Karolina Szostak, VIVA! maj 2018
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
TYLKO W VIVIE!

Karolina Szostak: „Moje poczucie własnej wartości nie było i nie jest uzależnione od wagi”

Jak udaje jej się utrzymać perfekcyjną sylwetkę?

Olga Figaszewska 24 sierpnia 2020 06:47
Karolina Szostak, VIVA! maj 2018
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Dieta stała się jej sposobem na zdrowe życie i wciąż pozwala delektować się światem! O jej spektakularnej metamorfozie usłyszała cała Polska. Od tamtej pory Karolina Szostak stała się motywacją do zmian dla wielu kobiet. Jak udaje jej się utrzymać perfekcyjną sylwetkę? Czy nie obawia się efektu jo-jo? 

Kuchnia Karoliny Szostak

Jeszcze kilka lat temu mówiła Pani, że kuchnia to nie jej świat. Czy ta miłość do gotowania w końcu się pojawiła?

Pandemia trochę jej pomogła (śmiech). To prawda, że zazwyczaj sprawdzałam się w roli pomocnika kucharza. Ale skoro pracowałam teraz w systemie trzy dni w studio, a trzy w domu, to trzeba było ten czas wypełnić… jedzeniem. Zaczęłam eksperymentować kulinarnie. Daleko mi do perfekcji i oczywiście nie wszyscy domownicy byli zadowoleni (śmiech). Ugotowałam pierwszy raz w życiu wegetariański rosół. Energetyczny, z dużą ilością przypraw. Udało mi się nawet zrobić placki ziemniaczane, które do tej pory uważałam za jedno z dań ekstremalnie trudnych.

– Czyli zasada w Pani kuchni jest prosta… 

Ma być szybko, zdrowo, lekko i smacznie (śmiech). Z naciskiem na szybko. Gotuję też w studiu Ligi Mistrzów, gdzie mamy kącik kulinarny. Razem z kucharzem Tomkiem Karolakiem rywalizujemy, czyje danie ocenią wyżej piłkarscy eksperci. Ponieważ lubią mnie, czasem dają mi fory (śmiech). 

Karolina Szostak, VIVA! maj 2018
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

– Czuje się Pani ekspertką od zdrowego stylu życia? Od czasu spektakularnej metamorfozy wciąż jest Pani inspiracją i motywacją dla wielu kobiet. 

Faktycznie, udało mi się schudnąć 30 kilogramów w krótkim czasie. To robi wrażenie. Chociaż na początku swojej drogi nie zakładałam, że uda się tyle osiągnąć. Większość kobiet do dziś prosi mnie o rady na Instagramie. Na wszystkie pytania staram się udzielać odpowiedzi. Ale czy czuję się ekspertką… W mojej książce „Moja spektakularna metamorfoza” dzielę się swoimi doświadczeniami. Ale oczywiście są też osoby, które do tej pory nie wierzą, że moja przemiana to zasługa diety i ogromnej determinacji. Słyszałam już, że zmniejszyłam żołądek, coś sobie odessałam, podciągnęłam… Tych złośliwych teorii, które wynikają z zazdrości, jest wiele.   

– Do podjęcia zmian w życiu potrzeba impulsu. Co u Pani było takim decydującym momentem?

Przede wszystkim w moim przypadku dieta była nie tylko sposobem na osiągnięcie wymarzonej sylwetki, lecz także na naprawą organizmu. Chciałam wyrównać swoją gospodarkę hormonalną. Teraz widzę, że wiele kobiet, a także mężczyzn ma z tym problem. Widziałam też, że jest mnie trochę za dużo, dlatego zaczęłam działać. Zależało mi na tym, by udowodnić sobie, że przetrwam i osiągnę zamierzony cel. 

– Pani przemiana rozpoczęła się od diety doktor Dąbrowskiej. Nadal jest jej Pani wierna?

