"Czarni", Paweł Reszka
Fot. mat. pras.
O TYM SIĘ MÓWI!

Paweł Reszka o prywatnym życiu księży: „Gdy ksiądz zostaje ojcem, biskup izoluje go od dziecka!”

„Czarni”, książka która odkrywa tajemnice kościoła

Roman Praszyński 12 października 2019 17:58
"Czarni", Paweł Reszka
Fot. mat. pras.

Dziennikarz „Polityki”, Paweł Reszka, przebrał się za księdza i chodził po ulicach, żeby sprawdzić, jak ludzie odbierają osoby duchowne. O swoich doświadczeniach napisał w książce „Czarni”. Spotkał się w dziesiątkami księży, aby posłuchać o ich problemach, zmaganiach i codzienności. „Czarni” to głos ze środka kościoła. Co w nim jest? Czy tylko pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, i lenistwo?

Przebrał się Pan za księdza? Co za diabeł Pana opętał?

Chciałem zobaczyć jaki diabeł ich – czarnych - opętuje. To wyjątkowo zamknięte, hermetyczne środowisko. Chciałem poczuć jak to jest po drugiej stronie. Chociaż przez chwilę.

I jak jest?

Niesamowite uczucie izolacji i pustki. Jak na filmach science fiction ludzie są otoczeni polem siłowym. Nic się nie przebija. Tak się czułem.

Księża nie są lubiani?

Tak. Nawet ci, którzy lubią – to widać, ktoś kiwa głową, uśmiecha się – też trzymają dystans. Może ze strachu, może z szacunku. Ksiądz dla nich to osoba prawie, że święta, nie można zakłócać jej spokoju. Tak czy inaczej, człowiek zostaje sam.

I jakiego diabła Pan znalazł?

Jak miałbym powiedzieć jednym słowem, to diabła samotności.

Po lekturze „Czarnych” odniosłem wrażenie, że to stado biednych, samotnych facetów.

To moje udawanie księdza dało mi poczucie, z czym oni się mierzą. Chociaż namiastkę. I rozmowy były tego dopełnieniem. To opowieść o samotności. O samotnych wieczorach. O zaprogramowanym, powtarzalnym życiu, które musi się skończyć w jeden sposób – samotnymi dniami w domu księdza emeryta.

System skazuje ich na samotność?

Tak.

Jaki procent radzi sobie, cudzołożąc?

Dokładnie nie wiem. W książce cytuję badacza seksualności księży, Józefa Baniaka. Z moich obserwacji wynika, że nie chodzi przede wszystkim o chuć. Oni bardziej od seksu szukają kogoś, do kogo można się przytulić. To jest dla nich ważniejsze.

Bo to głęboka, ludzka potrzeba.

Z seksem można sobie poradzić masturbacją, oglądaniem pornoli. Z samotnością gorzej. Oni mają potrzeby, jak wszyscy ludzie. Jeden z duchownych powiedział mi: „Wszystkich księży pytaj, jak się zakochują. Ale nie w seminarium, ale jak mają 30, 40, 50 lat. Każdy się zakochuje, my też. Tylko my mamy trudniej”. Ksiądz to też człowiek. My im odmawiamy człowieczeństwa. Mamy do nich interes, bo mają nam coś „u góry” załatwić. Na przykład uzdrowienie. Mamy interesy rytualne - chrzciny, śluby, pogrzeby. Ale odmawiamy im prawa do takich samych namiętności. A mają takie same potrzeby. Są takimi samymi ludźmi, tylko ubranymi w dziwne szaty.

Po co Pan napisał „Czarnych”? Co Pana ciągnęło do ich świata?

Po pierwsze, żeby zobaczyć ich zamknięty świat. Druga rzecz - mają coraz gorsza prasę i pomyślałem sobie, żeby oni sami poopowiadali o sobie.

Pan im prasy nie polepszył swoją książką. W niej grzech na grzechu.

