WYWIADY VIVY!

Vesna Leszczyńska: „Gdy kładę się spać, często myślę, jak fajnie byłoby, gdyby tata był tutaj blisko”

„Siedział na skraju łóżka i rozmawialibyśmy o moich ulubionych artystach”

Krystyna Pytlakowska 7 maja 2020 06:21

W ramach cyklu Archiwum VIVY!: wywiady przypominamy rozmowę Krystyny Pytlakowskiej z Alicją Borkowską i Vesną Leszczyńską. Wywiad ukazał się w lipcu 2018 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! Alicja Borkowska i Vesna Leszczyńska wywiad

Udar mamy, śmierć ojca, a potem ukochanej babci. To za dużo dla każdego, a co dopiero dla dorastającej dziewczyny. Dlatego Vesna przeklęła Boga. Nowocześnie, na Instagramie. Jej wpis poruszył najtwardsze serca. W rozmowie z Krystyną Pytlakowską córka zmarłego dziennikarza Roberta Leszczyńskiego i jej mama Alicja Borkowska opowiadają o najtrudniejszych momentach w życiu i o wyjątkowej relacji, która pomaga im radzić sobie z traumą. Wywiad ukazał się w lipcu 2018 roku w magazynie VIVA!.

Napisałaś na Instagramie, że nienawidzisz Boga, bo zabrał Ci ojca. Ale ten wpis tak naprawdę świadczy o bólu, który nosisz w sobie. I o miłości do Roberta, Twojego ojca.

Vesna: Ma pani rację. Gdy kładę się spać, często myślę, jak fajnie byłoby, gdyby tata był tutaj blisko, siedział na skraju łóżka i rozmawialibyśmy o moich ulubionych artystach – Shawnie Mendesie i Charlie Puthu.

Alicja: Akurat to fajni chłopcy i dobrze śpiewają, chociaż moje pokolenie miało innych idoli, a ja do dzisiaj mam swoich ulubionych. Zresztą mi się już nie chce niczego odkrywać, mam swoje zestawy odkryć. To mi wystarczy.

 Ale wiele odkrywamy przez nasze dzieci, które dodają nam świeżości myślenia.

Alicja: Ufam Vesnie, bo ona ma bardzo dobry gust muzyczny, i nie tylko. Bardzo dobrze porozumiewała się z ojcem, akceptowała jego wybory artystyczne, a on jej.

 Był świetnym dziennikarzem. Pewnie wiele Cię nauczył?

Vesna: Nauczył mnie, jak wchodzić na dach budynku, kiedy przyjeżdżałam do niego w weekendy. Pozwalał mi na dużo więcej niż mama. I zawsze zabierał mnie do kina.

Mieszkał na Mokotowie przy Bukowińskiej, był moim sąsiadem. Wiem, jakie tam są dachy. Co z nich widziałaś?

Vesna: Niewiele, bo chciałam jak najszybciej stamtąd zejść.

Alicja: Nic o tym nie wiedziałam, przecież twój tata miał lęk wysokości. Może chciał pokonać samego siebie. W przezroczystej windzie lub na ruchomych schodach miał napady paniki. A tu, i to z dzieckiem, na dach!

Vesna: Nie byłam już takim dzieckiem. Miałam wtedy osiem lat.

Alicja: A ja dowiedziałam się o tym dopiero niedawno, po śmierci Roberta. Vesna, płacząc, powiedziała, że na dach nie będzie miała z kim wejść i do zoo nie ma z kim chodzić. Powiedziałam, że mogę z nią pójść, a ona, że to nie to samo.

Vesna: Bo tata kupował mi bardzo dużo waty cukrowej i jedliśmy ją na wyścigi. Kupował mi też baloniki z helem, żebym wdychała dobre powietrze i mówiła podwyższonym głosem. A jak wchodziliśmy do zagrody z kozami, dawał mi swoje stare rachunki, żeby kozy je zjadały. One lubią papier.

Alicja Borkowska, Vesna Leszczyńska, VIVA! lipiec 2018, VIVA! 14/2018
Fot. Aldona Karczmarczyk/VAN DORSEN ARTISTS

 Czy do Roberta docierało, że jest ojcem, a nie kumplem?

