WYWIADY VIVY!

Izabela Janachowska: „Przypuszczałam, że jak zobaczę swojego synka, to się w nim zakocham”

Wyjątkowa rozmowa z Izabelą Janachowską o macierzyństwie

Gabriela Czernecka 25 sierpnia 2019 13:40

Dwa miesiące temu została mamą. Choć w synku Christopherze jest zakochana po uszy, wróciła do pracy chwilę po porodzie. Jak udaje jej się pogodzić macierzyństwo z życiem zawodowym, dlaczego nie chce, żeby jej syn w przyszłości został tancerzem, i dlaczego jej mąż nie sądził, że będzie tak wspaniałą mamą, sprawdzała Katarzyna Piątkowska. Wywiad ukazał się w sierpniu 2019 roku. 

Wywiad z Izabelą Janachowską

Spotykamy się w warszawskim biurze Izabeli Janachowskiej. Do gabinetu, który dzieli z mężem, wchodzi ubrana w biały T-shirt i tiulową miętową spódnicę. Promienieje, choć mówi, że nie ma takiej energii jak przed narodzinami synka. Ja jednak widzę, że nieprzespane noce nie odbijają się wcale na jej urodzie. W połowie wywiadu dołącza do nas mąż Izy – Krzysztof Jabłoński. Od pierwszej chwili widać, że między nimi iskrzy i że doskonale się rozumieją. 

Christopher ma dopiero 10 tygodni, a Ty już pracujesz?

Izabela: To nie jest mój pierwszy dzień w pracy. 

Nie chciałaś zostać z synkiem dłużej? Wykorzystać cały urlop macierzyński?

Izabela: Do momentu narodzin małego prowadziłam szalony tryb życia. Obiecywałam sobie, że jak się urodzi, przynajmniej trzy miesiące spędzę tylko z nim. Zakładałam, że nikt nie będzie mi w tym czasie pomagał i będę tylko on i ja. Trochę żałuję, że dzisiaj siedzę w biurze, a nie jestem z Chrisem w domu. Ale jestem spokojna, bo wiem, że ma doskonałą opiekę. Jest z moją mamą. 

Dlaczego nie udało Ci się zostać z synkiem w domu przez te trzy miesiące?

Izabela: Po prostu urodził się w okresie, który jest dla mnie bardzo intensywny zawodowo. Mam dużo projektów, które we wrześniu mają premierę, między innymi nowe kolekcje sukien ślubnych, przewodnik ślubny, ruszam też z cyklem szkoleń dla panien młodych. Nie mogę tak zupełnie się odciąć. Firma potrzebuje mojego wsparcia, przewodnictwa, pomocy i nie mogłam męża samego z tym wszystkim zostawić. On oczywiście doskonale dowodzi całym zespołem, ale są takie rzeczy, których beze mnie nie zrobi. Mój mąż jest świetnym biznesmenem, więc zarządza firmą od strony biznesowej, natomiast śluby to moja pasja, więc ja pilnuję wszystkich kwestii merytorycznych. 

Jesteś niezastąpiona.

Izabela: Raczej odpowiedzialna. Odpowiadamy nie tylko za siebie, ale też za innych, bo w naszych przedsięwzięciach bierze udział mnóstwo osób. I jeżeli innym ludziom dajemy słowo, że coś zrobimy, to musimy go dotrzymać. Tym bardziej że mój mąż jest perfekcjonistą i nie wytrzymałby, gdyby czegoś nie wykonał na 100 procent. 

Jesteś pracoholiczką?

Izabela: Obawiam się, że tak (śmiech). Jednak pierwszy raz w życiu czuję, że mogłabym mniej pracować. Zawsze miałam poczucie, że mogę wziąć na siebie jeszcze więcej i więcej, ale macierzyństwo to zweryfikowało – teraz częściej deleguję zadania, żeby móc spędzić więcej czasu z synkiem.

Siedzisz w tej sali konferencyjnej i myślisz o tym, że chcesz już biec do syna, być przy nim?