Oczywiście. Od leczniczego postu warzywno-owocowego rozpoczynam każdy rok i przestrzegam wszystkich zasad. To cudownie oczyszcza organizm ze wszystkich zanieczyszczeń. A we wrześniu robię dwa tygodnie tak zwanej przypominajki. Odrzuciłam też wszystko, co działało na mnie destruktywnie. Nie jem nabiału i pszenicy. Zwracam uwagę na to, by nie łączyć białkowych produktów z węglowodanami. Nie mówię już o przetworzonej żywności! W swojej kuchni bazuję na dużej ilości warzyw i owoców. Są ważne podczas redukcji masy ciała i stabilizacji wagi. Do jadłospisu dodałam kasze i orzechy. Świetnie łączą się w sałatce (kasza pęczak, mandarynki, rodzynki i orzechy włoskie). A z nerkowców możemy przygotować pyszną pastę z dodatkiem sera koziego i soku z cytryny. Ważną rolę odgrywają także kiszonki, chociażby w formie surówki z kiszonych ogórków czy soku z kapusty. I oczywiście piję dużo wody – z dodatkiem cytryny i imbiru – która pomaga w wypłukiwaniu toksyn. Ale pamiętajmy, że zawsze najważniejszy jest etap wychodzenia z diety, kiedy znów przyzwyczajamy swój organizm do normalnego jedzenia. 

– To było dla Pani najtrudniejsze?

W każdej diecie najtrudniejsze jest przestawienie nawyków żywieniowych. Nagle na śniadanie nie jemy jajecznicy tylko buraki z grejpfrutem. W posiłkach eliminujemy tłuszcze. Mięsożercom może być trudniej. Przez pierwsze tygodnie odczuwa się osłabienie, bóle głowy i mięśni. Nasza skóra też wygląda inaczej, pojawiają się wypryski, ponieważ toksyny muszą gdzieś znaleźć ujście. Przyznaję, że ten post leczniczy jest trudny, ale przy okazji efektywny. Działa cudownie na nasze samopoczucie, zdrowie, wspomaga odporność. To oczyszczenie pomogło mi uporać się na przykład z migrenami i nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam chora.

Karolina Szostak, kuchnia, nie wykorzystywać ponownie
Fot. Adobe Stock

– Często wpadamy w „dietetyczną pułapkę”.

Do diety trzeba podejść z głową i zrozumieć, o co w odchudzaniu chodzi. Nie możemy stać się jej niewolnikami. Najważniejsze, żeby obserwować swój organizm i nie wracać do dawnych nawyków! Nie mówię, że powinniśmy sobie teraz wszystkiego odmawiać. Kawałek pizzy zjedzony na ukochanych włoskich wakacjach nie zrobi nam krzywdy. Przyznam, że – jak każdemu – i mnie zdarza się ulegać kulinarnym grzeszkom. Chociaż słodycze mogą dla mnie nie istnieć, to mam słabość do lodów o smaku słonego karmelu. Patrzymy na to, ile i co jemy. W codziennej diecie powinny przeważać warzywa i owoce. Są naszym największym sprzymierzeńcem w walce o zdrowie i urozmaicają posiłki. W postaci soków i koktajli zawarte w nich witaminy i minerały są o wiele bardziej przyswajalne! Możemy łączyć sałatę z mango (albo miętą i gruszką), aloes z ogórkiem czy marchew z kapustą pekińską i pomarańczą. Bardzo lubię wszystkie zielone soki w połączeniu z limonką albo cytryną lub buraki z czerwonymi owocami, takimi jak poziomka czy truskawka. Tylko żeby nie było zbyt słodko. Wolę smaki cierpkie i kwaśne. Gwarantuję, że taki „eliksir” dodaje pozytywnej energii. 

– Czyli to prawda, że na stole Karoliny Szostak goszczą warzywa i owoce. Prawdziwa rewolucja!

Zwłaszcza w postaci zup! Jestem od nich uzależniona. Kokosowe curry z batatami, krem pietruszkowo-selerowy z chipsami z jarmużu, marchewki i pora, buliony azjatyckie… Daniem, które zawsze przygotowuję, jest makaron z pomidorami i tuńczykiem albo aglio olio peperoncino. To sprosta wymaganiom nawet najwybredniejszego podniebienia. I tak, nie rezygnuję z makaronów. Ale zwracam uwagę, by zawsze były al dente. Wtedy organizm łatwiej go spala. To nie sam makaron jest kaloryczny, tylko to, z czym go podajemy. Zawsze alternatywą może być przygotowanie makaronu z cukinii z tartą marchewką i pietruszką. Cukinia jest także niesamowita w połączeniu z pastą fasolowo-cieciorkową, czerwoną cebulą, oliwą, kolendrą i przyprawami. 

