WYWIADY VIVY!

Agnieszka Maciąg: „Wszystko, co przechodzimy, jest dla nas ważną i potrzebną lekcją”

„Pandemia nie zmieniła mojego życia, to ja sama je zmieniłam”

Krystyna Pytlakowska 14 czerwca 2020 06:28

W ramach cyklu Archiwum VIVY!: wywiady przypominamy rozmowę Krystyny Pytlakowskiej z Agnieszką Maciąg. Wywiad ukazał się w maju 2020 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! Agnieszka Maciąg wywiad

„Dzisiaj bez problemu akceptuję to, co dzieje się na świecie, ponieważ jestem przekonana, że we wszystkim istnieje wielka mądrość i sens. Wszystko, co przechodzimy, jest dla nas ważną i potrzebną lekcją”. O tym, jak żyje w czasach pandemii, jak udało jej się zmienić swoje życie i czy koronawirus wywróci nasz świat do góry nogami, z Agnieszką Maciąg rozmawia Krystyna Pytlakowska.

Jak teraz żyjesz podczas pandemii?

Pandemia nie zmieniła mojego życia, to ja sama je zmieniłam 14 lat temu. I to diametralnie. W centrum mojego świata jest to, co naprawdę ważne – rodzina, relacje, miłość, bliskość oraz praca, która niesie wiele dobrego dla ludzi. Prowadzę proste, ale piękne, pełne i wartościowe życie. Gotuję, sprzątam, piszę książki i prowadzę blog. W wolnych chwilach chodzę do lasu, zbieram zioła, dbam o zdrowie i kontakt z naturą. Spędzamy z mężem dużo czasu z naszą córeczką Helenką. Ma osiem lat i jest bardzo ciekawa świata, niezwykle kreatywna. W domu malujemy, tańczymy, czytamy, piszemy. To nam daje radość. Cieszą nas z pozoru najprostsze przyjemności, jak choćby wspólny obiad. Nauczyłam się doceniać wszystko, i słońce, i deszcz. Niczego nie biorę za pewnik, bo przekonałam się już, że wszystko jest darem. Jestem wdzięczna za miejsce, w którym teraz jestem w życiu. Doceniam stan świadomości, który osiągnęłam. Dziękuję mojemu wewnętrznemu głosowi, mojej intuicji, której zaufałam i która mnie tak pięknie prowadziła przez ostatnich 14 lat. Każda kobieta posiada w sobie ten głos mądrości, ale trzeba nauczyć się go słuchać. W mojej książce „Pełnia życia” napisałam: „Nieważne, w jakim świecie żyjesz, ważne, jaki świat żyje w tobie”. Więc widzisz, mimo tego, co dzieje się na zewnątrz, mój świat jest nadal piękny.

 A jak Ty i Twój mąż znosicie bycie razem przez 24 godziny? Wiele małżeństw przeżywa teraz kryzys, bo okazało się, że nie potrafią być ze sobą.

My ten kryzys mamy już za sobą. Przeszliśmy go ponad 15 lat temu. Wiele nas nauczył i dzięki niemu stworzyliśmy mądry, pełen miłości i bliskości związek. A to się nie zdarza samo, to jest proces, który wymaga zaangażowania i przemiany. Opisałam to w książce „Miłość. Ścieżki do wolności”. Jesteśmy razem już 25 lat i uwielbiamy być ze sobą. Ciągle jest nam siebie mało. Jak któreś z nas wychodzi na zakupy, to za sobą tęsknimy. Idealnie do siebie pasujemy, szanujemy siebie i wspieramy, mamy podobne poczucie humoru. Nie tylko się kochamy, ale również przyjaźnimy i lubimy. 