Izabela: Na szczęście mama co chwila przysyła mi zdjęcia (śmiech). Ta fotorelacja na bieżąco trzyma mnie przy życiu. Na początku dzwoniłam 100 razy w ciągu dnia. Mama się denerwowała, że jej nie ufam. A to przecież nie o zaufanie chodzi, tylko o tęsknotę. Nie mam wyrzutów sumienia. Zostawiam syna w najlepszych rękach. Zresztą nie demonizujmy. Część obowiązków mogę wykonywać zdalnie, nie chodzę do biura codziennie. Jednak większość czasu poświęcam Christopherowi. To, że mam dziecko, nie znaczy, że muszę poświęcić swoją karierę. Nadal chcę żyć swoim życiem, wzbogaconym przez niego, realizować swoje pasje, cele, być aktywna i dobra w tym, co robię. 

Pamiętam, jak mówiłaś mi, że nigdy nie chciałaś mieć męża, że ślub w ogóle Cię nie interesuje. A teraz nie dość że masz męża i dziecko, to jesteś jeszcze słynną „panią od ślubów”.

Izabela: Kiedy sama byłam dzieckiem, wierzyłam, że i ja w przyszłości będę je mieć. Potem zaczęła się moja kariera sportowa. Wydawało mi się, że macierzyństwo nie wpisuje się w schemat życia tancerki. Twierdziłam, że nie będę miała dzieci. A teraz mam synka i to jest… wow! 

I wszystko się zmieniło?

Izabela: Wiele rzeczy funkcjonuje tak, jak funkcjonowało. Natomiast nie spodziewałam się, że dziecko da mi tyle radości. Kiedy byłam w ciąży, tryskałam dobrą energią. Nawet trochę się bałam, że ciąża się skończy i to zniknie. Na szczęście tak się nie stało. To jest niesamowite, że masz serce tak przepełnione miłością. W moim przypadku od pierwszego momentu, gdy zobaczyłam i dotknęłam synka, poczułam, że to magia! 

Co pomyślałaś, jak go pierwszy raz zobaczyłaś?

Izabela: Boże! Jaki on jest mały! To było dla mnie najbardziej zaskakujące. 

Jaki jest Christopher?

Izabela: Ma charakter, przeżywa emocje i potrafi je wyrazić… Czasem naprawdę głośno (śmiech).Śmiejemy się, że jest fajnym ziomkiem – miłym i spokojnym, nawet czasami się zastanawiam, czy mi go nie podmienili. Ja taka spokojna nie byłam! Na pytanie: „Jaka jest Izabela?”, moja mama zawsze miała jedną odpowiedź: „Izabela jest dzieckiem… hm… żywym”. Miała ze mną urwanie głowy. Dużo płakałam, dokuczały mi kolki, wymagałam ciągłej atencji i noszenia na rękach. Byłam niespokojna i nudziłam się wszystkim już po pięciu minutach. Po prostu byłam straszna (śmiech). W przeciwieństwie do mojej starszej siostry, która była aniołem. W sumie cieszę się, że byłam druga, bo gdybym była pierwsza, pewnie nie miałabym rodzeństwa. Christopher jest grzeczny… Mój mąż uważa, że synek swój spokój ma po nim. I w ogóle jest do niego bardzo podobny. 

Dziecko idealne.

Izabela: Na razie… Aż boję się, co będzie dalej. Może jeszcze obudzi się w nim ta dzika energia po mamusi i może nie da nam żyć. Wtedy wyślę go na tańce, bo na mnie to zadziałało (śmiech). A tak na serio – nigdy nie wyślę go na tańce!

Dlaczego?

Izabela: Tak jest pewnie nie tylko w sporcie, ale i w każdym innym zawodzie, że jeśli chcesz być w czymś dobry, musisz się totalnie poświęcić. Swój czas, samego siebie. A mimo to szanse na sukces są niewielkie. Nie wiem, czy chciałabym, żeby moje dziecko miało aż tak trudną drogę zawodową. Jeśli sam się w to wpakuje, powiem tylko: „Ja cię, dziecko, ostrzegałam” (śmiech). Trzeba przeżyć na własnej skórze, doświadczyć czegoś, żeby potem stwierdzić: „Kurczę, jednak mama miała rację”. Ale ciężko jest uwierzyć komuś na słowo. Wszystkim nam mamy mówiły różne rzeczy i co? Słuchaliśmy? Nie. 

Słuchasz rad dotyczących niepokazywania dzieci? Zdaje się, że nie jesteś w mainstreamie. 

