Paweł Kukiz z rodziną, "Viva!", grudzień 1998
Fot. Mieczysław Włodarski
Z archiwum

"Nie jestem mężem bez skazy". Paweł Kukiz w czasach, gdy nie myślał jeszcze o polityce

Weronika Kostyra 23 października 2015 14:35
Paweł Kukiz z rodziną, "Viva!", grudzień 1998
Fot. Mieczysław Włodarski

Paweł Kukiz – dawniej muzyk, obecnie polityk – lider komitetu wyborczego Kukiz'15 i kandydat na prezydenta w minionych wyborach, ma coś, co zawsze pozwala mu wytrwale dążyć do zamierzonych celów. To jego kochająca żona, Małgorzata i trzy córki - Julia, Pola i Hanna, które zawsze go wspierają. Wszystkie kibicują tacie przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Czy jest szansa na sukces? Według ostatniego sondażu "Faktów" przed ciszą wyborczą, wynika, że partia Kukiza znalazłaby się w Sejmie. Poparcie dla dla Kukiz'15 rośnie - teraz ma 6-procentowe poparcie, większe od PSL (o 1 procent). PiS jest liderem - może liczyć na poparcie na poziomie 32 procent. Poparcie Platformy Obywatelskiej spadło o dwa punkty procentowe i wynosi 20 proc.

 

Dwa dni przed wyborami przypomnijmy sobie, co Małgorzata i Paweł Kukizowie mówili 17 lat temu "Vivie!", gdy on nawet nie planował kariery politycznej. W grudniu 1998 roku opowiedzieli o swoim małżeństwie, w cieniu kariery muzycznej. Wtedy ich rodzina była jeszcze czteroosobowa. A oni wyznali szczerze, że targają nimi różne emocje – od głębokiej miłości nastolatków po prawie że jatki. Ale nie wyobrażają sobie kogoś innego, z kim chcieliby spędzić całe życie.

 

 

Paweł Kukiz z żoną i córkami Polą, Hanią i Julią stoją na scenie podczas wieczoru wyborczego
Fot. Łukasz Korzeniowski/EAST NEWS

Paweł Kukiz z żoną i trzema córkami, które wspierają go w kampanii wyborczej

 

 


– Gdybyś dziś chciał uwieść swoją żonę, jak byś to zrobił?

Paweł: Cały czas ją uwodzę. Czasami coś ugotuję albo posprzątam znienacka, choć zwykle tylko bałaganię na maksa.
Gosia: Dlatego jego sprzątanie jest uwodzeniem. Wciąż brudzi i gdy nagle przychodzę z pracy i widzę sprzątnięte mieszkanie, myślę: “Oho, coś się kroi”.
Paweł: Staram się być po prostu lepszy, niż jestem na co dzień, chociaż zwykle jestem oczywiście wspaniałym mężem.
Gosia: Nie komentuję.

 

– Nie chciałabyś dostawać kwiatów od męża?

Gosia: Oczywiście, że dostaję, ale gdy Paweł coś zbroi i musi mnie przebłagać, przynosi mi długie róże, których nie znoszę. Jemu się podobają i nie daje sobie wytłumaczyć, że ja wolę małe, polne kwiatuszki.
Paweł: Polnych kwiatuszków masz pełno za oknem.

 

– Czy widzicie w sobie jakieś zalety, których nie zauważacie w innych ludziach?

Paweł: Wszystko wydaje nam się niezwykłe. Wiem, że są przystojniejsi mężczyźni niż ja, są pewno piękniejsze kobiety, ale łączą nas rzeczy duchowe, których nie znajdujemy u innych ludzi. To nie znaczy, że urządzamy sobie dyskusje filozoficzne o Nostradamusie. Czasem wystarczy zaobserwować jakąś sytuację i powiedzieć: “Popatrz...”
Gosia: ...i obydwoje wiemy, o co Pawłowi chodziło, rozumiemy się bez słów. Gdy jesteśmy razem, odbieramy na tych samych falach.

 

– A co Was w sobie denerwuje?

Gosia: Bałaganiarstwo Pawła, wieczny brak czasu. I pociąg do piwka.
Paweł: Uwielbiam piwo i zawsze będę je pił, chyba że mi wątroba siądzie. Ty też nie jesteś święta. Małgosia jest strasznie chaotyczna. Czasem w jakiejś furii wykrzyczę, że kobieta na Śląsku czeka na męża w domu z obiadem i kapciami. A Małgosia mówi, że kobieta na Śląsku czeka na męża z kluskami śląskimi, bo nie pracuje, nie uczy się angielskiego itd., więc ma czas. Wtedy jej mówię: “Pracować za takie pieniądze to jest obciach”. A ona mi na to, że nie chodzi o pieniądze, tylko żeby siebie w jakiś sposób realizować. I wtedy ja się zamykam, wychodzę albo wpadam w następną furię i eskaluję do takich granic, że kończy się to straszną awanturą. Potem następuje pokój i wszystko jest OK.

