Bilguun
Fot. PHOTO: VIPHOTO/EAST NEWS
TYLKO U NAS!

Szpital, bankructwo, depresja... Bilguun Ariunbaatar wyznał dramatyczną prawdę o sobie!

Czytając te słowa, trudno nie uronić łzy

Konrad Szczęsny 21 listopada 2018 20:28
Bilguun
Fot. PHOTO: VIPHOTO/EAST NEWS

Zbankrutował i załamał się. Przeżył miłosny zawód. Chodzi na terapię, próbuje odbudować to, co stracił. Nie jest łatwo, ale ma naturę wojownika. Bilguun Ariunbaatar w intymnej rozmowie z Krystyną Pytlakowską opowiedział o dramatycznym okresie, który przechodził, rozprawił się z plotkami na swój temat i przyznał, jak trudno jest mu powrócić do normalności. Oto rozmowa, jakiej nie było!

Krystyna Pytlakowska: Trochę się pogubiłeś.

Bilguun Ariunbaatar: „Pogubiłem” to kurtuazyjne stwierdzenie, ale na kajanie się dopiero przyjdzie pora. Moja terapeutka mi powiedziała, że najpierw trzeba naprawić to, co się zepsuło, a dopiero potem bić się w piersi.

Jak więc naprawiasz?

Oczywiście nie wszystko da się naprawić, ale nie chcę już uciekać od problemów. Wcześniej nie reagowałem na nie i one coraz bardziej się powiększały.

Teraz najbardziej palącym dla ciebie problemem jest sprawa mieszkania.

Mieszkanie…Przez osoby trzecie się dowiedziałem, że ma być zlicytowane – ktoś napisał mi o tym na fanpage'u.

Ale dlaczego tak się zadłużyłeś? Brałeś kredyty, pożyczałeś pieniądze?

Nie, nie brałem i nie pożyczałem. Zaniedbałem płacenie czynszu, gdyż nie miałem do tego głowy. Teraz mieszkam sam, ale wcześniej było nas troje.

Myślę, że bycia z tobą trzeba się nauczyć. Jesteś niebanalnym partnerem.

Czy ja wiem? Myślę, że chodzi też o przerost zszarganych nerwów.

No i różnice kulturowe?

Tu bym się spierał. Mówiąc szczerze, jestem bardzo spolszczony. Kiedyś w ramach żartu dzwoniłem nawet do ONR. Powiedzieli, że bardzo chętnie mnie przyjmą.

Co im powiedziałeś?

Zadzwoniłem, przedstawiłem się i stwierdziłem, że chciałbym się z nimi umówić, bo jeżdżą takimi autobusami z napisem „niepodległość” a to mi się bardzo podoba. Wyraziłem więc chęć, żeby z nimi iść i działać. Odpowiedzieli, że u nich jest nawet jedna czarnoskóra osoba, więc zapraszają. A ja pomyślałem wtedy, czy to nie jest jakaś podpucha, ale jesteśmy ludźmi, to się dogadamy.

Wszystko w twoim życiu układało się cudownie, zyskałeś popularność, byłeś lubiany przez publiczność, założyłeś rodzinę, zostałeś ojcem. Kiedy zacząłeś przegrywać tę walkę?

Wtedy, gdy Iza powiedziała, że chce odejść i że ludzie bywają szczęśliwi mając dziecko, ale żyjąc oddzielnie. Iza się wyprowadziła, pojechała mieszkać bliżej rodziców, wynająłem dla niej i córeczki mieszkanie. Jeździłem do nich, ale nie tak często, jak bym chciał, bo miałem pracę tutaj w Warszawie i musiałem tu być. A potem zaczęły się jakieś perturbacje zawodowe, zmiana managementu. Jeszcze byłem w różnych programach, robiliśmy projekty dla Polsatu.

- Jak ma na imię twoje córeczka?

Antosia. Bardzo dużo mówi i jest przesłodka.

To miłość więc spowodowała, że się załamałeś?