Mówisz to tak, jakby koronawirus Ciebie w ogóle nie dotyczył…

Zawsze są jakieś bakterie, wirusy i grypy, każdego roku. To jest część naszego życia. Od lat dbam o siebie i wypracowałam mocny układ odpornościowy. Ja się nie boję. Lęk nie wnosi nic pozytywnego. Wykazują to badania naukowe, mówią o tym lekarze. Wierzę w fenomen ludzkiego ciała. Nie czekam też na szczepionkę cud, która uratuje mnie przed wszystkimi wirusami i bakteriami świata, bo to jest niemożliwe. Jeśli zaszczepię się na koronawirusa, to za chwilę pojawi się coś innego. To jest błędne koło. Aby z niego wyjść, trzeba zadbać o swoje zdrowie i odporność. Codziennie piję olej z czarnuszki, do potraw dodaję kurkumę, pijemy napar z pokrzywy, robię syrop z mniszka, przyjmuję propolis. Natura jest fenomenem! Kiedyś ciągle chorowałam, brałam antybiotyki nawet kilkanaście razy w roku. Od 14 lat wzmacniam i leczę się naturalnie, nie używam chemii i ze schorowanej osoby stałam się okazem zdrowia. Do tego stopnia, że w wieku 43 lat Helenkę urodziłam w domu!

Agnieszka Maciąg, VIVA 9/2020
Fot. ROBERT WOLAŃSKI

 W przewidywaniu tego, co może się wydarzyć, zmieniłaś swoje życie już wiele lat temu? Porzuciłaś świat mody, salony, blichtr…

To prawda, choć przecież nie wiedziałam, że świat, jaki znaliśmy dotychczas, rozpadnie się jak domek z kart. Po prostu kierowałam się intuicją i wewnętrznym głosem, mądrością. To ona mnie popychała w odpowiednim kierunku. Dzięki temu cudownie żyję od czasu, kiedy zrezygnowałam z kariery modelki i pracy w telewizji. Zobacz, jak wiele pięknych książek napisałam, które tak bardzo pomagają innym ludziom.  

Policzmy.

Dziesięć już jest i jeszcze dwie czekają na wydrukowanie. Czułam wewnętrzną pasję, zapał, a nawet presję, aby pisać i dzielić się z ludźmi tym, co tak bardzo uzdrowiło moje życie. To nie były kalkulacje biznesowe, ale moje wewnętrzne wołanie. Często zmieniałam tematykę książek. Najnowsza to „Słowa mocy”. Nie była w planach! Miałam podpisaną umowę na książkę ze zdrowymi przepisami na potrawy dla dzieci, ale pewnego ranka poczułam, że teraz muszę napisać zupełnie inną książkę, która doda kobietom siły. Pisałam ją niemal w amoku, wstawałam o czwartej rano, ogarniałam małe dziecko, dom, pomagałam mamie i w każdej chwili pisałam. Pytałam samą siebie, kiedy wreszcie odpocznę, ale mój wewnętrzny głos odpowiadał, że to nie czas na odpoczynek. Z tej pasji powstała książka, która niesamowicie wspiera ludzi w tym trudnym czasie – a ja mogę teraz trochę odpocząć. Czasem, kiedy odpuścimy naszą wizję, nasze plany i pozwolimy się poprowadzić, wtedy wszystko dzieje się płynnie, wręcz magicznie. 

Jesteś szczęśliwa?

Oczywiście! Nawet bardzo! Każdy człowiek, który jest na ścieżce swojego serca i powołania, jest głęboko szczęśliwy, niezależnie od tego, co dzieje się ze światem zewnętrznym. Pamiętam mój początek, który nie był łatwy. To był rok 2006. Mój tata umarł na raka, przeżywałam kryzys w małżeństwie, nie widziałam sensu w pracy i byłam chronicznie chora. Nie chciało mi się żyć. Ten kryzys spowodował, że padłam na kolana i zaczęłam modlić się o pomoc. Wcześniej studiowałam psychologię i miałam wrażenie, że o wszystkim wszystko już wiem. A jednak kompletnie nie umiałam poradzić sobie ze sobą. Byłam przepełniona lękiem, załamana. Ale ta modlitwa otworzyła przede mną nowe życie! Dzisiaj akceptuję to, co dzieje się na świecie, ponieważ jestem przekonana, że we wszystkim istnieje mądrość i sens. Wszystko jest ważną i potrzebną lekcją.  