Alicja: Nie wiem, ale był z Vesny niesamowicie dumny, cokolwiek by nie zrobiła. On naprawdę ją ubóstwiał. A ja oprócz ubóstwiania muszę ją jeszcze wychowywać. Dla niego była ósmym cudem świata. Dla mnie też, ale inaczej. Bo ja, oprócz zachwytu nad nią, muszę jeszcze zadbać o jej przyszłość. Dlatego podjęłam stałą pracę w wytwórni fonograficznej – póki co, oddalając się od teatru.

Przypominam sobie, jak bardzo Robert się cieszył, gdy miała się urodzić.

Alicja: Tak, chociaż to była tylko moja decyzja, nie mogłam nią jego obciążać. Wydawało mi się wtedy, że nie będę mieć dzieci i że właściwie mam jeszcze czas. Poza tym myślałam: A co się stanie, jak mi się znudzi bycie matką? Albo bycie żoną? Co ja potem zrobię? To było myślenie kogoś, kto nie miał rodziny i za nią nie tęsknił.

 Ale przecież chciałaś stworzyć dom. Byłaś już po rozwodzie z Wiktorem Kubiakiem – producentem musicalu „Metro”. To nieudane małżeństwo wyzwoliło w Tobie ochotę do bardziej normalnego życia… Czemu nie wyszłaś za Roberta?

Alicja: Miałam wtedy złamane serce. Przez kogoś już po Wiktorze. Gdy moi znajomi przyprowadzili Roberta do mojego nowego pięknego mieszkania, powiedział – do dziś to pamiętam: „Nie martw się, jeden pójdzie, drugi przyjdzie”. No i został. A potem stworzyliśmy Vesnę. Na początku oboje z Robertem ulegliśmy pułapkom, czując z każdej strony nacisk, że powinniśmy być razem, skoro mamy dziecko. Próbowaliśmy nawet razem mieszkać. Ale nie nadawaliśmy się do tego. Oboje. Chwilami myślałam, że go uduszę, a on mnie po prostu nienawidził. Wracał rano, gdy ja wstawałam, a dziecko już nie spało. Przeszkadzało mu zasnąć. Złościł się. Po dwóch miesiącach spakowałam jego rzeczy i powiedziałam, żeby się wynosił. I dopiero od tamtej pory zaczęliśmy się przyjaźnić. Udało nam się wrócić do szacunku, przyjaźni i zrozumienia, jakie mieliśmy wcześniej. Wszyscy się dziwili, że pojawiamy się razem na imprezach i tak się lubimy.

 Lubiliście się, bo oboje powołaliście do życia kogoś doskonałego – Vesnę i oboje ją kochaliście.

Alicja: I to było najpiękniejsze, co nas spotkało.

Vesna: A ja zaczęłam doceniać, że mam nietypową rodzinę. Jak tata żył, zazdrościłam koleżankom, że ich rodzice są razem, wyjeżdżają wspólnie na wakacje, ale gdy zobaczyłam, jak to u tych normalsów wygląda i jak drą się na siebie w domu, doszłam do wniosku, że ja mam jednak fajnie.

Alicja: Też wyjeżdżaliśmy razem, dwa razy byliśmy nad morzem, nie zdążyliśmy być tam częściej. A Robert miał kontakt z moją mamą jak zięć z teściową, którą się lubi. Zawsze do niej wpadał, gdy dręczył go jakiś problem, gdy świat go zdenerwował. Mama robiła mu drinka i w kuchni przy stole wylewał przed nią żale. A moja mama nigdy go nie oceniała.

 Wiedziała, że jest chory?

Vesna: Nic nie wiedziałyśmy. Ja myślałam, że tata jest zdrowy. Zresztą nie wyglądał na chorego, był silny. Podnosił mnie, nawet gdy miałam już 12 lat. Krótko przed śmiercią.

Alicja: Nikt się nie spodziewał jego choroby ani śmierci. Do mojej mamy zadzwoniła siostra Roberta, że on jest w szpitalu i że bardzo źle z nim. Rozzłościłam się, że znowu histeryzuje, że to jakiś wybryk, a za chwilę on z tego szpitala wyjdzie. Niestety, potem zatelefonowała mama Roberta, bardzo płacząc. Przeraziłam się, bo jak powiedzieć naszemu dziecku, że tata nie żyje. Nie może przecież dowiedzieć się z prasy lub telewizji. Przy nim, w szpitalu, były jego mama i siostra, która znalazła go w domu nieprzytomnego.

 I naprawdę nie wiedziały, że choruje na cukrzycę i może dostać hipoglikemii?