Nie miłość tylko brak tej miłości, odepchnięcie mnie i mojego uczucia. Poczułem się niechciany i rozdarty. Ale miałem cel – moją Tosię, dla której trzeba było pracować. I pracowałem. Ale olałem zdrowie. Teraz mówią mi, że większość chorób rodzi się z powodu psychiki i przez to, że sam się dołowałem, nie wychodziłam z domu i zawalałem różne sprawy.

Wtedy zaczęły się twoje kłopoty z nogą?

Tak, miałem malutką krostkę a potem ona zaczęła rosnąć do dużych rozmiarów. Lekarz powiedział, że to bioderma gangrenosum – choroba autoimmunologiczna. Zacząłem zagrażać sam sobie. Znalazłem się w szpitalu dermatologicznym przy Koszykowej, leczono mnie sterydami i cyklosporyną, którą zażywa się po przeszczepie. Zrobili mi wszystkie badania, z których nie wynikało, dlaczego powstała ta rana. Leżałem tam dwa tygodnie, ale musiałem wyjść, żeby poprowadzić jakąś imprezę i wtedy mi się bardzo pogorszyło.

Wróciłeś do szpitala.

Już nie, tylko kupowałem leki i brałem je w domu. Opiekowała się mną mama, która jest lekarzem, chociaż ginekologiem.

A babcia, którą tak kochasz?

Przyjechała do mnie natychmiast, jak dostałem zapalenia płuc, szybko zresztą po opuszczeniu szpitala. Zlekceważyłem ten kaszel a rozwijał mi się już ropień w płucach. I znowu szpital, antybiotyki, trzy różne po kolei, żaden mi skutecznie nie pomógł. Teraz jeszcze muszę wrócić do szpitala na Woli i zrobić bronchoskopię.

Rozumiem, że w czasie choroby nie mogłeś pracować i zarabiać pieniędzy?

Oczywiście, że nie mogłem. Ale co gorsza, nie mogłem spać, bo tak kaszlałem, że kończyło się to wymiotami. Masakra.

Palisz papierosy?

Już nie, rzuciłem je. Przynajmniej jedna korzyść z tego wszystkiego. Fajki to mogiła.

Teraz podobno jest już lepiej?

Lepiej na szczęście, choć noga nie jest jeszcze wyleczona do końca. Pół roku spędziłem w szpitalach.

I nie powtarzałeś mantry twojej babci „umdari tudari turisucha”?

Nie, w pewnym momencie coś we mnie pękło, przestałem wierzyć w cokolwiek, przestałem wierzyć w swoje bezpieczeństwo i w opiekę nade mną z góry, a przecież dawniej nawet chodziłem do kościoła protestanckiego. Nie wiem, co się z tą wiarą dzieje, czy zanika, czy jej w ogóle nie ma.

Potem wraca. Jednak doświadczyłeś cudu.

Jakiego cudu?

Żyjesz, chorobę masz zaleczoną, wracasz do pracy.

Wracam, to prawda ale czy to cud czy bardziej moja wiara w samego siebie?

Coś czy ktoś jednak cię to wiarą napełnia.

Tak, Tosia i jej przyszłość. Cztery dni temu byłem u niej, rozmawialiśmy, pokazała mi nowe zabawki, a jak mnie nie ma, to rozmawiamy przez Internet. Wiem, że moja córeczka mnie kocha i za mną tęskni. To dla niej muszę swoje życie znowu uporządkować.

Pomimo że w życiu twojej kobiety jest nowy mężczyzna?

Byłej kobiety, już nie mojej. I nie wiem, czy będzie następna, bo stałem się mizoginem, nawet nie myślę o nowym związku. We mnie nie ma już na niego miejsca.

A teraz musisz wyjść z długów.