Karolina Szostak, kuchnia, nie wykorzystywać ponownie
Fot. Adobe Stock

– Jak to dobrze, że lato dostarcza nam bogactwa w postaci sezonowych warzyw i owoców. 

Od razu kiedy pojawiają się szparagi, zielona fasolka, bób i czereśnie, szeroko się uśmiecham. Mogłabym jeść tylko to. I szczerze, najbardziej smakują mi w najprostszym wykonaniu. Szparagi z jajkiem, kiedy żółtko się rozlewa, fasola z niewielką ilością masełka i bób – ugotowany, posolony – koniec. To moje uzależnienie. Lubię też sałatę rzymską, do której dodaję pomidora, ogórka i oliwę. Najprostsze połączenia smakowe są najlepszym rozwiązaniem. Kocham też orientalne smaki czy kuchnię śródziemnomorską.  

 – No dobrze, ale jak zmienić te zasady żywienia? Co zrobić, żeby weszły nam w nawyk?

Najpierw trzeba porozmawiać ze sobą, czy dam radę podjąć walkę. Trzeba być zdeterminowanym, konsekwentnym i systematycznym w swoich postanowieniach. Inaczej się nie uda. Niektórzy myślą, że pięć dni diety już wszystko naprawi. Tylko że organizm w tym czasie nie odczuje żadnych zmian. Jakim problemem jest miesięczna rezygnacja z jedzenia makaronów, słodyczy czy chleba i picia alkoholu w kontekście całego życia i naszego zdrowia? Najlepiej też na początku drogi udać się po pomoc do dietetyka.

– Jeszcze odczuwa Pani na sobie presję? 

Cały czas! Kiedy ktoś tyle schudnie, jest wciąż obserwowany, czy tego chce, czy nie. Często czytam w sieci, że przytyłam. Następnego dnia pojawiają się artykuły, że już schudłam. A wszystko zależy od tego, co mam na sobie danego dnia i jak moja sylwetka się w tym prezentuje. Oczywiście zawsze będą osoby, które czekają na czyjąś porażkę. 

– I wypatrują efektu jo-jo. Jak udaje się Pani utrzymać perfekcyjną sylwetkę? 

Na szczęście przez tyle lat nie nadszedł (śmiech). Bardzo się pilnuję i wiem już, jak sobie z nim radzić. Jem świadomie, trzymam dietę, detoksykuję organizm i prowadzę aktywny tryb życia. Ale efektu jo-jo zawsze należy się bać. On atakuje w momencie, kiedy zaczynamy zbaczać z wyznaczonej ścieżki, a organizm szaleje i odkłada w tkankach tłuszczowych zapasy. 

– W codziennym pędzie ma Pani czas na ćwiczenia?

Systematyczne ćwiczenia są podstawą przy zmianie podejścia do żywienia. Przyznam, że nie jestem szczególną fanką siłowni. I chociaż już samo pojawienie się tam bardziej motywuje do działania, to zamknięte przestrzenie nie nastrajają mnie najlepiej. Od marca korzystam z domowego zacisza i orbitreka (śmiech). Jeżdżę też na rowerze. 

– Czy ta przemiana wizualna dokonała w Pani także emocjonalnej rewolucji?

Myślę, że nie. Wciąż jestem taka sama. Tylko stylistom łatwiej jest mnie ubrać (śmiech). Zawsze podkreślałam, że czuję się dobrze we własnym ciele. Moje poczucie własnej wartości nie było i nie jest uzależnione od wagi. Jeśli coś nam w sobie przeszkadza, próbujmy to zmienić. Gdy chodzimy z podniesioną głową, inni odbierają nas jako ludzi pewnych siebie. Nie siedźmy skuleni w kącie, bo w ten sposób dajemy im przyzwolenie na obniżanie naszej samooceny. Uważam, że bardziej hartuje nas życie, praca, ludzie. Nigdy nie byłam wyjęta poza nawias z powodu swoich krągłości, choć przecież od zawsze pracuję w telewizji. Jeszcze przed metamorfozą nie spędzało mi snu z powiek to, że muszę wyglądać jak modelka. Najważniejsze jest, żeby kochać siebie. Dlatego po prostu dbajmy o swoje zdrowie!  

Karolina Szostak, Viva! maj 2018
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Paulina Krupińska, Paulina Krupińska-Karpiel, VIVA! 16/2020, okładka
Fot. Agnieszka Kulesza & Łukasz Pik/Das Agency

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.