Michał Czernecki, VIVA! październik 2018
Fot. Olga Majrowska
TYLKO U NAS

Michał Czernecki o trudnych relacjach z ojcem: „Panicznie się go bałem”

„Zmarł mój ojciec, obwiniałem za to siebie”

KRYSTYNA PYTLAKOWSKA 19 października 2018 20:51
Michał Czernecki, VIVA! październik 2018
Fot. Olga Majrowska

Michał Czernecki długo zmagał się z poczuciem winy za śmierć ojca. Jego odejście, kiedy aktor był nastolatkiem, silnie naznaczyło jego życie i doprowadziło go o dwóch prób samobójczych. Jak to się stało, że nie chciał już umierać, opisał w książce Wybrałem życie. Michał Czernecki w szczerej rozmowie z Krystyną Pytlakowską opowiedział o dzieciństwie i relacjach z ojcem.

– Jako 16-latek chciałeś rozstać się z życiem. Dlaczego?

Czułem się bardzo samotny, nie miałem kontaktu ze swoimi emocjami, których wtedy było we mnie akurat mnóstwo. Zmarł mój ojciec, obwiniałem za to siebie. Za wszystko zresztą, co złe, się obwiniałem. Postanowiłem więc odejść i dać sobie i innym święty spokój. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie usłyszałem w szpitalu niedługo po tym, jak ostatecznie się ocknąłem, było zdanie jednej z moich ciotek. Brzmiało: „Coś ty nam zrobił?”. 

– Dalej mówisz o tym w książce: „W tamtym momencie postanowiłem, że na pewno spróbuję to zrobić jeszcze raz”. I zrobiłeś.

Poczekałem, aż znów zbiorę się na odwagę. Niedługo potem, jeszcze w tym samym roku, poczułem, że jestem w sytuacji bez wyjścia. W technikum elektronicznym, do którego chodziłem, żeby jeszcze za jego życia zaimponować ojcu, nie potrafiłem się odnaleźć. Z przedmiotów technicznych byłem słaby, że groziło mi repetowanie klasy, terapia, na którą przez jakiś czas chodziłem, nie dawała rezultatów. Mój wewnętrzny głos mówił mi nie bez satysfakcji: „Wszystko znowu spie*doliłeś!”.

– Lubisz już życie?

Myślę, że zawsze lubiłem, tylko zawsze stało na przeszkodzie temu lubieniu coś, co kładło mi kłody pod nogi. W każdym razie w pewnym momencie nie wiedziałem, po której stronie się opowiedzieć.

– I chyba dlatego powstała ta książka „Wybrałem życie”.

Mam potrzebę się z tymi historiami pożegnać. A zachować tylko to, co jest ważne i co mnie wzmacnia. Skończyłem właśnie 40 lat i to dobry moment na takie rozliczenie. Potem może być za późno. Potrzebowałem wydobyć je z siebie i zobaczyć tę monetę z dwóch stron. (…) Drugi powód powstania tej książki to niepisana zasada milczenia na ważne tematy w mojej rodzinie. Nie oceniam tego, z czego ona wynika i czy to jest dobrze, czy źle. Tak po prostu jest. Wynika z tego milczenia wiele latami niewybaczanych nieporozumień, zadr, wynika z tego brak bliskości, poczucie osamotnienia. Pozostają rozliczne pytania bez odpowiedzi. I niewyjaśnione sprawy. Takie, jakie były również między moimi rodzicami. Moja mama na przykład nie wiedziała, a tylko – jak twierdzi – domyślała się, że Piotr Czernecki nie był ojcem jej męża. Jeżeli ukrywa się przed najbliższymi taką rzecz, to co dopiero mówić o innych aktualnych i rzeczywiście ważnych kwestiach. Dopiero kuzynka babci, Gienia, już po śmierci ojca rozwiała nasze wątpliwości i okazało się, że tata był owocem miłości babci i Józka Bąkały, a cała sprawa rozegrała się na przymusowych robotach w Niemczech w czasie II wojny. Poczułem się wtedy oszukany i – by tak rzec – niekompletny. Tak jakbym w pewnej bardzo istotnej części siebie miał wielką lukę, białą niezapisaną kartkę. Ale nie mam już o to żalu. Chociaż przykro mi, że nie mogłem z tatą o tym porozmawiać.

