Daniel Qczaj, Qczaj, VIVA! 14/2020
Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame
TYLKO W VIVIE!

Qczaj: ,,Czuję, że za chwilę mogę stracić nad tym panowanie. To jest właśnie moja walka o siebie"

Trener opowiedział o swoim traumatycznym dzieciństwie i demonach przeszłości

Katarzyna Piątkowska 23 lipca 2020 07:00
Daniel Qczaj, Qczaj, VIVA! 14/2020
Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame

Był molestowany. Do jego domu przychodził pedofil. Daniel Qczaj miał wtedy siedem lat i nikt nie wiedział co się dzieje. Mama nie wiedziała, bo Daniel uważał, że za wszelką cenę musi ją chronić. Przecież jego ojciec, który był alkoholikiem zamienił ich życie w piekło. Dwie młodsze siostry o molestowaniu dowiedziały się w ubiegłym roku. Ojciec nie uwierzył. Oskarżył syna o kłamstwo, ale jednocześnie od razu wskazał człowieka, który skrzywdził jego syna. Przez wiele lat naprawdę niewiele osób wiedziało o tym, co kiedyś wydarzyło się w życiu ulubionego trenera Polek. Jak sobie poradził z tak ogromną traumą? Czy sobie poradził? Czy tak jak ojciec ma problem z alkoholem? I jaki dom stworzyłby swojemu wymarzonemu dziecku? O tym. wszystkim opowiedział w najnowszej VIVIE! Dlaczego? "Jeśli znajdzie się choć jedna osoba, której pomogłem swoim wyznaniem, już jestem wygrany", mówi Daniel Qczaj.

Jak po tym wszystkim, co Cię spotkało, udało Ci się podnieść?

Dla niektórych takie traumatyczne doświadczenia mogą być jak studnia. Wpadną w nią i nie dadzą rady wypłynąć na powierzchnię. Na innych zadziałają jak trampolina. Ja jestem tym drugim przypadkiem. Myśl, że mogłem tam być, na dnie tej studni, a nie jestem, bardzo mnie motywuje. Daje mi siłę do działania, gdy sił już nie mam. Mogłem zupełnie inaczej pokierować swoim życiem, rozwalić się w drobny mak. Mam przecież milion powodów, żeby sobie na to pozwolić. Ale sobie nie pozwalam. Jestem zdeterminowany, by walczyć o siebie.

O wolność do decydowania o sobie?

Dokładnie! O tę wolność, którą mi siłą wydzierano. Przez tyle lat ktoś podejmował za mnie decyzje, zniewalał, trzymał za ręce i robił, co chciał. A teraz ja sam decyduję o sobie, swoim ciele, o tym, jak chcę żyć. I to jest cudowne uczucie.

Zdecydowałeś się teraz na powrót na terapię. Obudziły się Twoje demony?

Wracam na terapię, bo mam za dużo, żebym mógł to stracić.

Pijesz?

Czuję, że za chwilę mogę stracić nad tym panowanie. To jest właśnie moja walka o siebie. A ja jestem wojownikiem. Nie poddam się.

To kolejna rzecz, o której nie wstydzisz się głośno mówić.

Taką mam filozofię życiową. Choć nie od razu opowiedziałem głośno o konkretnych rzeczach, nigdy nie ukrywałem, że z czymś walczę, że mam naprawdę ciężki bagaż doświadczeń. Dziś mówię głośno, że wiem, co to depresja, co to znaczy być na lekach i nie mieć czystego umysłu, co to samotność, strach i ból.

Co dzisiaj myślisz o sobie?

Dużo czasu upłynęło, zanim nauczyłem się myśleć o sobie dobrze. Teraz wiem, że jestem dobrym człowiekiem, że takim byłem zawsze.

Nie miałeś prawdziwego dzieciństwa. Gdybyś miał dziecko, jaki dom byś dla niego stworzył?

Szczęśliwy i pełen miłości. Tego jestem pewien. Na pewno chciałbym być dla mojego dziecka wzorem, bo ja sam go nie miałem, a przecież każdy mały człowiek potrzebuje autorytetów. Uwielbiam ośmioro dzieci moich sióstr. Dawid, syn Edyty, na pytanie, kto jest jego autorytetem, odpowiedział, że wujek Daniel. To było coś najpiękniejszego, co mogłem usłyszeć. Ale… to nie jest dobry moment na dziecko. On nadejdzie, bo jak wyobrażam sobie dom, to zawsze z maluchami. To moje marzenie. 

Cały wywiad w nowej VIVIE! od czwartku 23 lipca w punktach sprzedaży w całej Polsce i na hitsalonik.pl. 

Daniel Qczaj, Qczaj, VIVA! 14/2020, okładka
Fot. Mateusz Stankiewicz/SameSame

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

LENKA I JAN KLIMENTOWIE o trudnej drodze do rodzicielstwa i o tym, jak narodziny Cristiana zmieniły ich związek. ANDRZEJ SEWERYN: czy czuje się autorytetem, czym jest dla niego sztuka i najważniejsze życiowe role. HELENA ENGLERT: dlaczego wolała studiować w Stanach, a potem wróciła do Polski i czy znane nazwisko to atut? LISA MARIE PRESLEY miała bajkowe dzieciństwo, które zakończyło się wraz ze śmiercią ojca, i smutne życie, bo znane nazwisko nie przyniosło jej szczęścia.