To prawda że, rozmawialiśmy głównie o grzechu. Jest częścią natury ludzkiej. Dotyczy wszystkich. Jest w jakimś sensie wyznacznikiem człowieczeństwa. Gdybyśmy nie grzeszyli, nie bylibyśmy ludźmi. Wielu mówi: „Człowieku, coś ty napisał? Ta okładka! Te grzechy na okładce. Ale zaczynają czytać – i mówią - „ciekawe!”. Więcej ze strony duchownych mam do tej pory niemal same pozytywne reakcje.

Czytam i widzę, że wielu z nich żyje w hipokryzji. Mają kobiety, dzieci. Krytykują swój kościół, ale po cichu, nie buntują się. Mało duchowości, dużo cynizmu, frustracji, bezsilności.

Grzechy układają się w życie przeciętnego duchownego. Od pychy, że został wybrany, jest fajny i podziwiany, aż po lenistwo, czyli totalną rezygnację. Przez gniew, zdradę ideałów, chciwość i nieczystość. Nie chciałem oceniać. Pomyślałem: „Jak to jest, gdy przestaje się wierzyć w Boga, a ma się 50 lat i jest to twój zawód?”. Facet powinien zdjąć ciuchy i wyjść. A z drugiej strony dokąd on ma pójść?

To samo mówią dziennikarze przed emerytura w telewizji i radiu polskim.

Abstrahując od ocen takiego postępowania, można powiedzieć, że to jest bardzo ludzkie: człowiek chce zadbać o siebie, czy o byt rodziny. Często słyszałem: „Mam rodzinę i co mam robić, jak ja tylko spowiadać umiem?”. Ciekawa refleksja wyszła w trakcie tych rozmów. Z jakiego powodu księżą sprowadzili siebie tylko do roli dostawców usług rytualnych. Zadałem sobie pytanie: „A może to my jesteśmy temu winni?”.

My?

My, wierni. Ilu z nas - wiernych - idzie do księdza porozmawiać o Bogu, a ilu idzie tylko wziąć karteczkę, żeby zostać świadkiem na ślubie?

Ilu?

Obawiam się, że większość. Sprowadziliśmy religię do rytualnych zabiegów. Przytaczam w książce taką opowieść. Ksiądz mówi: „Łamią te gałązki na Boże Ciało, ja ich pytam, po co to łamiesz? I słyszę - nie wiem, ojciec, łamał, babka łamała. I ja też będę łamał”. Niemal każdy z moich rozmówców przechodził etap seminaryjnych ideałów, chciał zmieniać świat. Nawracać ludzi, czynić im lepszymi. A potem ląduje gdzieś w kościele na wsi i się okazuje, że ludzie spowiadają się, że nie chodzili do kościółka, mówili brzydkie wyrazy i nakłamali mamie i tacie. Niezależnie od tego czy mają lat trzynaście czy 63. A ksiądz mieszka z nimi we wsi, wie, że chleją i biją żony. Kiedy chce na serio o tym porozmawiać, słyszy: „Stary, nie wtrącaj się do naszego życia rodzinnego, bo napiszemy na ciebie skargę do biskupa. Będziesz miał kłopoty”. Więc taki ksiądz zadaję sobie pytanie: „Po co mi to? Mam być ostatnim sprawiedliwym? Pieprzę!”. I zaczyna być dostawcą usług rytualnych.

A co mówią o polityce? Czy widzą, że kościół chce rządzić? Dosiada się do tronu?

Niektórych to bardzo uwiera. Właściwie wielu. Z drugiej strony zauważają, że naiwnością jest mówienie, że zaraz wymrze pokolenie biskupów, którzy są tradycyjni, konserwatywni i skorzy do sojuszu z konserwatywną władzą. Bo młodzież seminaryjna jest czasami jest bardziej konserwatywna niż ci biskupi. Ma powody. Kiedy mówi się im: „Słuchajcie, kościół powinien być bardziej nowoczesny, liberalny, otwierać się na homoseksualistów, rozwodników, iść z duchem czasów, to można usłyszeć - nasi koledzy z zachodniej Europy właśnie to robili. I zobacz do czego doprowadziło. Kościoły są puste. Być może my powinniśmy tego nie robić”.

Ok, wymienia Pan w książce grzechy „czarnych”. Przykład pychy poproszę.