Izabela: Nie jestem, bo nie rozumiem, dlaczego ludzie nie pokazują dzieci. My z mężem też zastanawialiśmy się, czy pokazywać twarz naszego synka w social mediach. W sumie dlaczego nie? On jest częścią mojego życia, częścią mojego męża, mnie, jest naszą wielką radością i dumą i dla mnie takie koncentrowanie się na niepokazywaniu dziecka jest kłopotem. Poza tym uważam, że jest dużo ładniejszych części ciała u dziecka niż tył główki (śmiech). Staram się żyć w zgodzie ze sobą, a niekoniecznie w zgodzie z panującą modą.

Skoro już jesteśmy przy social mediach… wózek, który pokazałaś, wzbudził niemal ogólnokrajową dyskusję.

Izabela: Od razu wytknięto mi jego cenę. To takie bardzo polskie. Jestem ambasadorką marki, która w swojej ofercie ma mój wymarzony wózek. Poza tym pokazuję nie tylko ten jeden, ale różne, bo marka chce pokazać, że ma w swojej ofercie nie tylko wózki premium. Na długo przed tym, jak zostałam mamą, wybrałam już wózek, jakim będzie jeździło moje dziecko. Odjechany, przepiękny Balmoral w stylu vintage miałam wypatrzony od lat. 

Przecież mówiłaś, że nie chciałaś mieć dzieci. Skąd więc zainteresowanie wózkami?

Izabela: Dziecięcymi tematami interesowałam się zazwyczaj, gdy moim przyjaciółkom rodziły się dzieci. Gdy zaszłam w ciążę, bardzo wiele firm zgłosiło się do mnie z propozycją współpracy. Nie chciałam jednak promować produktu, do którego nie jestem w 100 procentach przekonana. Wtedy dostałam wiadomość od Silver Cross i bardzo się ucieszyłam. Natomiast media skupiły się na kwotach: „Janachowska wydała 20 tysięcy na wózek, a potem pokazała drugi Aston Martin za 15 tysięcy i wydała na nie więcej pieniędzy, niż przeciętny Polak wydaje na auto”. Fakt, że jest to współpraca i że nie wydałam ani złotówki, nie ma znaczenia. Woleli napisać, że wydałam, bo to się klika.

Skoro właśnie dołączył do nas Twój mąż, zapytam go, jaką jesteś mamą.

Krzysztof Jabłoński: W życiu nie pomyślałbym, że Iza będzie tak dobrą mamą. Jest najcudowniejszą mamą na świecie pod każdym względem. Przed narodzinami Christophera moja żona nie lubiła dzieci. Teraz to się zmieniło o 180 stopni. Nie ukrywam, że korzystamy z pomocy. Ale kiedy młody zapłacze, Iza biegnie pierwsza. Jest wtedy jak Speedy Gonzales. Nie wiedziałem, że ona umie tak szybko biegać. Wiem, że każda sekunda z naszym synem jest dla niej ważna, ale mamy teraz tyle projektów, że Iza nie mogła sobie pozwolić na długi urlop macierzyński.

Izabela: Wzruszyłam się. Zaraz się popłaczę… Ciężko mi wrócić do pracy na pełny etat, bo boję się przeoczyć ważne momenty, że się nie nasycę tym, że Christopher jest takim małym bobaskiem. 

Krzysztof: Ja oferuję mu szorstką, męską miłość – przytulić, uścisnąć, wytarmosić. A on jest jeszcze na to za mały. Wiem, że przyjdzie czas, kiedy będziemy razem chodzić na siłownię. Wtedy ojciec stanie się najważniejszy. Oczywiście uwielbiam go tulić, całować, tylko nie jestem w stanie na przykład nakarmić go tak jak Iza, bo u mnie na rękach płacze. A u niej od razu odpływa. Ale mamy swoje zabawy. Na przykład uwielbia, gdy robię mu masaż stóp. Ćwiczymy podciąganie się na rękach. Uwielbiam z nim spać. Ja zasypiam na kanapie przy telewizorze i on zasypia na mnie. Ja chrapię i on chrapie.

Izabela: Zawsze narzekałam na chrapanie, a teraz mam stereo. I jeszcze jestem zadowolona. Krzysztof, wracając do tego, jaką jestem mamą… Staraliśmy się o dziecko i ty myślałeś, że będę złą mamą?!

Krzysztof: Nie! Nie spodziewałem się po prostu, że będziesz aż tak dobrą.

Izabela: Ale pomyślałeś, że od razu oddam niani i do widzenia?

Krzysztof: Tak. 

Izabela: Ja też tak myślałam. 