Alicja: On sam nie wiedział, że ma cukrzycę. Pisał wtedy książkę, w nocy pracował, rano szedł spać. Miał całkiem zaburzony rytm dnia. I tak naprawdę nie było wiadomo, czy źle się czuł, bo był zmęczony, czy z innego powodu. Jego siostra próbowała go miesiącami umówić na badania, bo miał nadciśnienie, brał leki. Brał też coś na depresję. A objawy cukrzycowe po prostu nam umknęły. Teraz bym go za to zamordowała. Przecież on żył jak rockandrollowiec, ciągle jakieś imprezy, alkohol, używki, towarzystwo. Wszyscy go lubili, więc go odwiedzali z butelką, a on był towarzyski. Nie chciał robić im przykrości, więc napił się z nimi. Robert nie był alkoholikiem, miał tak słabą głowę, że wystarczyło mu powąchać wódkę i już był nawalony. Pamiętam, że przez całe dzieciństwo Vesny tylko raz się upił, ale ja wtedy zabrałam dziecko i poszłyśmy sobie. Nigdy od niego nie czułam alkoholu.

Vesna: Tata zawsze ładnie pachniał.

 Pogodziłaś się z tym, że nie mieszkał z Tobą?

Vesna: Nigdy o tym nie myślałam, czy to dobrze, czy źle. Po prostu tak było i nic tego nie mogło zmienić.

Alicja: Vesna zawsze brała rzeczy takimi, jakimi są, i nie dyskutowała. Muszę ją nauczyć asertywności.

 Najtrudniej pogodzić się z tęsknotą nie do zaspokojenia, bo już nie można przywrócić nikomu życia.

Vesna: Trochę się pogodziłam z tym, że taty już nie ma, bo minęły trzy lata. Ale cały czas bardzo tęsknię.

 A czego Ci najbardziej brakuje oprócz waty cukrowej i dachów?

Vesna: Jego, po prostu. Ale wiem, że nie mogę się wciąż buntować przeciwko czemuś, na co nie ma rady.

Twój wpis na Instagramie nie jest łagodny. Tkwi w nim złość, wściekłość. Nie bałaś się, że Bóg się na Ciebie obrazi?

Vesna: Ja nigdy za bardzo w Boga nie wierzyłam. Jeszcze w podstawówce do trzeciej klasy chodziłam na religię. Wpajano mi, że Bóg chce dla nas jak najlepiej. Ale coś mi się tutaj nie zgadzało.

Alicja Borkowska, Vesna Leszczyńska, VIVA! lipiec 2018, VIVA! 14/2018
Fot. Aldona Karczmarczyk/VAN DORSEN ARTISTS

 Bo dzieci myślą konkretami. Jeżeli Bóg chce dla Ciebie dobrze, to dlaczego dostałaś pałkę z matematyki…

Alicja: Pamiętam, gdy przychodziłaś do domu ze swoimi przemyśleniami, przez które z pewnością pani od religii rwała sobie włosy z głowy. Niesłusznie, bo to ona nie miała racji.

Vesna: A ty, mamo, chodziłaś na religię?

Alicja: Za moich czasów nie było w szkole religii. Chodziłam do kościoła, ale wtedy było inaczej. Mój tata był wojskowym, a ja, jako jego córka, nie mogłam różnić się poglądami. Ale gdy czegoś nam się zabrania, to tym bardziej się tego chce. Moja mama więc bardzo chciała mnie ochrzcić, do komunii też przystąpiłam. Wszystko jednak musiało się odbywać poza miejscem zamieszkania. Ojciec Vesny natomiast zawsze był niezachwianym ateistą. Vesna ma więc w sobie to jego zwątpienie od urodzenia, a ja nie wpajałam jej niczego i nie narzucałam swojego myślenia, chociaż od prawie 30 lat jestem buddystką.

Vesna: A ja ateistką, jak tata. Ale nie wymagasz, żebym modliła się do Buddy.

Alicja: Ale buddyzm to nie religia, to system filozoficzny. W buddyzmie nie ma istoty nadprzyrodzonej.

 Buddyzm podobno pomaga żyć.

Alicja: Budda to znaczy nauczyciel, który pomaga różne rzeczy zrozumieć, odpowiada na pytania, nie kieruje się dogmatami. Po śmierci mojej mamy uciekłyśmy z Polski. Akurat były Święta Wielkanocne. Pomyślałam, że to dla nas za dużo. I że musimy uciec tam, gdzie nie spotkamy nikogo znajomego. Wyjechałyśmy więc na Wyspy Kanaryjskie.

