TYLKO U NAS!

Helena Norowicz szczerze o poprawianiu urody: „Nic nie wstrzykiwałam, nic nie podciągałam”

„Cudowne jest, że ludzie mnie zaakceptowali”

Gabriela Czernecka 18 kwietnia 2019 17:51

Helena Norowicz każdego dnia udowadnia, że mając 84 lata można dalej grać w filmach, teatrze, a nawet być modelką! Po latach wróciła na teatralne deski i na wybieg za sprawą duetu projektantów Bohoboco. „Cudowne jest, że ludzie mnie zaakceptowali”, mówi. A jak Helena Norowicz, 84-letnia modelka i aktorka, dba o urodę? Co sądzi stosowaniu medycyny estetycznej? Czy nadal robi szpagat i co robi na emeryturze? To wszystko zdradza w wyjątkowej rozmowie z Aliną Mrowińską.

 A kiedy była Pani małą dziewczynką, strój był dla Pani ważny? 

Zawsze wiosną ubierałyśmy się z koleżankami w spódniczki z paproci. Miałyśmy z tym świetną zabawę. Wtedy nie zwracałam specjalnej uwagi na ubranie. Zastanawiam się, kiedy to się zaczęło… Chyba u siostry we Wrocławiu. Zobaczyłam piękną sukienkę w filmie „Czerwone i czarne”. Rozkloszowaną, na halce, z tafty. Na drugi dzień kupiłam atłasową podszewkę i krawcowa uszyła mi podobną. Nigdy nie lubiłam się ubierać jak wszyscy, nie podążałam za trendami. Sama dla siebie byłam projektantką i stylistką. Wie pani, że do dziś mam w szafie sporo rzeczy z tamtych czasów.

A najstarsza rzecz?

Dżinsy, które kupiłam ponad 40 lat temu i nadal w nich chodzę. Może odrobineczkę są przyciasne. Wtedy w talii miałam 58 centymetrów, dziś 64. Skórzana kamizelka też ma około 40 lat i bardzo ją lubię. 

Jakie ubranie najlepiej Panią określa?

Skórzane spodnie, mam kilka par. Zdecydowanie jestem bardziej spodniowa niż sukienkowa. Latem uwielbiam ubrania z lnu, bawełny. Luźne spodnie, podkoszulki, w których mogę spokojnie chodzić po lesie, pielić grządki w ogródku, nosić ziemię i przesadzać rośliny. 

A jak Pani o siebie dba? 

Nie robię i nigdy nie robiłam nic specjalnego. Żadnych zabiegów z chirurgii plastycznej czy dermatologii estetycznej. Nic sobie nie wstrzykiwałam, nie podciągałam. Kilka razy w tygodniu przykładam pod oczy maseczkę z esencji herbaty. Świetnie działa. Zawsze mało jadłam. Lubię warzywa, owoce, nie przepadam za słodyczami. Nigdy sama nie kupię sobie ciastka czy czekolady. Na scenę zawsze wychodzę lekko głodna. Staram się ruszać. Usłyszałam kiedyś od rosyjskiego lekarza: „Biegaj, jeśli nie możesz, spaceruj. Jeśli nie możesz spacerować, czołgaj się. Ale się ruszaj”. 

Nadal robi Pani szpagat?

Miałam może 10 lat, kiedy poszłam z rodzicami do cyrku. Byłam zafascynowana akrobacjami. Co też ci ludzie potrafili zrobić z własnym ciałem. Mieliśmy mały ogródek i zaczęłam próbować a to mostek, a to szpagat. Łatwo mi szło. Kiedyś moja nauczycielka francuskiego była na pokazie gimnastycznym, a potem już na lekcji zadała mi jakieś pytanie i podsumowała: „Norowicz, inteligencję to ty masz w nogach” (śmiech). Pamiętam zabawną historię – robiłam szpagat i przemknęła mi myśl: Ciekawe, czy zrobię, jak będę miała 66 lat. Moja babcia miała właśnie tyle i wydawała mi się bardzo stara. Dochodziłam już do siedemdziesiątki, kiedy odeszłam z teatru na emeryturę. I któregoś dnia postanowiłam sprawdzić, jak to jest z tym szpagatem. Trochę mi brakowało. Zawzięłam się i po dwóch miesiącach już robiłam bez problemu. Dziś też mi się udaje. Nawet wysiedzę w szpagacie kilka minut.

To był trudny czas, kiedy odeszła Pani na emeryturę?

Zawsze mówiłam, że nie wyobrażam sobie życia bez pracy. Ale potrafiłam się pogodzić, że tak to już jest i kiedyś przychodzi ten końcowy etap. Zaczęłam dostrzegać przyrodę, hodować kwiaty w ogrodzie. Koszami znosiłam ziemię z lasu, ze stawu przenosiłam wodę wiadrami. Mama jeszcze żyła, przerażona pytała, dlaczego ja tak ciężko pracuję. A mnie to sprawiało ogromną frajdę. Prawie cały rok siedziałam na działce. Czasem było mi troszkę smutno.

Propozycja od Bohoboco była totalnym zaskoczeniem. Otrzymałam drugie życie. Cudowne jest, że ludzie mnie zaakceptowali. To mi dodaje sił i budzi wiarę, że to, co robię, ma sens. Chcę powiedzieć kobietom, żeby robiły to, co kochają, co daje im szczęście, poszukały w sobie ukrytych talentów. Świat wtedy jest piękny, kiedy z niego korzystamy. A życie trwa nadal i może być piękne także na starość. 

A pierwszy pokaz? Obawiała się Pani trochę?

Chyba nie byłam tak zdenerwowana przed swoją pierwszą rolą teatralną. Miałam na sobie smoking ze spodniami. Stałyśmy stłoczone, nie było gdzie usiąść ani się oprzeć. Wychodziłam jako ostatnia. Stopy w szpilkach gdzieś po pół godzinie strasznie zaczęły mnie piec. A do przejścia miałam spory odcinek, bo wybieg był na trzech poziomach. Szłam jak po rozżarzonych węglach. Ze wszystkich stron oślepiające światła. Prawie nic nie widziałam, czułam się jak w malignie. I nagle widzę, że ludzie wstają i klaszczą, wtedy wstąpił we mnie taki power… Byłam szczęśliwa. 

Jak to jest zostać osobą powszechnie znaną w wieku 80 lat?

To nie ma dla mnie większego znaczenia. Nigdy nie dążyłam do sławy. Pogodziłam się, że moja uroda była trudna dla reżyserów filmowych, że nie dostawałam głównych ról. Nie czułam aktorskiego niedosytu. Zawód zawsze dawał mi ogromną frajdę i spełnienie. A popularność teraz… Nie jest natrętna. Spotykam się tylko z ciepłymi, życzliwymi reakcjami. To piękny czas w moim życiu. Przypomniało mi się, że kiedy byłam dzieckiem, nie chciało mi się żyć. Nie byłam wtedy pogodzona ze światem. Zastanawiałam się, czy życie ma jakikolwiek sens. Długo to we mnie było. 

Cały wywiad z Heleną Norowicz w najnowszym numerze magazynu VIVA! 

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Niezwykła rozmowa z Grażyną Torbicką o jej wszystkich miłościach. A Remigiusz Mróz zdradza nam tajemnice swojego sukcesu!