIEJ, OLIWIA BIENIUK, w jedynym takim wywiadzie: „Kiedy mama umarła, wchodziłam w najtrudniejszy okres dojrzewania i ono się trochę zatrzymało”. PIOTR BECZAŁA i KATARZYNA BĄK-BECZAŁA. Światowej sławy muzyk i utalentowana mezzosopranistka, która zamieniła karierę na rolę żony. Czy żałuje? KEANU REEVES, aktor, który chodzi własnymi ścieżkami. IZABELA TROJANOWSKA w czasach PRL-u szokowała ostrym, rockowym wizerunkiem. Ile dziś zostało z tamtej niepokornej dziewczyny? W CYKLU EXTRA Świat mody z powodu koronawirusa znalazł się na krawędzi.