Najlepiej pychę ilustruje historia, jak chłopak w trakcie seminarium wraca do swojego miasta ubrany w sutannę. Sadzają go na akademii koło burmistrza, podsuwają mikrofon pod nos i każą mu mówić. A on nie jestem mądrzejszy niż trzy lata temu, gdy opuścił swoje miasteczko. Nie ma nic mądrzejszego do powiedzenia. Ale przebranie sprawia, że wszyscy zaczynają go słuchać. I po pewnym czasie przyzwyczaja się, że wszyscy go słuchają, bez względu na to, co mówi. Zaczyna wierzyć, że jest mądry i wielki. Bardzo łatwa droga do degeneracji. Przestaje czytać, przygotowywać się do kazań, zaczyna wierzyć w swoja boskość.

Chciwość - główny grzech?

Jeden z częstszych. Choć myślałem, że są bogatsi. Nie zdawałam sobie sprawy, że oni nie mają dużo rzeczy, bo ciągle się przeprowadzają. Nie mogą zainwestować w nieruchomość. Mają trochę rzeczy i samochód. Stereotyp jest taki, że kler jest chciwy i bogaty. Jeden ksiądz mi opowiadał, że jechał wypożyczonym starym, czerwonym bmw. Na stacji benzynowej pracownik, który mu nalewał mówi: „No, kler byle gównem nie jeździ”. Ksiądz: „Panie, to pożyczone. Poza tym mam pięćdziesiątkę na karku, a obok 19 latek lamborghini zajechał. On może?” Na to benzyniarz: „Ja swoje wiem, kler jest bogaty”. Jakby się nie tłumaczyli, zawsze będziemy o nich mówili, że są chciwcami.

Słyszę, że polubił ich Pan?

(westchnienie) Ciekawe było rozmawiać z nimi. Miałem o nich gorsze zdanie. Wydawało mi się, że są bardziej cyniczni, a zobaczyłem w nich bardzo ludzkie cechy.

Samotność, grzech, zagubienie, słabość?

Tak.

Jest Pan wierzący?

Tak. Jestem rozwodnikiem. Chodzę do kościoła, ale nie mogę przyjmować komunii świętej. To jakby pana zaprosili na imprezę...

Ale nie dali wódki?

Nie mógłby się pan zbliżyć do stołu.

Katolik drugiej kategorii?

Czasem można się tak poczuć.

Ta książka to zemsta?

Nie. Chciałem ich zrozumieć. Mam znajomego zakonnika, misjonarza ludów afrykańskich. Kiedyś w Afryce mieliśmy okoliczność spożywczą. Zaczęliśmy u niego, skończyliśmy u mnie w hotelu. To byt typowy, afrykański hotel, najtańszy, z gekonami i wielkim wirnikiem pod sufitem. Prysznic to była rura zwisająca ze ściany. Woda kapała, my leżeliśmy na łóżku, między nami krążyła butelka whisky. Opowiadałem mu swoje życie, zahaczyłem o Boga. Na co mój przyjaciel zakonnik odezwał się niewyraźnie, bo alkohol plątał mu język: „Słuchaj, źle na to patrzysz. On jest, jak twój tata. Rozumiesz? Z Bogiem, jakbyś z tatą rozmawiał!”. To porównanie zostało mi w głowie.

To, co zamykamy kościoły? Niech wracają do swoich żon?

Kościoła jest potrzebną instytucją. Chodzę co niedziela. Gdybyśmy zamknęli, nie miałbym dokąd chodzić.

Wolno wejść do środka takim jak Pan?

Wolno, oczywiście.

Bóg nie jest tatą?

Bóg zawsze jest tatą. Co nie zmienia faktu, że może się gniewać na człowieka, który np. złamał przysięgę małżeńską.

Coś nie wyszło?

Tak. Wielu ludziom nie wychodzi

Żyje pan w grzechu śmiertelnym. Czyli jak Pan umrze to do piekła?

On to będzie rozsądzał, a niezbadane się wyroki boskie.

A co księża mówią o celibacie?

To bardzo ciekawy temat. Wielu mówi, że zniesienie celibatu byłoby potężnym problemem organizacyjnym.

Trzeba by się kasą dzielić.