 A co wtedy zrobiłaś?

Pojechałam sama na Korfu. Szukałam natury, spokoju i wytchnienia, a trafiłam w turystyczne miejsce pełne krzyków… Myślałam, że oszaleję! Położyłam się wymęczona na leżaku. Nie miałam nawet siły, aby czytać. Leżałam w cieniu oliwnych drzew, słuchając muzyki relaksacyjnej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to była naturalna medytacja. Leżałam tak przez trzy dni, z przerwami na posiłki i sen. Trzeciego dnia, pod wieczór, stało się coś niesamowitego. Zdjęłam słuchawki, usiadłam na leżaku i spłynęła na mnie nieopisana błogość. Poczułam przypływ szczęścia, którego nie sposób wyrazić! A przecież nic się nie zmieniło. Mój związek nadal był w kryzysie, a ja nadal miałam te same problemy. Zmiana zaszła we mnie. Niesamowita, radykalna! Czułam, że wszystko jest jednością – woda, drzewa, wiatr, słońce i wszyscy ludzie, którzy wokół mnie krzyczą i śmieją się! Przestali mnie irytować – cieszyło mnie życie we mnie i wokół mnie. Szukałam tego szczęścia w świecie zewnętrznym – w mojej urodzie, w sukcesach, w podziwie adoratorów, a moja wewnętrzna samotność, ból i pustka ciągle rosły. Szukałam szczęścia na zewnątrz, a ono cały czas czekało uśpione wewnątrz mnie! 

– I to był dla Ciebie szok!  

I to jaki! Ale chciałam to uczucie na zawsze w sobie zatrzymać – nie mogłam przecież leżeć na plaży na Korfu przez całe życie. Musiałam wrócić do Warszawy, do nastoletniego syna, do obowiązków. Prosiłam: „Boże, pomóż mi! Daj mi narzędzie, abym mogła codziennie doświadczać tej pełni i radości, ponieważ wiem, że to jestem prawdziwa ja!”. I przyszło do mnie wsparcie w postaci jogi i medytacji, ludzi, warsztatów, książek. Jak pilna uczennica uczyłam się wszystkiego, krok za krokiem i zmieniałam siebie. Wkrótce napisałam pierwszą książkę pod tytułem „Smak życia”. Ona była nie tylko o gotowaniu, ale celebrowaniu prostoty, natury, czerpaniu radości z życia w chwili obecnej. Przed 2006 rokiem bałam się dosłownie wszystkiego – kładąc się spać, bałam się o zdrowie, o życie, bałam się katastrof naturalnych, wojny, starości, kryzysów ekonomicznych. Byłam jednym wielkim lękiem. W procesie przemiany krok za krokiem uczyłam się panować nad umysłem i emocjami. Uczyłam się zarządzać istotą, którą jestem, i dokonywać wyborów – jak chcę się czuć, na czym koncentruję uwagę, czemu poświęcam energię. Uczyłam się, jak sprawić, aby nie miotały mną wydarzenia świata zewnętrznego, nad którymi nie mam kontroli.  

Agnieszka Maciąg, VIVA 9/2020
Fot. ROBERT WOLAŃSKI

 Piękne to, co mówisz. Ale jak w sobie obudzić ten mechanizm zaufania? Jak uzyskać spokój w czasach zarazy?

