Teresa Rosati, VIVA maj 2017, main topic
Fot. Bogdan Kwiatkowski
NOWY NUMER

Dlaczego Teresa Rosati została projektantką? I co wspólnego z jej karierą miał brat za granicą i babcia Amerykanka?

Katarzyna Piątkowska 7 maja 2017 15:00
Teresa Rosati, VIVA maj 2017, main topic
Fot. Bogdan Kwiatkowski

Gdy mąż Dariusz Rosati przestał być ministrem spraw zagranicznych jego żona Teresa zaczęła się zastanawiać co powinna w życiu robić. Choć jest po studiach na wydziale handlu zagranicznego na SGPiS nigdy nie pracowała w zawodzie ze względów politycznych. W najnowszym numerze VIVY! Beacie Nowickiej opowiedziała o tym, jak to się stało, że została projektantką i co wspólnego miał jej brat mieszkający za granicą i babcia z amerykańskim obywatelstwem z jej karierą w handu zagranicznym.

„Skończyłam handel zagraniczny na SGPiS. To były szalenie wymagające studia. Zaliczałam wszystko w terminie, z świetnymi notami. Skończyłam te studia i dość szybko dowiedziałam się, że mam zakaz pracy w zawodzie”.

Przez lata nie mogła na ten temat nikomu nic powiedzieć.

„Milczałam, bo przez lata nie mogłam przyznawać się do pewnych rzeczy. Poza tym byłam bardzo młodą dziewczyną, nie wszystko rozumiałam. Byłam dobrą studentką, więc po dyplomie zostałam przyjęta do katedry prawa międzynarodowego na staż asystencki. Dostałam temat pracy doktorskiej: „Członkostwo stowarzyszone w międzynarodowej organizacjach gospodarczych” i połowę pracy opublikowałam nawet w zeszytach naukowych SGPiS pod swoim panieńskim nazwiskiem. Chodziłam też na kursy dla pracowników ministerstwa spraw zagranicznych, ponieważ mój profesor – promotor prowadził tam wykłady i brał mnie ze sobą jako asystentkę. I w tym MSZ zapytali mnie czy byłabym zainteresowana stypendium do Włoch. Dla mnie to była pełnia szczęścia! Moja najbliższa przyjaciółka pracowała w Minexie, to była centrala, która handlowała kryształami i szkłem, sprzedawała je do Włoch i ona odpowiadała za rynek włoski. Ciągle jeździła do Mediolanu, zakochała się we Włoszech, we Włochach i przywoziła super ciuchy. Ja kupowałam w Rembertowie w sklepikach z tkaninami, żeby sobie coś uszyć. Natychmiast kupiłam podręcznik do nauki włoskiego, do dziś pamiętam jego okładkę.

Była pełna euforii, niestety jej marzenia o pracy legły w gruzach.

Nie zapomnę tego spaceru. Padał śnieg, wracaliśmy z profesorem na piechotę z MSZ do SGPiS-u, to był bardzo ładny spacer. Na wysokości dawnego Supersamu mój profesor zatrzymał się i patrząc mi prosto w oczy zapytał: „Pani Tereso, czy to prawda, że pani brat wyjechał i żyje za granicą?”. Nogi się pode mną ugięły, dosłownie. „I czy to prawda, że pani mama urodziła się w Stanach?”. No i co miałam odpowiedzieć? Mój starszy brat faktycznie wyemigrował z Polski po 68 roku ponieważ jego żona była pochodzenia żydowskiego i on solidarnie z nią wyjechał. A moja mama urodziła się w Stanach. Jako 7 - letnia dziewczynka przyjechała ze swoją mamą do Polski, ale została obywatelką amerykańską.
I usłyszałam: „No to pani Tereso, przykro mi, ale musimy się pożegnać. I tak już mam duże nieprzyjemności, że zatrudniłem osobę niepewną politycznie”.

Poddała się?

Nie będę pani opisywać, co się ze mną działo. To był dla mnie dramat. Nie mogłam dojść do siebie przez rok. Myślałam: „Co ja będę w życiu robić?” Nie było dla mnie pracy. Bo u kogo? Gdzie? Nie mogłam nawet pojechać zbierać truskawki, jak moi koledzy z roku, bo nie miałam paszportu. Starałam się o paszport miesiącami, ile wakacji przeczekałam pisząc jedno odwołanie, drugie, trzecie, stojąc pod gabinetem naczelnika… Koleżanki wracały w szetlandach od Marksa & Spencera, w lakierowanych mokasynach, z włoskimi torebkami. Jestem do dziś w stanie opisać te rzeczy w szczegółach, patrzyłam na nie ale nie z zazdrością, tylko z poczuciem krzywdy.

Teresa Rosati przyznała, że po tacie odziedziczyła nadwrażliwość i uczuciowość. Dzisiaj przyznaje, że trudne sytuacje wywołują w niej płacz i mogłaby być zatrudniana jako płaczka.
Jednak teraz, w wieku 70 lat, jest zadowolona, że tak a nie inaczej potoczyły się jej losy, bo od ponad 20 lat w końcu robi to co kocha, czyli projektuje modę.

Więcej w najnowszym numerze VIVY!

Piotr Kraśko, Karolina Ferenstein-Kraśko, VIVA! maj 2017, Okładka
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.