Krzysztof: Sądziłem, że będzie tak jak u większości naszych znajomych, którzy mają kilka niań, a oni wpadają na chwilę zobaczyć dziecko i dać prezent. U nas jest zupełnie inaczej.

Izabela: Mnie się po porodzie wszystko zmieniło. Przed porodem byłam bardziej wyluzowana. Czas z nim jest jednak tak cenny, że jak myślę, że
miałabym go oddać w ręce niani, wolę się przemęczyć, nie pójść, nie załatwić, nie spotkać się. 

Krzysztof: O tym właśnie mówię. Myślałem, że będziesz miała dla niego mniej czasu, że priorytetem będzie praca i szybki powrót do formy, co w dzisiejszych czasach jest takie modne wśród znanych osób. A w tobie nie ma żadnego egoizmu. Nie ma syndromu gwiazdy. Iza jest normalną dziewczyną, normalną mamą. 

Jeśli chodzi o figurę Izy, to naprawdę nie ma się do czego przyczepić.

Krzysztof: To prawda. Ja w trakcie ciąży przytyłem 10 kilo i jeszcze nie zrzuciłem (śmiech). 

Izabela: Tyle co ja. Mi też jeszcze trochę zostało. Jeszcze nie jestem w formie i nie czuję się z tym komfortowo. 

Krzysztof: Przecież po porodzie nie można od razu zabrać się za ćwiczenia. Trzeba się oszczędzać.

Izabela: Powoli, małymi krokami dojdę do siebie. 

Krzysztof: I na siłowni będzie z nią mały. Tak jak wcześniej myślałem, że będzie w domu, tak teraz wydaje mi się, że Iza wszędzie będzie go zabierała ze sobą. Ostatnio mama Izy zaproponowała, że zabierze małego do siebie na weekend, żebyśmy mogli odpocząć, ale odmówiliśmy, bo chcemy jak najwięcej czasu spędzać razem! Ty w ogóle spotkałaś się z jakąś koleżanką?

Izabela: Tylko jak do mnie przychodzą. 

Krzysztof: Albo jak spotykasz je na spacerze. Dziecko jest najważniejsze.

Po narodzinach Christophera zmieniły się relacje między Wami?

Krzysztof: Pewnie! Mam drugiego faceta w domu. Konkurencję. 

Izabela: Czas nie jest z gumy. Albo mam czas dla jednego, albo dla drugiego. 

Krzysztof: Wcześniej wszystko było dla mnie (śmiech). Nie jestem oczywiście zazdrosny, przecież to nasz dzidziuś. Ale tak poważnie – wiadomo, że teraz wszystko jest podporządkowane małemu.

Izabela: Zastanawiam się, czy jest lepiej?

Krzysztof: Jest inaczej.

Izabela: Zawsze było super i jest super, czyli lepiej być nie może. 

Krzysztof: Jesteśmy razem siedem lat i mnóstwo rzeczy zdążyliśmy zrobić, zanim zostaliśmy rodzicami. 

Izabela: Przeszliśmy po prostu płynnie do kolejnego etapu. 

Krzysztof: Czy bycie rodzicami nas ogranicza? Nie.

Izabela: Nie możemy się doczekać, żeby zakończyć swoje zobowiązania zawodowe i po raz pierwszy pojechać na wakacje we troje. 

Krzysztof: Musimy tylko dobrze wybrać kierunek, sprawdzić, gdzie jest dobra opieka medyczna. Kiedyś nad takimi aspektami się nie zastanawialiśmy. 

Kierujesz się intuicją czy czerpiesz z wiedzy innych osób?

Izabela: Jestem w szoku, jak bardzo macierzyństwo jest intuicyjne. Położna pokazała mi podstawowe czynności, ale niektóre rzeczy po prostu się wie. Wiem, jak się opiekować moim dzieckiem, co bardzo mnie zdziwiło, bo myślałam, że właśnie takich wskazówek będę potrzebowała. 

Christopher Was zaskoczył?

Izabela: Urodził się przed terminem. 

Krzysztof: Cieszyłem się tylko, że posłuchałaś mnie i wcześniej się spakowałaś do szpitala. Iza przecież cały czas powtarzała, że ma jeszcze czas. 

Izabela: Kiedy pojechałam do szpitala, nie mieliśmy nawet urządzonego pokoju dla dziecka. Gołe ściany. 

