Fot. Zuza Krajewska/LAF AM
NOWY NUMER

„To byłoby nadużycie, gdybym uważała, że dobrze się spisuję jako matka". Co jeszcze Anna Maria Jopek powiedziała VIVIE!?

BEATA NOWICKA 24 marca 2017 09:15
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Ostatnie płyty wydała w 2011 roku, następnie zniknęła na sześć lat. W tym czasie podróżowała oraz grała na plaży w Bari i w katedrze w Edynburgu, a także zwiedzała Miami i to tam tworzyła nowy album. W najnowszym numerze VIVY! opowiada o tym, co w tym czasie wydarzyło się w jej życiu.

 

Polecamy też: „Pakowałam się do trumny i czułam, jak wszystko we mnie eksploduje.” Anna Maria Jopek o upływie czasu w nowej VIVIE!

 

Przypomnijmy, że nowy magazyn Viva! w województwie Mazowieckim dostępny jest z kartą rabatową Good For U Wellness & Beauty na zabiegi w gabinetach spa, wellness i medycyny estetycznej. Zniżki do 50% w ponad 90 salonach! Adresy salonów biorących udział w promocji oraz regulamin akcji na stronie www.goodforu.pl.

W numerze również wywiad z Pawłem Małaszyńskim, aktorem, którego można obecnie oglądać w serialu „Belle Epoque”, emitowanym przez TVN oraz Agatą Steczkowską, która w książce zdradziła sekrety rodzinne, jak również z niekwestionowanym autorytetem, jeśli chodzi o język polski, Jerzym Bralczykiem.

 

Poniżej prezentujemy fragment wywiadu Beaty Nowickiej z Anną Marią Jopek.

 

- Na Twojej płycie jest dużo wolności. Zresztą do tej wolności wrócę na chwilę. Ale czuć w niej też, niemal namacalnie, samotność.

Samotność to mój stan wdany z urodzenia. Pewien rodzaj nieprzystawalności nigdzie. Musiałam tylko przyjąć ją jako dar a nie skazę, problem. Przez lata tak to postrzegałam. Kiedy chodziłam do szkoły czy studiowałam, odstawałam towarzysko i do wielu rzeczy kompletnie się nie nadawałam. Myślałam: „Boże, może jestem na to jeszcze za młoda, a może już za stara?”. Wiecznie czułam jakąś niezgodność z otoczeniem. Mówiłam sobie: jak dorosnę będę na pewno lepiej pasować. No i na bank stwardnieję i będzie łatwiej. Nie będę tak przeżywać, nie będę płakać, nie będę dostawać rumieńców, nie będę się czerwienić, nie będę się denerwować i będę się świetnie bawić. Będę umiała odpowiedzieć hardo na różne, czasami mało wybredne żarty, będę miała refleks, będę wiedziała jak się zachować. Otóż nic się nie zmieniło. No,może troszkę zhardziałam... Na tyle, żeby inni nie mogli mnie tak łatwo zjeść. Komunikując się z tysiącami ludzi musiałam nauczyć się obrony własnej, bo gdybym się jej nie nauczyła, po prostu nie żyłabym już dzisiaj. Ja to wiem. Wyhodowałabym sobie jakąś wyrafinowaną chorobę, która wyniszczyła by mnie w sekundę. Nie wytrzymałoby serce.

 

- Znam Twoje poczucie obowiązku, odpowiedzialności za najbliższych. Coś się zmieniło?

Powiedziałabym, że teraz dotyczy ono tylko naprawdę najbliższych. Zrewidowałam listę osób, wobec których coś muszę. Rewizja tej listy jest trudna, ponieważ wiele osób autentycznie się na mnie gniewa a ja przez lata ulegałam presji takich roszczeniowych gniewalskich. Zrozumiałam,że problem jest ich,nie mój i nie mogę brać na kark wszystkich którzy do mnie przychodzą. Ale stawianie granic..

 

- ... bywa trudne?