Kiedy wierzymy, że jesteśmy wyłącznie naszym umysłem i ciałem, czyli naszym ego, ciężko jest pomóc. Ego jest nietrwałe, dlatego nieustannie się boi. Szuka sławy, bogactwa, aprobaty, aby wypełnić swoją pustkę. Dusza jest wieczna, wszystko posiada, niczego nie potrzebuje i nie boi się niczego. Bez połączenia ze swoją duchowością nie znajdziemy poczucia bezpieczeństwa. W świecie materii wszystko jest nietrwałe i nieprzewidywalne. Dlatego teraz jest tak ważne, aby nauczyć się bezpośredniego kontaktu ze swoją duchowością. Ksiądz za nas tego nie załatwi ani żaden inny człowiek. Nawet oni muszą sami sobie poradzić ze sobą i swoimi problemami. To jest nasza praca, nasze zadanie i temu służy obecna pandemia, aby ludzie zaczęli się rozwijać! Świat duchowy wpływa na świat materii. 

 Możesz mi dać przykład, jak to działa w praktyce? 

Kiedy moja mama zachorowała, lekarze mówili, że nie będzie chodzić. Helenka miała dwa latka. Zajmowałam się nią i mamą,

podczas gdy reszta rodziny była daleko. Mój mąż Robert często wyjeżdżał. Zostawałam sama, odnosząc wrażenie, jakbym dźwigała na barkach cały świat. Byłam zmęczona i przestraszona. No i jeszcze miałam podpisany kontrakt na książkę, którą powinnam była pisać codziennie. A jak to robić, gdy muszę gotować, prać, sprzątać, jeździć po leki, wzywać lekarzy? Padłam na kolana i powiedziałam: „Boże, pomóż mi, jak mam sobie z tym poradzić?”. I wtedy usłyszałam: „Masz wszystkie narzędzia, więc z nich korzystaj!”. Wow! Nie stał się cud. To ja miałam nad sobą pracować, aby cudu dokonać! Zaczęłam od tego, że zmieniłam sposób myślenia – przestałam przejmować się tym, co mówi lekarz. To była jego wizja, szanuję ją, ale ja stworzyłam inną, lepszą. Zaczęłam potężną pracę duchową. Pomimo tego, co było „realne”, co mi mówiono i co widziałam na własne oczy, zaczęłam wyobrażać sobie inny scenariusz. Oczami wyobraźni widziałam, że moja mama jest zdrowa i krząta się samodzielnie po własnym mieszkaniu. To mi dało siłę, abym zaczęła motywować mamę do pracy nad sobą, bo ona również musiała uwierzyć, że to możliwe! Nasza praca trwała kilkanaście miesięcy, ale stało się tak, jak sobie wyobrażałam! Mama stała się samodzielna i krzątała się po swoim mieszkaniu! 

Agnieszka Maciąg, VIVA 9/2020
Fot. ROBERT WOLAŃSKI

Niezwykła historia… 

A widzisz… Ale wracając do koronawirusa, słyszę te wszystkie przepowiednie ekonomistów o kryzysie gospodarczym, o spustoszeniu wywołanym przez COVID-19. Bombarduje nas negatywna energia… Ale czy umiemy zarządzać naszymi myślami, nastrojami i energią? Czy pozwolimy, aby miotały nami czarne wizje? Możemy, ale ja wybieram to, co daje mi siłę i zdrowie, a więc spokój i zaufanie. Nie słucham na okrągło wiadomości. Najgorsze, co możemy dla siebie zrobić, to z samego rana podłączyć się do wiadomości przez media społecznościowe, telewizję czy radio. Rano powinniśmy zasilić się tym, co pozytywne. Dlatego najważniejszym elementem „nowej normalności” powinna być codzienna medytacja. Badania naukowe potwierdzają, że osoby, które codziennie rano medytują, są zdrowsze, spokojniejsze, realizują swoje cele i cieszą się wyższą jakością życia. Medytacja to w tych czasach podstawowe BHP przetrwania.

 Medytacja chroni przed wirusem?