– Próbowałeś kiedyś odnaleźć prawdziwego dziadka?

Próbowałem. W IPN powiedzieli mi, gdzie mam szukać, ale gdy już wiedziałem, z kim mam się kontaktować, zadałem sobie pytanie, czy ja tak naprawdę tego potrzebuję. I odpowiedziałem sobie, że nie. Miałem wtedy 20 lat. Ojciec nie żył już od czterech. Doszedłem do wniosku, że Piotr Czernecki, ojczym mojego ojca, zrobił, co mógł, i najlepiej, jak potrafił. Dał mu tyle dobrego i tyle złego, co każdy ojciec na świecie. Zaopiekował się panną z dzieckiem, zajął się nimi, narażając się na rodzinny ostracyzm. To wystarczające dowody miłości. Biologiczny ojciec zaś dał z miłości życie mojemu ojcu i to też wystarczy.

– Twój ojciec też był pełen gniewu. I zamknięty na klucz.

Był też bardzo wybuchowy. Panicznie się go bałem. Starałem się być w miarę niezauważalny, żeby nie sprowokować jego wybuchu. Nie doświadczałem z jego strony przemocy, ale wystarczyło, że podnosił na mnie głos, i już byłem zapłakany albo zamykałem się ze strachu w łazience, udając, że mam potrzebę, i czekałem, aż mu przejdzie.

– Ale na swój sposób Cię kochał.

Na pewno bardzo mnie kochał, ale nie umiał tego okazać tak, jak ja bym tego potrzebował. Nie szukał do mnie drogi.

– I winisz go za to, co sobie zrobiłeś?

Nie obwiniam już nikogo, ale wydaje mi się, że każdy ma swoją część odpowiedzialności za taki, a nie inny obrót spraw. Moi rodzice na pewno mieli najlepsze intencje, ale ja w tej rodzinie nie funkcjonowałem najlepiej. We mnie się różne sprawy nawarstwiały. Potem, podczas długotrwałych terapii, mówiłem o strachu, lęku, rozpaczy. Oswajałem te emocje i nazywałem wstecznie sytuacje, których doświadczałem albo byłem świadkiem.

– Picie rzuciłeś?

Flirtuję z nim. Ale palenie rzuciłem. Byłem bardzo silnie uzależniony. Jak nie było co palić, zbierałem pety na klatce albo na ulicy.

– Taki świat był w Tobie. Nie pomyślałeś o tym, że on może się zmienić? A przecież się zmienił, dzięki Twojej nauczycielce.

Wtedy tak nie myślałem. Wybrałem sobie szkołę, która w moim odczuciu podobałaby się mojemu ojcu, a do której nie pasowałem z tym, kim byłem. Byłem tam bardzo samotny. Przeniosłem się do liceum. Spotkałem panią Basię – wspaniałego pedagoga i człowieka. Ona potraktowała mnie podmiotowo i z szacunkiem. Z kolei dzięki mojej polonistce Beacie zainteresowałem się teatrem i zdałem do szkoły teatralnej. Teraz postrzegam świat i swoje życie jako fascynujące i nieskończone morze nowych możliwości. Każde zdarzenie, każdy nasz wybór, nawet ten chybiony i pozornie prowadzący donikąd, otwiera przed nami nieograniczony potencjał ewentualności. 

– Niczego nie żałujesz?

Przykro mi, że ojciec umarł, zanim zdążyliśmy zbudować prawdziwą relację. I że nigdy nie miałem okazji świadomie i wprost się z nim skonfrontować. Myślę, że młody mężczyzna bardzo tego potrzebuje, żeby zakończyć proces dojrzewania.

Cały wywiad w najnowszej VIVIE!, w kioskach. 

okładka, Małgorzata Rozenek-Majdan, Radosław Majdan, VIVA! De Luxe 21/2018
Fot. Marta Wojtal

Michał Czernecki, VIVA! październik 2018
Fot. Olga Majrowska

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Tylko w VIVIE! inspirująca rozmowa z KATARZYNĄ SKRZYNECKĄ o tym, dlaczego postanowiła wrócić do figury 30-latki. „Prezes” ROBERT GÓRSKI i MONIKA SOBIEŃ-GÓRSKA o tym, czy ich życie przypomina… kabaret. ZBIGNIEW ZAMACHOWSKI o tym, co robi, kiedy cały dom zaśnie.