Tak, z tych zaniedbań, które narosły. Muszę je posegregować i ustawić według kolejności. A teraz dowiedziałem się, że moje mieszkanie komornik wystawił na licytację, a przecież ten dług nie jest aż tak duży – mieszkanie jest o wiele więcej warte. Ale oni się nie patyczkują. Zrobiono mi wielką krzywdę wizerunkową, bo wszędzie o tym piszą, tak jak byłbym jedynym człowiekiem w Polsce, który z powodu choroby miał problemy z płaceniem czynszu.

I z powodu depresji.

Na depresję zapadłem, gdy wyjechały moje dziewczyny. Gdy się wraca do domu, który był pełen życia a teraz jest milcząco pusty, to dobija jak młot, ciągnie w dół. Człowiekowi miesza się dzień z nocą, nie odbiera telefonów, zawala mnóstwo ważnych spraw, traci kontakt z rodziną.

I zaniedbuje wszystko, siebie, pracę.

Tak, pracę też. Czasy nastały takie, że kiedy człowieka nie widać w mediach przez dwa dni, kiedy nie wchodzi na Instagram, to się o nim zapomina. Teraz uczę się patrzeć na to z dystansem.

No i zacząłeś chodzić na terapię. Pomaga?

Nie wiem, czy mi pomaga. Mogę się tam wygadać, a to dla mnie niełatwe, bo jestem bardzo pozamykany. Muszę przekonać sam siebie, że zasługuję na miłość, bo gdy ode mnie uciekła, zwątpiłem w moją wartość. Myślałem wtedy, że może na nią nie zasługuję. Chociaż kiedy zacząłem trochę wychodzić z domu, przekonałem się, że mnóstwo ludzi fajnie na mnie reaguje. Dziękuję im, to miłe i ma wpływ na psychikę, a ja stałem się bardzo introwertyczny. Kiedyś scena była cała moja a teraz… Czuję, że gdy druga osoba czegoś ode mnie oczekuje, to ja sam siebie gwałcę. Mam wrażenie że kiedyś żyłem w zgodzie ze sobą a teraz nie. I poszukuję własnego ja, żeby robić coś całkiem innego niż robiłem.

Chcesz się rozwijać.

W depresji bardzo mi pomagają próby zespołu rockowego Lavina. Założyliśmy go z Mateuszem Banasiukiem. Śpiewam tam smutne teksty. Teraz pracujemy nad płytą.

A co z narkotykami i z dealerem gwiazd?

(milczenie) Nie biorę, nie palę, NIE piję, jestem lepszy niż przed chorobą.

Teraz najważniejsza jest płyta.

Płyta to potem, teraz chcę spłacić dług i widywać się z Tosią za wszelką cenę. Mają tu też przyjechać moje dziewczyny. Iza mi bardzo pomaga. Jak ja nie mogę, to ona przyjedzie z małą. Jest dobrą matką i dlatego ją cenię. A z drugiej strony sobie myślę, że skoro potrafi być dobra, to we mnie musi być coś złego, bo wyjechała.

Nie powiedziała ci, dlaczego?

Mówiła, że pracuję, pracuję i pracuję a poza tym jestem taki lekkoduch.

Bo nie potrafisz żyć na poważnie?

Potrafię, kiedy trzeba być poważnym, to jestem, ale o ileż łatwiej poważne sprawy załatwiać przy pomocy uśmiechu i lekkości.

A co z twoją depresją?

Przygasła, bo ratunkiem jest praca, a ja spotykam się teraz z moimi rockmanami, w piątek byliśmy na spotkaniu przy kawie. A poza tym planuję wrócić na siłownię i w ogóle bywać między ludźmi. Gdy siedziałem cicho, to mało kto zapukał czy zadzwonił, żeby zapytać, co się ze mną dzieje. Jest jednak garstka przyjaciół, którym na mnie zależy a mnie na nich. Takich jak mój menadżer Łukasz Jaronik. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie- niby banalne, ale zawiera wielką ponadczasową prawdę  

Bilguun Ariunbaatar
Fot. Łukasz Ziętek/ SHOOTME

Bilguun Ariunbaatar
Fot. Łukasz Ziętek/ SHOOTME

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.