Księdza trudniej byłoby przenieść, w naturalny sposób gromadziłby majątek dla dzieci, kupował nieruchomości, życie kościelne dzieliłby z rodzinnym.

Rozumiem. Ale co osobistego mówią?

Wielu mówi, że nie jest to dobry pomysł, żeby celibat był. Że zniesienie nada im rysu ludzkiego i zdobędą zaufanie wiernych. To przecież zabawne, że porad dotyczących życia małżeńskiego i rodzinnego udziela mi ktoś, kto nigdy nie wychowywał dzieci. Wielu z moich rozmówców mówi: „Protestuję, kiedy nazywają mnie ojcem. O ojcostwie nie wiem nic, a muszę ludziom radzić”. Ale z drugiej strony ktoś mi powiedział: „Jak będziesz rozmawiał z moimi kolegami po fachu i usłyszysz cały szereg argumentów teologicznych za zniesieniem celibatu, to pamiętaj - najprawdopodobniej na samym końcu jest argument, który ma na imię Kasia, albo Jadzia. Jest już jakaś kobieta, w której jest zakochany i chciałby z nią być”.

Jest jakiś paradoks, że ta grupa mężczyzn ma być przewodnikami, a jest poharatana, skrzywdzona systemowo.

To raz. A dwa to, że oni też dostają ciosy z każdej strony. Bo mówi się, że chciwi, że pedofile. Z każdej strony obawiają się ataku. Więc zamykają się w wieży, za podwójną gardą. Naturalny uśmiech duszpasterza schodzi im z ust. Mój kolega ksiądz, który przeczytał książkę, powiedział: „To teraz rozumiesz, dlaczego kiedy się spotykamy, to najczęściej jestem w cywilu”.

A co o pedofilii mówią?

Pedofilia na pewno nie jest ich centralnym problemem. Większym problemem dla tych świadomych księży nie jest proceder pedofilii, tylko jak kościół sobie nie radzi z pedofilią. Dla każdego normalnego człowieka jest oczywiste, że jeżeli w naszym otoczeniu mamy pedofila, donosimy na niego do prokuratury. Nie podajemy mu ręki, nie jest naszym kolega. A Kościół, Episkopat nie potrafił sobie z tym bardzo długo poradzić. W tych rozmowach słyszałem żal, że „Nasi szefowie nie potrafili sobie poradzić, a teraz my zbieramy w dupę”.

Spotkał Pan szczęśliwych księży?

Tak, są tacy, którzy wierzą w to, co robią i są szczęśliwi. Szczerze mówiąc, nie zazdroszczę im. Mają przerąbane. To samotne zajęcie. Wiele rzeczy, które są naturalne dla wszystkich, dla nich są zakazane. Niewiarygodne. Gdy ksiądz zostaje ojcem, jedną z pierwszych rzeczy, jaką robi biskup, to izoluje go od dziecka. To...

Nieludzkie.

Tak. Mój rozmówca pytał: „To ma być chrześcijańskie, gdy biskup mówi mi, że dobry ksiądz ma uciec od własnego dziecka?”. Celne pytanie. Izolować dziecko od ojca – z jakiego powodu? Żeby ludzie nie gadali? To jest paranoja.

Chodząc do kościoła legitymizuje Pan ten system.

Chodzę spotkać się z Bogiem.

Na łące Pan Boga nie spotka?

Chcę spotkać w kościele i na mszy dzień święty święcić.  

Paweł Reszka
Fot. mat. pras.
Paweł Reszka
Fot. mat. pras.

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Mama przy stole jest szczęśliwa”, mówią o MAGDZIE GESSLER jej dzieci – LARA GESSLER i TADEUSZ MULLER. „Ta tęsknota jest jeszcze gorsza niż na początku…”, wyznaje MAGDALENA ADAMOWICZ, żona tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska PAWŁA ADAMOWICZA. OLGA TOKARCZUK, noblistka z dredami. RAFAŁ i GRZEGORZ ZAWIERUCHA. Aktor i uczestnik „MasterChef” – na czym polega siła braci? EWA PACUŁA i NICOLE SALETA - jak nieuleczalna choroba determinuje ich życie.