Z całą pewnością podniesie twoją odporność i nastrój, a to uchroni cię przed wirusem. Czytałam wywiad z rosyjskim naukowcem, który podkreśla, jak nasze nastawienie wpływa na naszą fizjologię. Prowadzono badania z ludźmi, którzy stracili pracę. Byli załamani, ich odporność spadła, często chorowali, odnotowano wśród nich bardzo wysoką śmiertelność bez żadnych racjonalnych powodów. Naukowcy odkryli, że lęk i frustracja zniszczyły ich, dosłownie. Dlatego trzeba dbać o kontrolowanie swoich emocji, bez używek! Idealnie służy temu joga i medytacja. Widzę to po sobie i po wielu osobach, które znam.  

 Ale powiedz mi, jak polubić życie w izolacji i samotności?

W czasie mojego kryzysu uczyłam się być szczęśliwa sama ze sobą. Zabierałam samą siebie na randki. Przestałam czekać, aż pojawi się ktoś lub coś, co mnie uszczęśliwi. Nawiązałam ze sobą piękną, głęboką relację, a dzięki temu mogłam stworzyć dobre, zdrowe relacje z innymi ludźmi! Nie wszystkie dni są łatwe, a ja wtedy zastanawiam się: „Co mogę zrobić najlepszego z tym, co mam tu i teraz”. W mojej książce napisałam: „Zamiast koncentrować się na problemie, skoncentruj się na rozwiązaniu”. To pierwsze dobija i podcina skrzydła, to drugie wnosi siłę, moc i odkrywcze pomysły!

No dobrze, ale jak żyć w tej chwili? I co będzie potem?

Moja złota zasada mówi: „Żyj jednym dniem na raz”. Ogarnij dzisiejszy dzień. To wystarczy. Nie ma sensu bawić się w przewidywania, bo przyszłość może nas zaskoczyć. Przeczytałam kiedyś, jak Bolesław Prus przewidywał rozwój cywilizacyjny. Pisał, że wkrótce w Warszawie będzie tak dużo dorożek i koni, że ludzie nie nadążą z czyszczeniem ulic z odchodów, które będą sięgały pierwszego piętra. Nie mógł przewidzieć, że powstaną samochody i że będziemy mieli inny problem – spaliny. Nie wiemy, co się wydarzy. Pomyśl, my obecnie wcale nie mamy tak źle. Mamy co jeść, mamy dach nad głową. To są wielkie dary! Niektórzy tracą pracę, ale to też dzieje się po coś. Kiedy tracimy pracę, warto się zastanowić, czy tę pracę kochaliśmy, czy wnosiła coś dobrego, czy była zgodna z naszym powołaniem? Zwykle najgorsze rzeczy w życiu prowadzą do najlepszych rzeczy w życiu. Pandemia pozwala odpowiedzieć sobie na pytania, które dotyczą pracy, związków i tego, co robi człowiek z naszą planetą. Z szalonego pędu zwykle zatrzymuje ludzi choroba, wypadki. Teraz jest zatrzymana cała ludzkość – nie bez powodu. Potrzebujemy tego, by kilka spraw przemyśleć. Nie możemy kupić szczęścia, kupując sobie drogie buty od modnego projektanta. 

 Teraz to w ogóle nie jest ważne.

Właśnie… Poza tym w tenisówkach jest znacznie wygodniej. Pandemia nam pokazuje, co tak naprawdę się liczy. Zmienia naszą perspektywę widzenia świata, tak jak ja 14 lat temu zmieniłam swoją. Uprościłam moje życie, przestałam gonić za rzeczami, kupować ubrania, żeby wzbudzić zachwyt innych ludzi. Zaczęłam ubierać się tak, żeby czuć się najwygodniej. Gdy praktykujesz jogę, nie potrzebujesz makijażu, fryzjera, designerskich ubrań. W kółko chodzisz w spodniach do jogi i nagle okazuje się, że nie potrzebujesz już tych wszystkich przedmiotów, aby czuć się dobrze. Czujesz się świetnie taka, jaka jesteś, tak po prostu. 