Vesna: Było nudno. Miałam dużo czasu na przemyślenia. I wtedy pączkowała we mnie złość na niesprawiedliwość losu i domniemanego jej sprawcy – Boga. I powstał ten wpis.

Alicja: Było tak, jak miało być: ocean, słońce, wulkany. Mnie rodzice nigdy nie zabierali na takie wyjazdy. Co najwyżej do Darłówka albo ja na kolonie do Łowicza. 

 Dobrze się ze sobą czujecie: Ty i Vesna?

Alicja: Musimy się dobrze czuć, bo nie bardzo mamy wyjście. Jesteśmy same. Gdybyśmy się nie dogadywały, żyłybyśmy w piekle.

Vesna: Po śmierci babci zaczęłam mówić mamie wszystko, co mi leży na duszy. Wcześniej dusiłam to w sobie, uważałam, że moje problemy są wydumane. Moi znajomi też uważali, że sama je sobie stwarzam. Nie wiedziałam więc, czy one istnieją naprawdę. A może coś ze mną jest nie tak?

Alicja: Bardzo wydumane! Wcześniej matka poważnie chora, ma udar, potem śmierć taty, a babcia choruje na raka i też umiera. Problemy superwydumane. Ale może taka jest młodość? Bez doświadczeń, wiedzy o życiu wszystko wydaje się mało ważne i do pokonania?

Vesna: Kiedy pięć lat temu miałaś udar, ja przy tym byłam. Zamknęłam się wtedy w pokoju i płakałam. A potem przyjechała po mnie kuzynka pod pretekstem, że musimy udać się do babci. Gdy wracałyśmy, z okien autobusu zobaczyłam karetkę pod naszym blokiem. Zapytałam, czy to do mamy, a kuzynka odpowiedziała, że nie i że musimy pójść do wujka, bo babcia coś dla nas gotuje.

Alicja: Moja mama starała się chronić nas przed wszystkim. Jak zmarł mój tata, akurat w moje urodziny, jechałam na Festiwal Piosenki Francuskiej. Pijemy w autobusie szampana, bawimy się, a ja nagle czuję, że słońce zaszło. Zadzwoniłam do mamy, która uspokoiła mnie, że wszystko dobrze. Ale zapytałam, co z tatą. I ona nie wytrzymała i powiedziała mi, że nie żyje. Miał raka. Podobnie było z moim udarem, wszyscy mówili Vesnie, że mam coś z zatokami i że trzeba je podleczyć. Moim zdaniem jednak nie należy utrzymywać w tajemnicy, kiedy zdarzy się coś złego. I tak to wyjdzie na jaw. Nie wiem, jak mogłabym ukryć przed moim dzieckiem, że jej ojciec nie żyje. 

 Gdy dopadł Cię udar, Robert jeszcze żył?

Alicja: Tak, a dwa tygodnie wcześniej miałam operację serca i Robert był pierwszą osobą, która zadzwoniła, gdy się wybudziłam z narkozy. Mówił, że poczuł wielką ulgę, bo bał się najgorszego.

Vesna: Bo tak naprawdę wyście się kochali, tylko trochę inaczej.

Alicja: Na pewno mogłam na twoim tacie polegać. I zawsze uzgadnialiśmy, co jest dla ciebie najlepsze. Zażądał tego prawa, gdy jeszcze byłam w ciąży. Mówił: „Na świecie będzie żyło moje dziecko, a ja nie będę miał wpływu na jego życie?”.

 Zagwarantował sobie ojcostwo. Vesna była przez Was bardzo oczekiwana.

Vesna: A ja fajnie się z tym czuję. Dobrze, że zaoszczędziliście mi waszej traumy rozwodowej, bo nie wzięliście ślubu.

 Rozmawiasz czasem ze swoim ojcem?

Vesna: Czasem. Kiedyś mi się śnił, ale już przestał.

 Ale jesteś smutna.

Vesna: Tak, prawie cały czas. To tata najbardziej we mnie wierzył i mnie wspierał. Chciałam, aby zobaczył,
jak nagrywam płytę albo śpiewam na koncercie. Nie będzie go przy tym.

A kiedy masz koncert?

Alicja: Latem. Na Pradze, w „Hulakula” przy Jagiellońskiej. Radio Eska ma taki program Scena Młodych. W każdą sobotę młodzi artyści będą tam występować. I właśnie Vesnę zaproszono.