Bardzo. W pewnym momencie trzeba sobie powiedzieć: mam szalenie mało czasu,chcę go spędzić przede wszystkim z tymi których kocham i zdążyć zrobić to co dla mnie istotne. Chciałabym żeby znajomi i nieznajomi, którzy mają do mnie milion spraw,maili i telefonów umieli to zrozumieć i mi wybaczyć. Często nie wybaczą, bo ludzie bardzo niechętnie wybaczają.

 

- Miałaś poważne rozmowy ze swoimi synami, że musisz gdzieś pojechać, dać koncert, nagrać płytę, gdzieś wystąpić. Zniknąć na jakiś czas. Że tego potrzebujesz jak tlenu, że to jest Twoja praca, Twoje życie.

Nigdy nie miałam takiej rozmowy. Jak byli mali, bardzo niewiele grałam, głównie siedziałam w domu. Wielu rzeczy nie zrobiłam tylko dlatego, żeby z nimi być. Nie mogłabym wyjechać do Szkocji z Kozłem, ani wykonać bardzo wielu innych projektów. Nigdy nie miałam z tym problemu. Najbardziej na świecie, chciałam być z moimi dziećmi. Ale kiedy grałam,musiałam pakować walizę. Nie mam stacjonarnej pracy. Oni to rozumieją na szczęście od małego. Mój tata i mama nauczyli mnie tego,  ich często nie było, byli artystami, dużo wyjeżdżali, ale jak już byli, to byli w stu procentach dla mnie.

 

- Wierzysz, że liczy się jakość czasu, który spędzamy razem z dziećmi, a nie ilość?

Wierzę w jakość. W życiu i w muzyce. Oczywiście to byłoby nadużycie gdybym uważała, że dobrze się spisuję jako matka. Spisuję się tak, jak potrafię. Tylko chłopcy mogą mnie ocenić. Czasami nie umiem się spisać, nie rozumiem wielu rzeczy i wtedy przyznaję im, że nie wiem, jak postąpić, nie wiem, co zrobić, że może mi pomogą. Zawsze traktowaliśmy się bardzo uczciwie. 

 

- Myślisz o przemijaniu? O tym, że masz 47 lat?

Nie. Dumnie i zasłużenie noszę swój wiek! I na szczęście nie  zmarnowałam tych lat.

 

- To znaczy?

Nie próżnowałam. Kiedy patrzysz na to realnie: szmat czasu za mną.Ale tyle rzeczy zdążyłam zobaczyć,tylu doświadczyć tak mocno. Chciałabym tylko, żeby mnie niektóre sprawy tak „nie zjadały”. Marzyłabym, żeby czasami czuć mniej. Ale lubię swój wiek. Za nic w świecie nie chciałabym, żeby czas cofnął się o dziesięć lat, ani o piętnaście.

 

- Dlaczego?

Byłam w tak innym punkcie, byłam spętana w gorset oceny środowiska, wychowania, szkoły, religii, powinności. Człowiek jest szczęśliwy dopiero wtedy,kiedy może sam o sobie decydować, kiedy ma wybór. Ja sama sobie nie dawałam wielu praw. A dziś, piszę sama sobie swój kodeks drogowy i  cieszy mnie wszystko, czego mogę doświadczać. Mój poziom wdzięczności wzrósł o sto procent. I powiem ci, że wcale nie mam mniej siły. Powoli dochodzę do swojej wolności. I dopiero się rozkręcam.

 

Cały wywiad w najnowszej VIVIE! z Anną Marią Jopek na okładce

Anna Maria Jopek, VIVA! marzec 2017
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Macierzyństwo dało mi poczucie sensu. Teraz patrzę na synka i myślę: Gośka, przecież to on jest twoją przyszłością”, mówi MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA. GOŁDA TENCER i DAWID SZURMIEJ. Matka i syn. Co jest podstawą ich wyjątkowej relacji i historycznej misji? CATHERINE DENEUVE – gwiazda, która zawsze była sobą. STAN BORYS i ANNA MALEADY – wszystko, co robią „z powodu miłości” do siebie.