Agnieszka Maciąg, VIVA 9/2020
Fot. ROBERT WOLAŃSKI

 A co, Twoim zdaniem, zdarzy się po pandemii?

To dobre pytanie. Dostajemy długą lekcję. To nie trzęsienie ziemi, które potrwa kilka godzin, a szok po nim minie po tygodniu. Ta lekcja jest rozłożona w czasie. Nie wiadomo, na jak długo. Potrzeba wewnętrznej siły, aby nie załamać się, nie rozpić i nie popaść w depresję. Swoją drogę widziałam na zakupach przed długim weekendem ogromne ilości alkoholu w koszykach ludzi. I zastanawiałam się, jak osłabiony i zatruty alkoholem organizm ma poradzić sobie z patogenami w postaci wirusów? Musimy posiadać w sobie ogromną siłę charakteru oraz posiadać narzędzia, które pomogą nam przez to przejść w zdrowy sposób. Dobrze by było, gdyby ludzie, zamiast osłabiać siebie żywnością i używkami, zaczęli zdrowo żyć i zdrowo się odżywiać. 

Myślisz, że po pandemii ludzie przewartościują to, czym żyli? Przestaną dążyć do tego, żeby mieć więcej?

Myślę, że będą dwie grupy ludzi. Pierwsza to ci owładnięci lękiem, którzy będą pragnęli gromadzić dobra, co i tak nie da im spokoju i szczęścia. I druga grupa, która otworzy się na rozwój duchowy. Te osoby odnajdą spokój i radość życia. Jestem przekonana, że wielu z nas przebudzi się i zacznie żyć inaczej. 

 Udało Ci się pozyskać też mężczyzn do takiego surowego stylu życia?

Szczerze mówiąc, nigdy o nic nie zabiegałam i nie starałam się nikogo pozyskać. Ja robię swoje, a wokół mnie pojawiają się osoby, które są gotowe na rozwój i przemianę. Od sześciu lat prowadzę warsztaty, na które regularnie przyjeżdżają dziewczyny. A teraz dostaję wiele wspaniałych wiadomości również od mężczyzn, którzy po przeczytaniu moich książek diametralnie zmieniają swoje życie. 

 To, co mówisz, jest niezwykłe. Utwierdzasz nas, że nawet w epidemii może być pięknie.

Tak jest, jeśli spojrzymy na to z odpowiedniej perspektywy. Życie nigdy nie jest jednostajne, przypomina morze, przez które czasem przechodzą sztormy i burze. Ale my możemy nauczyć się surfować i płynąć przez fale życia z radością, niezależnie od pogody! Nie musimy iść na dno za każdym razem, kiedy sprawy nie idą po naszej myśli. Możemy złapać wiatr w nasze żagle, aby wzrastać, wzmacniać się, rozwijać swój potencjał. Zrobiłam na Instagramie hashtag #życiebezlękuzagnieszkąmaciąg, bo wiem, że najważniejszy będzie teraz optymizm i zaufanie. Nie możemy dać się zastraszyć! A może to wszystko dzieje się właśnie po to, żebyśmy się tego nauczyli? 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANJA RUBIK przed czterdziestką robi podsumowanie. Jakie ma marzenia, co jeszcze pragnie osiągnąć? Czy chce założyć rodzinę? Muzyk BARTEK KRÓLIK zdradza, jak przetrwał trudne momenty i odnalazł szczęście. MANUELA GRETKOWSKA w wyjątkowej rozmowie o AGNIESZCE OSIECKIEJ. Specjalnie na lato: sztuka gotowania blogerki DARII ŁADOCHY, w czym tkwi magia ZAKOPANEGO oraz aktorka KATARZYNA ZAWADZKA w kreacjach od ZIENIA w sesji nad polskim morzem.