Vesna: Śpiewam od zawsze. Ale tata nigdy nie słyszał mojego śpiewu.

Alicja: Dopiero w tym roku zaczęłaś naprawdę śpiewać.

Vesna: Uważam, że skoro kończę w grudniu 15 lat, to już najwyższa pora.

 Piętnastka to chyba najgorszy moment w życiu? Czas wielkiej niepewności i poczucia niezrozumienia

Alicja: Nie chciałabym mieć znowu 15 lat.

 Vesna, a czy Ty czasami czujesz, że życie jest fajne?

Vesna: Momentami tak. Teraz jednak przechodzę kryzys wieku młodego. Na Instagramie przedstawiam się jako osoba szczęśliwa i nikt nie wie, co mam w środku. Mało kto z moich przyjaciół mnie rozumie. W szkole myślą, że się cały czas zamartwiam, bo jestem melancholijna.

Alicja: Masz to po mnie – ja zawsze byłam chmurna. Mam to też wpisane w wygląd. Robert zwykle był radosny, jakby miał słoneczko w tyłku.

Vesna: Wydawaliście się oboje tacy weseli i pogodni. A teraz dowiaduję się, że tata zmagał się z depresją. Tak naprawdę tamten wpis na Instagramie był pierwszy, który wypłynął tak szczerze z mojego serca. I jedyny, który opisywał, co czułam.

Alicja Borkowska, Vesna Leszczyńska, VIVA! lipiec 2018, VIVA! 14/2018
Fot. Aldona Karczmarczyk/VAN DORSEN ARTISTS

 Zrobiło się wokół Ciebie głośno. Chciałaś tego?

Vesna: Nie. Dziwnie się czuję, bo myślałam, że jestem jakby poza tym. Że nikogo nie interesuję.

 A to tak, jakbyś rozmawiała publicznie z Bogiem, w którego nie wierzysz.

Vesna: Nie mogę powiedzieć z całą pewnością, że Boga nie ma albo jest. Łatwiej mi jednak rozmawiać nawet z nieistniejącym Bogiem niż z moim tatą, którego na pewno już nie ma.

Alicja: A ja rozmawiam z Robertem i z moją mamą. Ze sobą też rozmawiam.

 A czego byś chciała od życia?

Vesna: Żeby moi idole zostali moimi konkurentami, żebym była na tym samym poziomie co oni.

Alicja: A ja ci życzę, żebyś była wyżej. Abyś osiągnęła wszystko, co chcesz osiągnąć.

Vesna: I żebym wyzbyła się moich strachów.

Alicja: Nosisz strach w sobie?

Vesna: Ostatnio mam wewnętrzny niepokój i często płaczę.

Alicja: To hormony. No i przeżycia. Wszystko się zbiegło.

Vesna: I zakochałam się też nieszczęśliwie.

Alicja: Przecież szczęśliwie się zakochać nie ma sensu, bo nie płynie z tego żadne doświadczenie. A bez nieszczęśliwej miłości jak przeżyć młodość? Żadnej piosenki nie napiszesz o szczęściu, bo będzie banalna, a masz przecież dyplom wiolonczelistki, skończyłaś szkołę muzyczną.

Vesna: I pół życia zmarnowałam.

Alicja: Nie zmarnowałaś, choć – szczerze mówiąc – wolałabym, abyś nie dostała się teraz do klasy skrzypiec, bo masz egzaminy. A ty zapisałaś się jeszcze na skrzypce.

Trzeba myśleć, że wszystko będzie dobrze. A Twój tata tam, na górze, Cię wspiera.

Vesna: Raczej bym dół obstawiała.

Alicja: Twój ojciec nie poszedł do piekła. Do piekła idą hipokryci, oszuści i ci, co krzywdzą innych. A nie jest grzechem, że ktoś się w życiu dobrze bawił.

Vesna: Ale tata powiedział, że aniołki są nudne i że chciałby bardziej być w piekle.

 A Ty?

Vesna: A ja tam, gdzie on. 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Pandemia nie zmieniła mojego życia, to ja sama je zmieniłam…”, mówi AGNIESZKA MACIĄG. Kraśko, Olejnik, Rodowicz, Rusinek, Szczygieł, Wojciechowska… o emocjach i rodzinnych relacjach w izolacji domowej. JACEK SANTORSKI radzi, jak nie zwariować w czasie pandemii. Zmierzch zachodniej cywilizacji? Beata Pawlikowska w egzystencjalnych rozważaniach w dobie koronawirusa.