Krzysztof: Musiałem wszystko przyspieszyć. Jak wrócili do domu, wszystko było gotowe.

Izabela: Było tak, jak sobie wymarzyłam.

Byłeś przy porodzie? 

Krzysztof: Byłem, choć planowałem inaczej. Zmieniłem zdanie w ostatniej chwili. 

Izabela: Nie miałeś potrzeby. 

Krzysztof: Ale jak zobaczyłem, jak Iza od razu bierze go w ramiona, to padłem ze wzruszenia. 

Izabela: Ale film nagrałeś do góry nogami. 

Krzysztof: Bo to były wielkie emocje! Byłem zestresowany chyba nawet bardziej niż ty.

Izabela: Ja byłam zszokowana tym, że to już się dzieje. Jeszcze byłam przed manikiurem (śmiech). 

Krzysztof: Ciąża Izy przebiegała książkowo. A tu niespodzianka! 

Zacząłeś pomagać Izie w firmie, gdy była w ciąży?

Krzysztof: Tak. Mamy jeszcze przed sobą długą drogę, ale wiemy, co chcemy osiągnąć i jaki mamy cel.

Jak się odnalazłeś w ślubnej branży?

Krzysztof: Nadal nie znam się na projektowaniu sukien ślubnych, ale temat nie jest mi zupełnie obcy, bo Iza siedzi w tym już tyle lat. To jest jej wielka pasja. Rozmawiamy na jej zawodowe tematy, jeździmy na targi, szkolenia. 

Izabela: Wciągnęłam męża. On się nie zajmuje ślubnymi sukniami, tylko biznesem. Od tej strony, od której potrzebowałam jego pomocy. Jak zainteresował się biznesem ślubnym, to podszedł do tego jak biznesmen – zrobił research całej branży w Polsce i na świecie. Zaczął budować firmę, zatrudniać ludzi, wymyślać nowe projekty. 

Krzysztof: Mnie interesują statystyki, Izabela zajmuje się merytoryką.

Widzę, że jesteście świetnym zespołem, i w życiu prywatnym, i w zawodowym.

Izabela: Tak, choć często się zderzamy. Ja jestem bardziej artystyczna, Krzysztof biznesowy. 

Krzysztof: Ja nie umiem napisać książki, ale umiem ją wydać i sprzedać. 

Izabela: Za chwilę będzie premiera mojej pierwszej publikacji – przewodnika panny młodej. Byłam odpowiedzialna za napisanie, a Krzysztof za całą resztę. To jest życie po życiu biznesmena. Gdy sprzedał poprzednią firmę, mówił, że będzie miał superdługie wakacje, będzie tylko grał w golfa. Już po dwóch tygodniach wakacji w drodze powrotnej wiedział, że zaangażuje się w moją firmę. 

Krzysztof: I teraz razem z innymi pracownikami robimy wszystko, by ułatwić Izie życie, bo ona jest chodzącym marketingiem. Przyszłe panny młode uwielbiają Izabelę, bo jest profesjonalna i serdeczna, bo to, co robi, robi z pasją. Wiem, że najgorsze, co mogę zrobić, to coś jej kazać. Nie ma takiej szansy, żeby to zrobiła.

Izabela: To jest akurat nasza wspólna cecha. Jak tobie się powie, że coś musisz zrobić, to co mówisz?

Krzysztof: „Muszę to kiedyś umrzeć. A tak to mogę”. 

Iza, czy macierzyństwo jest takie, jak się spodziewałaś?

Izabela: Zanim urodzisz dziecko, nie wiesz, czego się spodziewać. I na wiele scenariuszy i sytuacji możesz próbować się przygotować, ale życie to weryfikuje. Przypuszczałam, że jak zobaczę swojego synka, to się w nim zakocham. Ale nie byłam przygotowana na taką eksplozję emocji. 

 Myślisz czasem o jego przyszłości?

Izabela: Jak byłam w ciąży, dużo o tym myślałam. Ale staram się żyć tym, co tu i teraz.

Krzysztof: Chyba najbardziej się cieszymy, że on jest taki malutki, idealny do przytulania.

Izabela: Z każdym dniem rośnie i bardzo się zmienia, na przykład właśnie zaczął się zupełnie świadomie do nas uśmiechać. Teraz czekam, aż w końcu powie „mama”.

Podobno większość dzieci najpierw mówi „tata”.

Krzysztof: I bardzo dobrze. To mój chłop.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.