 

Paweł i Małgorzata Kukizowie,
Fot. Mieczysław Włodarski

Małgorzata i Paweł Kukizowie w "Vivie!" w 1998 roku

 

 

– A czym się nawzajem wzruszacie?

Paweł: To są takie niesamowite momenty: czasem siedzę, myślę o jakichś sprawach nie związanych z Małgosią i nagle ona przechodzi koło mnie albo wykonuje ruch, który komponuje się z tym, o czym przed chwilą myślałem. I to jest wzruszające. Myślisz: “Kurczę, jestem szczęśliwy, jest super, mam koło siebie bliską osobę”. Co nie znaczy, że jesteśmy idealni i wzruszamy się dziesięć razy dziennie. Dla mnie wszystkie życzenia, żebyśmy zawsze byli szczęśliwi, to bzdury. Ja bym umarł z nudów, jakbym miał być codziennie uśmiechnięty. Całe życie polega na skrajnościach emocji. Ważne jest to, żeby wyjść na zero.
Gosia: Nie jesteśmy cudownym małżeństwem bez skazy, tak się nie da.

 

– Potrafisz płakać?

Paweł: Pewnie. Czasem wystarczy jakaś scena w zupełnie przeciętnym filmie i już w gardle dusi.

 

– A jak Ci się urodziły dzieci?

Paweł: Mówiąc szczerze – i to się Gosi może nie spodobać – ale raczej nie czułem tego, co ona. To znaczy czułem coś wielkiego z racji narodzin dziecka, bo tego wymaga sytuacja, ale niemowlę to zero kontaktu. Niby moje, a tu taka mała glisda. Tuliłem, ale bez przekonania. Nie potrafię kochać kogoś, do kogo nie mam stosunku. Starałem się sobie tłumaczyć: “To jest moja krew, nasze wspólne dziecko, owoc miłości”. Guzik. Nie było szans. Dla mnie dziecko to było urządzenie, które robi kupy, sika, wrzeszczy, nie daje spać, rozwala mi czas i zabiera Gośkę. To nie był egoizm. Kobiety to inaczej czują. Rzadko któremu mężczyźnie wierzę, że był wtedy szczęśliwy. Być może gdybym był przy porodzie, inaczej bym na to patrzył, ale z drugiej strony na porodówce bym nie wytrzymał. Dla mnie to zbyt intymne. Nie wyobrażam sobie, jak trzymam żonę za rękę i wrzeszczę: “Przyj, przyj”. Teraz dzieci robią na mnie tysiąc razy większe wrażenie niż w dniu urodzin. Kiedy wracam skądś w nocy i widzę śpiące dziewczynki, wzruszam się strasznie. Dopiero kiedy podrosły i zacząłem mieć z nimi kontakt, narodziło się totalne uczucie.

 

Paweł Kukiz z rodziną,
Fot. Mieczysław Włodarski

Paweł Kukiz z rodziną w "Vivie!" w 1998 roku

 

 

– Jaki masz teraz kontakt w dziećmi?

Paweł: Kocham je, uwielbiam, bawię się z nimi, przytulam. Teraz, kiedy mogę pomóc Julce z matematyki, coś jej przeczytać, kiedy dziecko rozwija się intelektualnie, czuję się prawdziwym ojcem.

 

– Czy po 17 latach spędzonych razem jesteście o siebie zazdrośni?

Paweł: Pewnie, cały czas. Miłość ma kilka etapów: zafascynowanie, zdobywanie, konsumpcja i bycie ze sobą. My jesteśmy na ostatnim etapie, tym najtrudniejszym. Dopadają nas pokusy, to jest normalne, ludzkie. To, co kiedyś było frajdą, może stać się codziennością. Może to socjalistycznie zabrzmi, ale uświadomiłem sobie, że rodzina jest najważniejszą wartością, jednością, całością. Dla mnie człowiek to kobieta i mężczyzna razem, dwójka uzupełniających się partnerów. Gdy jesteśmy o siebie zazdrośni, to znak, że się kochamy.

 

– Czy upodabniacie się do siebie, przejmujecie swoje cechy charakteru?

Gosia: Reagujemy już i spostrzegamy różne rzeczy tak samo. Poznaliśmy się, gdy ja miałam 14 lat, Paweł – 18. On na mnie oddziaływał w najważniejszym momencie życia dziewczyny. Dojrzewaliśmy razem.
Paweł: Czerpałem od Małgosi taką świeżość, dziewczęcość. Kiedy się poznaliśmy, wchodziłem w fazę dorosłości, męskości, nie stroniłem od bijatyk. Ona uczyła mnie dobroci, sprowadzała na ziemię. Przy okazji pragnąłem jej strasznie, więc musiałem zachowywać się w inny sposób, żeby nie odeszła.
Gosia: Nie, wydaje mi się, że w głębi duszy byłeś taki dobry, jak teraz.
Paweł: Ale gdyby ciebie nie było, mógłbym pójść w zupełnie inną stronę, może na zawsze pod budkę z piwem.

 

– Kim jest Paweł Kukiz?

Paweł: Jestem najwspanialszym, najprzystojniejszym i najmądrzejszym człowiekiem na świecie. A tak poważnie: jestem ojcem, muzykiem, szalonym facetem. Takim “wash and go”. Gdybym żył w monotonii, to bym oszalał. Jednego dnia w gumiakach jadę na ryby, drugiego idę na bankiet do ambasady brytyjskiej, trzeciego – na koncert.
Gosia: Dla mnie jest normalnym Pawłem i zawsze mnie dziwią te wszystkie objawy uwielbienia. Paweł ma dwie natury. Dr Jekyll i Mr Hyde. Raz jest taki, raz taki.

 

Paweł Kukiz,
Fot. Mieczysław Włodarski

Paweł Kukiz w "Vivie!" w 1998 roku

 

 

– Lubisz być w centrum zainteresowania?

Paweł: Trudno mi powiedzieć, bo po prostu jestem. Czasem jest to drażniące, ale niezbędne. Popularność wynika z tego, co robię i nie jestem w stanie od tego uciec. Jeśli bym próbował, będę odbierany jako bufon, który ma odlot na punkcie swojej wielkości. Czasem mnie męczy, że siedzę przy piwie w barze i śpiewam: “Szła dzieweczka do laseczka” i to wzbudza straszne zainteresowanie, aż o tym piszą w gazetach. Też miałbym ochotę pośpiewać na ulicy, ale nie mogę. Ja mogę śpiewać tylko na scenie.

 

– A Tobie odpowiada życie w cieniu Pawła?

Gosia: Na pewno nie przeszkadza. Poza tym jakiś blask spływa na mnie z jego chwały.

 

– Czy Paweł umie przyznać się do błędu?

Gosia: Tak. Jak coś nabroi, to na drugi dzień przeprasza i mówi: “Po co mnie w ogóle słuchałaś, przecież wiesz, że mówiłem bzdury”.
Paweł: Przyznaję się, ale po jakimś czasie. Uczę się na błędach.

 

– Wolisz spędzać czas w towarzystwie kobiet czy mężczyzn?

Paweł: To nie ma znaczenia, lubię każde towarzystwo, w każdym się dobrze czuję. I nie ma różnicy, czy to kobieta, czy mężczyzna, bo i wśród mężczyzn, i wśród kobiet znajdziesz i idiotów, i fajnych ludzi.
Gosia: A ja myślę, że Paweł woli męskie towarzystwo, rozmowy przy piwku, wyjazdy na rybki. Bardzo lubi kobiety, docenia ich urodę, ale uważa je za coś innego, bardzo potrzebnego mężczyźnie, ale innego. Dlatego zawsze chciał mieć syna.

 

– Jakich cech charakteru zazdrościsz kobietom?

Paweł: Przebiegłości, umiejętności natychmiastowego przystosowania się do zastanej sytuacji i w ogóle fajnie mają, że są kobietami.

 

– Jak byście się chcieli zestarzeć?

Paweł: Razem. Chciałbym mieć w końcu spokój, przestrzeń, możliwość odizolowania się od ludzi. Marzę o domku blisko Opola, gdzie będzie jakiś pagórek, strumyczek, kawałek lasu. Tego mi brakuje. Muszę wyhamować z pracą, bo się wypalę. Muszę być ciągle w ruchu, ale tym ruchem może być strzyżenie płotu. Na to są potrzebne pieniądze, więc wiadomo, że będę musiał prowadzić działalność zarobkową, ale niekoniecznie musi to być muzyka. Żeby pieniądze nie wynikały z artystycznej prostytucji, tylko żeby były efektem szczerej twórczości.
Gosia: Gdy widzimy starszych ludzi trzymających się za rękę, wzruszamy się. Patrzymy na siebie i tacy chcemy być. Wiem, że Paweł oznaki starości przyjmuje bardzo fajnie, lubi starsze kobiety, znajduje z nimi wspólny język. Docenia ich mądrość, dostrzega piękno zmarszczek. W Warszawie piętro pod nami mieszkała jakaś daleka krewna Pawła, samotna, zasuszona staruszka. Bardzo mnie ujmowało, że on jej gotował rosołki, dbał o nią, pielęgnował. Nie boję się przy nim zestarzeć.


Rozmawiała: Katarzyna Olkowicz

 

 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.